31 października 2013 Redakcja Bieganie.pl Sport

Wunderteam – kiedy Polska rządziła światową lekkoatletyką (cz. II)


Wunderteam to określenie drużyny, która w latach 1956-66 przyciągała na stadiony największą liczbę kibiców w historii lekkoatletyki. Była potęgą, która rywalizowała z USA i ZSRR jak równy z równym. Dzięki obecności gotowych do największych poświęceń gwiazd stała się marką, która przez dekadę była najlepiej rozpoznawalnym zespołem na świecie. Obecnie mało się przypomina o tym „cudownym zespole”.  Chcemy to zmienić. Zapraszamy do lektury drugiej części historii polskiego fenomenu.

wunderteam1.jpg
Polska w latach 1956-1966 była lekkoatletyczną potęgą

*** Pierwsza część tekstu TUTAJ >>

Mistrzostwa Europy w Sztokholmie zostały okrzyknięte jednym z największych sukcesów polskiego sportu! Polacy w mroźnej i deszczowej Skandynawii zdobyli aż 12 medali (w tym aż 8 złotych) i w klasyfikacji medalowej zajęli historyczne, drugie miejsce, o 3 złote medale za Związkiem Radzieckim! Do annałów z tych mistrzostw przeszły między innymi popisy polskich długodystansowców:  Zdzisława Krzyszkowiaka i Kazimierza Zimnego. Polacy w finale biegu na 5000 metrów biegli w niesłychanie trudnych warunkach. Tor pierwszy był miejscami zablokowany przez kałuże utworzone z ciągle padającego deszczu. Chłodna temperatura i wymagający rywale, którzy przez większość dystansu prowadzili bieg razem z Polakami. Na ostatnie dwa okrążenia przed finiszem komentatorzy złapali się jednak za głowy. Polacy z łatwością oderwali się od rywali i rozpoczęli finisz godny ataku na rekord świata! Na 400 metrów przed metą nie było już złudzeń. Będą dwa medale! Złoto Krzyszkowiaka: 13:53.4 i srebro Zimnego: 13:55.2! Trzeci Brytyjczyk, Gordon Pirie stracił do naszych 7 sekund.

Kolejnym godnym zapamiętania wyścigiem było 200 metrów. Sprint był piętą achillesową Polaków ale nie w tym jednym przypadku. Barbara Janiszewska sprawiła dużą sensację i wygrała 200 metrów! Uczyniła to z czasem 24.1 sekundy, o 0.2 sekundy lepszym od kolejnych na mecie rywalek. Było to zwycięstwo o tyle istotne, że w zagranicznej prasie zaczęto podkreślać nie tylko fakt zaskakującego medalu co niesłychanej urody Polki. Nasz Wunderteam zyskał nowy symbol, którego występy miały być śledzone w przyszłości ze szczególną uwagą. 

Kolejnym sprawdzianem polskiej „Wspaniałej Drużyny” były Igrzyska Olimpijskie w Rzymie (1960). Zdobyliśmy na nich 7 medali (w tym dwa złote). Znaleźliśmy się też aż 18 razy w lokatach finałowych! W klasyfikacji medalowej uplasowaliśmy się na czwartym miejscu. ZSRR i USA były tym razem nie do dogonienia (oba państwa zdobyły odpowiednio 26 i 21 medali). Sukces był jednak niewątpliwy. Polska wciąż była w gronie największych. W Rzymie najwięcej emocji dostarczyły nam występy Krzyszkowiaka, który wywalczył złoto na 3000 metrów z przeszkodami; Józefa Szmidta, złotego trójskoku oraz Kazimierza Zimnego, brązowego na 5000 metrów. Na tych samych igrzyskach coś ruszyło się także w polskim sprincie! Brązowy medal wywalczyła kobieca sztafeta 4×400 metrów, a Marian Foik dokonał niemal niemożliwego zajmując miejsce tuż za podium w biegu na 200 metrów. Piękna Barbara Janiszewska ozłocona w Sztokholmie wywalczyła miejsce piąte na 200 metrów, podobnie zresztą jak Urszula Figwer na 400 metrów. Ta druga zmagała się w Rzymie z bolesną kontuzją i wiele osób podkreślało, że gdyby nie to, Polka mogłaby walczyć o medale. Także na płotkach błyszczały nasze sprinterki. Teresa Wieczorek i Barbara Sosgórnik zajęły w wielkim finale miejsca piąte i szóste.

4x100mrzym.jpg
Fenomenalna sztafeta Pań 4x100m

 

Układ sił w lekkoatletyce pomimo naszego czwartego miejsca w klasyfikacji medalowej dla komentatorów był jasny. USA, ZSRR i Polska. To te drużyny utrzymywały ogólny dyktat na świecie. Mistrzostwa Europy w Belgradzie (1962) dały temu kolejne potwierdzenie. Polska wywalczyła na nich 13 medali (w tym trzy złote) i co ciekawe najwięcej już nie w biegach długich, a sprintach! Złoto Teresy Ciepły (płotki), złoto sztafety 4×100 metrów kobiet; Srebro Foika (200 metrów), srebro sztafety 4×100 metrów; brąz Ciepły na 100 metrów, brąz Barabary Sobotty na 200 metrów; brąz Piątkowskiej na płotkach… Historyczną zmianę czuć było już na IO. Czy to oznaczało, że tworzył się kolektyw gotowy wynieść się ponad USA i ZSRR? Odpowiedź mieliśmy poznać po Igrzyskach Olimpijskich w Tokio (1964).

Polski Rekord Świata i grad medali w dalekiej Japonii

Daleka Japonia była na pewno niesprzyjającym terenem. Co warte odnotowania to właśnie w tym państwie wywalczyliśmy najwięcej medali w historii startów Polaków na igrzyskach! Zdobyliśmy ich tam aż 8 (2-4-2) przy zaledwie 35 startujących lekkoatletach. Złoto oprócz „żywej legendy” Józefa Szmidta w trójskoku wywalczyły także polskie sprinterki w sztafecie 4×100 metrów! Jakże piękna historia wiąże się z tym startem. Polki w składzie Ciepły, Szewińska, Górecka i Kłobukowska dokonały sztuki niemożliwej. Pokonały Amerykanki i ustanowiły nowy Rekord Świata: 43.69 sekundy! To był prawdziwy monolit. USA zostały rozniesione w pył i pokonane o aż 0.33 sekundy! Jakby na potwierdzenie, że Polska staje się potęgą w sprincie srebro wywalczyli także mężczyźni! Polska sztafeta z czasem 39.3 sek. uległa tylko ekipie Amerykanów. Sztafeta kobieca 4×400 nie była obecna w programie igrzysk, a szkoda bo również tam mielibyśmy się o co bić. 4×400 mężczyzn to natomiast szóste miejsce Polaków. W finale 100 metrów kobiet zobaczyliśmy aż dwie Polki: Ewę Kłobukowską i Halinę Górecką. Ta pierwsza wywalczyła sensacyjny brąz ulegając tylko dwóm czarnoskórym Amerykankom. Także w męskim sprincie gdzie coraz częściej dało się słyszeć opinie, że biali nie mają czego tu szukać niespodziankę sprawił… Polak! Wiesław Maniak bo o nim mowa był gwiazdą mediów niczym dzisiejszy Christophe Lemaitre. Polak w finale uległ trzem czarnoskórym Amerykanom i przybiegając tuż za podium stał się najszybszym białym człowiekiem Igrzysk Olimpijskich! Jego czwarte miejsce przez wielu było traktowane jak medal, a sam Wiesław stał się kolejnym symbolem Wunderteamu.

Swoją legendę w Tokio zaczęła budować także inna ikona, Irena Szewińska. Polka wywalczyła indywidualnie dwa srebrne medale (w biegu na 200 metrów oraz skoku w dal). Medal srebrny stał się także udziałem płotkarki, Teresy Ciepły, która ze złotem rozminęła się o zaledwie 0.01 sekundy! 

Siła Wunderteamu w sposób iście spektakularny przeniosła się z biegów długodystansowych na sprinty. Świetność  polskiej szkoły biegów długich znikła  na zawsze wraz z odejściem z lekkoatletyki twórcy naszej potęgi, Jana Mulaka. Jego odejście tak skomentował rekordzista świata i złoty medalista IO, Zdzisław Krzyszkowiak: „Zabrakło nam człowieka tej klasy co on. Czułem się sportowo i psychicznie coraz gorzej. Zabrakło przygody, radości i dobrej atmosfery”. Nieprawdą jest twierdzenie, że „odejście Maniaka zabiło biegi długie, a uzdrowiło sprint”. Wunderteam tworzył się długo i systematycznie od wczesnych lat 50-tych. Sprint, który musiał się przeciwstawić wielkiej sile Zachodu potrzebował po prostu nieco więcej czasu. Kto wie czy plan pozbawienia USA i ZSRR dominacji na świecie nie wziąłby w Tokio góry gdyby odsunięty przez zarząd PZLA, Mulak mógł dalej prowadzić „wspaniałą drużynę”. 

szmidt.jpg
Józef Szmidt należał do najlepszych trójskoczków na świecie

 

W 1966 roku przyszedł czas na długo wyczekiwany mecz z ZSRR. Drużyna ze Wschodu dotychczas bała się wystawiać swoją oficjalną reprezentację na mecz z Polską. Ciśnienie mediów jak i perspektywa ważnych Mistrzostw Europy spowodowała, że obie reprezentację w końcu się jednak spotkały. Co warte podkreślenia na nieprzyjaznym dla Polaków terenie bo w Mińsku. Polacy opierając swoją przebojowość na sprincie wywalczyli zwycięstwa na 100. 200, 400 metrów oraz w obu sztafetach. Ostatecznie wygraliśmy 9 z 20 konkurencji, o dwie za mało ale wielka sensacja była blisko. Wynik 103:109 dla ZSRR był dowodem, że trzymamy się wciąż mocno, a kolejne Euro zapowiada się niezwykle interesująco.

Polska lepsza od ZSRR! 15 medali w Budapeszcie!

Wrzesień 1966 roku miał być kolejną próbą udowodnienia światu, że Polska wciąż aspiruje do bycia lekkoatletyczną potęgą numer jeden. Trudno sobie to wyobrazić ale Wunderteam to w tamtych czasach nie była drużyna wychodząca z cienia Ameryki. To była drużyna, która była w stanie pokonać każdego i w każdej konkurencji.  Była marką, która czyniła lekkoatletykę interesującą i przyciągającą ludzi na całym świecie! Budapeszt tą obowiązującą prawdę scementował na dobre! W stolicy Węgier wywalczyliśmy 15 medali (w tym 7 złotych, 5 srebrnych i 2 brązowe). W finałach łącznie osiągnęliśmy aż 28 lokat finałowych! Strach pomyśleć co by się stało gdybyśmy liczyli się wówczas także w biegach długich. Podkreślały to media czołowych gazet spekulując, że mała Polska mogła zdominować świat i zapisać się w historii jako ta, która nie tylko zatrzymała triumfalny pochód Rosji w 1920 roku(tzw. Cud nad Wisłą) ale także przeciwstawiła się sportowemu imperializmowi USA i ZSRR pół wieku później. Co najbardziej napawa nas dumą… była niezwykle blisko! W klasyfikacji medalowej Euro ’66 wyprzedziliśmy po raz pierwszy ZSRR(o jeden złoty medal) i zajęliśmy drugie miejsce. Klasyfikację wygrał nowy twór powojennej Europy, NRD. Sama nazwa zachodnich Niemiec budzi współcześnie wiele negatywnych skojarzeń odnośnie dopingu. Nie to jest jednak ważne. Byliśmy tuż, tuż, o jeden tylko medal za nimi. Złote medale w Budapeszcie wywalczyli:

 

  • 100 metrów: Wiesław Maniak (10.5) i Ewa Kłobukowska (11.5)
  • 200 metrów: Irena Kirszenstein (23.1, Rekord Europy)
  • 400 metrów: Stanisław Grędziński (46.0)
  • 4×100 metrów: Bednarek, Straszyńska, Kirszenstein, Kłobukowska (44.4, Rekord Europy)
  • 4×400 metrów:  Werner, Borowski, Grędziński, Badeński (3:04.5)
  • Skok w dal: Irena Kirszenstein (6.55, Rekord Europy)

 

Medale srebrne zdobyli: Kirszenstein na 100m, Kłobukowska na 200m, Dudziak na 200 metrów, Badeński na 400 metrów i Nikiciuk w rzucie oszczepem. Medale srebrne powędrowały  natomiast do Elżbiety Bednarek na 80 metrów ppł., Biedy w skoku wzwyż i Komara w pchnięciu kulą. Nikt nie wywalczył medalu w biegach długich co tylko podkreślało jak wielki wstrząs przeżyły nasze biegi po odejściu Jana Mulaka. Ten wybitny szkoleniowiec, główny strateg treningu i pionu organizacyjnego polskiej LA po zakończeniu swojej współpracy z Wunderteamem udał się do… Algierii gdzie objął funkcję doradcy ministra sportu. Było wiele przyczyn jego odejścia, od nacisków komunistów aż po nieporozumienia w sztabie. Pewne jest jedno. Późniejsze sukcesy w sprincie nie byłyby możliwe bez jego myśli szkoleniowej. Było wielu wspaniałych trenerów, którzy pracowali tuż przy nim. Nikt nigdy nie podważył jego głównego autorytetu co do zbudowania podstaw Wunderteamu. 

Zmierzch potęgi. Koniec epoki Wunderteamu

Lata po ME’66 już nie były takie same. Na świecie nastąpił skok cywilizacyjno-technologiczny, który wyeliminował nasz legendarny team na długie lata z lekkoatletycznej mapy sportowych gigantów. Polska po wojnie 44 lata tkwiła w radzieckim komunizmie nie rozwijając się z taką dynamiką jak inne kraje. Na początku lat 70-tych zostaliśmy w tyle jeśli chodzi o wprowadzanie tartanowych nawierzchni, doskonaleniu uposażenia siłowni czy stosowaniu wydawać by się mogło banalnych suplementów. Wyścig zbrojeń jaki zaistniał między USA, a ZSRR przekładał się także na sport. Naukowcy w coraz bardziej sprofesjonalizowanych laboratoriach dostawali tysiące dolarów na rozwój metod, które mogłyby poprawić wyniki w sporcie. Efekty zaskoczyły wszystkich. Polska, która była potężnym graczem LA w ciągu kilku lat stała się „małym chłopcem”, coraz częściej przeznaczonym do bicia. Wielki Wunderteam, którego fenomen powstał na gruncie uniwersalnej myśli szkoleniowej i czystej rywalizacji fair nie podołał wyzwaniu jakie rzucił mu świat. Historia zatoczyła koło gdzie ofiarna i walcząca Polska po raz kolejny została zdradzona. Tym razem na innym bo sportowym gruncie. Wielka idylla z szansami na rolę światowego lidera  została zniweczona po dekadzie wspaniałych sukcesów. Złota dekada lat 1956-66 minęła bezpowrotnie, a Polska wróciła do pozycji gdzie mogła jedynie aspirować i marzyć. 

Fenomen potrzebuje wyjaśnienia

Przyczyna końca Wunderteamu została jasno określona. Wielu jednak zastanawia się nad kuriozom zaistnienia tak osobliwego zespołu w ogóle. Po rujnującej społecznie i gospodarczo wojnie mieliśmy naprawdę małe szanse na stworzenie podstaw pod rozwój drużyny z której będziemy potem tak bardzo dumni. Zniszczone obiekty sportowe, likwidacja kadr, śmierć wybitnych polskich atletów z Kusocińskim na czele, jako tym który nadał rozpęd polskiemu sportowi. A trzeba tu jeszcze wspomnieć, że w chwili gdy po Polsce przejeżdżał destrukcyjny wojenny walec to na świecie z małymi przerwami ale jednak były rozgrywane zawody lekkoatletyczne. To wszystko składało się na powstawanie dystansu do innych krajów. Zaraz po wojnie w pierwszej „100” najlepszych lekkoatletów sezonu znalazł się tylko jeden Polak, Jan Widuła, który z wynikiem 32:58.2 został sklasyfikowany na 95 miejscu biegu na 10 000 metrów.

Jak więc narodził się sukces „Wspaniałej Drużyny”? Odpowiedzią najmniej precyzyjną byłoby wskazanie tylko na wątki organizacyjne jakimi było powstanie CRZZ czy reaktywacja PZLA. Główną rolę odegrał tutaj tzw. czynnik społeczny czyli skumulowana potrzeba odreagowania emocji po bezsilnej, nie mogącej nic zaradzić postawie w czasie wojny. „Człowiek, który przeżył piekło wojny nie potrafi swobodnie rozmawiać o wrogu. Nawet jeżeli to w sobie tłumi to i tak potrzebuje odwetu”. Polacy w przeciwieństwie do Czechów, którzy zaraz po wojnie okrutnie mordowali w odwecie Niemców nie poszli ich śladem. Swoją chęć „wyżycia się” skoncentrowali na sporcie. Przykładem niech będzie tutaj chociażby fakt, że organizowane od roku 1926 roku tzw. Biegi Narodowe w pierwszych latach po wojnie ściągnęły na start aż 300 000 uczestników! Druga taka impreza o dumnej nazwie „Maszerujemy Szlakami Zwycięstw” ściągała natomiast aż 500 000 uczestników!

mulak.jpg
Jan Mulak, twórca Wunderteamu (więcej o nim tutaj -> https://www.bieganie.pl/?cat=48&id=2026&show=1)

Polacy mieli niesłychaną chęć zbiorowej manifestacji tego, że istnieją i wciąż mają wielkie szansę na całkowitą suwerenność. Zauważyli to działacze, którzy szybko wzięli się za organizację licznej ilości zawodów i pozyskiwaniu środków na sportowy rozwój kraju. W 1948 roku sprowadzili do kraju m.in. słynnego francuskiego szkoleniowca, Maurice’a Baqueta, który pomagał polskim trenerom w przekształcaniu niedomagającego systemu. Pierwszy podręcznik LA w PRL-u został napisany właśnie przez niego. W 1950 roku wyszedł natomiast z ukrycia Jan Mulak, były zawodnik, a także weteran Powstania Warszawskiego, który doskonale zdawał sobie sprawę z wolnościowego pragnienia ludności. W 1951 roku został on trenerem biegów długich, a w roku ‘54 przewodniczącym Wojewódzkiego Komitetu Sportowego. Następnie  korzystając z doświadczenia zdobytej wiedzy zastosował specjalistyczne szkolenie i przy pomocy pracowników naukowych warszawskiego AWF opracował plan, który wkrótce miał nam pozwolić na odnoszenie dużych sukcesów.  Jego słowa „O postępie w sporcie decyduje nie tylko suma włożonej pracy, ale i prawidłowa strategia, dzięki której można ujawnić wszystkie potencjalne możliwości” przeszły do historii. A, że „Pan Jan” jak wszyscy go nazywali strategiem był wybitnym(był członkiem Sztabu Powstańczego) to wiedział jak budować żeby stworzyć. Bezdyskusyjny powinien być wątek, że przyszłe sukcesy w sprincie(pomimo jego wcześniejszego odejścia) to w ogromnym stopniu jego zasługa. To Jan Mulak dał sygnał do tego żeby nie kopiować ale wypracować własne metody szkoleniowe. Zadanie ryzykowne ze względu na duże braki w wyszkoleniu naszych trenerów ale jakże skuteczne. W latach 50-tych na treningi biegowe czy skoku w dal chodziło się do lasu. Wykorzystując naturalne przeszkody i wzniesienia opracowywano zupełnie nieznane wcześniej ćwiczenia, które po wielokroć powtarzane zaczynały przynosić piorunujące efekty. Z lasu na salony można by rzec! 

 

Tak oto rodził się słynny Wunderteam, który przez 10 lat był w gronie trzech największych lekkoatletycznych potęg świata. Historia mało o nim przypomina ale powinniśmy być dumni i wiedzieć, że wciąż jesteśmy jego spadkobiercami. Warto czerpać z tej wspaniałej przeszłości.

Redakcja Bieganie
Redakcja Bieganie.pl