New Balance 1080v12
 
24 lutego 2012 Redakcja Bieganie.pl Sprzęt

Cztery trailówki – porównanie


W ciągu ostatniego roku miałem do czynienia z czterema różnymi butami terenowymi. Dzielę się swoimi wrażeniami z ich użytkowania. Każdy model ma swoje wady i zalety, każdy właściwie jest do czego innego. Oto one:

Brooks Cascadia 6, rozmiar US 13 (EUR 47,5), waga 440 g
Columbia Ravenous Trail, rozmiar US 13 (EUR 48), waga 391 g
Brooks Pure Grit, rozmiar US 13 (EUR 47,5), waga 313 g
Salomon Speedcross GTX, rozmiar US 12 (EUR 46 2/3), waga 347 g.

Buty zostały zważone po dość intensywnej eksploatacji, więc ich waga może się nieco różnić od nowych. Oczywiście waga dotyczy używanego przeze mnie rozmiaru.

test5 540

Od wiosny 2011 r. jestem użytkownikiem butów Brooks Cascadia 6. Przeszły, a raczej przebiegły ze mną od wiosny sporo. W maju wziąłem w nich udział w 50-kilometrowym rajdzie na orientację w ramach DyMnO w okolicach mazowieckiej miejscowości Sadowne, gdzie grzęzły w głębokim błocku. Na przełomie czerwca i lipca zasuwały na moich nogach po skalistych Pirenejach w ramach Kilian’s Classic. W sierpniu zaliczyliśmy wspólnie Maraton Gór Stołowych, gdzie w upale pokonywały piaskowcowe labirynty. We wrześniu w cascadiach udało mi się ukończyć stukilometrowy Bieg Siedmiu Dolin w Beskidzie Sądeckim, a trzy tygodnie później równie długi październikowy Maraton Kampinoski. A pomiędzy tymi ultramaratonami, w ramach treningów, pracowicie udeptywały piaski wydm Puszczy Kampinoskiej, ścieżki warszawskiego Lasku na Kole, zagubione na białoruskim i litewskim pograniczu odludzia Puszczy Augustowskiej i trawiaste zbocza Góry Moczydłowskiej na warszawskiej Woli. Zrobiłem już w nich jakieś 700-800 kilometrów. To dobre buty, nie zawiodły mnie nigdy.

Dobra amortyzacja, oparta na wkładkach DNA o zmiennej dynamice odbicia. Wyjątkowa wygoda, bieżnik podeszwy zewnętrznej dobrze chwytający się najróżniejszych nawierzchni, ale dość szybko się wycierający. Buty są stosunkowo miękkie, nie mają usztywnień, są dość szerokie. Można w nich spędzić dobę i nie przeklinać ich pod koniec stukilometrowego biegu. Bardzo wszechstronne, na różne warunki. Trochę ciężkie czasem, zwłaszcza jak złapią wodę lub oblepią się błotem. W trudnych przeprawach przełajowych, z gęstymi lub kolczastymi zaroślami – mocne, trwałe, świetnie się sprawdzające.

Zanim się na nie zdecydowałem, długo się zastanawiałem. Jestem dość wyraźnym nadpronatorem, lądującym jak znakomita większość biegaczy na pięcie. Naturalne więc było szukanie butów z podparciem. Staram się trenować i startować na miękkich nawierzchniach, najchętniej wybieram leśne drogi i ścieżki, w miarę możliwości pofałdowane. Więc wybieram wśród butów trailowych. Zastanawiałem się nad butami terenowymi dla nadpronatorów Brooks Adrenaline ASR, ale przymierzywszy je w Ergo uznałem, że podparcie jest dla mnie zbyt duże. Z kolei bardzo chwalone przez najlepszych w Polsce rajdowców długodystansowych buty brytyjskiej firmy Inov-8 wydały mi się wtedy zbyt słabo amortyzowane, one także były pozbawione podparcia.

Zdecydowanie lepiej czułem się w teoretycznie neutralnych, stosunkowo lekkich i bardzo dobrze amortyzowanych Columbia Ravenous Trail. Test na opanowanie nadpronacji, czyli wideoanalizę na bieżni mechanicznej, przeszły na moich nogach całkiem nieźle. Są wygodne, dobrze dopasowane do stopy, stosunkowo wąskie, bardzo przewiewne w letnim wariancie. Bieżnik jest według mnie pośredni pomiędzy trailowym a szosowym. Nie tak głęboki i agresywny jak np. w inov-8, ale zdecydowanie bardziej złożony niż w tradycyjnych szosówkach. Podobała mi się miękkość wszystkich elementów cholewki, m.in. termoplastycznego zapiętka. Na początku treningu zawsze ocierał mi się zapiętek o achillesy, ale po kilkunastu minutach biegu stopa rozgrzewała but, tylna część cholewki dopasowywała się do kształtu stopy i ocieranie ustępowało.

test5 1

W columbiach przebiegłem niemal cały sezon 2010 i byłem z nich raczej zadowolony. Zaliczyły m.in. Maraton Gór Stołowych, pierwszy Bieg 7 Dolin, Maraton Kampinoski (100 km) oraz zimowe, pięćdziesięciokilometrowe rajdy na orientację: Nawigatora i Skorpiona. Świetna amortyzacja w piętach pozwalała na bezkarne strome zbiegi z długimi susami i lądowaniem na pięcie. Bardzo dobra przewiewność była atutem na ekstremalnie upalnym Maratonie Gór Stołowych. Trochę za płytki okazał się ich bieżnik na mokrym i błotnistym pierwszym Biegu 7 Dolin, ślizgały się na błotostradach w okolicach Wierchomli. Bardzo wysoko oceniam trwałość bieżnika – w swojej pierwszej parze columbii dobiłem do prawie dwóch tysięcy kilometrów i praktycznie nie było śladu jego zużycia. Teraz zajeżdżam kolejną parę identycznych columbii na mieszanych asfaltowo-betonowo-ziemnych miejskich treningach, cascadie zostawiając sobie na czysto terenowe starty (bo ich bieżnik niestety ściera się nieco szybciej niż columbii). Wadą columbii jest jednak chyba zbyt wysoki obcas, kilkunastomilimetrowa różnica pomiędzy grubością podeszwy w śródstopiu i pod piętą. Raczej trudno biegać w tak wysokich butach na śródstopiu (a czasem próbuję to robić), a w trudnym, górskim terenie wysoki obcas nie sprzyja stabilnemu lądowaniu. Ale do treningów w łatwym terenie z dużą domieszką twardego podłoża, zwłaszcza kilkudziesięciokilometrowych, są bardzo fajne. Do takiego Harpagana albo Maratonu Kampinoskiego dobrze się nadają.

W październiku 2011 r. miała swoją premierę nowa linia butów Brooksa. To lekkie ciżemki linii Pure. Odpowiedź firmy na ogólnoświatowe dążenie do minimalizmu i mody na „natural running”. Na rynek wypuszczono cztery modele:

Pure Connect, najlżejsze i najbardziej elastyczne

Pure Cadence, polecane nadpronatorom

Pure Flow, stosunkowo najbardziej amortyzowane

Pure Grit, terenowe.

Zgadnijcie, które wybrałem? No jasne, grity. Pierwsze wrażenie było korzystne. Buty są bardzo lekkie, w moim rozmiarze EUR 47,5 jeden waży 313 g, czyli o ponad sto gramów mniej niż cascadia tej samej wielkości. Po włożeniu pierwsze wrażenie jest świetne, grity są wygodne jak kapcie. Widać, że są dobrze wentylowane. Zapiętek jest miękki, chyba nawet miększy niż w connectach i cadencach, bo nie ma jak w pozostałych purach usztywniającej obręczy za piętą. Miłośnicy biegania na śródstopiu powinni być więc usatysfakcjonowani, zapiętek nie powinien im się wbijać w achillesy. W cholewce grita w ogóle nie ma sztywnych elementów.

test5 2 1

Myślałem, że pure to buty minimalistyczne, niemal zupełnie pozbawione amortyzacji. Okazuje się, że wcale nie. Podeszwa wewnętrzna składa się z mieszaniny tradycyjnie używanej już w butach Brooksa pianki BioMoGo oraz DNA – żelopodobnej substancji o cechach cieczy nienewtonowskiej, która sprawia, że sposób odbicia zależy od impetu uderzenia butem w podłoże. Przy agresywnym, szybkim biegu mamy dynamiczne odbicie, przy spokojnym truchcie – amortyzację. To teoria, sprawdźmy ją. Zakładam ciżemki i robię kilka kroków po twardej posadzce w Ergo. Amortyzacja jest całkiem niezła, mam wrażenie, że dorównująca tej w cascadiach. Nawet wkładam na jedną nogę nową cascadię, a na drugą grita i biegam po posadzce. Mam wrażenie, że grit jest nawet… miększy. Czyli duża różnica w wadze, prawie żadna w amortyzacji, przynajmniej w pierwszych kilku krokach po twardej, równej nawierzchni. Staram się trochę rozpędzić, ale ograniczona przestrzeń sklepu nie bardzo pozwala na dynamiczny bieg.

Kolejne spostrzeżenie to uczucie obniżonej pięty i wrażenie, że podeszwa nie kończy się za piętą, lecz w jej połowie. Jakby w tylnej części buta brakowało ze 2-3 cm podeszwy. To „ideal heel”, zaokrąglenie tylnej części podeszwy, powodujące, że przy lądowaniu na pięcie następuje szybkie, choć przy tym także łagodne, przetoczenie. Mała różnica grubości podeszwy pod piętą i śródstopiem, zaledwie 4 mm w purach przy kilkunastu milimetrach w tradycyjnych butach treningowych, powoduje, że nawet piętolądowacz ma w gritach większą szansę na wylądowanie na całej stopie, a może nawet na śródstopiu, co z pewnością łagodzi kolanowy stres uderzeń o podłoże.

Kolejne wrażenie jest trochę niepokojące. Jestem dość wyraźnym nadpronatorem i czuję, że w gritach kostki uciekają mi do wewnątrz przy przetoczeniu, nie ma podparcia. Robię nagranie filmowe w czasie biegu na bieżni mechanicznej i film wrażenie potwierdza. Miękkie grity nie trzymają w ryzach stawu skokowego, w każdym razie zdecydowanie słabiej trzymają kostki niż sztywniejsze, choć neutralne, cascadie. Ale już dawno temu doszedłem do wniosku, że dobry but wcale nie musi za wszelką cenę stablilizować przetoczenia i opanowywać nadpronacji. Ma być wygodny i nie generować kontuzji. Jeżeli stabilizacja ma być kosztem niewygody, dawać poczucie niepotrzebnego usztywnienia, to obejdę się bez niej.

W trakcie przedłużającej się jesieni u schyłku 2011 roku testowałem je na leśnym podłożu, kilkakrotnie wybrałem się z nimi na dłuższe rajdy po Puszczy Kampinoskiej, sięgające nawet 30 km. W piaszczysto-błotnistych kniejach, pełnych opadłych, mokrych liści, grity sprawowały się świetnie. Trakcja, czyli poczucie przyczepności do podłoża, było całkiem niezłe. Chociaż były sytuacje, kiedy „traktorowa” podeszwa cascadii lepiej trzymała się się podłoża niż „kolczasta” grita. Niektóre puszczańskie szlaki wiodą drewnianymi pomostami, które często są mokre. Tu miałem poczucie, że grity trochę się ślizgają. Podobne wrażenie miałem na ścieżkach z drobnym żwirem, na nich cascadia też lepiej trzymała się podłoża. Ale te w sumie drobne i rzadkie sytuacje rekompensowała lekkość gritów. Miałem wrażenie, że biegnę w nich dużo szybciej, męcząc się mniej. Przy trudnym terenie z licznymi przeszkodami, np. na ścieżkach po wydmach z licznymi korzeniami, zdecydowanie w lekkich butach łatwiej modyfikować krok, zobaczywszy w ostatniej chwili niespodziewaną przeszkodę. Kiedy przemokną, w butach nie chlupie – woda łatwo dostaje się do środka, ale równie łatwo wydostaje. I grity nie nabierają przy przemoczeniu ciężaru, a niektórym tradycyjnym trailówkom się to zdarza.

Start w leśnym biegu drogami gruntowymi na 10 km w stosunkowo równym terenie (Las Kabacki). Grity wypadły znakomicie, gdyby nie tłok na początku na dość wąskim leśnym dukcie, to byłbym bliski życiówki. Kolejny wyścig na 10 km jest już w bardziej pofałdowanym terenie, na wydmie w Falenicy. Także rewelacja, tutaj też są strome zbiegi, ale po piachu i nie czuje się uderzeń o podłoże. Bezpośrednio po biegu „górskim” w ramach „duathlonu” biorę udział w biegu na orientację. Czyli biegam na przełaj przez las. Na miękkich mchach i ściółce biegnie się dobrze. Po drodze jest sporo rumowisk z opadłych gałęzi, skacząc nad przeszkodami doceniam lekkość gritów. To buty na dokładnie tego typu imprezy – niezbyt długi dystans, przełaje, las, przeszkody, dość ostre tempo. Do tej pory przebiegłem w Gritach około 300 km, nie widać żadnych śladów zużycia. Mam tylko wrażenie, że „kolczasta” podeszwa jest już odrobinkę „oszlifowana”. Mimo delikatnej, miękkiej konstrukcji, grity okazują się być trwałe.
 
Był jeszcze jeden wyścig 10-kilometrowy: Żoliborski Bieg Mikołajkowy. W parku, ale po alejkach asfaltowych i betonowych. Jest mokro i na twardym podłożu grity okazują się jednak dość śliskie. Wyraźnie czuję różnicę, kiedy czasem w ramach wyprzedzania muszę zbiec na trawę z boku – wtedy trakcja jest znakomita, a bieg pewny i szybki. Wracam na mokry asfalt i asekuracyjnie zwalniam. Szczególnie ślisko jest na pokrytych olejną farbą mostkach, tam w obawie przed upadkiem muszę wyraźnie zwolnić. Na twardych, mokrych nawierzchniach grity nie sprawdzają się najlepiej, ale przecież to w końcu but terenowy.

test5 2

Na zimę trzeba było trochę poczekać. Ale w połowie stycznia w końcu nadeszła, ze śniegiem i kilkunastostopniowymi mrozami. Testowałem grity także w tych warunkach. Myślałem, że w przewiewnym bucie stopa będzie marzła, okazało się że nie jest tak źle. Za to na oblodzonej nawierzchni podeszwy uciekają do tyłu, ślizgają się. Na jednym z wiraży nawet dość boleśnie się wywracam. Zdecydowanie nie do lodu ten model. Kiedy zbiegam z wyślizganych alejek na bok, na zmrożony po odwilży śnieg, to czuję skamieniałe nierówności przez podeszwę. Buty o sztywnej, agresywnej podeszwie zdecydowanie lepiej niż grity sprawują się w zimowych warunkach.

I właśnie takie są Salomon Speedcross GTX. Buty, które dostałem w pakiecie uczestnika Kilians Classic na przełomie czerwca i lipca we francuskich Pirenejach. Moje pierwsze wrażenia nie były powalające. W zestawieniu z cascadią wydały mi się wtedy sztywne, słabiej amortyzowane i niezbyt wygodne. Założyłem je pierwszy raz na jeden z górskich treningów. To było tego dnia, gdy spotkaliśmy się z Paulą Radcliffe. Co tu dużo gadać, zagotowałem się trochę w upalny dzień, goretex to nie materiał na pirenejskie, letnie klimaty. Dobrze, że tego dnia nie było zbyt wielkiego dystansu. Ale sztywną konstrukcję i bardzo przyczepną, agresywną podeszwę doceniłem, kiedy zbiegaliśmy z gór w bardzo trudnym, skalistym terenie. But świetnie trzymał się podłoża, sztywna podeszwa nie dawała poczuć stopie nierówności. Tylko ciepło w nich było, na ostatnie dwa dni pobytu w Pirenejach, te z zawodami, założyłem jednak sprawdzone cascadie.

Drugie podejście do speedcrossów było także latem, tym razem w Puszczy Kampinoskiej. Robiłem wtedy długie, mniej więcej 30-kilometrowe wybiegania, w ramach przygotowań do drugiego Biegu 7 Dolin. Raz jeszcze założyłem speedcrosssy i skończyło się utratą jednego z paznokci, mimo, że buty nie wydawały się za małe. Zrezygnowany odłożyłem je na kilka miesięcy. I założyłem znowu w styczniu tego roku, jak już nadszedł śnieg, lód i mróz. I wtedy goreteksowe speedcrossy pokazały, do czego są stworzone.

Zrobiłem w nich kilka zimowych wypraw do Puszczy Kampinoskiej o dystansie około 25 km. Ciepło, miło, sucho, stosunkowa lekkość, na oblodzonych nawierzchniach przyczepność bez zarzutu. Agresywna, dość twarda poszwa z wypustkami w kształcie litery V, doskonale wgryza się w oblodzone podłoże. I letnia historia z paznokciem się już nigdy nie powtórzyła. Było też kilka miejskich, zimowych treningów, z mieszaną nawierzchnią: asfalt, beton, trawa, ziemia, śnieg i lód.  W takich warunkach też dobrze się spisują. Właściwie teraz, przy sporym oblodzeniu, nie zakładam innych butów, speedcrossy są dla mnie bezkonkurencyjne w zimie. W głębokim śniegu obowiązkowe stuptuty, inaczej śnieg wierzchem dostaje się do buta i można zapomnieć o nieprzemakalności.

No i pora na podsumowanie. Dochodzę do wniosku, że o żadnym z tych butów nie powiedziałbym, że jest gorszy od pozostałych. Gdybym musiał wybrać jeden z nich, najbardziej uniwersalny, to zdecydowałbym się na cascadię. Ale pozostałe mają swoje specjalizacje, w których górują nad resztą.

Columbia to chyba najlepsza ze wszystkich amortyzacja. Każdy, kto zaliczył bieg stukilometrowy, wie, jak bolą podeszwy pod koniec takiego biegu. Im większa amortyzacja, tym obolałość spodniej części stóp mniejsza. Na stosunkowo łatwych terenowo setkach, jakim był np. Harpagan-41 w Lipnicy czy Maraton Kampinoski, świetnie się sprawdziły. Jak wielkie błoto albo strome zbiegi w górskim terenie, to lepsze są zdecydowanie cascadie – mają głębszy i lepiej wgryzający się w podłoże bieżnik, a niższa pięta i szerokość buta dają poczucie stabilnego, bezpiecznego lądowania. W górach bez skał, za to ze sporym błotem i dużymi deniwelacjami, cascadie są z tej czwórki najlepsze. Ich wady to większa nieco waga niż konkurentów, zwłaszcza jak złapią wodę i błoto, i dość szybko wycierająca się podeszwa zewnętrzna. Ale wygoda wielka i zimą na oblodzeniu całkiem dobrze się spisują.

Grity są najlżejsze z całej czwórki, wygodą dorównują cascadiom, może nawet je przewyższają. Niska pięta daje stabilność lądowania, mają świetną trakcję w leśnych przełajach oraz na nawierzchniach trawiastych i ziemnych. Ale na mokrych i twardych nawierzchniach (asfalt, beton) trakcja zdecydowanie gorsza, a na oblodzonych nawierzchniach jest wręcz niebezpiecznie. Najbardziej dynamiczny ze wszystkich czterech, najszybszy but. Wręcz zachęca do przyspieszenia, świetny na podbiegach. Na leśnej dyszce nie ma lepszych. Na góry trochę za miękkie i za gładkie w podeszwie, na strome zbiegi – zbyt mała amortyzacja.

W zimie zdecydowanie najlepsze są speedcrossy. Chyba najlepsza ze wszystkich podeszwa zewnętrzna. Widać, że Salomon ma jej wzór już dopracowany, stały. A np. w kolejnych wersjach cascadii wzór zewnętrznej podeszwy zmienia się przy kolejnych wersjach tego modelu. Czyli Brooks jeszcze szuka optymalnego rozwiązania tej części buta, Salomon już go znalazł. W wersji niegoreteksowej w skalistych górach speedcrossy też są latem chyba najlepsze z tej czwórki. Lekkie, ale nie najlepiej amortyzowane. Na mieszanym podłożu, szosowo-terenowym, z tego powodu ustępują choćby columbiom. I wytrą się na twardym podłożu szybciej od nich.

Każdy z tych butów ma swoje wady i zalety. Jak widać, biegi terenowe mogą mieć szerokie spektrum, różnią się bardzo nawierzchniami, deniwelacjami, warunkami pogodowymi, dystansem. Wybierając buty musimy wziąć pod uwagę, z jakimi warunkami stykać się będą najczęściej. A zdecydowanie najważniejszym kryterium wyboru powinna być wygoda, zwłaszcza jak lubimy ultramaratony – w końcu to kilkanaście godzin bez przerwy i w ciągłym ruchu w jednych butach.