Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij
Decyzję o starcie podjąłem godzinę przed biegiem - rozmowa z Henrykiem Szostem

Decyzję o starcie podjąłem godzinę przed biegiem - rozmowa z Henrykiem Szostem

Decyzję o starcie podjąłem godzinę przed biegiem"- rozmowa z Henrykiem
Kamil Kamiński
09-10-2020

W dniach 2-4.10.2020 odbył się 11. Tauron Festiwal Biegowy, a jednym z kilkunastu rozegranych dystansów była Orlen Życiowa 10-tka, w ramach której rozegrano Mistrzostwa Polski Masters w biegu ulicznym na 10 km. Trasa wiodła z Krynicy- Zdroju do Muszyny i mimo długiego zbiegu nie był to łatwy start. Z wynikiem 30:17 wygrał Henryk Szost, przed Piotrem Łobodzińskim (30:34) i Aleksandrem Draganem (31:10). Aktualny rekordzista Polski w maratonie czuł po tym biegu niedosyt.

 

Kamil Kamiński (Bieganie.pl): Dzisiejszy bieg odbył się w niełatwych warunkach. Porywisty wiatr bardzo utrudniał utrzymanie założonego tempa. Przez to wielu zawodników nie uzyskało zaplanowanych wyników. Tobie mimo wszystko udało się wygrać ten bieg. Jak poradziłeś sobie w takich warunkach?

Henryk Szost: Bardzo dzisiaj wiało. Nie pamiętam tak wietrznej pogody tutaj w Krynicy. Ten bieg na dychę zawsze był szybki i praktycznie wiatru nie było, a dzisiaj cała trasa była pod mocny wiatr. Jeszcze przez pierwszą piątkę udało się powalczyć i w połowie złapałem 14:42, ale później ten wiatr już tak doskwierał, że praktycznie tempo spadło do biegu w II zakresie. W tych warunkach, szybciej się nie dało.

KK: A czy na dzisiejszy wynik miał też wpływ niedawno przebiegnięty wirtualnie Maraton Warszawski? Pobiegłeś go treningowo w 2:31, ale organizm na pewno odczuł ten wysiłek. Miałeś tylko tydzień przerwy.

HS: Z pewnością tak. Generalnie miałem ciężki tydzień, dużo wyjazdów i dwa mocne treningi w deszczu. Czułem się zmęczony i decyzję o tym, że wystartuję podjąłem dzisiaj o 9:30, czyli godzinę przed startem. Jest to mój najsłabszy wynik na tym biegu w ramach festiwalu, ale pozostali zawodnicy też słabo pobiegli ze względu na wspomniany wiatr. Mimo zbiegu najszybszy kilometr wyszedł w 2:55, a w poprzednich edycjach zdarzało się biec najmocniejszy odcinek nawet po 2:40.

KK: Czyli ciężki tydzień i niesprzyjające warunki atmosferyczne zdecydowanie miały negatywny wpływ na wynik. Natomiast dodatkową motywacją byli na pewno kibice. Można powiedzieć, że biegłeś u siebie?

HS: To wsparcie bardzo pomagało, zwłaszcza gdy wbiegłem w granicę Muszyny, mojej rodzinnej miejscowości. Tam już wołali do mnie po imieniu, bo prawie wszyscy mnie znają i każdy się cieszył. I chyba to mnie bardziej zadowala, niż wygrana. Od początku podszedłem do tego startu treningowo i szczerze mówiąc to bez zawodów jestem w stanie szybciej pobiec dychę, ale ludzi się cieszyli i mnie dopingowali i to było najfajniejsze.

KK: Rozumiem, że ta dycha była elementem przygotowań pod Dębno. Mistrzowska Polski w maratonie odbędą się w grudniu. Jak wyglądają Twoje przygotowania?

HS: Jeszcze jestem w takim okresie, gdzie mało biegam treningów szybkościowych i dzisiaj bardzo brakowało mi tej szybkości. Po samym biegu nie byłem zmęczony, ale odczułem brak elementów szybkościowych, które będę wprowadzał później. Ten rok jest trochę zwariowany, więc podchodzę do tego spokojnie. Przeważnie nogi są bardziej rozkręcone przez starty, a przez obecną sytuację organizm jest uśpiony. Brakuje kilku biegów, że wejść na odpowiednie obroty. Też trzeba wziąć pod uwagę, że mam już 39 lat i już tak szybko nie wskakuję na wysokie tempo.

KK: Planujesz w takim razie wystartować jeszcze w jakimś biegu przed maratonem w Dębnie?

HS: Chyba nawet nie ma gdzie. W tym momencie jest tak wielka niewiadoma, że nie wiemy co się odwoła, a co będzie organizowane. Miały być Koszyce, ale już nie będzie tego biegu w tym roku. Także teraz skupiam się tylko na Dębnie, tak jak większość maratończyków, którzy tam planują start. A termin grudniowy jest bardzo dobry, bo mam więcej czasu na przygotowania.

KK: A co powiesz o butach, w których wystartowałeś? To jeden z nowszych modeli New Balance - Fuel Cell TC, który ma w podeszwie płytkę karbonową. Uważasz, że stosowanie takich technologii ma sens? Jakie korzyści mogą wynikać z tego typu rozwiązań

HS: Zdecydowanie ma to sens. Biegałem też w butach innych marek, które wykorzystywały płytkę karbonową, która wspomaga wybicie, zwłaszcza na ostatnich kilometrach biegu, kiedy nogi są zmasakrowane i trudno utrzymać tempo. Oczywiście oprócz samego karbonu ma też znaczenie grubość podeszwy, która zapewnia bardzo duży komfort i nie męczy stóp tak bardzo jak cienka pianka. Chociaż faktycznie swoje rekordy biłem w butach bez karbonu. Tak na prawdę jeśli nie ma mocy pod nogą, to żadna płytka nie pomoże. Ten bieg to był pierwszy sprawdzian dla tych butów, bo wcześniej tylko w nich trenowałem. Także z nich i pierwszego miejsca jestem zadowolony, ale z czasu już nie.

Dyskusja

Forum bieganie.pl - największe biegowe forum