New Balance 1080v12
 
13 lutego 2009 Redakcja Bieganie.pl Sport

Tadeusz Węgrzynowski


tadeusz_top_524.jpg
blog_roku.gif

Londyn, 26 kwietnia 2009. Wynik 4:35:47.

rafal_tadeusz_bridge.jpg


Jestem szczęśliwy, że uczestniczyłem w tak wielkim
wydarzeniu sportowym o masowym charakterze które zawdzięczam przede wszystkim głównemu
sponsorowi Firmie TIMEX. Od paru dni Londyn żył głównie tym. Rano, wszystkie
środki komunikacji dowoziły 35 tysięcy ludzi do Greenwich. Tam panowała duża
dyscyplina, biegacze z kolejnymi numerami ustawiani byli w grupy w trzech
liniach. W efekcie start trwał 25 minut. Jedni biegli w określonym celu
charytatywnym, inni, przebrani z różne stroje traktowali bieg jak doskonałą
zabawę w której każdy oczywiście chce się sprawdzić. W efekcie na całej trasie
biegłem w tłumie w którym trudno było sterować tempem. Jednak z punktu widzenia
kulturowego nie wynik się liczył a atmosfera tego biegu. Doskonale bawiła się
również publiczność. Ludzie dopingowali maratończyków, z balkonów domów, stojąc
przy trasie lub pijąc piwo w okolicznych pubach. Warunki w ocenie uczestników
niezwykle ciężkie ze względu na wysoką temperaturę, liczne wzniesienia trasy i
ostre zakręty.


Pozdrawiam wszystkich zaglądających na stronę bieganie.pl i życzę Wam wspaniałych przeżyć podczas treningów.

19.04. Wb1. 1h.30’ w tempie po 5’20”
Rano po śniadaniu wybiegam na swobodny bieg po pięknym lesie, w trakcie którego co pewien czas wykonuję ćwiczenia rozciągające. O 18-tej w Lesznie wielkie wydarzenie mecz pomiędzy Unią Leszno i Falubazem Zielona Góra. Niezwykłe emocje, które przeżywamy z Jarkiem, Piotrkiem i zapalonymi kibicami żużla: Mirkiem i Kubą. Mecz do końca trzyma w napięciu, aż do ostatniego biegu, w którym gospodarze pokonują gości i wygrywają spotkanie wynikiem 47 do 43. Dopiero po godzinie 21-szej wyruszamy z powrotem krętymi drogami przez Śrem i Wrześnię, potem odcinkiem autostrady do Strykowa i remontowanymi drogami przez Łowicz, Sochaczew i Błonie wracamy o 1.30 w nocy do Płochocina. Piękna wycieczka.

18.04. Wb1. 60’ + gimn. 10’+RT. 10×100 na 80%
W Płochocinie od rana pada deszcz. W związku z tym postanawiam poćwiczyć w domu. Po południu wyruszamy z Jarkiem do Leszna, aby zobaczyć niedzielne zawody żużlowe i odwiedzić Agatkę i Piotrka w ich nowym mieszkaniu. Piękna popołudniowa wycieczka w trakcie, której siedząc obok prowadzącego samochód Jarka analizowałem trasę maratonu w Londynie.

Do startu pozostało 6 dni. Przez ostatnie dwa tygodnie odnosząc kolejne fazy przygotowań do rzeczywistej trasy w Londynie przemierzaliśmy odcinek pomiędzy 33 km, a 39 km. Na tym odcinku trasa wiedzie przez Commercial Road, The Highway, Byward Street, Upper Thames Street. To chyba najtrudniejszy odcinek maratonu. To tu objawi się największe zmęczenie. Na trasie maratonu pozostaje do pokonania ostatnie 3 km i 195 m. Biegnąc przez Londyn możemy śledzić jego historię. Po prawej stronie mijamy Katedrę Św. Pawła zbudowaną w latach 1675 -1710 po wielkim pożarze Londynu w 1666 roku, w trakcie którego spłonęło 89 kościołów; 13,5 tysiąca domów przy 400 ulicach. Tu warto zwrócić uwagę na fakt przewrotności dziejów. To właśnie ten wielki pożar miasta umożliwił Christoferowi Wrenowi podjęcie wielkich przedsięwzięć rekonstrukcyjnych i budowę jego największego dzieła architektonicznego, cudownego połączenia gotyku z klasyczną architekturą renesansu. W wieku XVII i XVIII napływ tanich surowców stał się bodźcem do rozwoju przemysłu, który spotęgowany został przez wdrożenie nowych wynalazków między innymi maszyny przędzalniczej i maszyny wodnej będących wynikiem rozwoju nauki i techniki. Spowodowało to powstanie wielkiego kapitału i rozwój bankowości. Wbiegamy na Victoria Embankment, z którym kojarzy się okres wiktoriański, czas panowania królowej Wiktorii, lata 1837 – 1901. W połowie XIX wieku Wielka Brytania stała się pierwszą fabryką świata: 77% światowego wydobycia węgla 50 % światowej produkcji stali. Flota angielska dysponowała 60 % wszystkich pływających po morzach statkami. Konieczność przewozu ogromnej liczby towarów wymusił rozwój kolei, narastanie liczby ludności stało się koniecznością budowa londyńskiego metra, którego pierwsza linia została uruchomiona w 1963 roku. Od 1886 liczy się w Anglii wiek motoryzacji, kiedy to parlament uchylił ustawę, która ograniczała szybkość pojazdów konnych do 4 mil/godz. (co obowiązywało również pojazdy samochodowe) zwiększając ją do 14 mil/godz. (22,4 km/godz.). Ciekawostką może być to, że z taką prędkością na pewnych odcinkach biega obecnie przez Londyn elita maratonu londyńskiego.

17.04. Wb1. 1h.20’ + gimn.30’
Bieganie po Polach Mokotowskich przeplatane gimnastyką, a potem czterogodzinne malowanie pokoju. Malowanie, to naprawdę niezła gimnastyka. Wchodzenie i schodzenie z krzesła, skłony tułowia i intensywna praca rękami. Polecam.

16.04. (rozgrzewka) Wb1. 25’ + gimn.20’ + 6x 600m tempo na 4’20 (ok. 2’06”/600) po tym Wb1. 30’
Zapada zmierzch. Wybiegam na 12 km pętlę realizując po kolei założenia treningowe. Najpierw rozgrzewka, potem swobodny bieg połączony z gimnastyką, potem 600 m biegu w szybszym tempie i 400 m w normalnym i tak na przemian. Na koniec bieg ciągły w tempie 5min/km w trakcie którego biegłem dynamicznym krokiem przed wracającym z pola traktorem.

15.04. Wb1 60’ +gimn. 30’
Trening w mieście. Ucieka mi autobus 159 i postanawiam przemierzyć marszobiegiem trasę z ul. Noakowskiego na ul. Newelską. Wyobrażam sobie jak za 10 dni będę przemieszczał się w tłumie biegaczy ulicami Londynu. Dystans około 8 km zajmuje mi 55 min. W powrotnej drodze biegnę jeszcze ok. 4 km, a potem wskakuję do autobusu, bo bieganie w zwykłych butach kończy się odparzeniem stóp. Wieczorem gimnastyka rozciągająca w trakcie wiosennych porządków w ogródku.

14.04 Wb1 60’ + gimn. 30’
Przebieżka po lesie i gimnastyka poranna. Po śniadaniu wyjeżdżamy z Anią i Grażką na zakupy do Skępego odległego o 12 km od Sarnowa. W powrotnej drodze wysiadam z samochodu i biegnę najpierw asfaltową drogą przez Frańciszkowo, a potem piaszczystą drogą przez las do Sarnowa. Po południu powrót do Płochocina samochodem prowadzonym na zmianę przez Jarka i Domka, a później wieczorne spotkanie młodzieży w naszym domu przed powrotem Dominika do Szwecji.

13.04. Wb1.-Wb2. 1h.20’ pierwsze 20’ swoje tempo(trucht) potem po 4’40”-4’50” i na koniec gimn. 20’.
Lany poniedziałek. Oczywiście tradycji musi stać się zadość. Potem wyruszamy w dwa samochody do Sarnowa, a tam podziwiając odtworzony przez Szwagierka dom budowany przed 66 laty przez mojego Teścia i piękny krajobraz okolicznych lasów realizuję wreszcie plan treningowy łącząc go z zabawą biegową biegając pomiędzy spacerującymi przedstawicielami młodszego i starszego pokolenia rodziny nie mogąc jakby zdecydować, do której grupy się zaliczam.

12.04.
Niedziela Wielkanocna. Rezurekcja – Uroczystość Zmartwychwstania Pańskiego w Sanktuarium Matki Boskiej w Rokitnie. Święta podporządkowane są przeżywaniu rodzinnej atmosfery i przeżyciom duchowym. Poświęcam się lekturze otrzymanej korespondencji od organizatorów Maratonu Londyńskiego. Studiuję trasę i szczegóły dotyczące organizacji tej wielkiej imprezy.

11.04. Wb1. 50’ + gimn. 30’
Wielka Sobota. Moją specjalnością jest przygotowywanie „święconki”. Potem wyruszamy do kościoła z chłopcami, a potem tradycyjnie spotykamy się z Anią i Tomkiem, aby odwiedzić Groby Pańskie na Starym i Nowym Mieście.

10.04. Wb1. 1h.20’ + gimn.30’
Wielki piątek. W pracy wiele osób korzysta z urlopu, wszystko powoli zamiera na chwile, które mają temu służyć. Na godzinę 20-tą wyruszamy z Domkiem na Drogę Krzyżową wiodącą poprzez Krakowskie Przedmieście, Plac Piłsudskiego, Wierzbową, Plac Teatralny i Plac Zamkowy. Zapomniałem, że wiosną słoneczna pogoda panuje w dzień, a wieczorem jest zimno. Toteż w garniturze trudno mi było opanować ogarniające mnie zimno. Siłą woli przetrwałem wspominając ostatni bieg tą trasą. W trakcie Półmaratonu Warszawskiego była przecież podobna temperatura. Tyle, że tempo inne.

9.04. (rozgrzewka) Wb1. 25′ + gimn.20′ + 6x 400m tempo na 4’20 (ok. 1’44/400) po tym Wb1. 30′
Wielki Czwartek. Okres przedświąteczny, to czas życzeń. Ta tradycja jest podtrzymywana także na Politechnice Warszawskiej i wszyscy oprócz realizacji obowiązków w serdeczny sposób nawiązują do tematu nadchodzących świąt. Nasuwa mi się stosowna do tej atmosfery refleksja. Człowiek, na kolejnych etapach swojego życia obcuje z najbliższymi i innymi spotykanymi na swojej drodze ludźmi. Boryka się ze swoimi cierpieniami i problemami otaczającego go świata. Weseli się radością bliskich i doznawanym pięknem.

Miarą życia człowieka jest przeżycie chwil spotkań z innymi ludźmi, z otaczającym go światem lub samym sobą w jakimś miejscu lub czasie. W codziennym życiu nie myślimy o tym, że wszystkie spotkania z ludźmi i tym otaczającym nas światem są spotkaniami, które mają tak wielką wagę. Są jednak i takie chwile, które są dla nas wszystkich szczególnie ważne. W tych chwilach przeżywamy spotkanie z wiecznością, nieśmiertelnością, nieskończonością – Wiarą, Nadzieją i Miłością. Są chwile, w których spotykamy się z Bogiem. Triduum paschalne, to okazja do tych spotkań.

Wieczorem zrobiło się trochę chłodniej i wybiegłem jak zwykle, żeby zrobić pętlę, po której wybiegłem na spotkanie z wracającym z portugalskiego Jarkiem.

8.04. Wb1 60’ +gimn. 30’
Przylot Domka ze Szwecji. Biegnę mu na spotkanie na Plac Starynkiewicza, a potem bieg na spotkanie wielkanocne w Dziale Telekomunikacji Uniwersytetu Warszawskiego i z powrotem do pracy. Potem wiosenne porządki w domu. Zbliżają się święta.

07.04. Wb1.-Wb2. 1h.20’ pierwsze 20’ swoje tempo(trucht) potem po 4’40”-4’50” i na koniec gimn. 20’
Rano spotkanie w Radio PIN z Justyną, Rafałem i Michałem oraz wymiana doświadczeń w ramach kreowania ciekawego stylu życia po pracy z Darkiem Urbanowiczem w programie Out of Routine. Potem konferencja na temat inwestycji Teleinformatycznych w dobie kryzysu i krótka wymiana doświadczeń z Profesorem Leszkiem Balcerowiczem tuż przed jego niezwykle interesującym wykładem. Trzeba pamiętać, że profesor był kiedyś świetnym biegaczem na 800 m i 1500 m. Obecnie uprawia Jogging. W trakcie dnia przemieszczam się z jednej części Warszawy do drugiej. O 19-tej korzystając z zaproszenia Jarusia do klubu filmowego na SGH oglądamy z Grażką wspaniały film „Choć goni nas czas” z Jackiem Nicholsonem i Morganem Freemanem o dwóch mężczyznach, którzy żyją w dwóch różnych światach lecz w obliczu nadchodzącej śmierci postanawiają podjąć wspólne zadanie – sporządzają listę rzeczy, które chcą zrobić przed śmiercią i konsekfentnie ją realizują.

6.04. Wb1. 1h 20’ + gimn. 30’
Wzrost temperatury powietrza powoduje, że ziemia paruje, powietrze jest jakby cięższe. Przyroda budzi się do życia. Wszystko to co dzieje się wokół powoduje zmiany, do których nasz organizm, przystosowany do treningów w warunkach zimowych, musi na nowo się przystosować. Daje się odczuć wiosenne przesilenie.

5.04. Wb1. 1 h 50’. Odnowa. Sauna.
Niedziela palmowa. Zamiast planowanego biegu wybieram wycieczkę rowerową z Grażką w ramach odnowy biologicznej. Staram się w miarę możliwości jechać na stojąco, aby ćwiczyć mięśnie i rozciągać ścięgna. Mam nadzieję, że chociaż po części zrealizuję założenia treningowe, nie nadwyrężając jednak zbytnio organizmu.

Do startu 20 dni. Trasa maratonu wije się teraz ulicami portowymi: Lime Harbour, Canary Warf, Trafalgar Way, Polplar, West India Dock Road przypominając o kolejnym okresie w historii miasta, kiedy to od czasów Elżbiety I wyruszały stąd statki od ekspedycji na Bałtyk począwszy, poprzez wyprawy do Afryki, Ameryki Północnej, Indii. Stąd rozwinęła się ekspansja Londynu na świat i Anglia stała się mocarstwem kolonialnym.

4.04. Wb1. 60’ + gimn. 10’+RT. 10×100 na 80%
Mimo soboty i pięknej pogody na dworze nie bardzo chętnie wstawałem. Takie lekkie przeziębienie, a jednak potrafi wytrącić z rytmu treningowego. Zmobilizowany jednak koniecznością zmiany opon w samochodzie z zimowych na letnie zaprowadziłem samochód do warsztatu, a sam pobiegłem do Gołaszewa. Przebiegłem około 4 km wykonując ćwiczenia rozgrzewające: bieg prosto z wymachami ramion do przodu i do tyłu, bieg bokiem, lekkie skipy z unoszeniem kolan, bieg tyłem, lekkie skipy z podnoszeniem pięt zalecane na portalu bieganie.pl. Kiedy otrzymałem wiadomość przez telefon, że samochód gotowy do odbioru wróciłem pośpiesznie do warsztatu, na śniadanie do domu i pojechałem do Warszawy na wykład.

3.04. Wb1. 1h20’ + gimn.20’
Znów piękna pogoda i mimo to, że trochę pociągam nosem biegam po polach płosząc kaczki i zająca, który kicając przede mną odbiega na pewien dystans, odpoczywa trochę i znowu spłoszony przeze mnie oddala się na bezpieczny dystans.

2.04. Wb1. 40’ +gimn.10’ + RT. 10x200m na 70%
Ze względu na gorszą dyspozycję trening bez forsowania tempa – 8 km w czasie 44 min. w tym planowane szybsze odcinki 10 razy po 200 m.

1.04. Wb1. 60’ + gimn.30’
Jaruś dzwoni, z informacją, że ze względu na kryzys maraton w Londynie odwołany! Na szczęście to Prima Aprilis i nie daję się nabrać. Po pracy korzystając z pięknej pogody biegnę najpierw 10 x 100 m, a potem 40 minut 4 mile. Niestety chyba za bardzo się wyletniłem, bo wieczorem odczuwam objawy lekkiego przeziębienia. Trzeba się ratować. Najlepsza metoda to smarowanie mięśni i stawów spirytusem.

31.03. Wb1. 1h.10’ po 4’50” +gimn.20’
Biegnę tym razem w stronę Błonia w planowanym tempie 4’50’’/km. Tuż pod Rokitnem spotykam wracającą z pracy żonkę, z którą wracam samochodem do domu. Potem telefon do brata Krzysia w związku z jego 56 urodzinami, a wieczorem wizyta u szwagra Jurka w związku z jego 51 urodzinami.

30.03. Wb1. 50’ + gimn.20’
Wreszcie wiosna. Można się trochę lżej ubrać, ale trzeba uważać, bo mimo, że pogoda słoneczna, ale wiatr chłodny i można się przeziębić. Po wczorajszym biegu nie mam żadnych dolegliwości, chociaż schodząc po schodach czuję napięcie w mięśniach. Trochę gimnastyki rozciągającej i wszystko wróci do normy. Do startu w Londynie zostało 27 dni, a do wirtualnej mety 13 i pół kilometra. Trasa biegnie na północ przez East Ferry Road.

29.03. Start w Półmaratonie Warszawskim

aniaborgijeff.jpg
Anna Borg, szefowa Timex, z Jeffem Gallowayem,
światowej sławy biegaczem i trenerem
.

Pogoda pochmurna, ale temperatura akurat. Może trochę za silny wiatr. Na ulicach Warszawy jak zwykle wspaniała atmosfera. Ruszamy sprzed Kościoła Św. Anny Krakowskim Przedmieściem. Na trasie wyprzedzam Michała Drelicha, który dopinguje mnie tekstem: „Tadeusz!Ooczekuję, że będziesz 10 min przede mną na mecie”. Cóż trzeba sprostać temu wyzwaniu. Jednak najważniejsze, to biec równym tempem. Pierwsze 5km – 4’50”/km, następne – 10 km 5’00/km, aż wreszcie końcówka 5’10”/km. Średnie tętno 167/min. Podbieg na ul. Sanguszki dał się chyba wszystkim we znaki i tam moje tętno sięgało 184/min. Wbiegłem na metę w czasie netto 1 h 46 min. Od razu skontaktowałem się z Jarkiem, Domkiem i Grażką. Potem gratulacje innym uczestnikom biegu i szczęśliwej Ani Borg, która rozpromieniona przeżywała ukończony bieg wraz z mężem i trojgiem swoich dzieci. Serdeczne dzięki dla wszystkich organizatorów i uczestników – kolejna wspaniała impreza – pragnę, aby atmosfera tego wspólnego biegu towarzyszyła mi w Londynie! Szybko się przebrałem, aby jak najszybciej zdążyć dotrzeć do Pruszkowa, gdzie na nowoczesnej arenie umówiliśmy się z Jarkiem, aby podziwiać zmagania zawodników walczących w Mistrzostwach świata w kolarstwie torowym. Po drodze spotkałem jeszcze wracających z kościoła Grażkę i mojego kochanego Teścia Waleriana, który mimo 84 lat dziarsko sobie radzi fizycznie, a już trudno mu dorównać umysłowo. Atmosfera na mistrzostwach świata w kolarstwie imponująca zarówno z punktu widzenia sportowej rywalizacji jak i pod względem organizacyjnym. Obiekt godny podziwu. Obecnie najnowocześniejszy w Europie. Cieszę się, że Jarcio mnie tu zaprosił. Na koniec długa rozmowa z Domkiem przez Skypa, który zdał nam relację z kolejnych dni pobytu w Szwecji i zaliczonych egzaminów.

28.03. Wb1.30’ + gimn 30’
Sobotni poranek. Pochmurna pogoda. 15 min gimnastyki. 8-mio km trasę pokonuję bez wysiłku dokładnie w 40’. Potem znów 15 min gimnastyki i śniadanko z Grażką.

27.03. Wb1. 40’ + gimn 30’
W drodze do na Krakowskie Przedmieście po odbiór koszulki i numeru startowego w Półmaratonie Warszawskim wstąpiłem do budynku dawnego Centrum Informatycznego Uniwersytetu Warszawskiego, aby odwiedzić moje koleżanki i kolegów z ubiegłych lat pracy. Mimo, że od 2000 roku legendarny CIUW już nie istnieje dla pierwszych Internautów w Polsce znamienne jest to co wydarzyło się tu na początku lat 90-tych. Parę miesięcy temu dowiedziałem się o pracy doktorskiej obronionej na Uniwersytecie Jagiellońskim:„Środowisko pionierów internetowych i jego rola w ukształtowaniu kultury polskiego Internetu” na temat historii indywidualnych działań pasjonatów, wśród których miałem okazję się znaleźć i poświęcić idei Internetu swoje lata młode. Podobnie jak w każdej działalności wszystko zaczyna się od tego, że zainteresuje nas coś, co trzeba zrobić albo rozwinąć. Potem zaczynamy dostrzegać, że to co nas interesuje również interesuje innych i tak tworzy się grupa pasjonatów w jakiejś dziedzinie. Tak było z pocztą elektroniczną w Polsce pod koniec lat osiemdziesiątych. Aby można było komunikować się poprzez email, trzeba było podłączyć jakieś łącze ze światem, a potem połączyć ze sobą główne ośrodki informatyczne w kraju. I to właśnie zostało między innymi przez CIUW zrealizowane. Na tej bazie przez lata rozbudowywała się infrastruktura i tworzyła obecna gama dostępnych w niej usług teleinformatycznych. Od poczty elektronicznej, poprzez listy dyskusyjne, WWW do obecnych multimedialnych portali informacyjnych. Jedno jest niezmienne – każde z działań ma swój początek i tych, którzy je podejmują, którzy wkładają swoją pasję, poświęcają swój czas i energię organizują środki i tworzą kolejne etapy rozwoju. Na bazie dostępnych obecnie cywilizacyjnych środków możemy propagować coś co dotyczy sedna funkcjonowania i rozwoju każdego człowieka jego fizycznej i psychicznej postawy zdrowy i ciekawy styl życia w połączeniu z najnowszymi technologiami.

Na Krakowskim Przedmieściu 66 w Biurze Zawodów Fundacji Maratonu Warszawskiego o godz. 18-tej. panowała jak zwykle przed maratonem wspaniała atmosfera. A wszystko to dzięki działalności ludzi zajmujących się marketingiem sportowym, którzy przy wykorzystaniu wszelkich możliwości organizują masowe imprezy sportowe. Na portalach internetowych propagują równolegle informacje na temat wyczynów i doświadczeń sportowych zarówno sportowców wyczynowych jak i amatorów. Tutaj spotykam Ulę, która przygotowuje się do udziału w półmaratonie, a poza tym wraz z mężem Adamem godząc obowiązki rodzinne edytuje portal bieganie.pl. Po chwili drugie wspaniałe spotkanie z Jerzym Skarżyńskim – autorem wspaniałych książek na temat biegania i maratonu oraz jego żoną Grażyną. Cieszę się, że moja opowieść o przygotowaniach do maratonu londyńskiego jest czytana i nawet może się podobać. „Tadeusz, widziałem Twój plan treningowy masz szansę złamać w Londynie 3 h 30min. W niedzielę pobiegnij na 1h 46 min!”. Te słowa wypowiedziane przez tak doświadczonego maratończyka zabrzmiały w moich ustach jak wyrocznia. Wychodząc miałem okazję spotkać Jeffa Gallowaya, który przybył do Warszawy, aby podzielić swoimi doświadczeniami i wziąć udział w Półmaratonie Warszawskim.

26.03. Wb1. 50’ +RT. 10×100 na 70% + gimn 20’
Budzę się o 5-tej rano. Za oknem wschodzące słońce i cudowna pogoda. Nie mogę się oprzeć, aby zobaczyć co dzieje się wokół. Pola osnute we mgle. Mróz. Śnieg chrzęści pod nogami. Co chwila robię zdjęcia wyłaniającym się z mgły drzewom, krzakom i majestatycznemu krzyżowi stojącemu w grupie drzew na rozstaju dróg. Biegnę przez pola na przełaj w kierunku wschodzącego słońca. Rozglądam się. Dokoła biało. Czuję się jakbym biegł w chmurach. Jakże wspaniały ostatni akcent zimy. Co pewien czas robię 100 m odcinki szybkiego biegu i zatrzymuję się na chwilę gimnastyki.

25.03. Wb1. 1h 10’ po 4’50-5’00’’ +gimn 20’
Śnieg nadal pada. Cieszę się, bo wokół zimowa sceneria jak parę dni temu w górach i można ćwiczyć na miękkim podłożu.

24.03. Wb1. 40’ +gimn 20’
W marcu jak w garncu. Dzisiaj pada gęsty śnieg. Realizuję trening zgodnie z planem nie forsując tempa.

23.03. Wb1. 60’ +gimn 30’
Pogoda deszczowa, a raczej leje jak z cebra. W taką pogodę rozsądek nakazuje zostać w domu i poćwiczyć. Co niniejszym czynię. Zaglądam do londyńskiego przewodnika autorstwa pana Andrzeja Broniarka. To co się dzieje za oknem skłania do rozmyślań o angielskiej pogodzie i o historii miasta, do którego zmierzam. Wielki Londyn, gdyby jego granice przyrównać do granic Warszawy, obejmowałby obszar od Żyrardowa do Wołomina i od Nowego Dworu do Góry Kalwarii. Ale przecież nie zawsze był on taki jaki jest teraz. Kiedyś był początek tego miasta położonego u ujścia Tamizy. 1000 lat p.n.e. przybyli tu z Galii Celtowie. W VI wieku p.n.e. pojawili się na wyspach Brytowie . W 55 r. p.n.e. wyprawy na wyspy zapoczątkował Juliusz Cezar, Rzymianie zadomowili się tu za czasów cesarza Klaudiusza. Po następnych 400 latach nadeszły czasy najazdów germańskich plemion Anglów, Sasów i Jutów. Ten okres po odejściu Rzymian określa się jako tonący w mrokach dziejów. W VI i VII wieku powstałe w tych czasach królestwa: Sussex, Kent, Wessex, Mercja i Essex stopniowo przyjmują chrześcijaństwo. Pod koniec VIII wieku zaczynają się najazdy Normanów, a w IX wieku Duńczyków. W mieście w tym okresie panowały rządy Duńczyków, Normanów, Plantagenetów. Londyn rozwijał się jako miasto handlowe. Od 1340 roku był dotknięty skutkami wojny stuletniej, a ludność wymierała w skutek klęski nieurodzaju i dżumy. W XIV wieku Londyn liczył około 35 tys. mieszkańców – to mniej więcej tyle ilu obecnie jest uczestników maratonu londyńskiego wraz z obsługującymi imprezę wolontariuszami. Jakże różni się atmosfera panująca w tym mieście w porównaniu z tym mrocznym okresem historii. Tak biegnąc do tej pory palcem po mapie maratonu londyńskiego po przekroczeniu Tamizy skierowaliśmy się na wschód biegnąc wzdłuż rzeki przez The Highway, Narrow Street i na południe przez Westfery Road.

22.03. Wb1. 1h 40’ Odnowa-Sauna
Budzę się o 7-mej rano i wybiegam w 8-mio milową pętlę przez opisywane wcześniej Krosna. Jakże inna sceneria, jakże krótka wydaje mi się teraz ta trasa. Jeszcze przedwczoraj szybkie przemieszczanie się na nartach i za pośrednictwem sieci wyciągów sprawiały, że po upływie krótkiego czasu, z oddalonego o kilka kilometrów szczytu oglądaliśmy szczyt odległej góry, z którego przed chwilą zjeżdżaliśmy. Biegnę swobodnie bez żadnego wrażenia dyskomfortu oddechu. Tempo co prawda 6’/km, ale nie chcę jeszcze forsować dopiero co wyleczonego kolana. Cieszę się, że nie wiadomo kiedy minęła jesień i zima, w trakcie których niezależnie od pogody biegałem we mgle lub po ośnieżonych polach. Nie mogę już doczekać się przyszłej niedzieli i startu w Półmaratonie Warszawskim.

21.03.
Cały dzień w podróży. Wyjeżdżamy o 6-tej rano i krętymi drogami przez Lago di Carezza, Bolzano,a potem autostradą przez przełęcz Brennero, Insbruck, Linz, Brno, lokalne drogi Czech, Ołomuniec, Cieszyn i poczciwą trasę katowicką o 21-szej wracamy do domu. Wszędzie dobrze, lecz w domu najlepiej.

20.03.
Ostatni dzień pobytu. Bieg po pieczywo do Panificio, a potem wybieramy się do Alpe Lusi. Nie chcemy ryzykować jazdy na nowych trasach. Zima tego roku jest wyjątkowo śnieżna. Taki śnieg spadł tu ostatnio w 1956 roku, kiedy to odbyła się nieopodal Zimowa Olimpiada w Cortina d’Ampezzo. Słoneczna pogoda i bardzo mroźny wiatr osmaliły nasze twarze. Bardzo udany pobyt. Serdeczne dzięki dla Tomka i Michała za wspaniałe towarzystwo.

19.03.
Dziś ponowne wyzwanie – wyprawa na Marmoladę. Start z Campitello. Zjazd z Col Rodella w kierunku Belvedere, stamtąd ostry zjazd do Passo Pardoi i długi łagodny zjazd do Arabby. Ten ośrodek należy moim zdaniem do najtrudniejszych. Są tu naprawdę ostre czarne trasy. Poprzez Passo Fedaia docieramy do Malga Ciapella, a stąd trzema kolejkami linowymi na 3 265 m i położony kilkadziesiąt metrów wyżej szczyt Marmolady. Stamtąd widok dokoła na osnute w chmurach, ośnieżone szczyty Dolomitów. Przypomina mi się piosenka, którą śpiewała mi moja Mama, kiedy byłem dzieckiem „W Tyrolu, gdym na warcie stał i o swym szczęściu śnił, wiatr z południowej strony wiał – wiatr to wolności był. Spojrzałem w stronę śnieżnych Alp tam młody góral stał i pasąc stado swych białych kóz tyrolską piosnkę grał”. Tyrol Południowy, znany wielu Polakom, którzy wcieleni do wojska austriackiego brali udział w I wojnie światowej. To stamtąd przynieśli słowa do dnia dzisiejszego śpiewanej piosenki. Zjazd z Marmolady, to prawdziwe wyzwanie. Pamiętam jak 3 lata temu wjechaliśmy tu z Grażką i Jarkiem pierwszego dnia naszego pobytu. Była to niedziela, godz. 15.30. Mimo słonecznego popołudnia na górze była mgła i wiatr. Byliśmy sami. Trudno było ustalić jak prowadzi trasa, potem pędziliśmy, aby spotkać się z czekającym na nas w Malga Ciapella Marcinem. Tomek i Michał, z którymi dzisiaj zjeżdżam, to świetni narciarze, a także i na nich ten zjazd zrobił wrażenie.

18.03.
Tym razem startujemy z Predazzo i korzystając z 18-stu wyciągów przemierzamy 36 szlaków Pampeago – Obereggen. Silny, mroźny wiatr, śliskie trasy wymagają koncentracji i kontroli szybkości. Po każdym zjeździe odpoczynek na wyciągu. Przypomina mi się jak podczas naszych kilku wspólnych pobytów z Anią i Jurkiem jeździliśmy po tych trasach. Dominik balansował na snowboardzie, a potem lubił siadywać na krawędzi stoku i podziwiać okolicę. Kasia Gabrysia i Jarek pędzili zawsze razem na nartach. Po powrocie do naszej kwatery jak zwykle odnowa biologiczna. Zawsze po nartach pamiętam o ćwiczeniach rozciągających i kilkunastu minutach biegu na steperze. Basen i sauna, a wieczorem jazda na łyżwach. Kolano już w porządku.

17.03.
Rano jak zwykle przebieżka najpierw bieg pod górę, potem w dół. Po śniadaniu jedziemy drogą w kierunku Arabby. Mamy zamiar zjechać na nartach z Marmolady – najwyższego szczytu Dolomitów. Niestety lawina zasypała drogę i musimy zmienić plany. Wracamy do Canazei i stamtąd wyruszamy, aby objechać masyw Sella. Zielona Sella Ronda wiedzie nas przeciwnie do ruchu wskazówek zegara poprzez Belvedere, Passo Pardoi, Arabbę, Alta Badię, Corvarę, Santa Cristina, Val Gardena, Ciampinoi, Col Rodella, Pradel i z powrotem do Canazei. Łącznie ponad 40 km czystej jazdy na nartach oprócz jazdy wyciągami. To typowo widokowa wyprawa, a z drugiej strony dla przyjeżdżających w Dolomity jest to pewnego rodzaju wyzwanie typu maraton narciarski.

16.03.
Znów piękna pogoda. Po przebieżce i śniadaniu jedziemy do ośrodka Alpe Lusia -Bellamonte. To kameralne miejsce, w którym zadziwia obecność narciarzy, którzy mimo nieprawności lub braku jednej lub nawet dwóch nóg są w stanie dzięki specjalnie skonstruowanym urządzeniom zjeżdżać na nartach. Około 16.30 powrót do naszej rezydencji. W związku z odczuwalnymi jeszcze dolegliwościami kolana ćwiczę bieganie i młynki nogami w basenie. Wieczorem jedziemy na godzinkę na łyżwy. Stadion lodowy w Cavalese jest moim ulubionym miejscem jazdy na łyżwach. Pewnie dlatego, że o 21-szej niewiele osób ma chęć uprawiać sport i całe lodowisko jest do dyspozycji. Poruszanie się tanecznym ruchem w rytm muzyki to fantastyczny wypoczynek. Jazda figurowa na łyżwach jest uwarunkowana nie tylko sprawnym poruszaniem się na krawędziach łyżew, ale także właściwym ułożeniem ciała i rąk przy odpowiednich manewrach. Z fizycznego punktu widzenia, to ręce i skłony tułowia decydują o płynności jazdy.

15.03.
Słoneczny, chłodny, niedzielny poranek w Moenie zacząłem od przebieżki w dół do centrum miasteczka i z powrotem pod górę. Marzyłem o treningu w górach. Zaraz po śniadaniu wyruszyliśmy do San Pelegrino. Pięknie ośnieżone stoki gór i wspaniale jak zwykle przygotowane trasy. Przed południem jeździliśmy po stronie Cima Uomo położonego na wys. 2 200 m n.p.m., a po południu po stronie Col Margarita 2 500 m n.p.m. i zjeżdżaliśmy aż do Falcade. Silne słońce i wiatr dodawały skrzydeł. Na koniec zjazd długą czarną trasą do San Pellegrino. Pamiętam jak 7 lat temu po raz pierwszy przyjechaliśmy w Dolomity zarażeni ich urokiem przez Jurka i Anię oraz grupę naszych przyjaciół z Płochocina i zaliczyłem wywrotkę na tym stoku zjeżdżając na plecach kilkadziesiąt metrów dół. Tym razem dzięki intensywnym treningom nie odczuwałem zmęczenia, a wręcz poczucie niesłychanej swobody ruchów. Jazda na nartach, to silna praca mięśni nóg i całego tułowia. Wyciągi i trasy w Dolomitach są tak przygotowane, że w ciągu 7-miu godzin można swobodnie zrobić ponad 50 km na nartach. To doskonały trening sprawnościowy i wytrzymałościowy. Po powrocie, basen, obiad i spacer z elementami biegu i gimnastyki. Wstąpiliśmy też oczywiście do malowniczo położonego kościółka.

14.03. Wb1. 60’ + RT. 10×100 na 70% + gimn. 30’
Ten trening odbędzie się już w Moenie. Na pewno nie może być intensywny. Chciałbym jednak powitać Moenę biegnąc po jej uliczkach. Tyle tam pięknych wspomnień.

W ten sposób dobiegam do połowy cyklu treningowego, a w Londynie po przekroczeniu Tower Bridge, mijając fortyfikacje Twierdzy Tower kończymy 13 milę i połowę maratonu.

13.03. wolne
Wolne i bardzo dobrze. Chociaż z nogą już lepiej. Szykuję się do 16-to godzinnej jazdy do Włoch. Wyjeżdżamy z Tomkiem i jego synem Michałem o 23-ciej. Po pracy wybiegnę na chwilę aby nadrobić zaległości treningowe. Potem trzeba się jeszcze spakować. Narty, łyżwy, sprzęt do biegania i pływania.

12.03. Wb1.50’ po 4’50”/km +gimn 30’
Dziś znów tylko przebieżka i gimnastyka. Ze względu na oszczędzanie kolana i wizytę Michała i Oli, którzy przybyli, aby zaprosić nas na swój ślub. Miły wieczór i bardzo filozoficzna wymiana pokoleniowych doświadczeń. Wspominaliśmy nasz ślub w 1981 roku: 12 grudnia cywilny, a 27 grudnia kościelny zmieniliśmy stan cywilny na wojenny. Nie mogliśmy mieć wesela z powodu rygorów stanu wojennego. Mój Tata przyjechał na ślub kościelny nielegalnie, bo nie dostał zezwolenia z zakładu pracy. Radomski „Radoskór” był w stanie wojennym zmilitaryzowany. Po powrocie do domu, po 40 latach pracy Tata zrezygnował z dalszej pracy w zakładzie. 13 grudnia tak jak inni studenci mieszkający w akademiku Riviera dostałem natychmiastowy nakaz wyprowadzenia się z domu studenckiego. Nigdy już tam nie wróciłem. Zamieszkaliśmy z Grażką w wynajętym mieszkaniu na Grochowie, Zaczęliśmy nasze małżeńskie życie i pisaliśmy swoje prace dyplomowe. Mimo tych dramatycznych, przytłaczających nasz kraj okoliczności byliśmy szczęśliwi.

11.03. Wb1. 50’ + gimn. 30’
Dziś niestety tylko krótka przebieżka i 30 min. gimnastyka rozciągająca. Muszę oszczędzać kolano i dać mu trochę odpocząć. Tymczasem zadzwonił do mnie mój przyjaciel Tomek z propozycją wyjazdu na narty do Moeny we włoskie Dolomity. Przykro mi, że tym razem bez Grażki, Domka i Jarka. Ta niespodziewana propozycja spada mi właściwie z nieba, bo potrzebuję trochę odmiany treningowej. W trakcie biegu pracuje tylko część mięśni. Do tej poru co roku jeździłem na nartach i mój organizm oraz psychika potrzebuje tego bardzo. Pokonywanie na nartach, w szybkim tempie, dużych odległości w tych naprawdę wysokich górach daje wrażenie łatwości przemierzania przestrzeni. Wczorajszy układ chmur okazał się proroczym.

10.03. Wb1. 60’ + RT. 10x100m na 70%
Wtorkowe popołudnie. Nad Płochocinem od zachodniej strony usytuował się piękny front niżowy. Odcinał się tak wyraźnie od pozostałej części rozpromienionego zachodzącym słońcem nieba, że do złudzenia przypominał wysokie góry. Księżyc wędrował po południowo-wschodnim. firmamencie nieba. Biegłem na zachód ulicą Kopytowską. Po 30 minutach zawróciłem i zacząłem ćwiczyć 100 m rytmy i skipy. Chyba to było za wiele dla mojego kolana, bo po godzinie wróciłem do domu z intensywniejszym bólem. Musiałem się nim zająć i poddać odnowie biologicznej. Z ciekawością czytałem informacje od Rafała z Albuquerque. Coraz bardziej podziwiam jego wytrzymałość treningową.

9.03. wolne
Po 36 dniach intensywnego, jak dla mnie, treningu odczuwam lekkie dolegliwości bocznych wiązadeł prawego kolana. Wczorajszy bieg był zbyt intensywny. Trzeba będzie pamiętać o tym, aby nie przesadzić z intensywnością uderzeń o podłoże w trakcie maratonu. Kolejne 500 m na trasie maratonu londyńskiego, to kolejne 2 min i 30 sek., aby przebiec całość w 3 godz. 30 min. Za nami już 18 km, wbiegamy na Jamaica Road.

tadeusz_blog.jpg
to ja z bażantem:)

8.03. Wb1. 40’ Odnowa-Sauna
W niedzielny poranek, nadrabiając zaległości wybiegam 1,5 km do kwiaciarni i wracam 1,5 km z różą dla Grażki. Bieg z różą wymaga stosownego do okoliczności tempa. Po południu mimo wiatru postanawiam zrealizować start kontrolny na dystansie 8 km we własnym zakresie. Według moich teoretycznych obliczeń, aby przebiec maraton w 3 godz. 30 min. trzeba biec 10 m w czasie 3 sek.. Dobierając krok o długości ok. 1m ustalam rytm odliczając co pewien czas do 10 i posiłkując się systemem Bodylink kontroluję tempo 5’/km. Bardzo ważny w tym wszystkim jest sposób oddychania. Na początku biegu zawsze mam z tym pewne trudności i muszę przeczekać dyskomfort zanim mój system oddechowy przyzwyczai się do równomiernego i skoordynowanego z rytmem biegu wciągania powietrza przez nos i wydychania ustami. 8 km kończę w 38 min. 45 sek. Średnia prędkość 12, 2 km /h w porywach było 15 km/h. Jakże pięknie byłoby kończyć w tym tempie 11-tą milę w maratonie londyńskim i wbiegać na Brunel Road.
Zamiast odnowy biologicznej odnowa duchowa. Udajemy się do kina Femina na film „Popiełuszko. Wolność jest w nas”. Jakże wielkiej trzeba było ofiary, aby ludzie mogli uwierzyć w te słowa.

7.03 Start kontrolny na 10 km GP Warszawy. Kabaty.
Niestety nie mogę wziąć udziału w Grand Prix, ponieważ start przewidziany jest o 11-tej na Kabatach, a ja o 12-tej zaczynam kilkugodzinny wykład w Wyższej Szkole Informatyki Stosowanej i Zarządzania na Kole. Spotkanie ze studentami rzecz święta i rzeczywiście mam wielką przyjemność przedstawić rozwój usług teleinformatycznych na przestrzeni ostatnich lat sympatycznej grupie: 1 pani i 25 panów. Nie omieszkałem oczywiście wspomnieć o przygotowaniach do maratonu w Londynie.

6.03 Wb1. 30’
Tak jak poprzedniego dnia wybiegam wzdłuż torów kolejowych. Ciesząc się wolnością biegnę w kierunku wschodnim. Po kilku minutach walki z silnym wiatrem, na zakręcie torów, jestem świadkiem mrożącego krew w żyłach zdarzenia. Widzę jak po drugiej stronie torów startuje z krzaków piękny, dorodny bażant i chcąc przelecieć na moją stronę odbija się od przedniej szyby pędzącego pociągu relacji Moskwa – Berlin. Mój przyjaciel bażant, jeden z tych polnych ptaków, które towarzyszą mi w moich codziennych biegach spadł obok torów kilka metrów ode mnie. Podbiegam do niego i próbuję go reanimować robiąc bezskutecznie masaż serca. Jakże mi przykro, ale nic z tego. Zostawiam go ustawiając pod wiatr z nadzieją, że gdy się oddalę, ożyje i poderwie się do lotu. Niestety, gdy po pół godzinie wracam bażant leży nieruchomo. Wracam do domu i nic nie mówię na ten tragiczny temat zmęczonej po pracy Grażce, aby nie psuć jej humoru. Jadę na pływalnię i saunę, aby odreagować. Po powrocie spotykam szwagra, który uzmysławia mi, że zostawiając biednego bażanta w polu narażam go i tak na pożarcie psów. Jadę więc i przywożę go do domu. Jest piękny. Wobec jego tragicznej sytuacji lepiej go oprawić i zachować na pamiątkę.

5.03 Wb1. 60’ + RTx 100 na 70%
Czwartkowe popołudnie. Silny wiatr od wschodu. Wiatr, jak wyczytałem w Runners World, jest sprzymierzeńcem treningów siłowych i pomaga w doskonaleniu techniki biegu. Wybiegam pod wiatr i 5 km biegnę na wschód. Rzeczywiście krótki krok i kolana do góry. Z powrotem z wiatrem można się puścić susami do przodu. Co pewien czas wykonuję 100 metrowe przyspieszenia.

4.03 Wb1. 60’ + gimn. 30’
Dziś w zamian za wczoraj wolne i tylko gimnastyka rozciągająca. Rzut oka na trasę maratonu w Londynie. Po 10 milach wbiegamy na Salter Road wijącą się od południa wzdłuż Tamizy.

3.03 wolne
Mgliste popołudnie, dżdżyste powietrze. Mimo planowanego wolnego nie mogę się oprzeć pokusie, aby zostać w domu. Ubieram oczywiście żółtą, odblaskową kamizelkę i wyruszam tą samą trasą co wczoraj. Widoczność zaledwie na kilka metrów. Biegnę po poboczu drogi. Cóż za niesamowita sceneria. Powietrze aż gęste od wilgoci. Czuję się jakbym leciał w chmurach. Wyrzucając nogi do przodu, biegnę swobodnie długimi susami. Cieszę się, że udało mi się złapać ten rytm. Jakoś trzeba będzie urozmaicać długi maratoński bieg. Po 46 minutach przybiegam do domu dziękując Bogu, że Grażka wróciła szczęśliwie z pracy. We mgle, po zmroku bardzo trudno jeździ się po krętych, okolicznych drogach.

2.03 Wb1. 60’ po 5’/km + gimn 30’
Planowany trening zaczynam od 30 min. gimnastyki, potem biegnę utartą 8 km trasą w czasie 49 min., w tempie 6’/km, ze średnią prędkością 9,6 km/h, średnim tętnem 146/min.

1.03 Wb1. 1 h 30’ Odnowa-Sauna
Niedzielny poranek. Piękna, mroźna, ale słoneczna pogoda. Zmrożone pola świetnie nadają się do biegania na przełaj. Trzeba z tego korzystać. Biegnę tropem sarenki, obok stawów, potem przemierzam wąski strumyk po przerzuconej przezeń gałęzi i chwilę zatrzymuję się przed piękną figurką Matki Boskiej w Gołaszewie. Słońce operując rozmraża zaorane bruzdy, koniec zabawy. Wracam asfaltową drogą do domu. Przy śniadaniu Jarek prezentuje nam cudowny stadion w Lizbonie odległej o 2500 km, którą miejmy nadzieję niebawem będzie mógł odwiedzić.

A tymczasem na trasie Maratonu w Londynie jesteśmy na Quays Road i obiegamy pętlę Qebec Road. Mamy za sobą 9 mil.

28.02 Wb1 50’ RT 5x100m na 80 %
Piękna słoneczna pogoda. Bieg do apteki 1 km i z powrotem. Potem 1,5 km do sklepu i z powrotem w trakcie których robię 5 x 100m na 80 %. Potem kawka z Grażką, porządkowanie w garażu i znowu 50 min. swobodnego biegu. Wieczorem spotkanie z Dominikiem, który z odległego o 1000 km Jonkoping w Szwecji, za pośrednictwem Skype i przeglądarki internetowej, opowiada o wspaniałej wyprawie do odległych od nas o 2500 km miejsc – Kiruny i Narviku.

27.02 Wb1 60’ + gimn.30’
Dziś swobodne bieganie i gimnastyka. Nie mierzę czasu, tętna, ani odległości. Po prostu biegam i gimnastykuję się. Poza tym mam dzień wolnego i trzeba zrobić trochę porządku w garażu. Maraton w Londynie wbiega na Redrief Road.

26.02 Basen / fitness. Sauna
Zgodnie z planem basen, ale tym razem w Ożarowie. Spakowałem się w mały plecak i wzdłuż torów pobiegłem 4 km na wschód, potem drogą w kierunku Ołtarzewa i stamtąd wzdłuż poznańskiej szosy 2 km w kierunku Warszawy. Na szosie w korku wolno przesuwały się samochody. To zabawne, ale cały czas biegłem szybciej niż one. Całą trasę 6km przemierzyłem w 38 min. ze średnim tętnem 135/min. Po wyjściu z pływalni wróciłem do domu pociągiem.

25.02 Wb1 50’ + gimn. 10’ +RT 5x100m
Po wyjściu z Politechniki poszedłem na Pola Mokotowskie. Piękny zachód słońca. Na wprost Riviery zacząłem biec jak to często czyniłem 30 lat temu po zajęciach na Wydziale Elektroniki. Poczułem się jak wtedy. Wędrówka w czasie to moje ulubione zajęcie. Otoczenie zmieniło się trochę wokół, ale śnieg i drzewa te same. No może trochę urosły. 30 lat temu biegłem na spotkanie z Grażką – studentką Psychologii i Pedagogiki Uniwersytetu Warszawskiego, która mieszkała na Wspólnej. Stamtąd przemierzaliśmy ogromne odległości po warszawskich ulicach i parkach szukając naszego miejsca na Ziemi. W tym nastroju dziś wykonuję kolejne ćwiczenia rozciągające mięśnie i ścięgna i biegam slalomem po śniegu między drzewami ciesząc się jednocześnie z tych chwil wspomnień i tych, które przeżywam teraz. Parę razy obiegając drzewa wpadłem w poślizg lądując na boku. Wracając pociągiem do Płochocina czułem się jakbym pędził wehikułem czasu do tego naszego miejsca na Ziemi. Szybko przebrałem się i wybiegłem na pola, aby zdążyć wybiec zanim zmrok zapadnie. 4 mile zrobiłem w 35 min. ze średnią prędkością 11km/h, średnim tętnem 159/min.

24.02 Wb1. 50’ tempo biegu po 5’/km + gimn. 30’
Wracałem z pracy zmęczony i na dodatek pociąg był zatłoczony. Jakoś nie wyobrażałem sobie planowanego biegania. Szedłem do domu krok za krokiem i raczej widziałem siebie drzemiącego w fotelu. W domu pusto, tylko Fretek (tchórzofretka) jak zwariowany zaczął skakać na mój widok. Może to spowodowało, że zacząłem się ubierać i z każdą chwilą mój organizm zaczynał się mobilizować do ruchu. Wybiegłem spokojnie, złapałem rytm 5’/km i nie wiadomo kiedy przebiegłem 9 km ze średnim tętnem 138/min. Po gimnastyce rozciągającej czułem się wspaniale. Po prostu brakowało mi powietrza. Jak to dobrze, że nie uległem pokusie drzemki.

23.02 wolne
Trasa maratonu w Londynie po przekroczeniu południka zerowego biegnie dalej na zachód przez Creek Road. Po 7-mej mili kieruje się lekko na północ i biegnie 1,5 mili przez Evelyn Street.

22.02 Wb1. 1h 40’ Odnowa-Sauna
Korzystam z zaproszenia Piotra Fiedoruka – jednego z organizatorów odbywającego się na terenie WAT Zimowego Maratonu na Raty. Piękny niedzielny poranek – godz. 10.00. Temperatura – 7 st. Celsjusza. Przed trybuną stadionu zbiera się kilkudziesięcioosobowa grupa zapaleńców wśród których z numerem 1 Generał Roman Polko. Do pokonania 3 x 2 km, trasą oznakowaną co 500 m przez las. Na początku trudno oddychać, potem organizm się przyzwyczaja, pierwszy raz mam okazję uczestniczyć w tego rodzaju biegu przełajowym. Kończę bieg w czasie 30 min. Po południu robię jeszcze szybką kilkukilometrową przebieżkę.
Trasa maratonu w Londynie na 10 km wbiega na Romney Road.

21.02 Wb1. 60’ +RT 5x200m na 70% + gimn.20’
Mroźny, słoneczny sobotni poranek. Na drodze śnieg, na drzewach szadź, na polach mgła. Biegnę opisaną tydzień temu 8-miomilową trasą. W związku z tym, że jest tak pięknie biegnę jeszcze dodatkowe 2 mile i w ten sposób realizuję niedzielny plan 1 godz. i 40 min. ze średnią prędkością 10 km/h i średnim tętnem 141/min.

20.02 Basen / fitness
Realizuję plan z czwartku – 20 min. gimnastyki i 60 min. biegu w intensywnym tempie, a potem godzinka na basenie: masaż wodny, pływanie i sauna.

19.02 Wb1. 60’ po 4’50”-5’00” + gimn. 20’
Tłusty czwartek – korzystam z planowanego we wtorek wolnego.

18.02 Wb1. 1h.10’ + RT. 10×100 na 70% + gimn. 20’
Zgodnie z planem 1 godz. 10 min. biegu w średnim tempie oraz 10 x RT przeplatane gimnastyką.

17.02 wolne
Korzystając ze wspaniałej możliwości konsultacji w Studium Wychowania Fizycznego WAT realizuję plan dnia poprzedniego. Wspaniała ponad godzinna przebieżka po lesie pod okiem dra Sylwestra Wójcickiego, w trakcie której korzystam z cennych uwag dotyczących techniki i biomechaniki biegu, fizjologii organizmu podczas wysiłku oraz polecanych ćwiczeń: skipy, wieloskoki, rozciąganie.

16.02 Wb1. 1h10’+ gimn.30’
Piękna, mroźna pogoda, zachód słońca. Lekka zmiana planów. Przebiegam intensywnym tempem swoją 4-ro milową trasę w czasie 34 min.(średnie tętno 143/min.) i jadę z Grażką i Jarkiem na basen i saunę.

15.02 Wb1. 1h.20’ Sauna
W niedzielne popołudnie piękna słoneczna pogoda. Śnieg dokoła. Biegnę 5 km na wschód drogą wzdłuż torów kolejowych i 5km. Tam i z powrotem w czasie 53 min. Totalny luz.
Pozdrawiam wszystkich zaglądających na stronę bieganie.pl i życzę Wam wspaniałych przeżyć podczas treningów.

14.02 Wb1. 60’ + gimn. 30’
Obudziłem się skoro świt, za oknem padał śnieg. Mimo tego, że do późnej nocy tłumaczyłem tekst na niemiecki nie mogłem doczekać się kiedy wyruszę w drogę. Czułem się jak rządny wolności zwierzak. Zacząłem od gimnastyki. Rozkoszując się rześkim powietrzem pobiegłem wzdłuż torów kolejowych łączących Paryż z Moskwą w kierunku wschodnim. Minąłem „Kuźnię Napoleońską” . Po półtorej mili biegnąc przez pokryte śniegiem piękne pola Równiny Mazowieckiej skręciłem w kierunku malowniczego Gołaszewa. Na polach cisza, padający śnieg tłumi wszystkie dźwięki. Ptaki schowały się w zaroślach. Minąłem piękną, wykonaną ze starego piaskowca, kapliczkę Matki Boskiej z Dzieciątkiem, zwróconą w kierunku położonego w parku drewnianego dworku. Po kolejnej mili dobiegłem do nieistniejącej już fabryki ultramaryny w Domaniewku, której ceglany komin jest pośrednim celem mojej wyprawy. Stąd biegnę pół mili na wschód asfaltową drogą pomiędzy domami. Obok kapliczki skręcam w prawo i biegnę 1 milę na południe. Na skrzyżowaniu dróg biegnę na zachód obok osiedla dla uchodźców. Biegnąc po szutrowej drodze znów jestem wśród pól. Parę zabudowań na krzyż to tzw. Krosna. Mimo, że to zaledwie 25 km od Warszawy czuję się tu zawsze jakbym był gdzieś daleko. Z perspektywy mojego domu często patrzę w tym kierunku i to gdzie się teraz znalazłem jest jakby za horyzontem. Z zarośli podrywają się do lotu kuropatwy. Po 2-ch milach skręcam na prawo i biegnę 1 milę w kierunku spirytusowni w Józefowie. Potem jeszcze ponad milę na północ do Płochocina i tak po 1 godz. i 20 min. wracam do domu. W domu jeszcze cisza, sobotni poranek to czas, kiedy moja żona pragnie nadrobić senne zaległości. 8 mil bliżej do Londynu – myślę wbiegając po schodach.
Cieszę się na wspólne śniadanie z Grażką i perspektywę tradycyjnego już spotkania Walentynkowego z naszymi przyjaciółmi Anią i Tomkiem przy czekoladzie u Wedla.
W ramach gimnastyki o 19-tej spotykam się na sali gimnastycznej w szkole w Płochocinie z kolegami moich synów na meczu w piłkę nożną.
Trasa maratonu londyńskiego na 6-tej mili wbiega na Trafalgar Rd.

13.02 Basen
Dziś rekreacja, toteż postanawiam skorzystać z tej możliwości i na dodatek przenoszę się kilka wieków wstecz do czasów elżbietańskich (1558-1603) oglądając z żoną wspaniały film „Złoty wiek” z Kate Blanchett w roli Elżbiety I. Nie próżnowałem jednak do końca, gdyż poświęciłem ten czas na rozciąganie mięśni i ścięgien. Czymże to wszystko wobec metod stosowanych w Tower.

12.02 Wb1. 40’ + gimn. 20’
Przeszedłem się około 5 km po ulicach Warszawy. Zrobiłem to w trybie 90 kroków marszu, 90 kroków truchtu, co mi zajęło 40 min. Toteż po powrocie do Płochocina, po 20 min gimnastyce, postanowiłem przemierzyć trasę 5 km. Zajęło mi to 29 min. Popatrzcie te same 5km, a jak różnie z nimi jest.

11.02 Basen
Najpierw praca potem przyjemności, a więc postanawiam rekreacyjnie przebiec 5km w czasie 32 min w tempie 6’20’’/km i dopiero potem basen. W Londynie trasa maratonu po 5km zbliża się do Tamizy po czym wbiega na Woolwich Church Str.

10.02 Wb1. 50’ + gimn 30’
Wieczorny trening o 19-tej. Biegnę w miarę szybko jak na moje możliwości i staram się zapamiętać to tempo. Oby tak cały czas w Londynie. Myślami na trasie maratonu wpadam na John Wilson Str. Nie byłoby źle, gdybym trzymał na tym odcinku średnie tempo 5’10’’/ km. Tymczasem trening na dystansie 9 km kończę w czasie 46 min. Przed snem wieczorna gimnastyka 30 min..

09.02 wolne
Słowo się rzekło mimo poniedziałku realizuję wczorajszy plan. Jadąc z pracy pociągiem obserwuję teren, po którym zaraz będę biegał. Pogoda bezwietrzna, po krótkiej rozgrzewce biegnę na zachód mijając wracających z pracy ludzi, potem na północ wzdłuż asfaltowej drogi, aż wreszcie na wschód przez pola mijając co pewien czas zabudowania. Czasami zaszczeka na mnie pobudzony ruchem pies, przejeżdża samochód, przed którym muszę uskoczyć z drogi nie ryzykując zbyt bliskiego kontaktu, czasem mija mnie jakiś rowerzysta. Zapada zmrok. Na chwilę przenoszę się myślami do Londynu. 4-ty km trasy przebiega przez Grand Depot Rd. Tymczasem kończę trening – 12 kilometrową pętlę – w 1h 20 min. W domu czeka Grażka i po Klanie oglądanym w trakcie obiadu jedziemy na basen i saunę.


8.02 OWB1 1h 20’ + Basen i sauna

Zaczynam dzień od intensywnej
gimnastyki, ze szczególnym uwzględnieniem
zaleceń rozciągania i zbalansowania mięśni. Bieganie odkładam na
popołudnie i niestety plama, bo na zewnątrz fatalna pogoda: zimny
deszcz z gradem i tak aż do wieczora. 1h20’ min biegu oraz
basen i saunę odkładam do jutra tym bardziej, że moja żona Grażka
zaproponowała mi ucztę duchową – wspaniały film z Timem Rothem
– „1900 człowiek legenda”.
Pianino, to moja pasja nie mogłem się powstrzymać, aby nie zagrać
motywu przewodniego filmu. Muzyka jest wyrażana przez grającego na
instrumencie człowieka, ale istnieje sama w sobie i może
wyrażać zarówno otaczającą nas rzeczywistość jak niewidzialne
i emocjonalne stany. Tak jak biegnący człowiek wykonuje fizyczny ruch
dzięki swym biomechanicznym właściwościom, a jednocześnie odczuwa
w nim swoje emocjonalne stany.

7.02 OWB1 40’ + gimnastyka
30’

Zaczynam od gimnastyki .
Piękna słoneczna pogoda. Wybiegam lekkim truchtem nie przeciążając
stawów. Krótka terapia pomogła. Ku mojemu zaskoczeniu mimo,
że wydaje mi się, że tempo biegu jest wolniejsze prędkościomierz
wskazuje, że musiałem biec w porywach 16 km/h. Po południu
zafundowałem sobie niezłą zaprawę
przy tłuczeniu kamieni, które potrzebne mi są
do utwardzenia drogi przed domem, a wieczorem 2 godziny gry w piłkę
nożną na hali z kolegami moich synów. Muszę
ich reprezentować, ponieważ starszy – Dominik jest na wymianie studenckiej
w Jonkoping School of Business w Szwecji, a młodszy
– Jarek zakończył sesję na Wydziale Zarządzania UW i dzisiaj poleciał,
aby odwiedzić brata. Treningi dały dobre rezultaty, bo czułem się
świetnie i poruszałem się z większą
zwinnością niż dotychczas.

Patrząc na interaktywną
mapę po dwóch milach błękitna trasa
londyńskiego maratonu wbiega na Ha Ha Rd.


6.02 OWB1 40’ + gimnastyka 40’

Odczuwam lekki, ale niepokojący
ból w kolanach i piszczelach. Pamiętam,
że ten efekt pojawia się właśnie w drugiej części maratonu.
Kieruję moją uwagę na strony bieganie.pl
i znajduję porady dotyczące objawów, postępowania i ćwiczeń. Zaplanowane
bieganie rozkładam na cały dzień, przeplatając ćwiczeniami na wzmocnienie
mięśni piszczelowych przednich i rozciąganie mięśni trójgłowych
łydek. Z uwagą przestudiowałem miniporadnik na temat kontuzji
kolana i porad jak się ich ustrzec.
Szczególnie zainteresowała mnie kwestia
propriocepcji, czyli zmysłu orientacji ułożenia części
własnego ciała. Receptory tego zmysłu ulokowane są w mięśniach
i ścięgnach. Dostarczają mózgowi informacji o tonusie mięśniowym,
czyli lekkim fizjologicznym napięciu mięśni powstającym poprzez
niewielkie impulsy nerwowe wytwarzane przez móżdżek.
Aby uniknąć urazów trzeba dbać o silne mięśnie i ich zbalansowanie,
tzn. dbanie, aby jedna grupa mięśniowa nie była silniejsza od drugiej.
Ponadto receptą są dobrze rozciągnięte i uelastycznione mięśnie
(pamiętanie o rozciąganiu przed i po treningu). No i oczywiście zdrowy
rozsądek. Dobrze mieć świadomość tego już teraz, gdy do maratonu
zostało jeszcze 11 tygodni. Trzeba rozłożyć siły na okres przygotowań
, ni oczywiście na sam bieg. Aha, gdzie my teraz jesteśmy wędrując
kursorem po trasie? Nadal biegniemy Charlton Park Lane.


5.02 Basen/fitness

Postanawiam,
że na basen przebiegnę się 5 km. Mój młodszy syn Jarek podwozi mnie 5km
do Domaniewa w kierunku odległego o 10 km od naszego domu basenu w
Pruszkowie. Stąd biegnę 5 km swobodnym krokiem poprzez Żbików i ulice
Pruszkowa. Odczuwam lekki ból z lewej strony kolana. Myślę, że
pływalnia i sauna, to dobry pomysł. Wyobrażam sobie, gdzie pod koniec
drugiego kilometra będę w Londynie. Trasa kieruje się lekko na północny
wschód ulicą Charlton Park Lane.

4.02 OWB1 60’ + gimnastyka 30’

Wieczór godz. 19.00. Na
ulicach Płochocina odwilż. Ciepły wiatr od południa. Postanawiam
biegać ulicami najpierw na zachód, potem na północ, wschód, południe
i tak przeplatać przez godzinę. Nadal nie daję za wygrana aby
ćwiczyć mięśnie do biegu z palców mimo,
że mój naturalny sposób, to bieganie pięty. Do połowy nieźle mimo,
że tempo wolniejsze, później odczuwam za bardzo ucisk na
ścięgna kolana. Zmieniam styl biegu na bardziej płaski i typowy dla
siebie i tak do końca pętli 10 km.
Średnie tętno 143/min. Wyobrażam sobie,
że właśnie dobiegam do końca pierwszej mili w Londynie.

3.02 Basen/fitness

Odczuwam efekty kilku ostatnich
treningów biegania z palców. Bolą łydki. Basen jest niezbędny w
celu regeneracji.

Zaglądam na trasę maratonu
londyńskiego. 1 mila to Shooters Hill Rd.
Jeden z najwyższych punktów Londynu (132 m), z którego rozciąga
się piękny widok poprzez Tamizę na północ i centralnego Londynu
widocznego na zachodniej stronie. Trasa maratonu biegnie na wschód.

2.02.
OWB1 40’ + gimnastyka 30

Płochocin

25km na zachód od Centrum
Warszawy

Piękny, mroźny zmierzch
(godz.16.30), zaczynam truchtem z palców biegnąc w kierunku wschodnim.
Jest ślisko. Dość intensywny mroźny wiatr hamuje tempo. Odczuwam
zmianę stylu biegania, kiedy to tydzień
temu postanowiłem nauczyć się biegać
z palców i praktycznie przemierzyłem całą trasę
9 km biegnąc na palcach. Czułem się
wtedy jakbym biegł ostatnie 9 km maratonu. Teraz po kilku takich treningach
zauważyłem, że po pierwszym km, biegnie mi się
lekko i swobodnie. Jedyny problem to wolne tempo 9 km/h. Z każdym km
lekko przyśpieszam i wreszcie kończę
pętlę 9 km w 54 min. Średnie tętno 148/min. Potem stretching tak
jak mnie Rafał uczył, a potem zestaw
ćwiczeń ogólnorozwojowych zgodnie z planem.

Start.

Trochę refleksji. Zauważyłem,
że plan treningowy obejmuje 84 dni, czyli tak jakby do każdych 500
m maratonu trzeba było poświęcić
1 dzień przygotowań, czyli prawie 3 dni na 1 milę. Wyobraźmy sobie,
że jesteśmy w Greenwich Park w Londynie wśród 30 000 biegaczy startujących
do biegu.