Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij
Trudne zmiany sztafety II  - Zalewski mówi nam o braku powołania

Rozmawiamy z Karolem Zalewskim, najszybszym polskim czterystumetrowcem ostatnich sezonów o jego odczuciach związanych z brakiem powołania do reprezentacji kraju na MŚ w Dosze. W czwartek 19 września sprinter podzielił się swoimi przemyśleniami na oficjalnym profilu na FB. Nam opowiada, jak z jego perspektywy zapadają decyzję o składzie sztafety narodowej.

Czytaj również: TRUDNE ZMIANY SZTAFETY.

Po świetnym sezonie halowym 2018, kiedy to polska sztafeta 4x400 m poprawiła rekord świata, znowu wszyscy byliśmy dumni z „lisowczyków". Tymczasem kolejny rok przyniósł zastój - zarówno w długich sprintach indywidualnych, jak i męskich biegach rozstawnych. Czy za taki stan rzeczy może odpowiadać blok szkoleniowy PZLA? Przypomnijmy, że w marcu w obliczu ryzykownego wystawienia przez związek na Halowe Mistrzostwa Europy tylko 4 sprinterów oraz kontuzji Karola Zalewskiego - w finale zawodów musiał pobiec nominalny płotkarz Damian Czykier. Wtedy głos w sprawie zabrał Rafał Omelko, który skrytykował sposób powoływania zawodników do składu reprezentacji oraz niefrasobliwość trenerów i działaczy. Opisaliśmy to w materiale na Bieganie.pl w marcu b.r.

Teraz, gdy został ogłoszony skład na MŚ, nieoczekiwanie zabrakło w nim najlepszego zawodnika ostatnich dwóch sezonów - czyli Zalewskiego (do sztafety mieszanej 4x400 m powołano Omelko, Łukasza Krawczuka i Wiktora Suwarę). Okazuje się, że wpływ na to miała ocena nie tylko poziomu sportowego, ale i postępowanie dyscyplinarne. Karol ma nie tylko ponosić konsekwencję spóźnienia się na Drużynowe Mistrzostwa Europy, ale również rzekomej odmowy udziału w HME.

W swoim wpisie na profilu społecznościowym Karol opisuje kulisy powołania, czy raczej jego braku na najważniejszą w tym roku imprezę lekkoatletyczną - Mistrzostwa Świata w Dosze. My pytamy go o szerszy kontekst.  Karol, opublikowałeś wpis, który pokazuje Twój punkt widzenia i obnaża wiele mechanizmów rządzących wyborem składu w sztafecie 4x400 mężczyzn. Postaramy się zapytać o zdanie przedstawicieli PZLA, ale zależy nam również na lepszym poznaniu Twojego stanowiska. Jak oceniasz swoją formę w tym sezonie? Co było dla Ciebie głównym celem?

Moja forma w tym roku była różna, ze względu na to, że sezon 2019 jest mocno rozlany w czasie. W tym roku między startami oprócz czasu na odpoczynek musieliśmy szukać też czasu, żeby „dotrenować" - tak żeby szczyt formy wyrósł na najważniejszą imprezę 2019. Najważniejszymi dwoma imprezami lekkoatletycznym w tym roku dla nas były sztafetowe mistrzostwa świata w Jokohamie, na których wywalczyliśmy udział w tej drugiej - czyli mistrzostwach świata w Dosze. Mówię tu o sztafecie mieszanej 4x400 m.

W jakiś sposób zawodnik dowiaduje się o powołaniu na MŚ? Jak było w Twoim wypadku? Czy różniło się to od sposobu powołań na inne imprezy, na których byłeś?

Zazwyczaj ostatniego dnia (lub w dniu następnym), w którym można wypełniać minima na daną imprezę, pojawia się lista osób powołanych przez Polski Związek Lekkiej Atletyki. W tym roku owa lista pojawiła się kilka dni później. Kiedy ujrzał ją mój trener, od razu zadzwonił, żeby poinformować mnie, że na liście nie ma mojego nazwiska.

Wspomniałeś o sytuacji podczas sierpniowych Drużynowych Mistrzostw Europy - miałeś podobno popełnić jakieś wykroczenie przeciwko regulaminowi? Czy ktoś powiedział Ci o konsekwencjach spóźnienia na zgrupowanie?

Tak, z przyczyn losowych dotarłem na DME do Bydgoszczy spóźniony. Ale nie miałem pojęcia o jakichkolwiek konsekwencjach, tym bardziej że trener sztafety zachowywał się na rozgrzewce przed biegiem jak gdyby nigdy nic... Dopiero po biegu chłopaków, w którym niewiele zabrakło do minimum na MŚ, pojawiły się jakieś pogłoski, że zostanę wezwany na komisję dyscyplinarną.

W Glasgow symulowałeś kontuzję? Odmówiłeś faktycznie udziału - czy trener Lisowski według Ciebie systemowo promuje swoich zawodników? 

Zawsze, kiedy jestem gotowy do biegu głośno o tym mówię, kiedy coś mnie boli lub wiem, że nie jestem w formie, również. Co do drugiego pytania - przykładów jest pewnie mnóstwo... ale przytoczę ten, od którego zaczęła się moja znajomość z trenerem Lisowskim. Było to w roku olimpijskim 2016, kiedy trenowałem jeszcze sprint, ale od czasu do czasu biegałem 400 m. Jako że miałem indywidualne minimum na IO w Rio na 200 m, trener Lisowski uznał, że w razie potrzeby mógłbym wspomóc sztafetę 4x400 na igrzyskach. Zaprosił mnie do Jeleniej Góry na start, gdzie zrobiłem fajny rekord życiowy 45.84 i wygrałem ten bieg. Jednocześnie osiągnąłem drugi czas w Polsce, zaraz za Rafałem Omelko.
Potem poleciałem na zgrupowanie przed IO do Brazylii, już w grupie 400 metrów. Tam trenowaliśmy wszyscy razem. Na samych igrzyskach nie przeszedłem przez eliminacje na 200 m, biegając 20.54.
Chłopaki w sztafecie stanęli na wysokości zadania i w pięknym stylu dostali się do finału. W dzień finału trener Lisowski powiedział
„wygranego składu się nie zmienia" i mimo zmęczenia chłopaków, którzy brali udział już w kilku innych biegach, mimo bólu Achillesa jednego z zawodników, trener składu nie zmienił, a chłopaki pobiegli w finale sekundę gorzej niż w eliminacjach... Może już wtedy młoda krew pomogłaby przeskoczyć oczko wyżej? Przypomnę, że udział w tej sztafecie wiązał się z finansowaniem dalszego szkolenia i stypendium dla zawodnika.

Jakie są według Ciebie perspektywy rozwoju polskich 400 metrów? 

Perspektywy rozwoju polskich 400 m? Po ostatnim biegu w Chorzowie nabrałem dużo wiedzy i doświadczenia, a przede wszystkim odwagi - biegnąc za Stevenem Gardinerem (Gardiner wygrał Memoriał Skolimowskiej z 3. wynikiem na listach światowych: 44.14 - przyp. red.). Dotarło do mnie że bieganie poniżej 45 sekund jest realne i tak bliskie. Żeby polskie 400 metrów liczyło się, tak jak kiedyś, na świecie - musimy mieć kilku chłopaków biegających na poziomie 45.0


Komunikacja na linii związek zawodnicy zawodzi nie pierwszy raz. Niejako w odpowiedzi na post Zalewskiego wypowiedział się w wywiadzie dla sport.pl Krzysztof Kęcki, dyrektor sportowy PZLA - LINKzalewskiwpis.jpeg

Fot. Marta Gorczyńska