22 października 2015 Redakcja Bieganie.pl Zdrowie

Bezpieczne bieganie masowe. Jak postępować, gdy ktoś potrzebuje pomocy?


Rok 2014. Maraton Warszawski, 40. kilometr, walka o złamanie 3 godzin… Nagle jeden z biegaczy zatrzymuje się, aby pomóc słaniającemu się na nogach innemu zawodnikowi. Bierze go przez ramię, holuje, opada z sił… Ostatkiem sił w asyście trzeciego biegacza wszyscy docierają na metę. Jak powinniśmy w takich sytuacjach postępować? Gdzie kończy się bohaterstwo, a zaczyna szaleństwo?
– To nie była przemyślana decyzja, to był impuls. Wbiegałem już na Most Poniatowskiego, punkt medyczny był za plecami przy rondzie de Gaulle’a, a poszkodowanego spotkałem już nad Wisłą. W pierwszej chwili myślałem, że jest to ktoś, kto ogląda rzekę oparty o barierki, już minąłem tego człowieka, kiedy zobaczyłem, że ma numer startowy i zawróciłem – relacjonuje nam Piotr. – Spytałem, co się stało, nie myślałem wtedy o czasie, to był ten etap biegu, w którym chcesz już tylko dotrzeć do mety. Z tym mężczyzną kontakt był ograniczony, ale jeszcze składnie odpowiadał na pytania. Powiedziałem, że nie jest daleko i, że spróbujemy ukończyć ten bieg razem. Zarzuciłem mu rękę na swoją szyję i próbowałem z nim biec. Trudno to tak nazwać, on próbował przebierać nogami, żeby nadążyć a ja go ciągnąłem. Nikt inny się jednak nie zatrzymał, a biegacz był wycieńczony, blady. Ja z kolei przeceniłem swoje siły -kontynuuje swoją relacje przypominającą bardziej ewakuacje z frontu niż biegu.
Nie wiedziałem, że będzie mnie to kosztować tyle wysiłku. Pokonaliśmy w ten sposób ponad kilometr, a zmęczyłem się tak jak na całych 40. Z każdym krokiem proces przemieszczania się był coraz wolniejszy, w końcu się zatrzymaliśmy i kolega powiedział, żebym go zostawił, że on już nie może. Gdybym go puścił, to już bym go nie uniósł. Zapanowała konsternacja, nie wiedziałem, co zrobić i wówczas zatrzymał się inny młody biegacz i zaczęliśmy prowadzić go razem. Już prawie nie było kontaktu z poszkodowanym, mówił tylko, że chce do mety, próbował podnosić kolana, a potem już powłóczył nogami i praktycznie go ciągnęliśmy. Na Stadionie Narodowym było mnóstwo osób, ale nikt nie zareagował. Podobnie, gdy udało się nam dotrzeć do mety, nie było zdecydowanej reakcji. Po przekroczeniu mety jeszcze staliśmy, i w momencie, kiedy puściliśmy już poszkodowanego, on się osunął na bieżnię, dopiero wówczas nastąpiła reakcja. Ja byłem już niesamowicie zmęczony, nawet nie zostałem przy służbach. Nie spodziewałem się, że będzie to kosztować mnie, aż tyle energii, aby doprowadzić do mety kogoś, kto przebiegł 40 km w bardzo dobrym tempie, to nie był człowiek z przypadku, ale na mecie nie było już z nim żadnego kontaktu. Absurd tej sytuacji polegał na tym, że przez taki odcinek nikt nam nie pomógł, on już był w skrajnym stadium wyczerpania. Takie rzeczy powinniśmy dostrzegać, nie pozostawać obojętnym. Komunikacja pomiędzy biegaczami a służbami medycznymi zawodzi. Zastanawiam się, czy nie zrobiłem tej osobie krzywdy, mogło się stać coś gorszego? To trwało 15-17 minut. Wszystko skończyło się dobrze, ale zdaję sobie sprawę, że mogło być inaczej – kończy swoją opowieść biegacz Piotr. 
Teraz postawmy się w jego sytuacji. To mogłeś być Ty, ja, Twój kolega czy koleżanka. Stając na starcie nie bierzemy pod uwagę takiego scenariusza. Liczy się wyłącznie zabawa, frajda z rywalizacji, walka o rekord życiowy. Często nie wiemy, co zrobić, gdy będziemy musieli pomóc. Co zatem w takich sytuacjach należy robić? Czy jest jakaś konkretna procedura, która powinna obowiązywać w takim wydarzeniu masowym? Porady szukaliśmy u specjalistów Fundacji Prometeusz, która zabezpiecza wiele imprez biegowych w naszym kraju. Odpowiedzi udzielił nam ratownik i jednocześnie biegacz. Zatem co powinniśmy zrobić w takiej sytuacji zdaniem Macieja Dworaka?

Ekspert radzi
Nie istnieje złoty środek na wszystkie zdarzenia pojawiające się na trasach wyścigów. Każdy start w zawodach i przypadek należy interpretować osobno – również i ten przytoczony wyżej. Spróbuję jednak odpowiedzieć na pytanie nakreślając dwa obrazy jeden widziany oczami biegacza, górskiego ultramaratończyka oraz ten widziany przez ratownika medycznego pracującego przy obstawach medycznych wielu warszawskich biegów.

Jako biegacz mam za sobą wiele startów w zawodach sportowych również na dystansach dłuższych niż maraton i wiem jak trudno jest wycofać się z wyścigu. Wiem jak wiele wysiłku trzeba włożyć, aby zejść z trasy wymarzonego wyścigu mimo wielu miesięcy przygotowań, litrów potu wylanych na treningach, kiedy organizm mówi po prostu „STOP” a nogi mimo ogromnej walki nie chcą iść do przodu. Jak niezwykle trudno jest zrezygnować ze startu w zaplanowanej imprezie, kiedy mamy już w ręku pakiet startowy i zaplanowaliśmy na ten sezon życiówkę a w dniu poprzedzającym sportową rywalizację ciało się buntuje i funduje gorączkę, biegunkę, bóle brzucha czy inne dolegliwości. Patrząc na siebie z boku, jako biegacza widzę jak wiele grzechów popełniam. Biegnę 95 kilometrów w 100 km wyścigu z urazem stawu skokowego. Mimo wysokiej gorączki decyduję się na start w maratonie. Mimo niestrawności i biegunki dobiegam do mety i kończę 10-kilometrowy wyścig.

Wszyscy obserwujemy ogromne zainteresowanie bieganiem – i bardzo dobrze. Coraz częściej słyszymy: „biegać mogą wszyscy”, „ruch to zdrowie”, „bieganie jest najtańszą formą aktywności sportowej” i wiele innych haseł. Powstaje coraz więcej programów telewizyjnych o tematyce biegowej, na pułkach w księgarniach pojawia się coraz więcej pozycji jak trenować, co jeść, jak biegać. Internet aż „kipi” od biegania. Doskonale, że coraz więcej kanapowców wstaje od swoich telewizorów i wychodzi z domu.

Jednocześnie, jako ratownikowi medycznemu nasuwa się pytanie czy wszyscy mogą startować w zawodach sportowych? Ścigać się niekiedy na granicy swoich możliwości igrając ze swoim życiem i zdrowiem by urwać minutę na dystansie maratonu? Czy przed startem w kolejnych zawodach nie udać się na kontrolne badanie do lekarza, powtórzyć badanie EKG, wykonać kontrolne badanie RTG klatki piersiowej i rutynowe badanie krwi? Każdy z nas biegaczy powinien zmierzyć się z pytaniami: „Czy mój organizm zniesie kolejny start w zawodach? Czy nie zapłacę utratą zdrowia, jeśli wystartuję w najbliższym wyścigu? Czy uczucie kołatania serca, pojawiające się mroczki przed oczami i uczucie nieustannego zmęczenia to coś poważnego? Czy warto zaryzykować, aby ukończyć wyścig?” I wiele innych…

Bilans zysków i strat
Jako biegacz wiem, że doskonale należy poznać swój organizm, nauczyć się odczytywać sygnały, które wysyła nasz mózg zanim wystartuje się w poważnych zawodach sportowych. Poznać granice swojego ciała i wiedzieć, kiedy zaczyna igrać się z utratą zdrowia a nawet życia. Nauczyć się z zimną krwią odpowiadać na pytania: Czy warto dalej biec a może lepiej się wycofać? Dla mnie bardzo pomocna jest umiejętność szacowania „zysków i strat”. Mając pewne doświadczenie w bieganiu i dość dobre wyniki sportowe wykonuje prosta kalkulację np. czy dobiegnięcie do mety maratonu z czasem powyżej 3 godzin stanowi dla mnie wartość czy jednak mimo kontuzji lepiej się wycofać, czy kiedy pojawia się gorączka może lepiej w ogóle nie wziąć udziału w wyścigu.

Natomiast, jako ratownik medyczny w sytuacji pojawiających się jakichkolwiek wątpliwości „czy dalszy bieg nie spowoduje u mnie utraty zdrowia” zaleciłbym wycofanie się z zawodów sportowych. Analizując ten przypadek oczami ratownika medycznego najbezpieczniej byłoby zachęcić osłabionego zawodnika, aby pomału się zatrzymał i usiadł lub najlepiej położył się z nogami uniesionymi do góry. Biegacz, który zaobserwował zdarzenie powinien pozostać z poszkodowanym i wezwać służby ratunkowe (na numerze startowym znajduje się zawsze telefon alarmowy) lub użyć numeru 112 i oczekiwać na przybycie pomocy. Warto poprosić innego biegacza o pomoc, który będzie mógł zaangażować się w udzielanie pomocy w przypadku pogorszenia stanu zdrowia. Jako ratownik medyczny uważam, iż holowanie takiego poszkodowanego jest niebezpieczne i może znacznie opóźnić udzielenie profesjonalnej pomocy medycznej.
Natomiast, jako biegacz poleciłbym dokonanie bilansu zysków i strat. Spróbować odpowiedzieć sobie na pytanie, „Jaką wartość stanowi dla mnie doprowadzenie mnie do linii mety trzymanego pod ramiona, gdy sam nie jestem już w stanie nie tylko biec, ale nawet utrzymać pionowej pozycji ciała? Czy warto ryzykować zdrowie i życie dla kawałka metalu na mecie, by móc później powiedzieć znajomym – ukończyłem?”

FindYourPictAtFM_hor_200.jpg
Redakcja Bieganie.pl