4 września 2013 Redakcja Bieganie.pl Sprzęt

Raport z testu Mizuno Wave Nexus 7


Producent i informacje: Mizuno
Waga: 290 g
Kategoria: Support
Rozmiar: 46
mizuno_wave_nexus.png
PIERWSZE WRAŻENIE

Z butami biegowymi marki Mizuno wcześniej styczności nie miałem. O firmie, oczywiście, słyszałem, ale nic z tego nie wynikło. Zatem kiedy pojawiła się możliwość przetestowania japońskiego obuwia, z dużym zapałem ruszyłem do pracy. Zanim jednak przystąpiłem do biegania, rzecz jasna – przymierzyłem obuwie. I tu pierwsza ciekawostka: mimo że wkładka miała identyczną wielkość jak w butach innej marki, którymi posługiwałem się wcześniej, to wewnątrz było więcej przestrzeni dla stopy. O ciasnocie nie było mowy, co więcej – przez moment miałem poczucie, że but ześlizgnie mi się z nogi. Na szczęście, było to jedynie pierwsze, mało istotne wrażenie, które „w praniu” nie miało już racji bytu. Widocznie Mizuno (przynajmniej w modelu, z którego korzystałem) preferuje fundowanie większej przestrzeni stopom swoich klientów. Z pewnością nie jest to złe rozwiązanie, tylko po prostu inne.

OPIS PRODUCENTA

Dla średniozaawansowanych biegaczy, którzy potrzebują umiarkowanego wsparcia pronacji. Obuwie oferuje wsparcie na każdym pokonanym kilometrze, dając stopie odczucie idealnego komfortu. Wysoki poziom amortyzacji zapewnia technologia Mizuno Wave, która daje również
uczucie lekkości i szybkości. Dodatkowo innowacyjny system Smooth Ride sprawia, że bieganie staje się bardziej płynne dzięki lepszemu przetaczaniu stopy.

RAPORT Z TERENU

Testy rozpocząłem jeszcze wtedy, kiedy mimo kalendarzowej wiosny, na dworze wciąż panowała zima. Buty, mimo iż nie są dedykowane specjalnie na okres chłodów, na śliskiej, a niekiedy ośnieżonej nawierzchni sprawdziły się bardzo dobrze. Mimo iż na pierwszy rzut oka bieżnik nie wydaje się gwarantować rewelacyjnej przyczepności, są to tylko pozory. But nie ślizga się, a stopa czuje niezbędną podczas biegu stabilność.

Mój pierwszy bieg w Nexusach zakończył się zaskakująco miło. Użyłem słowa „zaskakująco”, bowiem nie czułem dyskomfortu, jakże często charakterystycznego dla treningu w nowych butach, do których trzeba się jeszcze przyzwyczaić i dopasować. Wzorcowa była na przykład amortyzacja (co prawda, w zestawieniu z butami, które mam już kilka dobrych miesięcy nie jest to wyczyn godny nieustannego wspominania, ale na pewno cecha jak najbardziej pożądana). Aby obraz nie był tak „różowy”, dodam, że przez moment bolała mnie lewa łydka (dwa dni później podobnie było z prawą nogą). Jestem jednak przekonany, że to nie tyle wada obuwia, co dostosowywanie się nóg do produktu. A może po prostu były to jakieś miniurazy, odniesione ze względu na trudne warunki pogodowe i większą niż zwykle intensywność treningów? Na pewno pierwsze próby należy zaliczyć na plus. Mimo utrudnień, zmiennej nawierzchni, zbiegów, podbiegów i stosunkowo dużej prędkości, z jaką się poruszałem, stopa nie czuła zmęczenia.

A propos pierwszego kontaktu z Mizuno – nie napisałem wcześniej, że buty są lekkie. Z pewnością lżejsze niż moje poprzednie. Wizualnie też wyróżniają się na plus, a więc mamy kolejne zalety testowanego sprzętu.

Model Mizuno Wave Nexus to model dla nadpronatora, czyli osoby której stopa podczas biegu zbyt mocno kieruje się do środka. Zanim zacząłem testy, ich skuteczność w zakresie stabilizacji miałem okazję sprawdzić podczas badania za pomocą wideoanalizy. Niepożądany ruch został tu znacznie zmniejszony. Było to widoczne, a jednocześnie przeze mnie odczuwalne.

Kilka tygodni później nad Polskę nadciągnęła fala gorąca. Słońce paliło niemiłosiernie. Bardzo lubię lato, ale bieganie w czasie upału do komfortowych nie należy. Wyruszałem więc na trasy wieczorami, aby nie zamęczyć swojego organizmu. Mimo tego bardzo się pociłem, ale butom taki stan nie przeszkadzał. Starałem się biegać po każdej nawierzchni – asfaltowej, betonowej,
piaszczystej, leśnej, kamienistej, a nawet błotnistej (w naszym pilskim rezerwacie Kuźnik kałuże na ścieżkach można znaleźć nawet w największe upały).

Skoro skoncentrowałem się na pewnych elementach konstrukcyjnych, to zatrzymam się na moment przy podeszwie. W każdej z nich znajduje się sporych rozmiarów wgłębienie. Domyślam się, że intencją producentów było poprawienie w ten sposób przyczepności obuwia względem podłoża. Nie wątpię, że na asfalcie takie rozwiązanie zdaje egzamin, ale w lesie jest już gorzej. Wiem, nikt mi nie kazał biegać po lesie, jednak nie tylko ja używam butów do poruszania się w nich zarówno na twardej, jak i miękkiej nawierzchni. Choćby ze względów oszczędnościowych, większość biegaczy używa tego samego modelu do treningów w różnych warunkach. Dlaczego poruszam z pozoru tak błahe sprawy? Ano dlatego, że kiedy biegałem po lesie, w owe wgłębienia dostawały się… szyszki. Są one – co prawda – miękkie i mało szkodliwe, ale fakt jest faktem. Poza tym, biegając kiedyś w butach innej marki, które również miały duże wgłębienie w podeszwie, musiałem w pewnym momencie przerwać trening ze względu na niemały kamień, który dostał się do owej dziurki i stukał jak obcas. Myślę, że i w Mizuno mogłaby się taka historia zdarzyć.

Obecnie buty mają już na liczniku około 300 kilometrów i jak dotąd nie widzę śladów zużycia – zarówno w kwestii amortyzacji, podeszwy jak i ogólnego wrażenia wizualnego.

PODSUMOWANIE

Podsumowując, uważam, że buty Mizuno są warte swojej ceny i warto zastanowić się nad ich zakupem. Obuwie ma w mojej ocenie drobne niedoskonałości (jestem na przykład „uczulony” na wgłębienia, w których zaklinowują się kamienie lub szyszki), ale zdaniem innych mogą to być zalety, bądź mało istotne w odbiorze elementy całości. Jednak ich lekkość, szybkość w dopasowaniu się do stopy (plastyczność) i – co się z tym wiąże – brak kłopotu z koniecznością
przestawienia się na inną markę powodują, że noty za Mizuno mogą być wyłącznie pozytywne.
Redakcja Bieganie
Redakcja Bieganie.pl