New Balance 1080v12
 
22 grudnia 2007 Redakcja Bieganie.pl Zacznij Biegać

Bieganie zimą, czyli jak nie zmarznąć


zima_423.jpg


Nadchodzi
zima, czyli: jak nie zmarznąć?

Nocny przymrozek,
zamarznięte rano kałuże, szron na trawie, przenikliwy wiatr oraz
opady deszczu ze śniegiem sygnalizują, że przyjazny dla biegaczy
okres powoli dobiega końca i nieuchronnie zbliżamy się ku zimie. Wielu potencjalnych
przyszłych biegaczy odkłada więc moment inicjacji na wiosnę, lub
– jeśli pierwsze kroki na biegowych ścieżkach mają już za sobą
– na okres zimy zawieszają działalność, pogrążając się w
błogim oczekiwaniu na pierwsze wiosenne ciepło. No bo, jak tu biegać,
kiedy trudno zmusić się nawet do wyjścia po piwo, a droga do pracy
i z pracy jest katorgą?

Nie musi tak jednak być. Co jest nam potrzebne do
biegania zimą? Ano, odrobina motywacji i odpowiedni ubiór. Motywacją niech będzie
lepsze samopoczucie i świadomość spalania zbędnych kalorii,
często o tej porze roku pochłanianych w nadmiarze. A kwestię ubioru warto
wcześniej dobrze przemyśleć, aby uniknąć przykrych
niespodzianek. Nie jest to jednak coś bardzo skomplikowanego, z czym
nie można sobie dać rady.

Oczywiście, dysponując
nadmiarem gotówki, możemy się dziś bez problemu ubrać od
stóp do głowy, zaczynając od specjalistycznej,
oddychającej kurtki, a kończąc na profesjonalnych skarpetach. Ale to nie sztuka i nie o
to też chodzi, żeby wydać jak najwięcej pieniędzy, tylko żeby
dobrze się czuć, wydatkując na ten cel jak najmniej środków.
A można i tak.

Po pierwsze zatem: buty.
Można biegać przez cały rok w jednych. Kwestia przyzwyczajenia. I
jeśli nie możemy sobie pozwolić na specjalistyczne, zimowe obuwie,
to posiadanie jednej pary butów nie powinno być żadną
przeszkodą w bieganiu o tej porze roku. Warto jednak mieć zimową
parę obuwia. Buty na zimę powinny być nieco grubsze, ze
sztywniejszą podeszwą i dobrym protektorem oraz mocniejszą tkaniną
wierzchnią. I to w zasadzie wszystko,
co najważniejsze. Podstawą jest bowiem przyczepność i stabilność, o czym
możemy się przekonać, truchtając po oblodzonych chodnikach.
Natomiast nie zawracajmy sobie głowy nieprzemakalnością –
nieprzemakalne są tylko gumowce, a każda super membrana pewnych
warunków nie wytrzyma.

zima2.jpg

Skoro o butach, to i o skarpetach. Podczas biegu na pewno w stopy nie zmarzniemy, to pewne.Stopa jest przecież w
ciągłym ruchu, no, chyba że zatrzymamy się na dłużej, nie mogąc
oderwać wzroku od atrakcyjnej blondynki lub przystojnego mężczyzny,
wyprowadzających akurat na spacer swojego pupila. Dlatego z ilością
skarpet nie przesadzajmy. Dwie cienkie albo jedna para grubszych
wystarczą. Dobrze, gdyby były wykonane z włókien sztucznych,
ewentualnie z domieszką bawełny czy wełny, z przewagą jednak tych
pierwszych. Wówczas nie będą wchłaniały potu, dzięki
czemu unikniemy efektu mokrych nóg. Takie skarpety trudniej
się też przecierają.

Co na nogi, na całej ich
długości? Tu już dobrze jest zaopatrzyć się w specjalistyczny
element garderoby, a mianowicie legginsy. Nic ich nie zastąpi.
Powinny być wykonane z włókien sztucznych i
specjalistycznych tkanin. Na zimę najlepsze są legginsy nieco
grubsze. Choć można założyć też dwie pary cieńszych albo
zastosować kombinację: legginsy + cienkie, ortalionowe spodnie. To
rozwiązanie jest szczególnie przydatne w przypadku
nieprzyjemnego wiatru i opadów. Dlatego też wystarczy
zainwestować w jedną parę dobrych, uniwersalnych legginsów
całorocznych, a zależnie od potrzeb podyktowanych warunkami
zewnętrznymi na wierzch zakładać spodnie ortalionowe.

Tułów: tutaj obowiązują
zasady powszechnie znane: „na cebulkę” i żadnej bawełny. Warto zainwestować w
dwie – trzy koszulki z tkaniny oddychającej. Warto mieć ze dwie
koszulki cienkie z długim rękawem i jedną z cienkiego polaru. Taką
odzież można nabyć w specjalistycznych sklepach górskich i
sportowych, licząc się ze sporym wydatkiem, ale często można też
„upolować” w niemarkowych sklepach, a nawet supermarketach
.Warto też korzystać z wyprzedaży czy też oferty tzw. outletów,
gdzie trafia dobry towar po przecenie.

Wstępne podsumowanie, na pytanie: "jak się
zatem ubieramy?", odpowiedź jest prosta: kilka warstw lekkiej,
oddychającej odzieży, zależnie od temperatury.

Przy temperaturze „0+”
– dwie cienkie koszulki, przy temperaturze poniżej zera – cienka
koszulka pod spód, na wierzch zaś grubsza – polarowa, a przy
dużych mrozach nawet dwie cienkie warstwy pod polar, choć to już
zależnie jest od naszej indywidualnej tolerancji na zimno. Na
wierzch dobrze jest założyć cienką bluzę ortalionową lub choćby
kamizelkę ochraniającą tułów, zwłaszcza podczas wiatru i
opadów. Kamizelkę biegowa warto posiadać w swoim biegowym
ekwipunku, jest strojem na tyle uniwersalnym, iż przydaje się
zarówno w zimie, jak i latem. Co jest bardzo ważne –
odpowiedni rozmiar i krój odzieży: koszulki oddychające
powinny być przylegające do ciała, tylko wówczas spełnią
swoją rolę i gwarantują komfort termiczny nawet przy wyjątkowo
nieciekawych warunkach. Natomiast bluza wierzchnia nie powinna nam
krępować ruchów, lecz zapewniać ich swobodę, ale też nie
może być zbyt obszerna.

Teraz głowa i szyja. O
tym, że przez głowę ucieka 40% ciepła, wiedzą wszyscy. Ale mimo
to nie wszyscy noszą czapki. Czapka jest ważna, tym bardziej, że
gdy biegniemy, przemieszczamy się przecież szybciej i pęd
powietrza dodatkowo nasila efekt wychładzający. Szkoda zatok i
szkoda tracić czas na infekcje. Zatem – czapka, cienka z daszkiem,
gdy nie ma jeszcze mrozów, lub grubsza z polaru, gdy
temperatura spada poniżej zera. Ostatecznie, w warunkach
późnojesiennych, może to być jeszcze opaska – z polaru
czy też podobnych, lekkich tkanin. Opatulenie szyi leży już
w zakresie gustów własnych i jest zależne od reszty naszego
ubioru. Jeśli posiadamy bluzę z wysoką stójka, nie jest
konieczne, jeśli jednak lubimy mieć pod szyją ciepło, dobrze w
roli szalika spisują się kominiarki, najlepiej oczywiście z tkanin
oddychających, choć niekoniecznie. Taka kominiarkę ma dodatkową
zaletę – możemy nasunąć ją na twarz, gdy mróz szczypie i
utrudnia oddychanie.

kominiarka.jpg

I ostatnia, choć nie
obligatoryjna część garderoby – rękawiczki. Nie obligatoryjna,
bo są tacy, którym ręce nie marzną nigdy. Ale nawet jeśli
nie marzną, dobrze jest ochronić choćby samą skórę.
Wystarczą wówczas cienkie rękawiczki z ulicznego straganu.
Gdy nasze dłonie szybko się wychładzają, warto zaopatrzyć się
w nieco grubsze rękawiczki, najlepiej z polaru. Przy niskich
temperaturach można założyć nawet dwie pary.

I jeszcze kilka uwag
ogólnych:

  • nawet, jeśli jest
    szczególnie zimno, i dotkliwie zmarzliśmy, czekając na
    autobus w drodze z pracy, na trening ubierzmy się lekko. Po
    pierwszym kilometrze będziemy już rozgrzani. Jeśli wychodząc na
    trening czujemy, że jest nam ciepło, to znaczy, że ubraliśmy się
    źle. Zbyt ciepły strój i przegrzanie może się okazać
    gorsze niż strój zbyt lekki;

  • gdy mróz
    szczypie, dobrze jest posmarować twarz tłustym kremem: wazeliną,
    kremem ochronnym dla dzieci. Ale nie kremem nawilżającym, który
    zawiera przecież wodę – to grozi odmrożeniem!

  • zimą, nie
    przesadzajmy z ćwiczeniami gibkościowymi. Nie oznacza to, że mamy
    zapomnieć o sprawności. Nie zaniedbujmy jej, po powrocie
    poświęcając kilka minut na ćwiczenia na domowym dywanie. Ale
    stanie na mrozie ograniczamy do minimum. Dobrze jest w tym okresie
    dwa-trzy razy w tygodniu skorzystać z siłowni czy hali;

  • nie przejmujmy się
    tym, że na skutek oblodzenia czy śniegu biegamy nieco wolniej.
    Wolniej, ale nieświadomie ćwiczymy przecież siłę. To
    zaprocentuje na wiosnę. Dlatego warto czasem pomęczyć się nawet
    po świeżym, obfitym śniegu. Gdy stopnieje, poczujemy różnicę.

  • w zasadzie nie ma
    granicznej temperatury, poniżej jakiej nie powinno się już
    trenować na zewnątrz. Oczywiście, wyjście na trening przy
    temperaturze poniżej –20 stopni jest już nie lada wyczynem, ale
    ponieważ w naszym klimacie takie temperatury zdarzają się
    sporadycznie, możemy założyć, że biegać można całą zimę.
    Przy temperaturze poniżej –10 stopni, należy nieco zmniejszyć
    intensywność i ograniczyć się do luźnego rozbiegania, aby nie
    wentylować płuc mroźnym powietrzem. Ale już długość trwania
    treningu może być dowolna. Ważne, żeby się nie zatrzymywać.

Pamiętajmy – dla
biegacza, nie ma nieodpowiedniej pogody, jest tylko nieodpowiedni
strój. Stosując się do
powyższych uwag, możemy z powodzeniem trenować przez całą zimę,
nawet przy znacznych mrozach, a zahartowany w trudnych, zimowych
warunkach organizm odpowie na wiosnę chęcią do dalszej pracy i
formą.