12 maja 2008 Redakcja Bieganie.pl Zacznij Biegać

Piotr


ruf_button2_524.jpg

IX Tydzień

Waga 109,9

Odstawienie pigułek antystresowych w postaci gorzkiej czekolady, intensyfikacja ćwiczeń i dołączenie jazdy rowerem po okolicznych łąkach i lasach przyniosło pożądany skutek. Waga powolutku zaczęła znowu jechać do dołu, a dziki apetyt na wszystko co da się ugryźć, zwłaszcza wieczorem, minął. Więc  tzw. „klub dwóch cyferek”  jest w tym roku znowu realny. Z tenisem i bieganiem się nie wygłupiam, chociaż ciągnie mnie jak menela do alpagi. Niestety z przyczyn technicznych również z pływaniem kiszka, może w lipcu uda się wznowić regularne ćwiczenia w tym temacie. Zamiast biegania staram się codziennie pojeździć rowerem. Jako znany (głównie karcie kredytowej mojej żony)  kolekcjoner gadżetów zainstalowałem sobie do roweru pulsometr w wersji „cycling sport”. Wyniki są zachęcające: bez większego wysiłku daje się jechać ponad godzinkę ze średnim Hr 70%. Po 1 godzinie i 10 minutach komputerek pokazał prawie 880 spalonych kcal. Jak na zwalczanie tłuszczu to dla mnie może być, ale biegania to nie zastąpi, oj nie. Wielce się też zdziwiłem jadąc przez bardzo piaszczystą drogę w lesie, że jestem w stanie w ogóle jechać, a koło nie zapada się do połowy. Najpierw pomyślałem że fajnie dobrałem przełożenia i opony w rowerku, a potem się skapnąłem, że jednak wiozę 18 kilo mniej niż jak jeździłem ostatnio – w zeszłym roku. No i super, jeszcze jeden bonus za wytrwałość.
Dzisiaj byłem na „moim” stadionie. Ludki biegają pojedynczo i stadkami a ja- ja mam jeszcze 3 tygodnie, ale dwa z nich to urlop na który wyjeżdżam już we czwartek. Żegnam się chwilowo z redakcją i czytelnikami (jeżeli tacy są) i do zobaczenia (albo do przeczytania) w lipcu, bo tam gdzie jadę, marna nadzieja na dostęp do internetu.

VIII Tydzień


Waga: 111,0

Tym razem krótko, bo ile można nudzić w kółko o tym samym. Nie biegam, więc o czym tu pisać.
Po poniedziałkowej niemocy, we wtorek nie ma śladu. Do środy mnóstwo pracy, czwartek – sobota to wyjazd na ważne szkolenie i tydzień zleciał. Staram się utrzymywać dietę, robię ćwiczenia zapisane przez Michała, robię A6W i czekam aż minie przeklęte 6 tygodni po których będę mógł zacząć znowu biegać. Waga lekko się waha – kilogram w górę, kilogram w dół – nie mając w perspektywie wieczornego biegania ciężko mi ściśle stosować dietę z powodu zerowej motywacji do jej stosowania. Nadmiar zajęć, z kolei, nie pozwala na spokojne i zdrowe jedzenie, ale myślę że ogólnie i tak nie jest źle – bałem się, że po 2 tygodniach złapię z 5 kilo do przodu – a póki co wygląda to naprawdę dobrze. Duża w tym zasługa ćwiczeń. Są naprawdę wymagające i nieźle wymęczające. Następnym razem założę pulsometr – zobaczymy ile się spali tłuszczu w czasie takiej serii ćwiczeń. Zostało 4 tygodnie. Nie wiem jak to wytrzymam. Żona mówi że coś mi się chyba „potegowało” w głowie z tym bieganiem. Chyba ma rację, ale to mnie akurat nie martwi.
P.S. Byłem dzisiaj zawieźć dzieci na tenisa, a że drugi kort był wolny a kolega przywiózł swoje dzieci, to trochę sobie poodbijałem na jednej nodze. Tylko ciiiichoooo, bo jak się żona dowie to już po mnie.
Pani Ewa też nic nie wie, jakby co.

 

VII Tydzień

Waga: 110,7

Poniedziałek 02.06.2008
Jakby było mało kontuzji to jeszcze dopadła mnie jakaś grypa czy inne paskudztwo. Ale mimo to nie odpuszczam – ćwiczę i staram się trzymać dietę. Nic mi innego nie pozostało. Jeszcze 5 tygodni w tym 2 które będę na urlopie. Będzie dobrze. Musi być.

Niedziela 01.06.2008
Z basenu nici z przyczyn obiektywnych. Walczę. Robię ćwiczenia od Michała. Robię A6W. Próbuje się nie obżerać, ale ja chcę biegać!!! Ćwiczenia na pewno są OK., ale to jak lizanie cukierka przez papierek. To coś co wytwarzało się w mojej głowie w czasie biegania, co pozwalało iść spać bez kolacji, odmówić sobie tego czy tamtego, to coś co kazało walczyć, robić kolejne kilometry i kolejne minuty, nie wytworzy się w czasie pływania czy gimnastyki. Biegania nic nie zastąpi.

Sobota 31.05.2008
Spotkanie grupy biegowej z redakcją – miło, sympatycznie, smacznie i zdrowo. Posiedzieliśmy, pogadaliśmy i do domu. Wszystko co dobre szybko się kończy. Wieczory dołują mnie totalnie – zamiast iść biegać siedzę, walczę z dzikim głodem i kombinuję. Nawet dzisiaj uknułem teorię o mojej klątwie 110 kg. Zawsze jak stosowałem jakąś dietę to wszystko się rozpadało jak schodziłem poniżej 110. Zawsze coś: a to wyjazd, a to impreza, a to jakieś problemy, no i odbijałem w górę. Teraz jak psychicznie i organizacyjnie miałem wszystko „rozbite na atomy”, byłem zmotywowany, zaangażowany, dostałem pomoc od redakcji to się trafiła kontuzja.

Piątek 30.05.2008
Dostałem od Michała nowy trening uwzględniający kontuzje nogi – tak! tak! podejście redakcji bieagnie.pl do tematu to pełna profeska. Nie ma żartów ani olewania tematu.
Zaczynam dzisiaj wieczorem pełen zapału i nadziei. Zostało 39 dni bez biegania. Może na jakąś siłkę jeszcze wdepnę, gdzieś trzeba przecież te kalorie wypalać jak nie można biegać.
Za radą pani Ewy z Ortorehu włożyłem do butów wkładki pod piętę – rzeczywiście mogę teraz prawie normalnie chodzić.
Byłem na siłowni – kumpel ma w chałupie, całkiem fajnie urządzoną: atlas, ławki, sztangi itp., ale u kumpla jak to u kumpla – więcej gadania niż ćwiczeń. No ale coś tam pomachałem na atlasie – dobre i cokolwiek. W Eurosporcie cały dzień French Open – patrzę i normalnie płakać mi się chce, jak pomyślę że najbliższy tenis w moim wykonaniu za jakieś 2 miesiące (o abonamencie za cały sezon letni nie wspomnę). Wyobrażam sobie co musi czuć zawodowy sportowiec jak mu się trafi kontuzja w trakcie przygotowań do jakiś ważnych zawodów – czarna rozpacz to mało powiedziane.
Ból łydki ustępuje zadziwiająco szybko – wieczorem mogłem już prawie normalnie chodzić. Jutro spotkanie – „opijamy” sukcesy chłopaków na SMŚ-u. Od jutra też dwie serie ćwiczeń z nowego treningu rano i wieczorem, w niedzielę basen – może się jakoś obronię przed kontratakującym tłuszczem. Mimo wszystko teraz, jak nie mogę biegać, wyraźnie widzę, że chociaż pół roku temu zacząłem żeby schudnąć, to szybko bieganie stało się celem samym w sobie i wspaniałą pasją, a spadające kilogramy tylko nagrodą za wytrwałość.
DIETA:
Śniadanie: 2 kromki chleba żytnio-pszennego + pasta jajeczna
Obiad: Devolaj (bez panierki), surówki
Podwieczorek i kolacja: pasta rybna, pasta jajeczna, parówka drobiowa (1 szt), pieczywo wieloziarniste, pomidor, ogórek
Tabletki odstresowujące: czekolada gorzka (100g)

Czwartek 29.05.2008
(-2 +40) Dwa dni minęły, zostało czterdzieści. W ciągu dnia nie było źle, tragedia zaczęła się wieczorem jak przyszła godzina o której zwykle wychodzę biegać. Nie będę pisał co tam sobie pojadłem w ramach odstresowania, bo miejsce na serwerze by się Fredziowi skończyło i by mnie o hacking oskarżyli.

Środa 28.05.2008
Cudu nie było. Pani Ewa z Ortorehu (czyli Ruda z forum) to przemiła osoba i super fachowiec, niestety nie jest cudotwórcą. Zerwanie przyczepu mięśnia brzuchatego łydki. 6 tygodni z głowy. Żeby mi czasem nie zachciało się kombinować, ostrzegła mnie, że zbyt wczesne wznowienie treningów zawsze kończy się poważnymi kłopotami i przerwą rzędu kilku miesięcy. Wieczorem zaświecił promyk nadziei – Michał napisał, że przygotowuje trening bez obciążania łydki który będę wykonywał przez te 6 tygodni. Jest w takim razie szansa, że za 6 tygodni nie będę znowu wyglądał jak prosiaczek i ważył tyle co 6 miesięcy temu, a wiosenny półmaraton odwiedzę jako zawodnik a nie jako kibic. Chociaż z drugiej strony jak naderwałem więzadła w kolanie 2 lata temu, to też mi doktor mówił że pół roku, a ja już po 2 miesiącach zjeżdżałem znowu. Szybko się regeneruję.
DIETA:
Śniadanie: jajko na miękko
Drugie śniadanie: Musli
Obiad: Kebab drobiowy bez pieczywa
Kolacja: nie było

Wtorek 27.05.2008
Wczoraj biegało się bardzo ciężko – nogi jak z ołowiu i straszny ból mięśni. Ale jakoś poszło, nic nie odpuściłem, chociaż miałem serdecznie dosyć już po 20minutach. Później powoli się rozpędziłem i z wielkim wysiłkiem dotarłem do końca. Ale dotarłem!
DIETA
Śniadanie: Pieczywo żytnio-pszenne: 3 kromki, pasta rybna (tuńczyk, sardynka, pomidor, ogórek, cebula)
Drugie śniadanie: musli (50g)
Obiad: schab z grilla, surówki
Kolacja: pieczywo razowe (100g), pasta rybna, pomidor
TRENING:
Tenis
No i się dorobiłem. W czasie gry w tenisa coś mi strzeliło w lewej łydce. Nie mogłem stanąć na nodze. Sprawdziłem czy to nie ścięgno – stopa i kolano zginały się i prostowały bez bólu, szybkie schłodzenie pod lodowatą wodą i na ostry dyżur do szpitala. Pani doktor kazała TYDZIEŃ LEŻEĆ z usztywnioną nogą w górze i na miesiąc zapomnieć o bieganiu! Co najmniej na miesiąc. Mam nadzieję że się nie pomyliła. Jadę dzisiaj do Ortorehu, do pani Ewy i liczę na jakiś cud. A waga wczoraj rano pokazywała mi 108,6 – i liczyłem na 107 do końca tygodnia.
Ze stresu zacząłem sobie pojadać, ale jak pomyślałem że miesiąc nie będę biegał i co pokaże po tym waga, to mi od razu apetyt minął.

Poniedziałek 26.05.2008
Mimo pięknej pogody mam doła jak kopalnia w Bełchatowie. Nie wiem dlaczego, może z niewyspania, może z nadmiaru zawodowych problemów? Posiedzę sobie cichutko w kącie i się poobijam – może przejdzie. Dziwne, że nie ciągnie mnie do „zajadania” stresu – nie jestem głodny – zwykle objadałem się w takich sytuacjach. Na szczęście dzisiaj godzina biegania wieczorem – nie mogę się doczekać.
Odebrałem dzisiaj wylosowane z puli PZPN bilety na mecz Polska-Niemcy na EURO 2008, a niestety wygląda na to, że nie będę mógł pojechać. Załamka, obiecałem synowi że pojedziemy razem i trzeba się będzie głupio tłumaczyć.
DIETA:
Śniadanie: Jajko w majonezie (1 szt), kromka chleba razowego (30g), sałatka: pomidor, ogórek świeży, ogórek małosolny, cebula, czosnek, oliwa z oliwek, sól, pieprz (150g)
Drugie śniadanie: Kabanos drobiowy (150g), pomidor
Obiad: Spaghetti z warzywami
Podwieczorek: Galaretka z bitą śmietaną (u mamusi byłem życzenia złożyć – no nie mogłem powiedzieć że nie zjem â�� uznałem że lepsze to niż ciasto i ptasie mleczko)
Kolacja: pieczywo razowe (150g), wędlina drobiowa, warzywa
TRENING:
Łączny czas: 62 min, dystans: 7 km, HR Avg: 77%


VI Tydzień

TYGODNIOWA MATEMATYKA:
Waga: 109.8; FAT: 40.8; ostatnia dziurka w pasku z trzech dorobionych jakieś 6 tygodni temu.

25.05.2008 Niedziela

Spotkanie u znajomych przeciągnęło się lekko – do jakiejś 2.30 w nocy, ale było bez ekscesów alkoholowych (tylko winko – wprawdzie sporo ale w głowie nie szumiało) i kulinarnych (o cieście biszkoptowym zapomnijmy). Dzisiaj impreza rodzinna u cioci żony, wieczorem „wczorajszy” trening. Uzupełniłem swój dziennik na runmanii i wyszedł mi jakiś żałosny tygodniowy kilometraż. Muszę zacząć szybciej biegaćJ.
Wracam do zapisywania wszystkiego co zjadam. Nieodwołalnie. Od teraz.
Dzisiaj z pośpiechu zapomniałem zabrać pulsometr na trening i coś mi się zdaje, że jutro też „zapomnę”. Biegłem sobie swoim tempem, najpierw wolno, potem szybciej, komfortowo, bezstresowo. Z pulsometrem wygląda to tak, że biegnę – piszczy, bo za wolno – to przyspieszam, biegnę kilka minut – piszczy – za szybko – zwalniam i tak w koło Macieju. Spróbuję jeszcze raz jutro, po prostu wyłączę pikanie i zobaczę jakie mi tętna wyjdą.
Zrobiłem kolejny test Ipoda z zestawem Nike+. Wbiłem sobie czas treningu, miła pani co 5 minut podaje upływający czas delikatnie wyciszając muzykę. Na półmetku nadaje oczywiście, że półmetek. Potem odlicza w dół. Ostatnie 5 minut odlicza co minutę. W sumie fajne, nie trzeba się gapić co chwila na zegarek. Czujnik przekłamuje dystans o ok. 5% – jutro spróbuję wykalibrować na dłuższym dystansie. Następne testy w miarę możliwości w przyszłym tygodniu.
DIETA:
Śniadanie: Kawa rozpuszczalna
Drugie śniadanie: Jajko w majonezie (1 szt), parówka drobiowa (40g), kromka chleba razowego (30g), sałatka: pomidor, ogórek świeży, ogórek małosolny, cebula, czosnek, oliwa z oliwek, sól, pieprz (50g)
Obiad: Pieczeń z polędwicy, surówka: kapusta pekińska, ananas, orzechy włoskie, jogurt naturalny
Podwieczorek: Dwa kawałki ciasta
Kolacja: Nie było – pokarało mnie chyba za to ciasto, bo stoi mi w gardle do tej pory, więc odpuszczam wieczorne żarcie. Zresztą waga pokazała piękną cyfrę – szkoda marnować – nie pamiętam kiedy ostatnio ważyłem poniżej 110.
TRENING
Dane z treningu: Łączny czas: 51min48sek; Kalorie=719, Dystans=6 km.

24.05.2008 Sobota

Wczoraj znowu impreza u znajomych, ale tym razem twardo i bez odstępstw – jedno piwko, jakaś kiełbaska z ogniska i kawałek ciemnego chleba. Da się wytrzymać. Dzisiaj znowu, tym razem grill – no cóż – sezon w pełni. Waga optymistyczne pokazuje, że chyba uda się obrobić stracony ubiegły tydzień, może z małą nawiązką.
Z treningu dzisiaj niestety kiszka – jakiś festyn czy coś na stadionie. Generalnie to mnie nie rusza jak się kilka osób patrzy jak biegam, ale na bożyszcze tłumów to ja się nie nadaję chwilowo, więc odrobię jutro.

Piątek 23.05.2008

Trochę wolniejszy dzień zarówno w pracy jak i w domu. Jest trochę czasu na uporządkowanie i przemyślenie paru spraw. Po pierwsze, twardo wracam do zapisywania wszystkiego co zjadłem. Można choćby na kartce czy w telefonie, a brak tego wspomagacza wyraźnie nie sprzyja normalnemu jedzeniu. Po drugie – ciężkie jest życie grubasa – wczoraj wieczorem byliśmy na imprezie u znajomych i o ile każdy rozumiał że biegam, chwalił że schudłem i że widać różnicę, zazdrościł pozytywnie że mam motywację, wytrwałość i ogólnie super jest, to niestety nie mógł zrozumieć, że grzanie litra wódy na głowę nie sprzyja za specjalnie sportowemu trybowi życia, i że jak nie jem piątego kawałka karkówki z grilla to nie znaczy, że mi nie smakuje, tylko że już naprawdę nie mogę – dosłownie i w przenośni. A, no i że wino to nie jest napój dla delikatnie mówiąc „kochających inaczej”, tylko dla normalnych ludzi. No co zrobić, sam na to zapracowałem przez lata, a nikt nie mówił, że będzie łatwo.
TRENIG:
65%- 85% 30′ ( bieg progresywny)
Progresja była niezła – zrobiłem 4 kilometry w 28 minut co jak na mnie jest niewątpliwie rekordowym osiągnięciem. 7 minut na kilometr x 4 to naprawdę wyczyn. (przecież nadal ważę 110 kg). Dobrze że nie było trzeba biec więcej bo byłoby naprawdę ciężko.

Czwartek 22.05.2008

Dzisiaj zamiast pływania (basen nieczynny) bieganie – te same zakresy czasowe co przy pływaniu poprzedzone 10 min. rozgrzewką. Oczywiście wszystkie zmiany w porozumieniu z trenerami – sam nic nie zmieniam, nie ulepszam, nie poprawiam – nie znam się na tym i nie będę udawał że się znam lepiej od ludzi którzy zęby na tym zjedli.
Dzisiaj także pierwsze testy ipoda Nano + Nike Sport Kit – brat cioteczny z USA zadziałał – pomyślałem sobie, że skoro uśmiechnął się los (z pomocą bieganie.pl i Nike Polska) i dostałem za darmo wypasione buty, zaszaleję i kupię dwa gadżety. Cena w USA jest sporo niższa niż u nas, nawet wliczając koszty przesyłki. Ipod Nano 3 generacji z 8 MB pamięci + Nike(+) Sport Kit czyli czujnik do buta i odbiornik do Ipoda + opaska Nike – na rękę z kieszenią do Ipoda, wyniosły razem niecałe 280 USD z przesyłką.
Ipod powalił mnie na kolana po 15 minutach zabawy – teraz rozumiem dlaczego ta zabawka zdobywa taką popularność na całym świecie. Firma w której pracuję, jako poboczną działalność prowadzi również sprzedaż m.in. różnego rodzaju odtwarzaczy MP3 i MP4, itp, więc miałem okazję pobawić się przeróżnymi zabawkami tego typu, ale Ipod to po prostu Liga Mistrzów a tamte wszystkie to liga okręgowa. Nie będę się rozpisywał bo nie miejsce i czas, ale naprawdę jestem pod wielkim wrażeniem. Jest nawet polskie menu, chociaż to przecież prywatny import. Poza tym goście którzy pisali do tego oprogramowanie (a na tym się akurat coś tam znam) wykonali naprawdę mistrzowską robotę: tak przemyślanego, przyjaznego i przejrzystego interfejsu nie widziałem w żadnym urządzeniu. Szacun – jak to się mówi.
OK., wkładam czujnik do buta – żeby wyjąć zaślepkę trzeba podważyć jakimś narzędziem – palcami ciężko wyjąć. Zakładam buty, włączam Ipoda, wybieram w menu Nike+ i wpisuję podstawowe dane, wiek, waga, wzrost, jednostki miary. Dobra, to lecimy na stadion skalibrować bajerek. Najpierw kilka okrążeń „na sucho” bez żadnych ustawień i kalibrowania. Czujnik przekłamuje o ok. 100 metrów na każde 400, poza tym super – na wyświetlaczu dystans, czas, prędkość, kalorie. Robię cały trening, potem pierwsza kalibracja – 400 metrów biegiem. Oddzielnie kalibruje się czujnik do biegu, oddzielnie do chodzenia. Miły głos podaje komunikaty po angielsku. Tyle testów na dzisiaj bo na więcej nie mam czasu.
TRENING:
Bieganie 3×7′ – komfortowo szybko – jak to określił Michał / 2′ spokojnie – marsz w moim przypadku bo komfortu przy bieganiu nie było
Środa 21.05.2008

Waga spada. Powolutku, po troszeczku, ale systematycznie po te kilkadziesiąt dekagramów dziennie jest mniej. Z dietą jest różnie. To znaczy jest raczej ciężko. W ciągu dnia nie mam za bardzo czasu spokojnie zjeść, a to niedobrze – brak regularności i długie przerwy między posiłkami są mocno niewskazane. Ale staram się i ogólnie jest nieźle. Za to wieczorem mam mnóstwo czasu i ochoty na jedzenie i toczę prawdziwe wojny sam ze sobą. Wczoraj i przedwczoraj byłem jak Łokietek pod Płowcami. Dzisiaj Waterloo, jako Napoleon oczywiście. Przyrzekłem sobie że jutro wyjeżdżę to na rowerku – wiem że to głupie, ale jakoś sam sobie się muszę usprawiedliwić. Dzisiejszy trening w padającym deszczu nakręcił mnie bardzo pozytywnie – było rześko, miło i przyjemnie. Jutro na szczęście wolny dzień – można się będzie wreszcie spokojnie wyspać.
TRENING
Dane z treningu: Łączny czas: 51min12sek; Hr avg=141 (76%); HrMax=149 (81%), Kalorie=552, Dystans=5,6 km.

Wtorek 20.05.2008

Nawet nie mam czasu zajrzeć na bieganie.pl. Wyjazd z dzieckiem na konsultacje lekarskie do Warszawy skutecznie rozwala cały plan dnia i wszystkie ustalenia.
Wieczorem tenis – tylko nie wiem z kim bo koledzy z którymi gram, zabrali się i pojechali na jakieś rafy czy żyrafy, nie wiem dokąd, ale o nurkowaniu coś gadali J. Może kogoś wydzwonię, a jak nie to zawsze zostaje trening z trenerem, tylko niestety po pierwsze słono płatny a po drugie – koleś nie ma litości i po godzinie treningu czuje się jakbym przebiegł z Kielc do Radomia i jeszcze pod Radomiem wpadł pod ciężarówkę z węglem. Na drugi dzień rano muszę dzwonić po dźwig żeby mnie z łóżka wyciągnął.

Poniedziałek 19.05.2008

Nowy tydzień – stare tematy. Pojechałem do pracy, wchodzę, o! dzień dobry! witamy w wariatkowie! No to lecimy. Tu trzeba to, tam trzeba tamto, wszystko na wczoraj albo najlepiej na zeszły tydzień. I tak do 19.
TRENING:
75% 60’+ 2x spr
Dane z treningu: Łączny czas: 01:00:05; Hr avg=141 (76%); HrMax=150 (81%), Kalorie=650, Dystans=6,4 km.
Biegało mi się rewelacyjnie. Po kilku dniach przerwy ruszyłem na bieżnię z dziką radością, niestety cerber marki Polar zaraz zaczął wydzierać wredną gębę, że niby za szybko. Musiałem trochę pofolgować. Ale i tak było super.
Fajnie nakręcają mnie śmiejące się ze mnie małolaty. Wpadło dzisiaj takich dwóch na bieżnię (we dwóch ważyli pewnie niewiele więcej niż ja sam), z panienkami do kibicowania, więc mieli się przed kim popisać. Na początek żeby sobie polepszyć samopoczucie i zaszpanować przed lalkami – obśmieli grubasa . Potem ruszyli na bieżnię. Pierwszy kilometr 5:30-6.00 – nieźle jak dla mnie, niestety pierwszy był ostatnim. Potem chłopaki przez 20 minut dochodzili do siebie na ławeczce, a lalunie pokazywały na mnie palcami i wyraźnie się z wyścigowców nabijały. Bardzo mi się podobało. Jeżeli czytają to jakieś osoby z nadwagą, które mają stres biegać publicznie (ja miałem): zepnijcie się, kilkanaście tygodni i to Wy będziecie się śmiać, Was będą podziwiać i Wam w duchu zazdrościć. Tym bardziej że często ci obśmiewacze sami nie są w stanie przetruchtać nawet kilometra. Więc nie przejmujcie się bo nie warto!!!

V Tydzień – 15-18.05 2008

WAGA: 111,8, FAT: 41%

Praca, praca, praca, potem 3 dni poza domem, prawie 800 kilometrów w samochodzie, zero czasu na cokolwiek a na trening najmniej. Wybrałem się tylko na 2 długie spacery: jeden po pięknym kaszubskim lesie, drugi na mazurach – brzegiem jeziora. W lesie próbowałem nawet pobiegać, ale ilość latających tam robali była taka, że każda próba głębszego oddechu kończyła się połknięciem porcji skrzydlatej fauny i – wiadomo czym. Więc tylko spacerek, prawie godzinę. Na Kaszubach gościem na spotkaniu był Darek Michalczewski – oczywiście, że zrobiłem sobie z nim zdjęcie. To znaczy kolega nam zrobił, a ponieważ było już baaardzo późno, to nie bardzo kojarzę który kolega, ale w poniedziałek się dowiem, to wkleję jak nie będzie zbyt drastyczneJ .
Na mazurach, do biegania się nie nadawałem, prawdę mówiąc nie nadawałem się do niczego. No, może jakby mnie wycisnęli i wlali mieszaninę tłuszczu i alkoholu do zbiornika paliwa, to bym mógł na tym wrócić do domu – biopaliwo takie by było – dużo oktanów z etylu i tłuszcz jako środek smarujący.
Swoją drogą – znani ludzie, to dopiero mają przechlapane, z każdym się fotografować, pogadać i udawać że jest fajnie i „yntelygentnie”, itd. Przerąbane. Zdjęcie było robione w miarę wcześnie, a ta plama to nie na mojej koszuli tylko na obiektywie aparatu była J. To w tle to nie płonący hotel, tylko oprawa wizualna koncertu.
Dieta mocno bankietowa, ale starałem się nie przejadać i nie napychać. W sumie było nie najgorzej, tylko jak pisałem wyżej – alkoholu zdecydowanie za dużo – ale co zrobić – taki klimat spotkań szkoleniowo-integracyjnych. No i od razu na wadze widać brak treningu i nadmiar jedzenia – ale spoko, nie ma co się zaraz łamać. W każdym razie ostro biorę się za treningi od jutra. No i za dietę, mam mocne postanowienie skończenia 1/3 planu w przyszłym tygodniu – czyli zrzuceniu pierwszej dyszki z trzech jakie miałem do spalenia.
Waga znowu coś oszukuje, chyba że to mięśnie brzucha mi się zaczynają rodzić po A6W i stąd większa waga i mniej tłuszczu. Ale jak już kiedyś pisałem, chińska waga za 50 zetów nie może być wyrocznią.

Środa 14.05.2008

Cały dzień w pracy kończyłem swoją działkę w większym wdrożeniu i musiałem się w terminie wyrobić, żeby koledzy nie czekali na mnie, zero czasu wolnego, finisz o 22.30, więc o treningu nawet nie miałem kiedy pomyśleć. Niestety, jutro zapowiada się to samo. W dodatku w piątek o 5 rano wyjazd na imprezy szkoleniowo-integracyjne, więc na jutrzejszy wieczorny basen też nie ma żadnych szans.
A6W – 2 serie po 6 powtórzeń

Wtorek 13.05.2008

Wczorajszy poniedziałek był wyjątkowy. Nie dość że nie było poniedziałkowego obżarstwa to nawet nie było kolacji. Po obiedzie jakiś młyn w pracy, potem dzieci na trening, dzieci z treningu do domu, młyn w pracy, mój trening, jakieś spotkanie i zrobiła się 21. Pochodziłem, pokombinowałem i stwierdziłem że odpuszczam. No i udało się.
DIETA
Śniadanie: kabanos drobiowy (50g),pomidor,2 małe kromki chleba razowego
Drugie śniadanie: musli (50g)
Obiad: Kebab drobiowy
Kolacja: Szaszłyk drobiowy
Tenis

Poniedziałek 12.05.2008

Po kryzysie obżarstwa z końca ubiegłego tygodnia, wracam do życia pełen nadziei na lepsze wyniki. Dostałem nowe plany treningowe, zacząłem A6W – będzie dobrze. Wprawdzie w pracy nadal ciężkie klimaty, ale mam nadzieję na wyprostowanie niektórych spraw chociaż częściowo.
DIETA:
Śniadanie: jogurt naturalny(200g), musli (50g)
Drugie śniadanie: tatar z polędwicy wołowej, 4 małe kromki chleba razowego
Obiad: dwa kawałki kurczaka smażonego, sałatka coleslaw
Kolacja: nie było
TRENING:
75% 30′
Nie mam dokładnych danych, bo piszę w pracy, a Polarek został w domu, ale średnio wyszło mi 77%. Straaaaaszliwie wolno musiałem biec żeby się zmieścić w 75%. Nie wiem dlaczego i od czego to zależy, raz 75% to dosyć szybki trucht, innym razem niemal chód.
2x spr – robiłem kolejny dzień A6W. Brzuch boli jakby mniej.


IV Tydzień

TYGODNIOWA MATEMATYKA

Waga: 110,8, FAT: 42%, centymetra nadal brak ale ubrania coraz luźniejsze.

Niedziela 11.05.2008

Dzień wolny

Mija miesiąc, więc czas na małe podsumowanie. Trochę mnie boli głowa po wczorajszych urodzinach kumpla i brzuch po A6W które zacząłem wczoraj robić, a dzisiaj założyłem się z Nagórem o piwo pod Żabką, że zrobię cały 42-dniowy cykl.
Waga w dół o prawie 7 kg. Tylko o 7, czy aż o 7? Moim zdaniem aż o 7. Nie ma sensu się napinać na zrzucanie za wszelką cenę, bo to prawie zawsze kończy się jojem. W miesiącu 7 kg to i tak sporo, jakby się udało utrzymać trend (w co wątpię ze względów fizjologicznych, a nie żadnych innych oczywiście) to do końca roku temat będzie załatwiony i wiosenny półmaraton lecimy jak na skrzydełkach.
Dietę staram się utrzymywać według zaleceń, nie zawsze się udaje, ale coraz rzadziej zdarzają się jakieś „wybryki”, a jeżeli już się zdarzą, to nie na taką skale jak kiedyś. To znaczy: nie zdarza mi się zjeść np. pół chleba z pół kilograma kiełbasy na dobranoc, albo trzech batoników plus wiadro kawy z mlekiem i cukrem, czy paczki ptasiego mleczka na deser, a zdarzało mi się i to często. Przeszły mi takie zachcianki i nawet niespecjalnie muszę sobie czegoś odmawiać. Chyba po prostu organizm przestawił się na jakiś inny sposób odżywiania i jest OK. Nie chodzę głodny, nie mam stresu że tego czy tamtego mi nie wolno. Wszystko wolno tylko z umiarem – ja prawie niczego tak naprawdę sobie nie odmawiam. W sumie to dobrowolnie i całkowicie zrezygnowałem tylko z kilku rzeczy: masła, słodyczy typu batoniki, ciastka, ciasta, ciasteczka, coca-coli, oraz ziemniaków i frytek do obiadu. Ograniczyłem: pieczywo białe – prawie całkiem, pieczywo ciemne – staram się nie przesadzać, wędliny – staram się, jeżeli już to drobiowe. No i powoli, powoli przestaję żreć po 18 – to chyba najtrudniej mi przychodzi i jak na razie to nie ma tygodnia żebym nie dał ciała w tym temacie, ale idzie ku lepszemu – nic na siłę. Ze słodyczy wystarcza mi gorzka czekolada – 2 rządki to tylko kilkanaście gram węglowodanów i niski IG, więc spoko – można raz na kilka dni, tylko nie całą na raz.
Treningi sprawiają mi dużo radości i chyba o to w tym chodzi, nie wyobrażam sobie sytuacji „idę biegać bo muszę”. Ja po prostu chcę – często jest tak, że cały dzień czekam na wieczorny bieg. Tam gdzie biegam, biega naprawdę mnóstwo ludzi, w sumie fajnie, jak sobie przypomnę moje pierwsze jesienne i zimowe treningi: ciemno, zimno, nikogo więcej na bieżni, to teraz jest super. Właśnie: jeżeli ktoś chce jakiejś rady to jedna ważna (chociaż to żadna rewelacja): jak chcesz zacząć biegać, odchudzać się, robić ze sobą cokolwiek, to zacznij już od dzisiaj. Nie od jutra, nie od poniedziałku, nie od nowego miesiąca, nie od nowego roku. Od dzisiaj, od teraz. Ja tak zacząłem i wiele innych osób z którymi gadałem na forum biegania. Inaczej się nie da.
Tenis, basen – sama radość, co tu więcej pisać -dwie, trzy godziny na basenie: pływanie, sauna, bąbelki, leżaczek i pogaduchy z przyjaciółmi – ładują mi psychiczne akumulatory na cały tydzień.
Ogólnie jestem bardzo zadowolony, zmotywowany i pełen nadziei na szczęśliwe zakończenie.

Sobota 10.05.2008

Waga to tylko urządzenie. Ale jak każde urządzenie ma swoją duszę. Waga nie lubi oszukańców. A najbardziej nie lubi takich oszukańców, co oszukują sami siebie. Takich co opychając się po nocy, wmawiają sobie że to ostatni raz, że jutro wybiegam, że nerwy, stresy, kłopoty. Takich, co wmawiają sobie, że jeden raz to czy tamto nie zaszkodzi, chociaż dobrze wiedzą że nie wolno, no może nie powinno się. Waga nie człowiek, ale swoje wie. Szybko i bez ceregieli pokazuje Ci, ile są warte twoje kłamstwa. Bernard Shaw powiedział kiedyś: „żeby uprawdopodobnić jedno kłamstwo, trzeba wymyśleć 100 kolejnych” . Sam dla siebie mogę i muszę je wymyślać. Wagi to nie dotyczy. Nawet jak wymyślę 1000 kłamstw, to ona bezlitośnie obnaży je już po pierwszej konfrontacji. Ma wbudowany wykrywacz takich kłamstw, który za pomocą cyferek od razu mówi mi: oszukujesz! Oszukujesz sam siebie! Mnie nie oszukasz!
Zawsze chciałem mieć maszynę która w 2 sekundy będzie miała na liczniku 110, ale myślałem o japońskim motocyklu Yamaha R1, a nie o chińskiej wadze Fala.
Ale mi esej wyszedł o wadze, zaczynam znowu zapisywać dokładnie co jem, nawet kupiłem wagę kuchenną żeby ważyć. Niestety grubas to trochę jak nałogowy alkoholik – każde odstępstwo od zasad powoduje ciąg niekontrolowanych zdarzeń nad którymi ciężko zapanować, a waga bezlitośnie to obnaża.
Generalnie zmarnowany programowo i ciężki zawodowo tydzień. Jedyny pozytywny akcent to dzisiejsze biegowe spotkanie z Beatą, Edytą, Marcinem i Adamem w Łazienkach – jak zawsze było super.

Piątek 09.05.2008

No i się narobiło. Wczoraj w nocy po powrocie z basenu mnie wzięło na żarcie i poleciałem po bandzie. Wszystko przez pracę – ciężki dzień i bardzo nerwowy, a w drodze na basen bardzo nieprzyjemna rozmowa telefoniczna w sprawach zawodowych. No i tak się nakręciłem że nie dałem rady odpuścić. Niestety. W ramach pokuty dzisiaj w ciągu dnia godzinka w tenisa, wieczorem w ramach treningu bieg progresywny (???). Wczoraj na basenie powtórzyłem trening z pierwszego tygodnia, i tak po 3 tygodniach przerwy ledwo dałem radę.
DIETA:
Śniadanie: 2 małe kromki chleba razowego, polędwica, ogórek świeży.
Drugie śniadanie: nie było czasu
Obiad: pierogi ze szpinakiem – 8 szt.
Po tenisie 2 kawałki gorzkiej czekolady (ok. 30g.)
Kolacja: Filet rybny w cieście naleśnikowym, surówki.
TRENING: 65%- 85% 20′ ( bieg progresywny)

Czwartek 08.05.2008

DIETA:
Śniadanie: Sałatka z tuńczyka, sałatka z pomidorów, 2 małe kromki chleba z siemieniem lnianym
Drugie śniadanie: Jogurt naturalny (220g) + musli (50g)
Obiad: Zraz wołowy, surówki
Kolacja: nie było
TRENING: Pływanie 8×2’/p.2′ spokojnie

07.05.2008 Środa

Śniadanie: tuńczyk, cebula, ogórek, majonez (100g)
Drugie śniadanie: musli (50g)
Obiad: omlet z dżemem truskawkowym (miał być z owocami – oszukańcy z firmy cateringowej)
Kolacja: Kiełbaska własnej roboty (mniam mniam) (100g), chleb z siemieniem lnianym, pomidor
TRENING: 65%-75% 50′ + 2x spr
Trening wykonany biegowo w 100%, udało mi się namówić kolegę do wspólnego biegania, robił marszobiegi, a ja swoje. Tak mu się spodobało, że marszobiegował (marszobiegał???, wykonywał marszobieg??? bleeeee) przez całe 50 minut zamiast planowanych 30. I twardo mówi że w piątek też będzie.

06.05.2008 Wtorek

Niestety z powodu nawału spraw zawodowych przez jakiś czas nie będę mógł tak dokładnie relacjonować swoich postępów. Ale postaram się robić to w miarę systematycznie.
Dzisiejszy trening tenisowy zaliczony, wprawdzie tylko półtorej godziny, bo miałem spóźnienie z powodu korków w naszej pięknej stolicy – przejazd z Janek na Targówek zajął mi 2 godziny i 40 minut. Tak sobie jechałem kląłem pod nosem na czym świat stoi i myślałem, że chyba bym dobiegł szybciej nawet moim niezłym tempem.

05.05.2008 Poniedziałek

Samopoczucie nadal fatalne, niby chory nie jestem, ale czuje się podle.
Mimo wszystko poszedłem biegać i wyszło wcale nieźle. Na tyle fajnie, że zrobiłem zaległy trening niedzielny. Tylko znowu za wysoki puls – nie wiem, o co chodzi.
DIETA:
Śniadanie: kabanos drobiowy (50g)


Trzeci tydzień

Tygodniowa matematyka:

WAGA: 111,8 kg; FAT: 43,6%;

Centymetra nie kupiłem, ale jedna dziurka w pasku więcej
(muszę dorobić kolejne bo już się kończą), no i spadające w basenie galoty,
mówią same za siebie. Ostatni raz zbliżyłem się do 110 kg jakieś 5 lat temu po
tzw. diecie kopenhaskiej. Fajna dieta, ale bieganie i rozsądne jedzenie
zdecydowanie lepsze.

28.04.2008 Poniedziałek

Bardzo ciężki dzień w pracy. Jutro o 4 rano pobudka i
wyjazd do klienta, w środę wcale się nie zapowiada lepiej.

Przejrzałem swoje notatki z poprzednich tygodni i co widzę?
Poniedziałek to jakiś czarny dzień, jeżeli chodzi o żarcie wieczorem. Dzisiaj
tak jak tydzień i dwa tygodnie temu zaraz po bieganiu nażarłem się jak
prosiak. Nie wiem o co chodzi, że to zawsze akurat w poniedziałek się zdarzy.
Nawet napisałem w rozpisce diety co tam wchłonąłem, ale – wiecie co? Od samego
czytania zrobiło mi się niedobrze, więc oszczędzę Wam tego – do tej pory
pamiętam minę Michała po przeczytaniu rozpiski jak kiedyś wyglądały moje
posiłki.

Buty się już prawie ułożyły i biega się rewelacyjnie – zero
jakichkolwiek bolących łydek czy kolan – bajka nie bieganie.

DIETA:

Śniadanie: 2 małe kromki chleba razowego, leczo (parówka
drobiowa, pomidory, papryka, cebula, pieczarki, koncentrat pomidorowy,
przyprawy)

Drugie śniadanie: jogurt naturalny (220g), musli (50g)

Obiad: Pierś kurczaka w panierce, surówka

Podwieczorek: kabanos wieprzowy (50g), pomidor

Kolacja: !!!!!!!!

TRENING:

65%-75% 40′ + spr

Dane z treningu: Łączny czas: 38’42”; Hr avg=147 (79%);
HrMax=154 (83%), Kalorie=474, Dystans=4,4 km.

29.04.2008
Wtorek

Work,
work, work, work!

30.04.2008 Środa

Wczorajszy dzień wyrwany z życiorysu. Pobudka 4.15, wyjazd
i cały dzień u klienta. Powrót po 21. Starałem się jeść zgodnie z
zasadami: jogurcik, musli, warzywa, itd. Wieczorem niestety opchnąłem trochę
żarcia – chyba ze zdenerwowania staniem 2 godziny w korkach, w drodze powrotnej.
Jedyna pociecha (marna, ale zawsze) to, że jedząc po 18, mimo wszystko staram
się nie przeginać z pieczywem i tłuszczami. No i to że wyraźnie mniej mi
potrzeba żeby się najeść.

Na tenisie nie byłem – nie zdążyłem, zresztą po całym dniu
byłem zdechnięty, więc pewnie i tak bym nie pograł za specjalnie.

Dzisiaj z basenu nici – zaczęły się wyjazdy na długi
weekend i korki będą takie, że na samą myśl odechciewa mi się wszystkiego.

DIETA:

Śniadanie: Jogurt naturalny (220g), musli (50g)

Drugie śniadanie: tatar z wołowiny (100g), 1 kajzerka –
pierwsze białe pieczywo od dwóch tygodni. I na kolejne dwa (co najmniej)
wystarczy.

Obiad: Wołowina z fasolą, surówki.

Kolacja: NIE BYŁEM GŁODNY!!! – nic nie zjadłem. Pokręciłem
się wprawdzie koło lodówy, ale jakoś tak bez przekonania. No i udało się – jak
dla mnie rewelacja.

Picie: kawa mała bez cukru, Red Bull bez cukru, woda
mineralna – 3 l.

01.05.2008 Czwartek

Majówka z DULUXEM – nie, to nie nowe biuro podróży.
Absolutnie nie. Majówka z DULUXEM jest pomniejszą formą URLOPU z DULUXEM, czyli
urlopowego remontu chałupy, czy czego tam kto sobie życzy. My z żoną i teściem
malowaliśmy dzisiaj pokój i przedpokój w biurze. Fajnie było i wcale mi nie
było szkoda, że chłopaki powyjeżdżali, to w góry, to nad morze, buuuuuuuu ….

Jakby mało tego, byłem umówiony z jednym kolegą na Bieg
Konstytucji na 3 maja w Warszawie, ale rodzina mu się zwaliła na garb i z
biegania nici. Sam nie pojadę, bo ani do kogo gęby otworzyć ani co, a ja raczej
towarzyskie zwierze jestem. Zresztą samemu to jakoś tak łyso.

Nie wiem też czy jakiejś grypy nie podłapałem od
dzieciaków, bo nic nie trenowałem od poniedziałku a mięśnie mnie bolą jakbym z
dyszkę strzelił. Jutro bieganie to się zobaczy jak będzie.

Z rzeczy pozytywnych: zważyłem się dzisiaj rano i cyfra
była niezła: 112,5, za to według tej durnej wagi przybyło mi 8% tkanki
tłuszczowej. Czyli schudłem kilo, ale się otłuściłem. He, he, a może mi wątrobę
w nocy po kryjomu wycięli, albo nerkę. Ale z drugiej strony co można wymagać od
chińskiej wagi z Allegro za 50 zetów.

DIETA:

Śniadanie: dwie kanapki: bułka wieloziarnista, ser żółty,
wędlina, ogórek zielony

Drugie śniadanie: pół jajka w majonezie, pomidor

Obiad: Kabanos drobiowy (50g), pomidor, 2 x jajko w
majonezie, bułka wieloziarnista x 2

Kolacja: Pierś z kurczaka, surówka z marchewki, mizeria.
Sernik na zimno – 2 kawałki.

Picie: kawa mała bez cukru, woda mineralna – 3 l.

02.05.2008 Piątek

Pada od samego rana, a ja wieczorem mam trening. I nie
przeszkadzałoby mi to za specjalnie, gdyby nie fakt, że bieżnia będzie jednym
wielkim bajorem. A z tego wynika wprost, że muszę założyć swoje stare buty –
nowych szkoda na taki teren. A jak założę stare to mnie będą nogi bolały.

Siedzę i czytam to co napisałem rano i tak sobie myślę:
przestań chłopie marudzić, tylko bierz tyłek w troki i posuwaj na
stadion. I tak trzeba zrobić – to jest słuszna koncepcja! Buty,
ortalionik (uff, będzie gorąco) i lecimy z koksem.

Ohoho, Adam nadaje, że będzie sprawdzian z tajemniczego
SPR. Już za tydzień. Niedobrze. To nie lepiej by było pobiegać czy co zamiast
jakieś sprawdziany robić. Napisali trenerzy żeby robić te SPR do odczucia bólu
mięśni, to co ja mam zrobić jak mnie bolą już na samą myśl, nawet nie muszę
zaczynać.

DIETA:

Śniadanie: serek wiejski light (100g), cebula,
ogórek, świeży, pieprz

Drugie śniadanie: jogurt naturalny, pół pomarańczy

Obiad: Filet z ryby rasy nieznanej (kumpel mówi że to
ostrobok, bo w kształcie prostopadłościanu, hi hi, a ja myślę że to kostka
filetowa pod nazwą – wszystko co zostawało jak robili prawdziwe filety …) ,
surówka z kapusty kiszonej.

Kolacja: kebab drobiowy w chlebku pita, surówka z białej
kapusty

Picie: mała kawa bez cukru, woda mineralna niegazowana 3 l.

TRENING:

65%-75% 45′ + spr

Dane z treningu: Łączny czas: 44’05”; Hr avg=148 (80%);
HrMax=158 (85%), Kalorie = 551, Dystans = 5,2 km.

03.05.2008 Sobota

Wczoraj biegało się dosyć ciężko. Ubrałem się w ortalion, a
w sumie praktycznie nie padało i było cieplutko. Zgrzałem się jak w saunie, ale
zrobiłem to co w planie. Znowu trochę za szybko, ale co mam zrobić jak w takim
tempie po prostu dobrze mi się biegnie. Zresztą rozmawiałem przed rozpoczęciem
programu z Michałem i powiedział, że ogólnie może być trochę szybciej, jeżeli
dobrze się czuję.

Z żarciem udało się wczoraj trochę odpuścić, wprawdzie
późnym wieczorem coś tam skubnąłem, ale naprawdę bardzo, bardzo symbolicznie.
Po prostu bardzo późno się kładę spać ostatnio, kolację jem 16-17., trening
19-20. i o 22-23. już naprawdę nieźle mnie ssie, zresztą zgodnie chyba z teorią
Adama o rozpędzonym wieczornym treningiem metabolizmie.

W ramach dokuczania tłuszczowi, po obiedzie wybrałem się z
dzieciakami na przejażdżkę rowerami. Pokręciliśmy się po okolicy prawie dwie
godzinki w tempie bardzo spacerowym, teraz kolacja (już po 17!!!), koło 20.
trening i dzień zaliczony.

DIETA:

Śniadanie: Jajecznica na maśle z 3 jajek, pomidor z cebulą.

Drugie śniadanie: Pieczywo razowe (100g), wędlina (50g),
ogórek świeży

Obiad: Klopsiki – mięso mielone z indyka, pieczarki
duszone, sos borowikowy, mizeria

Kolacja: Pieczywo razowe (200g), wędlina drobiowa (100g),
papryka świeża, pomidor

Picie: kawa mała bez cukru, woda mineralna
niegazowana 1,5l, Red Bull bez cukru

Trening 65%- 75% 50′ + rozciąganie

Dane z treningu: Łączny czas: 50’03”; Hr avg=136 (74%);
HrMax=146 (79%), Kalorie = 489, Dystans = 4,95 km.

04.05.2008 Niedziela

Wczorajszy wieczorny bieg był czystą przyjemnością. I nawet
udało mi się zmieścić w zakładanych 75% HrMax. Biegło się super, lekko i
przyjemnie – kwintesencja udanego treningu, aż mi było szkoda kończyć .

Przed niedzielnym obiadem szybki wypad na basen z dziećmi,
ale bez mojego treningu – za duży tłum żeby normalnie pływać. Także: lekkie
rozpływanko, sauna, bąbelki i zabawa z dziećmi. Mimo to, tak mnie zassało z
głodu, że po raz pierwszy od bardzo dawna zjadłem cokolwiek między planowymi
posiłkami. Przy okazji mogę spokojnie napisać że obwód bioder mi się
zmniejszył, bo jak zacząłem płynąć trochę szybciej kraulem to poczułem galoty
majtające mi się na piętach J.
Normalnie same spadają, chociaż jak wszystkie ubrania, kiedyś były za małe albo
co najwyżej w sam raz.

No i klapa. Chyba mnie jakaś grypa łapie, bo ledwo łażę,
kręci mi się w głowie, mdli mnie i co chwila latam do kibla. Zebrałem się nawet
i wyszedłem na trening (z papierem w kieszeni oczywiście), ale po raz pierwszy
odkąd regularnie biegam, czyli od ponad pół roku, nie miałem siły i chyba
ochoty na trening. Strasznie mnie to zestresowało, a wiadomo, że jak się grubas
zestresuje to odreaguje obżarstwem. No i ta prawda się potwierdziła także w
moim przypadku. Czyli reasumując koniec tygodnia – dno i trzy metry mułu.
Dobrze że chociaż cyfra jakoś wygląda, ale jak tak dalej pójdzie to nie wiem
jak to będzie – chyba za dużo tych chwil słabości i odstępstw.

DIETA:

Śniadanie: serek wiejski light z czosnkiem i orzechami
włoskimi (mniam mniam – polecam) (100g)

Drugie śniadanie: jogurt naturalny (150g), pół kiwi, mały
banan

Po basenie, a przed obiadem: 1 mała kanapka: chleb pszenny
z wędliną drobiową, sałatą i pomidorem

Obiad: Klopsiki – mięso mielone z indyka, pieczarki
duszone, mizeria, tarta marchewka

Deser: 3 gałki lodów z bitą śmietaną, ajerkoniakiem, kiwi i
posypką czekoladową.

Kolacja: Pieczywo razowe – 3 kromki, pieczywo pszenne – 1
kromka, parówki drobiowe – 120g; wędlina 20-30 g, pomidor, ogórek świeży,
czekolada gorzka – ok. 40g.

Picie: Kawa mała bez cukru, woda mineralna – 2l.

TRENING – niestety nie było …

A miało być: 65-75% 55′

Drugi tydzień

TYGODNIOWA MATEMATYKA:

WAGA: 113,6 kg;

FAT: 43,0%;

Pomiarów nie ma, bo zgubiłem gdzieś centymetr, jak jutro
kupię drugi, to się pomierzę i podam dane.

Poniedziałek 21.04.2008

DIETA:

Śniadanie: jajko na twardo, sałatka: pomidor, ogórek,
papryka, cebula, czosnek, oliwa z oliwek.

Drugie śniadanie: jogurt naturalny, banan, kiwi.

Obiad: Polędwiczki wieprzowe, surówki

Kolacja: hmmm…

TRENING

65%-75% 35′ + spr

Dane z treningu:

Czas
łącznie:3 4’00; Hr avg=145 (78%); HrMax=153 (83%), Kalorie=402, Dystans=3,6 km

Wtorek 22.04.2008

Umówmy się, że wczoraj dzień się skończył po treningu. Nie
napiszę co jadłem na kolację. I przed kolacją, i po kolacji, też nie napiszę. Nic
w ogóle nie napiszę na temat jedzenia wczoraj po południu.

Biegło mi się bardzo ciężko, nogi jak z ołowiu i strasznie
mnie bolały mięśnie czworogłowe uda czy jak tam one się nazywają. W sumie nie
wiem – pogoda była fajna, czułem się dobrze, może gdybym nie wchłonął wiadra
żarcia to by było lepiej.

W pracy jakiś wyjątkowo senny dzień, chociaż udało nam się
dopiąć duży kontrakt – więc w sumie fajnie. Przed tenisem pobiegnę 2 km na
rozgrzewkę – lepiej mi się potem gra.

DIETA:

Śniadanie: kromka chleba razowego z pastą rybną (pstrąg
wędzony, ogórek, cebula, papryka, majonez)

Drugie śniadanie: jogurt naturalny, musli

Obiad: Karkówka z grilla, surówki

Kolacja: sałatka: kalafior, pomidor, jajko, sos
majonezowo-czosnkowy z bazylią

TRENING

Tenis

Dane z treningu (tylko żeby się Nagór nie śmiał, że jestem
pulsometrocholik):

Bieganie przed treningiem: Łączny czas: 17’25”; Hr avg=144
(78%); HrMax=153 (83%), Kalorie=201, Dystans=2 km

Tenis: Łączny czas: 02:14:07; Hr avg=132 (71%); HrMax=184
(99%), Kalorie=1185, Dystans=???

Środa 23.04.2008

Tłuszcz w nocy skwierczał, nic jeszcze nie będę pisał, żeby
nie zapeszyć, ale chyba rzeczywiście teoria Adama, w którą – przyznam się
uczciwie – nie do końca ślepo wierzyłem, zdaje się być całkiem, całkiem.

W pracy wysyp kontraktów – jak tak dalej pójdzie, będziemy
jechać 20 godzin na dobę, ale nie ma co narzekać. Wieczorem na basen –
nareszcie!

DIETA:

Śniadanie: kromka chleba razowego z pastą rybną (pstrąg
wędzony, ogórek, cebula, papryka, majonez)

Drugie śniadanie: hmm, chyba nie było..

Obiad: Kebab drobiowy w cieście naleśnikowym

Kolacja: Wątróbka drobiowa, surówki

TRENING:

Pływanie – nie było z przyczyn niezależnych opisanych
poniżej

Czwartek 24.04.2008

Wczorajszy wieczór zaczął się bardzo miło, a zakończył
strasznie. Ale po kolei. Wyjeżdżałem na basen, akurat zadzwonił Adam, że jest
sprzęt NIKE’a do odbioru. Podjechałem, odebrałem – sprzęt super, buty po prostu
mistrzostwo świata: Air Structure Triax+, do tego koszulki, spodenki,
czapeczka, skarpetki – full wypas. Na tym niestety skończyły się miłe akcenty.
Na basen nie dojechaliśmy – po drodze gdzieś przed nami był wypadek i po
odstaniu prawie godziny w korku, zawróciliśmy do domu. Jakby tego było mało, w
drodze powrotnej, 10 metrów przed naszym samochodem, ze stacji benzynowej po
lewej stronie wyjechał motocyklista, niestety prosto pod jadący z przeciwka
samochód. Nas pięknie obsypało odłamkami motoru (szyba nam pękła), samochód z
przeciwka przeleciał za nami, motor nad nami, a motocyklista obok. Niestety
mimo reanimacji nie udało się go uratować, chociaż po wypadku jeszcze
kilkadziesiąt minut żył [‘]. Może gdyby pogotowie przyjechało po 5 minutach a
nie po 20, to coś by się udało zrobić? Może gdybym skończył kurs ratownika
drogowego który „zaczynałem” już z 5 razy, umiałbym coś więcej niż ułożenie w
bezpiecznej pozycji i okrycie kocem termicznym. Może. Nie był to udany wieczór.

DIETA:

Ciężko mówić o posiłkach (wyjazd w delegacje), zjadłem: 4
lub 5 kanapek z pieczywem wieloziarnistym, serem żółtym i wędliną, jogurt
naturalny (220g)+musli (50g), kabanos drobiowy (50g).

Picie: kawa mała, woda mineralna – 3l, Red Bull
bezcukrowy.

Piątek 25.04.2008

Wczoraj cały dzień byłem w delegacji u klientów, daleko od
domu i od firmy. Wróciłem kompletnie zrypany i chyba pierwszy raz od dawna
cieszyłem się że mam dzień wolny od treningów. Co najciekawsze: najbardziej
męczący był powrót do naszej pięknej stolicy. 200 km z Częstochowy do Janek
jechałem niecałe 2 godziny, 30 km z Janek do domu – kolejne 2 godziny. Super
sprawa.

Za to dzisiaj rano na spokojnie przymierzyłem
bajeranckie ciuchy NIKE’a i już nie mogę się doczekać wieczornego treningu –
głównie ze względu na buty które bardzo chcę przetestować.

Przejrzałem dzisiaj swoje zapiski dotyczące diety i co mnie
zastanawia: kiedyś to co jem teraz przez cały dzień, kiedyś mogłem spokojnie
zjeść na raz. Mimo to praktycznie nie chodzę głodny, nie muszę walczyć ze sobą
żeby tego czy tamtego nie zjeść, jakoś tak dziwnie obżarstwo samo przeszło. Mam
nadzieję że już na zawsze.

DIETA:

Śniadanie: jogurt naturalny (220g) + musli (50g)

Obiad: filet panierowany z piersi kurczaka, surówki

Kolacja: kabanos wieprzowy (50 g).pomidor

Picie: kawa rozpuszczalna duża, woda mineralna niegazowana
3 l.

TRENING:

65%-75% 40′

Dane z treningu: Łączny czas: 40’44”; Hr avg=146 (79%); HrMax=176
(95%), Kalorie=489, Dystans=4,7 km.

26.04.2008 Sobota

Pierwsze: wczorajszy test butów – jeżeli chodzi o
amortyzację -jak dla mnie ekstraklasa światowa – jakiegokolwiek bólu łydek,
kolana, czegokolwiek – w żadnych innych butach (prawda że nie miałem ich zbyt
wiele) nie udało mi się pobiec bez jakiegoś bólu tej czy innej części nóg.
Najbardziej zawsze dokuczały mi łydki – dzisiaj jakbym ich nie miał. Co ciekawe
znacząco wpłynęło to na prędkość biegania, niestety trener mnie nie pochwali bo
75% Hrmax zostało daleko za nami, mówiąc poetycko. Jeżeli chodzi o stopy to
niestety dramat, ale to wynika z ich budowy. Moich stóp oczywiście a nie butów.
Nie miałem jeszcze w życiu butów w których bym nie odcierpiał pierwszych dni
chodzenia. Taki urok. Na przykład buty narciarskie, pomimo że naprawdę z
najwyższej półki i z wkładkami robionymi na zamówienie i tak muszę dwa trzy
razy założyć i zdjąć podczas pierwszych zjazdów w danym dniu, inaczej stopy tak
mnie bolą że nie daję rady ustać. Także reasumując myślę że stopa za kilka dni
się przyzwyczai i będzie pięknie.

DIETA:

Śniadanie: kabanos drobiowy (50g) kromka chleba razowego,
papryka konserwowa.

Drugie śniadanie: kabanos drobiowy (100g), chleb z
siemieniem lnianym, papryka konserwowa

Obiad: 3 kanapki: chleb razowy, kiełbasa sucha, pomidor,
ogórek, papryka, ser żółty

Kolacja: plaster szynki, jajko na twardo z majonezem,
grzybki marynowane

Picie: mała kawa x 2, 2 lampki czerwonego wina, Red Bull
bezcukrowy, woda mineralna 3 l.

TRENING

65%- 75% 45′ + rozciąganie

Danych z treningu nie ma. Biegałem z „podrabianymi”
grubasami i Adamem na Kępie Potockiej i musiałem wyłączyć pulsometr, żeby nie
ogłuchnąć od jego piszczenia. Z kolei gdybym biegł według pulsometru, to
mógłbym pogadać sam ze sobą lub z plecami koleżanki i kolegów, przez jakiś
krótki czas. Biegliśmy sobie ok. 50 minut z krótką przerwą na rozciąganie,
potem kilka ćwiczeń SPR (!!!). Było tak jak tydzień temu, bardzo sympatycznie i
miło. A, no i jeden kolega nas ciągle nagrywał kamerą, także niedługo premiera
hitu filmowego w reżyserii Fredzia, na bieganie.pl.

Biegało się naprawdę rewelacyjnie, muszę zmierzyć jakąś
pętle w pobliskich lasach, bo jednak 50 minut na bieżni, a 50 minut po parku to
ziemia a niebo.

Buty się powoli „układają”, waga leci w dół (nie wiem czy
nie za szybko bo momentami mi pokazywało nawet 112,5) i jest super.

Niedziela 27.04.2008

Cały dzień spędziłem na starym chińskim sposobie odpoczynku
zwanym LB – czyli „leżenie bykiem”. No oczywiście przygotowałem sobie trochę
żarcia na kolejny tydzień, bo tak naprawdę niedziela jest jedynym dniem kiedy
mam na to czas. Zauważyłem, że jednym z kluczy do w miarę zdrowego żywienia
jest przygotowywanie porządnych posiłków na jakiś czas naprzód – jeżeli mam ze
sobą w pracy odpowiednie jedzenie, wtedy o wiele prościej odmówić sobie
dziwnych pomysłów typu kanapka czy hot-dog na szybko na stacji benzynowej, albo
jakiś Fast-food – bo na nic innego nie ma czasu. Niezawodne „Grubasy..” z forum
polecają taki sposób i u mnie to działa.

Wieczorkiem trening, dzisiaj 50 minut, potem mierzenie,
ważenie, wysyłka sprawozdania i spać, bo w pracy, pomimo długiego weekendu
zapowiada, się bardzo ciężki tydzień.

Od przyszłego tygodnia uzgodniona z trenerami zmiana dni
poszczególnych treningów – powinno być lepiej, mniejsza przerwa pomiędzy dniami
„biegowymi”, tylko chyba znowu wypadnie mi z planu basen.

DIETA:

Śniadanie + Drugie śniadanie: 2 jajka z majonezem, 2
parówki drobiowe, 3 małe kromki chleba razowego, kabanos (20g), pomidor, ogórek
małosolny

Obiad: Ziemniaki gotowane, 2 jajka sadzone, mizeria,
duszone pieczarki

Podwieczorek – deser: (No co! Raz na dwa tygodnie to chyba
można, nie? Zresztą podobno trzeba dostarczyć trochę magnezu do organizmu raz
na jakiś czas.) czekolada gorzka (70g)

Kolacja: Biały ser (50g)

Picie: kawa rozpuszczalna bez cukru, woda mineralna –

TRENING:

65-75% 50′

Dane z treningu: Łączny czas: 52’14; Hr avg=142 (77%);
HrMax=157 (85%), Kalorie=585, Dystans=6,0 km.


Pierwszy
tydzień 14.04 – 20.04.2008

TYGODNIOWA MATEMATYKA:

WAGA: 115,5;

FAT: 43,5

PAS: 118

BIODRA:
114

Niedziela 20.04.2008

Moja dzisiejsza kolacja miała tyle wspólnego ze zdrowym
odżywianiem, co poseł Kurski z tolerancją. Wszystko z braku zajęcia. Miałem iść
na długi spacer po obiedzie, nawet wyszedłem, ale połaziłem chwilkę i wróciłem.
Siedziałem, kombinowałem, no i z nudów zaatakowałem lodówkę. Dobrze chociaż że
o jakiejś ludzkiej godzinie, a nie po 21 jak to kiedyś bywało. Ale nie dajmy się
zwariować, raz na jakiś czas można zaszaleć. Biegało się ciężko, powoli, ale to
co w treningu wykonane w 100%. Reasumując: ostatni posiłek 16-17, trening
19.30-20.15, teraz czekam na nocne skwierczenie spalanego tłuszczu, według
teorii Fredzia.


DIETA:

Śniadanie: kabanos wieprzowy (50 g),pomidor średni

Obiad: Makaron razowy z potrawką: pieczarki, kurczak
pieczony, cebula, papryka czerwona, czosnek, sos sojowy, przyprawy.

Kolacja: Pieczywo razowe (150 g), wędlina wieprzowa, ser
żółty, papryka, ogórek świeży.

Picie: woda mineralna niegazowana-2 l., kawa rozpuszczalna
bez cukru – 2 małe.


TRENING:

65-75% 45′

Dane
z treningu:

Czas
łącznie: 45’07”; Hr avg=138 (75%); HrMax=145 (78%), Kalorie=457, Dystans=4,4 km

Sobota 19.04.2008

O 9 wraz z pozostałymi uczestnikami programu: Edytą,
Marcinem i Piotrkiem spotkaliśmy się w Parku Skaryszewskim z Adamem – Fredziem.
Poznaliśmy też żonę Adama – Ulę i malutkiego Gucia – syna Uli i Adama.
Przebiegliśmy się kilka minut, potem był instruktaż dotyczący rozgrzewki,
rozciągania, i przebieżek. Z przebieżkami było dosyć śmiesznie, jak ktoś
popatrzył z boku to musiał mieć z nas niezły ubaw. Potem ruszyliśmy w pogoń za
Hummerem w ramach programu ścieżek biegowych Nike – „Biegaj z Tigerem”
Wyglądało to tak, że Dariusz Michalczewski z Przemysławem Saletą i kilkoma
innymi gwiazdami biegnąc inhalowali się spalinami z jadącego przed nimi
Hummera, na którym to jechali prowadzący imprezę, a za nimi truchtała cała
gromada biegaczy przeróżnej kondycji i doświadczenia. Przekrój biegających był
naprawdę ogromny: od ludzi, którzy biegli maraton w Nowym Jorku, a tam jak
wiadomo minimum raczej skutecznie odcina mniej ambitnych amatorów, po ludzi
którzy „spuchli” już po kilkuset metrach (wcześniej nawet niż ja!), więc
kompletnie początkujących. Reasumując – super impreza, super zabawa – warto się
wybrać następnym razem.

Wieczorem trafił mi się dodatkowy niezaplanowany trening.
Pojechaliśmy do teatru, a tam jakiś mędrzec wpadł na pomysł, że jak widownia jest
na 400 osób to wystarczy 30 miejsc do parkowania samochodów. Zaparkowałem
więc z kilometr od tego teatru, a że przyjechałem tradycyjnie 5 minut
przed rozpoczęciem, to chcąc nie chcąc musiałem tam dobiec. I tak niechcący
pobiłem swój rekord życiowy na 1000 m. Sztuka rozwija ludzi jak widać. Ale żeby
nie wyjść z wprawy, to w przerwie sztuki pobiegłem do samochodu i z powrotem do
teatru, bo się zorientowałem, że wysiadając w pośpiechu zostawiłem na wierzchu
w samochodzie telefon. Fajnie było w teatrze, szkoda że nie miałem aparatu, to
bym zrobił fotoreportaż do cyklu „Moje miejsce do biegania”. Sztuka też była
fajna „Lewe interesy” – polecam.

DIETA

Śniadanie:
Parówka drobiowa (40 g), pół pomidora (tylko tyle było), mała kromka
chleba razowego.
Drugie śniadanie: Musli z żurawiną (50g), jogurt owocowy (330g), woda
niegazowana 0,5 l.
Obiad: 3 duże kawałki kurczaka pieczonego, sałatka coleslaw (50g), 3 kiszone
ogórki, 2 bułki ciemne z ziarnami dyni, 2 małe kromki chleba razowego.
Kolacja: tatar z polędwicy wołowej, krewetki smażone z czosnkiem, lampka
różowego wina.

Picie:
3 małe kawy, woda mineralna-2 l.

TRENING

65%- 75% 40′ + rozciąganie

Dane
z treningu:

Czas
łącznie: 42’01”; Hr avg=147 (79%); HrMax=156 (84%), Kalorie=521, Dystans=4,4 km

Nie wiem o co chodzi z tym pulsem, starałem się biec
wolniej niż wczoraj, a wyszło że biegłem szybciej. Może ten pulsometr to za
skomplikowane dla mnie urządzenie – chyba budzik, kurde, wezmę następnym razem!
Po biegu rozciągnąłem się – ale na siedzeniu w samochodzie – i pojechałem do
chałupy wykąpać się i przebrać, bo za chwilę trzeba było jechać do Parku
Skaryszewskiego na spotkanie.

Piątek
18.04.2008

Właśnie spisuję dane porannego treningu z pulsometru i
jestem mocno zdziwiony średnim pulsem 78% HrMAx. Trochę przesadziłem, no
minimalnie. Muszę pozmieniać ustawienia. Trzeba jednak przyznać że biegło mi
się rewelacyjnie, zacząłem o 6.30, było rześko i przyjemnie, nogi aż się rwały
do biegu i co dziwne nie bolały mnie łydki na początku biegu, a zwykle pierwszy
kilometr to czysta męczarnia. Tak, ten wysoki puls, to zdecydowanie wina nóg i
poranka, nie moja.

Z samego rana dwugodzinna nasiadówa. Po skończeniu
pierwszej – kolejna, tym razem niestety 6-cio godzinna, potem obiad,
zaskakująco marny jak na tej klasy lokal, po powrocie jeszcze chwila w pracy,
żeby dopiąć jakieś pierdółki na poniedziałek, bo zaczynamy jakąś większą
pracę i siadam w domu do komputera. A! Zapomniałbym o
najważniejszym: na obiedzie bohatersko zrezygnowałem z deseru w postaci sernika
z polewą czekoladową. No, no, sam w to normalnie jeszcze nie mogę uwierzyć.

Za to jutro popołudnie i wieczór w gronie znajomych, więc
będzie ciężko. Najpierw teatr, a potem dobra knajpa albo jakiś klub. Albo jedno
a potem drugie. Towarzystwo mocno zabawowe, abstynentów brak. Rano kolejne
bieganie z planu, potem Park Skaryszewski.

SPR nadal leży odłogiem, jutro zaczynam – nie ma odwołania,
bo mnie trenerzy i Fredzio opier… .

DIETA:

Śniadanie:
kromka chleba razowego, sałatka: tuńczyk, ogórek, cebula, majonez

Obiad: zupa jarzynowa(bardzo mała porcja), jakiś zraz albo bitka – nie wiem, bo
ciemno było w restauracji, buraki zasmażane
Kolacja: dwie kromki chleba razowego, parówka drobiowa (40 g.), sałatka:
tuńczyk, ogórek, pomidor, cebula, majonez.

Picie: kawa rozpuszczalna bez cukru – 2 małe, woda mineralna niegazowana:
1,5l,Red Bull wersja bez cukru.

TRENING

Bieg
35’- 65-75%

Dane
z treningu:

Czas
łącznie: 37’41”; Hr avg=144 (78%); HrMax=151 (82%), Kalorie=431, Dystans=4
km

Czwartek
17.04.2008

Wczorajszy trening pływacki rozpisany przez Michała wydawał
się na pierwszy rzut oka lekki i przyjemny. Przyjemny był – jak każdy pobyt na
basenie, ale co do lekkości to się przeceniłem. Wykonałem w 100%, ale nie
powiem, żebym się nie zmachał. Jak zaczynałem, to miałem twarde postanowienie
zrobić plan x 2, ale jak kończyłem, to wiara w moją moc lekko opadła. Sauna i
bąbelki w jacuzzi jakoś bardziej do mnie przemawiały niż kolejne 24 baseny
kraulem.

Muszę zacząć wreszcie robić te nieszczęsne SPR, bo jak na
razie to rano sobie obiecuję, że zrobię wieczorem, a wieczorem sobie tłumaczę,
że już za późno. Ale dzisiaj wolny dzień od treningów to się zepnę może i ze
trzy „brzuszki” strzelę. Wieczornego obżarstwa wczoraj znowu nie było, za to
dzisiaj rano mocno mnie zainteresowały porzucone na stole kanapki z chlebem
sałatą i kiełbaską, które mój syn uważa za niejadalne (jak większość kanapek z
czym by nie były), więc żeby nie drążyć tego drażliwego dla mnie tematu, na
wszelki wypadek szybko się zebrałem i pojechałem do pracy.

Godzinka popołudniowego tenisa zaliczona, dobrze że
jutro mam trening biegowy, bo już mnie lekko ciągnie na bieżnię.

DIETA:

Śniadanie:
schab środkowy pieczony 50 g.

Drugie śniadanie: sałata lodowa + pomidor + jajko + szynka + oliwa z
oliwek i sos z cytryny (100-150g)
Obiad: Udko z kurczaka pieczone, surówka: pomidor, ogórek, sałata, rzodkiewka
Podwieczorek i kolacja: Kebab drobiowy (bez bułki), dwie kromki chleba
razowego, tuńczyk, ogórek, cebula

Picie: kawa rozpuszczalna mała bez cukru, woda mineralna niegazowana – 3 l.

TRENING:

Dzień
wolny, w ramach rekreacji godzina w
tenisa.

Środa
16.04.2008

No i udało się! Obyło się wczoraj bez wieczornego paśnika,
chociaż było ciężko. Spróbujemy dzisiaj znowu . Za to przebieżka przed tenisem
niespecjalnie się udała jako przebieżka. Zapomniałem pulsometru i po 2 km
zziajałem się jak pies, co niechybnie oznacza, że tempo było jak dla mnie
olimpijskie. Ale co tam, na pewno nie zaszkodzi, a może pomóc.
Wieczorkiem na basen – wreszcie. Z ciekawości chętnie bym sobie zmierzył puls w
czasie pływania, ale jak wlezę na basen w pasku na klacie to zaraz będzie
sensacja, więc chyba odpuszczę sobie ten eksperyment. A no i po „Montigniacku”
próbuję nie popijać żarcia, nie wiem o co chodzi, chyba o to że szybciej się
zapycham i mniej mogę zjeść. Zawsze to jakiś sposób.

DIETA:

Śniadanie:
parówka drobiowa (40g), pół kwaszonego ogórka, cienka kromka chleba razowego.
Drugie śniadanie: sałatka z kurczaka z sałatą lodową i sosem winegret (150 g.)
Obiad: Bitki wołowe (dużo:-)) + surówką z białej kapusty + surówka z buraka
Kolacja: sałatka z kurczaka z sałatą lodową i sosem winegret (100 g.)

Picie:
kawa rozpuszczalna bez cukru – 1 duża szklanka, woda mineralna
niegazowana – 3 litry

TRENING:

Basen:
8 x 2 min. pływania /2 min. odpoczynek

 

Wtorek
15.04.2008

Fatalna
pogoda, fatalne samopoczucie, lekkie stresy w pracy – czekam na wieczór,
pobiegnę 2 km (poza planem treningowym) na rozgrzewkę przed tenisem i
powalczę na korcie to może się samopoczucie polepszy. Mam mocne postanowienie
odpuszczenia wieczornej wyżerki, zobaczymy czy dam radę.

DIETA:

Śniadanie:
jajecznica z 2 jajek na maśle
Drugie śniadanie: Sałatka grecka ok. 150 g.: ser feta (tłusty), sałata lodowa,
pomidor, sos paprykowo ziołowy
Obiad: 2 kawałki kurczaka + sałatka coleslaw (KFC)
Kolacja: Schab środkowy pieczony 50 g.

Picie:
Kawa rozpuszczalna bez cukru – 2 duże szklanki

Woda
mineralna niegazowana – 3 litry

TRENING

Bieg
– 2 km – przebieżka rozgrzewkowa przed tenisem – danych brak – zapomniałem
pulsometru.
Tenis – 2 godziny


Poniedziałek
14.04.2008


DIETA

Ostatnia
wieczerza. Cały dzień było w miarę według zalecanego Montigniaca, ale wieczorem
przetrzepałem lodówę od góry do dołu. Od jutra koniec, nie ma odwołania, bo jak
się nie zbiorę to pobiegnę półmaraton, ale chyba w lektyce. Tylko kto ją będzie
dźwigał?

TRENING

Nie
wszedłem na bieganie.pl i nie wiedziałem że mam już rozpisany trening, więc
zrobiłem sobie swój taki jak zwykle.

Dane
z treningu:

Czas
łącznie: 47’50”; Hr avg=150 (81%); HrMax=176 (95%), Kalorie=623,
Dystans=4,8 km w tym na koniec 2 bardzo szybkie przebieżki po 100
m.


Historia Piotra

Zacząłem biegać na początku listopada
2007 roku. Po co i dlaczego? To dość proste.


Jak wielu, wielu ludzi
w tym kraju mam sporą nadwagę, której chciałbym się zdecydowanie
i na zawsze pozbyć. Jak wielu ludzi w tym kraju próbowałem wielu
cudownych diet, cudownych środków i cudownych sposobów na pozbycie
się niechcianego tłuszczu. Jak na złość, jak dla wielu ludzi w
tym kraju, wszystkie cuda okazały się mało skuteczne i dziwnie nie
cudowne. Potwierdziło to znaną powszechnie prawdę że cudów nie
ma, a jeśli już się zdarzają to trzeba na nie naprawdę zasłużyć
i naprawdę w nie mocno wierzyć. Ja chyba nie zasłużyłem, albo raczej
jestem zbyt małej wiary – to znaczy wierzę w cuda, ale akurat nie
w takie.


Zawsze ciągnęło
mnie do sportu, w młodości grałem w piłkę, podnosiłem ciężary,
boksowałem, lubiłem kolarstwo i pływanie. Przeszedłem chyba wszystkie
pasma górskie w Polsce. Startowałem w maratonach pieszych na 100 km
w Puszczy Kampinoskiej. Grałem w koszykówkę, siatkówkę –
oczywiście amatorsko, ale zawsze coś robiłem.


Potem wiadomo: rodzina,
dzieci, praca, stresy, imprezki odstresowujące i zanim się obejrzałem,
wyrosło mi coś wielkiego z przodu. Myślałem że to tarczyca mi się
osunęła, ale waga nieubłaganie udowodniła mi, że ta odkrywcza teoria
jest z gruntu błędna.


Jak się zorientowałem
że już za chwilę chyba łatwiej będzie mnie przeskoczyć niż ominąć,
postanowiłem coś zrobić. O szybkich i „skutecznych” sposobach
odchudzania się napisałem powyżej i pomyślałem, że starczy tego,
bo ile razy można od nowa nabierać się na to samo. Postanowiłem
biegać.


Przymierzałem się
do tego biegania kilka razy. Zaczynałem, zniechęcałem się po kilu
razach i dawałem sobie spokój. Entuzjazm się zmniejszał, a waga
wprost przeciwnie – rosła. Nie słyszałem, żeby ktoś schudł od samego
entuzjazmu i postanowień – mnie też się to nie udało.


Podświadomie cały
czas czułem jednak, że bieganie to dobra droga, ale brakowało systematyczności
i chyba przede wszystkim rozsądnego początku, kogoś kto podpowiedziałby
co i jak, pomógł, doradził – nie jest łatwo biegać ważąc prawie
130 kilogramów.


Nie pamiętam, jak trafiłem
na bieganie.pl. Wiem jednak że to był strzał w 10. Plan 10-cio tygodniowy
i forum – to było to czego do tej pory mi brakowało, żeby zacząć
i przetrwać pierwsze trudne dni.


Minęło 5 miesięcy,
zrzuciłem 13 kg. Mało? Może i mało, ale zaplanowałem sobie, że
dojście do optymalnej wagi zajmie mi 2 lata. Biegam swobodnie nawet
godzinę, przebiegam 10 kilometrów, sprawia mi to radość. Tak naprawdę
to chyba odchudzanie się zeszło na drugi plan, na pierwszy wyszło
bieganie dla samego biegania. Łatwo nie jest, ale nie jest też bardzo
ciężko. Potrzeba tylko dwóch rzeczy: systematyczności i cierpliwości.
No i zdrowia, ale to już nie do końca od nas zależy.

 

Miałem to szczęście,
że udało mi się dostać do programu organizowanego przez bieganie.pl.
Będę dzielił się swoimi przeżyciami ze wszystkimi, którzy będą
chcieli to czytać. Może komuś to pomoże, może ktoś skorzysta.
Nawet jeśli nie, to skończę ten plan przede wszystkim dla siebie
i swojej rodziny. Jestem niestety człowiekiem dosyć leniwym, a nie
chciałbym zmarnować pracy wielu zaangażowanych w to ludzi, no i oczywiście
swojej własnej, teraz nie ma odwrotu.
..
Wiek: 39 lat

Wymiary startowe:

Waga: 117 kg

Wzrost: 176

Obwód pasa: 125 cm

Obwód bioder: 120 cm

Kolejne cztery tygodnie treningu:

12-maj 75% 30’+ 2x spr
13-maj Tenis
14-maj Pływanie 4×6’/p.2′ spokojnie
15-maj wolne
16-maj 75% 30’+ 2x spr
17-maj 65%-85% 20′ ( bieg progresywny)
18-maj 75% 40′
19-maj 75% 60’+ 2x spr
20-maj Tenis
21-maj Pływanie 3×7’/p.2′ spokojnie
22-maj wolne
23-maj 75% 50’+ 2x spr
24-maj 65%- 85% 30′ ( bieg progresywny)
25-maj 75% 50′
26-maj 75% 60’+ 2x spr
27-maj Tenis
28-maj Pływanie 3×8’/p.2′ spokojnie
29-maj wolne
30-maj 75% 60′ + 2x spr
31-maj 65%- 85% 25′ ( bieg
progresywny)+ rozciąganie
01-cze 75% 50′
02-maj 75% 60’+ 2x spr
03-maj Tenis
04-maj Pływanie 3×10’/p.2′ spokojnie
05-maj wolne
06-maj 75% 60′ +2x spr
07-maj 65%- 85% 30′ ( bieg
progresywny)+ rozciąganie
08-maj 75% 50′

Pierwsze cztery tygodnie treningu:

w ćwiczeniach sprawnościowych nie wykonujesz przysiadów tylko dodatkową serię ćwiczeń na mięśnie brzucha

14-04 65%-75% 30′ + spr
15-04 Tenis
16-04 Pływanie 8×2’/p.2′ spokojnie
17-04 wolne
18-04 65%-75% 35′ + spr
19-04 65%- 75% 40′ + rozciąganie
20-04 65-75% 45′
21-04 65%-75% 35′ + spr
22-04 Tenis
23-04 Pływanie 7×3’/p.2′ spokojnie
24-04 wolne
25-04 65%-75% 40′ + spr
26-04 65%- 75% 45′ + rozciąganie
27-04 65-75% 50′
28-04 65%-75% 40′ + spr
29-04 Tenis
30-04 Pływanie 6×4’/p.2′ spokojnie
01-05 wolne
02-05 65%-75% 45′ + spr
03-05 65%- 75% 50′ + rozciąganie
04-05 65-75% 55′
05-05 65%-75% 45’+ 2x spr
06-05 Tenis
07-05 Pływanie 5×5’/p.2′ spokojnie
08-05 wolne
09-05 65%-75% 50′ + 2x spr
10-05 65%- 85% 20′ ( bieg progresywny)
11-05 65-75% 50′

Możliwość komentowania została wyłączona.