New Balance 1080v12
 
9 sierpnia 2014 Redakcja Bieganie.pl Sprzęt

Buty The North Face Ultra Trail – test


The North Face jest jedną z największych i najpopularniejszych firm oferujących odzież oraz buty do sportów na wolnym powietrzu. Mimo swej pozycji TNF nie była dotąd zbyt mocno kojarzona z butami do biegania. W ostatnich latach sytuacja się jednak zmienia za sprawą kilku modeli, które zyskały uznanie biegaczy. Miałem okazję przekonać się na własnej skórze (a właściwie stopach), jak się biega w The North Face Ultra Trail.

3.jpg

 

Od trzech lat staram się tak dobierać buty, żeby były lekkie, elastyczne i wygodne. Przyzwyczaiłem się do niewielkiej amortyzacji i pracowałem nad techniką biegu. Ponieważ jednak górskie biegi ultra stawiają przed ciałem – i sprzętem – większe wyzwania niż np. uliczny półmaraton, moje buty trailowe muszą być nieco bardziej zabudowane.

Na rynku znajduje się wiele propozycji dla biegaczy o preferencjach podobnych do moich. Sądząc po opisie producenta zamieszczonym na stronie TNF, model Ultra Trail wydawał się być jedną z nich. Dodatkowo polecili mi je Timmy Olson i Rob Krar, czyli jedni z najlepszych ultrasów na świecie. Ponieważ jednak nie miałem okazji wcześniejszej przymiarki, otwierałem pudełko „z duszą na ramieniu”. Jedyne buty biegowe The North Face, jakie do tej pory miałem na nogach były sztywne i, mówiąc wprost, niezbyt wygodne. Miałem nadzieję, że magia nazwy Ultra Trail zadziała.

Trzy grosze od producenta, proszę!

Ultra Trail to nowy model TNF. Skierowany jest dla tych biegaczy, którzy potrzebują ochrony w biegach na długim dystansie w trudnym terenie. Jednocześnie ma być odchudzony ze wszelkich zbędnych elementów, żeby uzyskać niską wagę i w ten sposób pomóc w osiąganiu jak najlepszych wyników na zawodach. 

Cholewka jest wykonana w bezszwowej technologii i pokryta oddychającą siateczką. Zastosowana została również technologia FlashDry, która ma zapewniać odprowadzanie wilgoci na zewnątrz, tak by stopa była możliwie sucha a biegacz uniknął pęcherzy.

Podeszwa środkowa wykonana została z pianki EVA, w której kształtowaniu wykorzystano technologię Cradle (od ang. „kołyska”) w celu zapewnienia ochrony stopie podczas uderzenia o ziemię oraz uzyskania lepszej sprężystości i zwrotu energii podczas wybicia. Podeszwa zewnętrzna wykonana została z gumy węglowej przez znaną firmę Vibram.

Model Ultra Trail cechuje się 8-milimetrowym spadkiem pięta-palce (grubość podeszwy: 16 milimetrów pod piętą i 8 milimetrów pod śródstopiem), a but w rozmiarze 42 waży 246 g.

Tyle producent. Cóż, każda firma ma „swoje” technologie i wymyślone przez marketingowców nazwy, które mają nadać pozór wyjątkowości. Opis jednak brzmiał zachęcająco, więc z niecierpliwością oczekiwałem kuriera z przesyłką.

Pierwsze wejrzenie

Długo ważyłem but w rękach zanim zdecydowałem się założyć go na nogę. W pamięci miałem przymiarkę modelu Single Track Hayasa i silne uczucie sztywności oraz skrępowania jej towarzyszące. Przez kilka chwil obracałem Ultra Trail w dłoniach, wykręcałem i ugniatałem jak, nie przymierzając, inkwizytor heretyka. 

But bardzo ładnie się prezentuje. Wybrałem niebiesko-zieloną wersję kolorystyczną (jak się dowiedziałem z naszego forum, niebieskie buty są ponoć najszybsze!) – w tych barwach Ultra Trail wygląda świetnie. Wykonanie nie budzi zastrzeżeń – nie widać śladów kleju, wychodzących nitek, krzywo spasowanych elementów. Materiał cholewki jest przyjemny w dotyku, a wyściółka wnętrza buta bardzo miękka. Uwagę przyciąga cieniutki język, który stanowi warstwa cienkiego materiału lekko pogrubiona tylko w części pod sznurówkami. Elementy cholewki wykonane z tworzywa są miękkie i oszczędne. Zapiętek posiada co prawda plastikowe usztywnienie ale jest dość niski, a plastik nie dochodzi do jego szczytu i kończy się mniej więcej w 2/3 wysokości zapiętka. Słowem: rozwiązanie przyjazne Achillesom.

2.jpg

 

Rzut oka na podeszwę ujawnia tę cechę, która była jednym z najważniejszych argumentów na rzecz wyboru właśnie tego modelu. Jak doskonale wiedzą wszyscy czytelnicy Terry’ego Pratchetta, szansa jedna na milion sprawdza się w dziewięciu przypadkach na dziesięć. Otóż mogę być pewien, że jeśli podeszwa buta ma jakiekolwiek panele, nacięcia, fragmenty odsłoniętej pianki – rzecz jasna zabiegi te stosuje się w celu zwiększenia elastyczności – to nawet jeśli „dziury” są niewielkie, a na mojej drodze będzie leżał jeden jedyny ostry kamień, to trafi on niechybnie w ten wyłom w murach obronnych podeszwy i mnie dziabnie. Dlatego choć wysoce cenię dużą elastyczność podeszwy, w trudny teren i przede wszystkim na zawody wybieram takie obuwie, którego podeszwa w całości pokryta jest gumą. 

TNF-y świetnie sprawują się na kamieniach. Mają dużą powierzchnię styku podeszwy z podłożem, do tego mieszanka użyta przez Vibram do produkcji podeszwy zewnętrznej bardzo dobrze trzyma się skały. Przedzierając się po ciemku przez labirynt formacji skalnych na Szczelińcu nawet na chwilę nie straciłem przyczepności, również na mokrej skale.

 

Ultra Trail spełnia ten wymóg, podeszwa zewnętrzna nie posiada żadnych odsłoniętych miejsc. Bieżnik w postaci sześciokątnych wypustek jest dość płytki i gęsty. Jego postać każe sądzić, że but dobrze będzie zachowywał się w kamienistym terenie, a nieco gorzej w błocie. Zanim jednak do przejdę do testów terenowych, muszę go w końcu założyć na nogę…

Nikt nie spodziewa się hiszpańskiej inkwizycji!

Ultra Trail jest wygodny jak stary kapeć. Obietnica miękkiej cholewki i przyjemnej wyściółki (a może to było na odwrót?) spełnia się po włożeniu buta na stopę. Komfort jest natychmiast odczuwalny. But dobrze leży. Nie jest zbyt szeroki, ale jednocześnie przednia część stopy ma sporo miejsca do pracy. Kolejna z moich obaw została rozwiana – w Hayasa palce miały mało miejsca by się rozcapierzać i tańczyć oberka. W Ultra Trail tego miejsca jest w sam raz. Model ten ma świetnie skonstruowany zapiętek, który w połączeniu z dobrze dopasowaną częścią środkową cholewki „trzyma” nogę w bucie. Podeszwa jest dość szeroka i płaska, co daje wrażenie stabilności. Dodatkowo profil wkładki sprawia, że ma się wrażenie, że stopa leży w bucie jak w kołysce, której brzegi są nieco podniesione. To wrażenie jest przyjemne i daje poczucie bezpieczeństwa, dobrego zespolenia nogi z obuwiem.

Mimo, że podeszwa jest w całości pokryta gumą, to warstwa ta nie jest bardzo gruba, dzięki czemu Ultra Trail jest elastyczny. Odczuwalny spadek pięta-palce jest zdecydowanie mniejszy niż w rzeczywistości. Gdybym wcześniej nie czytał opisu i dostał pytanie o drop jako ostatnie w Milionerach, odpowiedziałbym Hubertowi Urbańskiemu, że mają 4, może 5 milimetrów, ale pewnie 8 już nie. 

Nie filozuj!

A więc otwieram szafę i mowię do rzeczy… Często bywa tak, że na kilkunastokilometrowych wybieganiach każdy but się sprawdza. Dopóki nie stawiamy obuwiu znacznych wyzwań, może się okazać, że Ekideny za 50 złotych sprawdzają się równie dobrze, co Lunary za 500. Jednakowoż w pewnych okolicznościach wychodzą na jaw te wady lub cechy charakterystyczne, których nie zauważyliśmy wcześniej podczas krótszych biegów. Co więcej, okazują się decydujące. Dlatego też buty, które mają służyć w biegach ultra staram się sprawdzać w takich właśnie warunkach.

Pierwszym większym sprawdzianem dla Ultra Traili było 40-kilometrowe wybieganie po podpoznańskich lasach i ścieżkach Wielkopolskiego Parku Narodowego. Potwierdziły się dwie z zalet opisywanego modelu: komfort użytkowania utrzymujący się po kilku godzinach biegu oraz dobra praca na asfalcie, którego również nie brakowało. Po 40 km nie miałem żadnych otarć ani pęcherzy. Buty są przewiewne (jak na model terenowy) i stopa się w nich nie przegrzewa. Ze względu na dość równomiernie rozłożony i raczej płytki (jak na model terenowy) bieżnik, kilkukilometrowe przeloty po asfalcie nie stanowią żadnego problemu. 

Drugim testem był Bieg Rzeźnika, czyli 77 km po bieszczadzkich szlakach. Powiem szczerze, że długo się zastanawiałem, czy nie założyć od startu Inov8 Mudclaw, które tak dobrze sprawdziły się na Chudym Wawrzyńcu – wszak Rzeźnik słynie z błota! – a TNF nie włożyć do worka na przepak w Cisnej/Smereku. Bałem się, że płytki bieżnik nie poradzi sobie z grząskim szlakiem, ponieważ jednak przed tegorocznym Rzeźnikiem padało niewiele, zdecydowałem się podjąć ryzyko i biec od początku w Ultra Trailach. 

Okazało się, że błota faktycznie jest niewiele. Tym niemniej było go dość, by sprawdzić TNF-y. I tu zaskoczenie: radziły sobie całkiem nieźle, dużo lepiej niż chociażby Puma Faas Trail 250, w których biegłem w Rzeźniku dwa lata wcześniej, a które mają bieżnik porównywalnej głębokości. Oczywiście buty pokroju Mudclaw’ów spisują się w błocie o kilka klas lepiej, TNF’om zdarza się tracić przyczepność w głębokim błocie, kiedy zęby bieżnika nie mają się czego zlapać. Ogólnie rzecz biorąc, trakcja w błotnistym terenie jest co najmniej dobra, a poza nim bardzo dobra. Przez cały bieg czułem się pewnie i bezpiecznie. Niski profil buta daje wrażenie bliskości podłoża, jednolita w konstrukcji podeszwa pozwala je poczuć. Jednocześnie guma dobrze chroni przed ostrymi kamieniami. Ultra Trail „prowadzi się” lekko i dynamicznie.

Kilka razy zdarzyło mi się porządnie wdepnąć w kałużę i przemoczyć but. Ultra Trail schnie bardzo szybko, co jest jego niewątpliwym plusem. Na Połoninie Wetlińskiej mogłem sprawdzić trzymanie stopy na nierównych kamieniach – jest naprawdę dobrze, noga nie przemieszcza się w bucie, nie wysuwa poza obrys podeszwy. Ku mojemu zaskoczeniu, również po Rzeźniku nie miałem żadnych otarć i ani jednego pęcherza. 

Ostateczna weryfikacja miała miejsce w Kotlinie Kłodzkiej, na biegu K-B-L w ramach Dolnośląskiego Festiwalu Biegów Górskich. 110 km po szlakach Ziemi Kłodzkiej doskonale uzupełniło materiał dowodowy. 

Co bardzo ważne, w Ultra Trailach stopa nie gotuje się mimo upałów. Przez kilka ostatnich godzin biegu zmagałem się z upałem sięgającym 30 stopni Celsjusza w cieniu. Czułem palące słońce na udach, głowa grzała mi się pod czapką, pot spływał strumieniami. Co ciekawe, ani razu nie pomyślałem o stopach. Ani przez chwilę nie poczułem, by było mi zbyt gorąco w butach.

 

1.jpg

A po biegu – wisienka na torcie – zero pęcherzy, zero otarć, zero uszkodzeń paznokci, zero problemów ze stopami. Komfort, komfort, i jeszcze raz komfort.


Beczka miodu, łyżka dziegciu

Pod warstwą brudu da się zauważyć przetarcia siateczki, w obu butach – nie jest to więc efekt przypadkowego zahaczenia o krzaki lub kamień, ale dowód na umiarkowaną wytrzymałość cholewki. Co prawda jest ona wykonana jakby z dwóch warstw siateczki, a przetarciu uległa tylko pierwsza – zewnętrzna, tym niemniej jest to widoczne uszkodzenie. Póki co oczywiście nie ma ono żadnego znaczenia dla użytkowania buta, ale w perspektywie kolejnych kilkuset kilometrów może się okazać, że siateczka jest najsłabszym elementem, który będzie wyznaczać „moment zgonu” buta. Pocieszam się, że z Ultra Trailami może być podobnie jak z Brooks Pure Drift, w których też stosunkowo szybko zaczęła się przecierać siateczka. W Brooksach przetarcia pogłębiają się bardzo powoli, przetrwały o wiele dłużej, niż myślałem i przetrwają jeszcze trochę. Mam nadzieję, że podobnie będzie z Ultra Trailami…

Należy również dodać, że gumowy otok chroniący palce jest bardzo delikatny jak na buty terenowe. Jeżeli więc lubicie odtwarzać wydarzenia niedawno zakończonego mundialu i kamieniami strzelać z czuba gole drzewom, TNF Ultra Trail nie będzie najlepszym wyborem.


Fakty czarno jak na dłoni (cyt. z red. Davida Kołpaka)

The North Face Ultra Trail są świetnym butem na terenowe biegi ultra. Lekkie, elastyczne, dynamiczne. Dobrze trzymają się trudnego podłoża. Doskonale sprawdzą się w lesie, na szutrach i kamieniach. Nie są najbardziej dynamiczne i nie oferują najlepszej przyczepności i ochrony, ale wszystkie parametry mają powyżej średniej, a to już bardzo dużo. Do tego – co bardzo istotne w biegach ultra – są bardzo, bardzo wygodne i dają komfort użytkowania nawet po kilkunastu godzinach napierania po górach.