Miniatura na glowna 52
21 kwietnia 2026 Tomasz Koprowski Lifestyle

Mara­ton nie jest bułką z masłem. I całe szczęście


Bieganie jest dziś wszędzie. Widzimy je w rekla­mach, mediach spo­łecz­no­ścio­wych, na uli­cach miast, w par­kach i pod­czas week­en­do­wych even­tów. Patrzymy na uśmiech­nięte twa­rze po treningu, zdję­cia z meda­lami, rela­cje z zawo­dów, modne stroje i grupy zna­jo­mych piją­cych kawę po wspól­nym roz­bie­ga­niu. Nic dziw­nego, że wielu począt­ku­ją­cych myśli o bie­ga­niu jak o czymś pro­stym, lek­kim i przy­jem­nym. O aktyw­no­ści, którą wystarczy zacząć, a reszta wyda­rzy się sama.

Tym­cza­sem pierw­szy kon­takt z rze­czy­wi­sto­ścią bywa zupeł­nie inny. Wycho­dzisz pobie­gać, a po kilku minu­tach łapie zadyszka. Boli kostka, kolano, łydka. Jest za gorąco, za zimno, za wietrz­nie. Nagle okazuje się, że to, co wyglą­dało jak bułka z masłem, bar­dziej przy­po­mina czer­stwy chleb, który trzeba spo­koj­nie prze­gryźć. I bar­dzo dobrze.

Bo wła­śnie w tym tkwi siła bie­ga­nia. Nie w tym, że jest łatwe, lecz w tym, że uczy cier­pli­wo­ści,
syste­ma­tycz­no­ści i pokory.

Za pięć dni pobie­gnę swój trzeci mara­ton. Mimo własnych doświad­czeń, prze­by­tych kilo­me­trów i dwóch wcze­śniej­szych star­tów, mam w gło­wie dokład­nie te same pyta­nia, które mia­łem przed debiutem. Czy wszystko jest dobrze przy­go­to­wane? Czy tempo nie za szybkie? Czy nic mnie nie zasko­czy? Czy żołądek nie zrobi psikusa jak ostatnio?

Tre­nera męczę czę­sto o te same rze­czy. Organi­za­cyj­nie wiem sporo, ale w środku zawsze poja­wia się jakieś „ale”. To chyba natu­ralne. Mara­ton budzi respekt nawet wtedy, gdy już go znasz.

DSC05580

Czy mara­ton jest trudny? Odpo­wiem uczci­wie

Pod­czas ostat­niego Zalando Social Run pod­szedł do mnie tata małego Sta­sia i zapy­tał:
„Panie Tomaszu, czy ten dystans jest trudny? Czy to boli?” To bar­dzo dobre pyta­nie. Zwłasz­cza dla tych, któ­rzy mara­ton mają dopiero przed sobą.

Czy mara­ton jest łatwy? Za nic w świe­cie. Czy można go lubić? To zależy. Sam bieg bywa bru­talny, ale pro­ces przy­go­to­wań potrafi dawać ogromną satys­fak­cję. Poranne tre­ningi, budo­wa­nie formy, pierw­sze oznaki pro­gresu, coraz dłuż­sze wybie­ga­nia, poczu­cie spraw­czo­ści i świa­do­mość, że robisz coś dobrego dla sie­bie – to wszystko potrafi wcią­gnąć.

Jeśli jed­nak ruszasz na 100 pro­cent swo­ich moż­li­wo­ści, mara­ton potrafi zabrać Cię w miej­sca, któ­rych wcze­śniej nie zna­łeś. Pod­czas biegu spo­ty­kasz się ze swoimi słabymi punktami. Bolą nogi, plecy, barki, stopy. W moim przy­padku w Walencji uporczywie bolał mnie bark. Jak kie­dyś mówił Hen­ryk Szost w pod­ca­ście Bie­ga­nie.pl – pod­czas mara­tonu czę­sto odzywa się naj­słab­szy punkt orga­nizmu.
I jest w tym sporo prawdy.

Jak jest podczas masowego biegu?

Mara­ton wyostrza emo­cje. Gdy orga­nizm pra­cuje na gra­nicy, cier­pli­wość znika szyb­ko. W pew­nym momen­cie zaczy­nają dokuczać rze­czy, które nor­mal­nie nie mają zna­cze­nia. Nie­rów­ność asfaltu. Zakręt. Tłum. Prze­chod­nie prze­ci­na­jący trasę. Bie­gacz, który nagle zwal­nia przed Tobą.

Ale jed­no­cze­śnie widzisz wokół sie­bie tysiące ludzi, któ­rzy przy­szli tam dokład­nie po to samo co Ty. Każdy z nich ma wła­sną histo­rię. Ktoś wraca po kon­tu­zji. Ktoś wal­czy o życiówkę. Ktoś bie­gnie pierwszy raz. Ktoś bie­gnie dla bli­skiej osoby. Ktoś po cięż­kim roku chce sobie udo­wod­nić, że na­dal potrafi. Wiesz, ile Cie­bie kosz­to­wało doj­ście do tego miej­sca, więc domy­ślasz się, ile kosz­to­wało to ich. I nagle rozu­miesz, że choć bie­gniesz indy­wi­du­al­nie, nie jesteś sam.

walencja koprowski

Kibice widzą Cię przez kilka sekund, ale dają bar­dzo dużo

To jedna z naj­pięk­niej­szych rze­czy w mara­tonie. Ludzie wycho­dzą z domu, stoją godzi­nami przy tra­sie, klasz­czą, krzy­czą, trzy­mają trans­pa­renty, prze­bie­rają się, robią hałas, wspie­rają obcych ludzi. Widzą Cię może przez kilka sekund. Ty mijasz ich w biegu zmę­czony, spięty, zamknięty w swoim świe­cie. A mimo to oddają Ci ener­gię, któ­rej nie da się prze­li­czyć.

Gdy mijasz trans­pa­renty z imio­nami: „Dawaj Ala!”, „Bar­tek jesteś mocny!”, „Zamówić Ci Taxi?” myślisz sobie: kim są Ci ludzie? Dla­czego im się chciało to przy­go­to­wać? Odpo­wiedź jest pro­sta. Bo chcą doce­nić wysi­łek swo­ich bli­skich. Chcą być czę­ścią ich histo­rii. A przy oka­zji poma­gają tysiącom innych zawod­ni­ków, któ­rych nawet nie znają. Za to zawsze warto podzię­ko­wać.

Co czuje człowiek w dniu startu? Dumę. Nie znam wielu bie­ga­czy, któ­rzy na star­cie albo mecie
mara­tonu nie prze­żyli wzru­sze­nia. To dystans, który nie daje się oszu­kać. Nie da się go przejść
przy­pad­kiem, wygrać gadką ani kupić na skróty. Trzeba na niego zapra­co­wać. Dla­tego meta mara­tonu sma­kuje ina­czej niż wiele innych suk­cesów.

Trzeci mara­ton w sześć mie­sięcy. Co się zmie­niło?

Za kilka dni pobie­gnę trzeci mara­ton w ciągu sze­ściu mie­sięcy. Jesz­cze nie­dawno trudno byłoby mi to sobie wyobra­zić. Do debiutu przy­go­to­wy­wa­łem się regu­lar­nie przez trzy lata. Taką drogę wybra­łem spo­kojną, roz­sądną, bez pośpie­chu. Potem przy­szedł drugi mara­ton. A teraz trzeci. Czy coś się u mnie zmie­niło? Nie. Nadal tre­nuję regu­lar­nie. Cho­dzę do fizjo­te­ra­peuty co jakiś czas. Badam krew. Sprawdzam serce. Pil­nuję rege­ne­ra­cji. Łączę to z pracą naczel­nego, z byciem mężem i tatą dwóch chłop­ców.

Nie mam wię­cej czasu niż inni. Sta­ram się po pro­stu lepiej nim zarzą­dzać. Jesz­cze cztery lata temu ten sam czas oddał­bym pew­nie na przy­pad­kowe roz­pra­sza­cze. Dziś to śred­nio 60 minut, cztery razy w tygo­dniu, które oddaję sobie. Gło­wie. Ciału. Zdro­wiu. Wew­nętrz­nemu rese­towi.

Skąd to się bierze?

Nie wiem. Być może część ludzi nazwie to kry­zysem, potrzebą zmiany albo szu­ka­niem nowych bodźców. Jeśli tak, to wolę taki kry­zys niż bez­ruch i życie na auto­pi­lo­cie. Bo bie­ga­nie nie odbiera. Ono bar­dzo czę­sto porząd­kuje codzienność.

Gdy­bym miał namó­wić sie­bie sprzed pię­ciu lat

Nie mówił­bym: „chodź, będzie faj­nie”. Powie­dział­bym prawdę. Po trzech mie­sią­cach zoba­czysz, jak zmie­nia się Twoje ciało. Po sze­ściu mie­sią­cach zauwa­żysz, że myślisz spo­koj­niej, kre­atyw­niej i masz wię­cej ener­gii. Po roku zrozu­miesz, czym jest rege­ne­ra­cja i dla­czego nie chcesz mar­no­wać nocy bez sensu. Po dwóch latach spoj­rzysz wstecz i zoba­czysz drogę, którą prze­sze­dłeś. I nie będziesz chciał tego stra­cić.

Bieganie nie jest modą. Nie polega wyłącz­nie na zdję­ciach z parku, nowych butach i kawie po tre­ningu. To sym­pa­tyczna otoczka, ale nie sedno sprawy. Bie­ga­nie jest drogą. Drogą dla głowy, serca, kości i mię­śni. Dla lepszego snu, pew­no­ści sie­bie i ogólnie zdro­wia.

Gdzie jestem dziś?

Za pięć dni przede mną TCS Lon­don Mara­thon, na który zapro­siła mnie marka New Balance. Do tego startu przy­go­to­wuję się po peł­nym cyklu pół­ma­ra­toń­skim. Mam w nogach setki kilo­me­trów. Moje serce jest już w Lon­dy­nie. Głowa jesz­cze czeka. Jeśli debiu­tu­jesz, pamię­taj jedno: nie jesteś sam. Każdy kiedyś zaczy­nał. Każdy się bał. Każdy miał wąt­pli­wo­ści.

Zachęcam: podziel się swoją histo­rią. Wła­śnie tak rodzi się inspi­ra­cja, która popy­cha do ruchu
kolej­nych ludzi.

Bądź na bieżąco
Powiadom o
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments