New Balance 1080v12
itra
28 lipca 2021 Redakcja Bieganie.pl Trening

Co cię może zgubić na biegu Ultra?


Miesiące przygotowań i wyrzeczeń. Godziny spędzone na treningach w przeróżnych warunkach atmosferycznych i masa barier, które musisz pokonać. Czujesz się osobą gotową do wyzwania, jakie założyłeś sobie niemal rok temu, a i tak po drodze może stać się coś, co wszystko zniweczy. Zbierając rady u kilku wytrawnych biegaczy ultra postanowiliśmy przedstawić garść drobnych sytuacji, które pozornie nieistotne potrafią przynieść efekt kuli śnieżnej i skutkować zejściem z trasy.

Temat na ten artykuł wziął się z autopsji oraz tego, że już wkrótce, bo 7 sierpnia, odbędzie się jedna z najważniejszych trailowych imprez w Polsce – Chudy Wawrzyniec. Ten 80 kilometrowy bieg w Beskidzie Żywieckim co prawda „stówą” nie jest, ale w pełni zasłużenie będzie gościł Mistrzostwa Polski Ultra i swoją trudnością potrafi udowodnić wiele.

Sam od niemal roku przygotowywałem się do debiutu w ponad 100 kilometrowym biegu. W przekonaniu wielu osób z środowiska, dopiero od tego dystansu zaczyna się rzeczywista esencja ultramaratonu. Jak to z własnym zdaniem bywa, uszanuję prawo każdego do zupełnie indywidualnej możliwości jego wyrażania 😉

W moim przypadku wybór padł na słynny, 110 kilometrowy bieg K-B-L, który jest rozgrywany podczas Dolnośląskiego Festiwalu Biegów Górskich w Lądku Zdroju. Decyzję podjąłem pod wpływem zupełnie racjonalnej kalkulacji własnych możliwości – jak dotąd mam na koncie ukończonych kilka biegów na krótszych dystansach, jednak o większej skali trudności w postaci sumy przewyższeń oraz techniczności trasy. Ten bieg nie posiada dużej trudności technicznej, a nawet zdarza się tu sporo asfaltu. 

Mimo to, pierwszy raz od 5 lat nie ukończyłem biegu. Schodząc po 60 kilometrach wcale nie odczuwałem tej niewdzięcznej „ściany”, biegłem w miarę swoich możliwości, miałem za to konkretnie spuchnięte kolano, które było efektem upadku. Właśnie po tej glebie musiałem zdecydować czy za wszelką cenę dokuśtykam przez kolejnych 50 km do mety i na pewno będę solidnie kontuzjowany oraz dość daleko od założonego wyniku, lub też odpocznę przez tydzień, dwa i wrócę do gry. Nie była to impreza rangi mistrzowskiej, zatem decyzja o zejściu moim zdaniem była racjonalna.

Gromadząc własne przemyślenia, a także rady znacznie bardziej doświadczonych kolegów. Postanowiłem zebrać top 5 nie zawsze oczywistych rzeczy, które podekscytowany kolejnym wyzwaniem sportowiec może pominąć i odebrać sobie smak triumfu z dotarcia na metę.

1. Ultra to Szpejoza

Wciąż nie dawało mi spokoju, skąd w ogóle do tej wywrotki doszło. W trakcie przygotowań pokonałem przecież setki kilometrów zbiegów i ani razu nawet nie byłem tego bliski. Można oczywiście uznać, że to pech i stało się, trudno. Ale ryzyko jest po to, żeby je minimalizować, a ja na bieganie w ciemnym jak grób lesie wziąłem „czołówkę”, której moc świecenia to ułamek potencjału większości popularnych i cenionych modeli. Mówiąc krótko – byłem na trasie ślepy jak kret, zwłaszcza przy tempie, które sobie założyłem. Teraz wydaje się to zabawne, ale w dość prosty sposób zdołałem się wyeliminować. Przykład z tą latarką to jednak czubek całej góry sprzętu, o której niestety trzeba pomyśleć wybierając się w tak długą rywalizację.

Jeden z zapytanych biegaczy opowiedział mi, jak niegdyś odebrał sobie radość z letniego ultra – pobiegł w plecaku, którego dotąd używał wyłącznie w długim rękawie. Był doskonale obeznany w ergonomii tego sprzętu, ale zgubiła go jednak kombinacja wysokiej temperatury otoczenia i wilgotności oraz dostarczona niedawno zespołowa koszulka startowa. Wiele godzin podrażniania skóry tak dekoncentrowało bólem, że zapominał o zapewnieniu sobie odpowiedniej podaży żeli energetycznych. Potem przyszły skurcze i do mety nie dotarł. Prostym wnioskiem byłoby stwierdzenie stare jak bieganie amatorskie – trenuj w tym, w czym zamierzasz potem startować. hierro3.jpg

2. Trasę trzeba po prostu znać

Ultra to mistrzostwa w logistyce. Oczywiście nie mówię tutaj o wykonaniu pełnego rekonesansu, w końcu nie każdy ma na to czas i pieniądze. Odprawa techniczna jest również obowiązkowym elementem przygotowań. Warto jednak z odpowiednim wyprzedzeniem spędzić te kilka godzin nad mapą i profilem trasy. Dobrą praktyką jest też poszukanie, jeżeli to możliwe, relacji uczestnika poprzedniej edycji. Zupełnie rozsądne jest też zagadanie do kogoś, kto dany bieg już ukończył. Taka odpowiedź zwrotna jest bezcenna i pozwoli uniknąć wielu nieprzewidzianych okoliczności. Co do samego planowania czasu pokonania odcinków trasy pomocne może być też wykorzystanie istniejących w intrenecie narzędzi do generowania rozpisek.

3. Stopy to najbardziej surowy sędzia

Prawie każda relacja foto z biegu górskiego posiada charakterystyczne zdjęcie stóp, na których rozwinęły się charakterystyczne „kalafiory”. W skrócie są to stopy, których skóra w wyniku długotrwałego kontaktu z wodą uległa pomarszczeniu, a czasem również odparzeniu. Biada temu, który ich doświadczył i musiał z nimi dotrzeć jakoś do punktu.

Z opowieści wielu uczucie jest podobne do stąpania po rozżarzonych węgli, tylko że tam trwa to chwile, a tutaj może czasami i kilka dobrych godzin. Nawet przejście do chodu powoduje cierpienie i doraźnie można ratować się zdjęciem obuwia i przesuszeniem stóp. No ale to już nie kwalifikuje się pod uczestnictwo w rywalizacji sportowej.

Polecam przez kilka tygodni stosować kremy na zmiękczenie tej wydeptanej treningami skóry. Szalenie ważna jest tutaj konsekwencja. Istnieją też środki, które są polecane do zastosowania bezpośrednio przed biegiem, ale one nie pomogą, jeżeli z sumiennością godną reżimu treningowego nie postarasz się trochę o siebie i swoje stopy zatroszczyć.miestrzostwa polski w biegach gorskich3

4. Żołądek nie bierze jeńców

W sieci i literaturze istnieje już chyba cała biblioteka poradników o żywieniu, które warto zastosować przed i w trakcie startu. Ładowanie węglowodanów, dieta z niskim błonnikiem i wiele innych wartych zastosowania patentów. Niestety teoria swoje, a my żyjemy w pędzie i często dojeżdżając wiele godzin w stronę gór chwytamy się byle czego i bez odpowiedniej higieny rąk. Co najmniej kilka zejść z trasy K-B-L w tym roku było już po pierwszych 15 kilometrach – banalna w uniknięciu biegunka skutecznie leczy z chęci robienia następnych podejść. Obecnie jest z tym trochę łatwiej, bo i środki do sanityzacji dłoni są powszechne, dlatego zawsze warto dłonie odkażać i najlepiej jeść to, co zostało samemu przygotowane.

5.  Endorfiny od startu to masowy pogromca

Na koniec niby najbardziej powtarzany przez wszystkich zapytanych biegaczy szczegół, o którym jednocześnie wielu zapomina po wystrzale startera. Biegi ultra to zapasy z własnymi emocjami i warto mieć to poukładane, by nie dać się ponieść na pierwszych kilometrach. Zazwyczaj bowiem kończy się to tak, że w połowie dystansu rywalizacja schodzi na dalszy plan i zaczyna się katorga oraz tak wyszydzane przez biegaczy ulicznych spacerowanie. Dwa spokojne oddechy i zwolnienie do tempa łagodnego rozbiegania, by potem trzymać równe tempo jest znacznie bardziej cenne, niż urwanie segmentu na pierwszym punkcie odżywczym. I to właśnie z tym przemyśleniem Was dzisiaj zostawiam.bieganie w gorach 3

Wybrałem taką listę TOP 5 chociaż wiem, że istotnych punktów mogłoby być 10, 20, a może i więcej. Wszystkie jednak łączy fakt, że nie mają większego związku z błędami treningowymi i brakiem odpowiedniej formy. Dlatego warto pamiętać, że dyspozycja na ultra to tylko składowa sukcesu.