philips
 
23 lipca 2013 Redakcja Bieganie.pl Sprzęt

Free i FlyKnit – co nowego przygotował dla nas Nike?


Kilka dni temu (w lipcu 2013), na zaproszenie Nike Poland do głównej siedziby koncernu w Portland (USA) pojechała ekipa w składzie: Ania (pannaannabiega.pl), Marcin (tenisufki.eu) oraz Adam (Bieganie.pl). Cel podróży? Poznać nowości, które dla biegaczy zgotował Nike. Jakie wrażenia stamtąd wywieźliśmy? Przeczytajcie naszą relację.

Wzmocniona natura

Powodem, dla którego się tam pojawiliśmy była premiera kilku nowych produktów Nike, a w szczególności dwóch modeli butów: Free Flyknit i Hyperfeel oraz ubrań. Generalnie, wszystko to należy do nowej idei: Nature Amplified – tłumacząc wprost, „wzmocniona natura”. Nike tłumaczy, że natura (lub Bóg) tworząc nas wiele milionów lat temu zakładali, że będziemy biegać po miękkiej nawierzchni. Tymczasem człowiek na przestrzeni ostatnich dziesięcioleci zbudował asfalt, beton, kostkę i natura nie była na to przygotowana. Dlatego „wzmocniona natura” to idea, która ma pomóc człowiekowi być takim jakiego stworzyłaby natura gdyby wiedziała co ma dziś osiągnąć ma człowiek (np biegać po betonie).

Trudno powiedzieć jest coś na temat ubrań (poza tym czy są ładne czy brzydkie) ale o butach coś konkretnego można powiedzieć i o tym będzie głównie ten artykuł.

Znacie już od dawna ideę Nike Free, od jakiegoś czasu Nike FlyKnit. Już półtora roku temu pisałem, że czekam z zainteresowaniem na połączenie tych dwóch koncepcji.

formaitresc

Free to treść a przy okazji forma, FlyKnit to forma a przy okazji treść.

Free (tzn. podeszwa) to treść. To w 100% użytkowy przedmiot. To znaczy przedmiot, którego każdy element służy pewnej funkcji, użyteczności, każde przecięcie zwiększa elastyczność podeszwy. Przy okazji,  wyszła im też całkiem ciekawa forma, bo myślę, że z punktu widzenia sztuki przemysłowej, projektowania przedmiotów użytkowych, Nike Free jest tworem doskonałym. Całkowicie podporządkowanym pewnej użyteczności będąc jednocześnie wizualnie pięknym.  Nike Free to koncepcja w 100% użytkowa. To dobrze amortyzująca podeszwa z pianki (Phylite) pocięta w taki sposób, że staje się bardzo plastyczna, elastyczna. Dzięki temu, stopa lepiej czuje kontakt z podłożem choć może być to dla stopy (i całego układu ruchu) bardziej wymagające. Wprowadzone zostało to przez Nike w 2004 roku i o 5 lat wyprzedzało naturalistyczną rewolucję, która zaczęła się w 2009 roku. Jest to bezdyskusyjnie jeden z najciekawszych pomysłów ostatnich lat w przemyśle butów do biegania. Nike wytyczyło pewien kierunek i dzisiaj żadna firma nie może pozwolić sobie na to, aby w swojej kolekcji nie oferować butów łączących w sobie dwie cechy: amortyzację i elastyczność. Jednak ponieważ Nike zrobiło to doskonale a nie można tego wprost skopiować, to każda firma ma pewien zgryz szukając swoich własnych rozwiązań.

Tymczasem Flyknit to koncepcja gdzie forma była chyba na początku celem głównym (choć można się spierać, czy chcąc zrobić but „jak skarpeta”, chodzi Ci o wygląd czy użyteczność). Cholewkę, która dobrze przytrzyma podeszwę dając jednocześnie stopie własciwą swobodę można zrobić łatwiej niż w przypadku skarpety Flyknit. Flyknit jest wyborem najtrudniejszym, techologicznie naprawdę sporym wyzwaniem. Najtrudniejsze jest to, że trzeba ją utkać. Nie uszyć ale utkać. I to tak, żeby będąc przecież jednym kawałkiem materiału, po odpowiednim ułożeniu na podeszwie spełniała funkcje cholewki, będąc jednocześnie we właściwym rozmiarze. Nike jednak chciało zrobic coś co będzie miało niezwykłą forme będąc także użytkowym. Udało im się, choć użyteczność cholewek FlyKnit będzie w pełni potwierdzona po kilku latach używania i produkowania. Teraz mamy właściwie dopiero pierwszy rok.

Skarpeta FlyKnit

W przeciwieństwie do podeszwy Free, gdzie wszystko jest takie same (to znaczy różni się tylko grubość podeszwy i ewentualnie kolejne edycje) to widać, że FlyKnit już dzisiaj jest różny w zależności od celów, typu buta. FlyKnit stosowany we Free FlyKnit lub HyperFeel to zupełnie inny Flyknit niż ten stosowany we Flyknit Lunar 1. To jest skarpeta. I to jest jeszcze trudniejsze do wykonania, co mogliby potwierdzić producenci skarpet. Bo sportowa skarpeta musi spełniać kilka cech, z których pewnie często nie zdajemy sobie sprawy. W zależności od miejsca na stopie musi inaczej pracować, w jednym miejscu musi się kurczyć i rozprężać jednocześnie opinając (podbicie) a dawać trochę przestrzeni w innych okolicach (palce). W przypadku Free i HyperFeel musi jeszcze dodatkowo mocno trzymać pietę żeby but się nie zsuwał na przykład przy odbiciu. Tak więc cholewkę można zrobić znacznie, znacznie łatwiej. Przy okazji wizyty w Portland uświadomiono nam, że kiedyś w Nike były już próby robienia butów ze skarpetową cholewką. W takich butach biegła Ingrid Krisstensen wygrywając maraton w kristensen 1Bostonie w 1986 roku (nie wiem co spowodowało to, że kiedy wygrywała Boston w 1989 roku biegała już w Asics). Ale cholewka butów z 1986 roku nie składała się z jednego elementu ale przynajmiej trzech: skarpeta i skórzane obejmy, pasy. Skarpeta FlyKnit z 2013 roku składa się wizualnie z jednego elementu (sznurowadeł, które mają naciągać też chyba nie potrzebne nitki FlyWire naprawdę nie trzeba wiązać, jest bardzo obcisła, chyba, że po iluś użyciach to trzymanie się poluźni). Ale różni się strukturą w zależności od miejsca na stopie. Najtwardsze miejsca to zapiętek i fragmenty po bokach stopy. Ściągacz wokół kostki (kości piszczelowej też jest twardy ale bardziej rozciągliwy). Są dodatkowe wzmocnienia mające otrzymać but na stopie (żeby śródstopie nie zjechało z podeszwy). W zapiętku jest bardzo mały twardszy zapiętek, około 1.5 cm wysokości. Powiedzieli, że inaczej nie dało się, choć nie bardzo wiem dlaczego, w końcu Free 3.0 i 5.0 mają w pięcie tylko zwykły materiał jak w pozostałych częściach cholewki.

Kończąc ten wywód techniczny. W tym momencie skarpeta FlyKnit zostanie używa w dwóch butach: Free FlyKnit i HyperFeel – zainteresowanych wrażeniami z pierwszych testów zapraszam do obejrzenia dwóch krótkich filmów (poniżej).

Tutaj – krótki filmowy reportaż z prezentacji Nike, szczególnie polecam wystąpienie Seana McDonnela, ciekawie opowiadał z czym musieli sobie poradzić kiedy robili skarpetę i skąd się to wzięło (z naturalnych powodów zamieszczam tylko skrót).

Przy okazji mieliśmy możliwość zobaczyć pracę, czy cyfrowy performance artystów którzy nazywają się: Daniel Widrig, Davide Quayola i Natan Sinigaglia i Universal Everything. Bardzo ciekawa, polecam dotrwanie do końca bo zjechała już kawałek świata.