3 czerwca 2013 Redakcja Bieganie.pl Sport

„Sugerowałem Farahowi żeby zrezygnował ze startu na 5000 m”


W minioną sobotę Mo Farah podczas mityngu Diamentowej Ligi w Eugene zajął drugie miejsce w biegu na 5000 m. Wielu kibiców czuło się zawiedzionych tą porażką, ponieważ Brytyjczyk przegrał na tym dystansie pierwszy raz od 2010 roku (nie licząc biegów eliminacyjnych podczas IO i MŚ). Jak się okazuje można było tego uniknąć, gdyż jego trener nakłaniał go do rezygnacji z tego startu.

mo farah 1
Mo Farah celebruje zwycięstwo w Londynie (fot. Tab59, Flickr.com)

Mohammed Farah po wywalczeniu dwóch złotych medali w biegu na 5000 i 10000 m podczas Igrzysk Olimpijskich w Londynie stał się automatycznie idolem wielu kibiców lekkoatletycznych. Bycie idolem i jednocześnie najlepszym biegaczem na świecie to jednak niełatwa sprawa, wiąże się z tym ogromna presja wywierana przez media oraz fanów. Czuć ją było także teraz, na kilka dni przed startem mityngu w Eugene.

 

Początkowo Mo Farah miał w Eugene wystartować w biegu na 10000 m, gdzie miał zmierzyć się z samym rekordzistą świata – Kenenisą Bekele. Niestety Brytyjczyk nie był przygotowany na tak długi bieg. Dwa tygodnie temu dopadł go wirus grypy żołądkowej, który mocno osłabił jego organizm i w efekcie wymusił na Farahu zmianę decyzji – Brytyjczyk dzień przed startem mityngu zdecydował, że zamiast biegu na 10000 m wystartuje w wyścigu na dwukrotnie krótszym dystansie. Jak się teraz okazuje – zrobił to wbrew radom trenera Alberto Salazara.

salazar1 1

Jego problemy ze zdrowiem trochę się przedłużają – mówił Salazar po zakończeniu mityngu w Eugene – To nie jest duża rzecz, ale wystarczająca by sprawić, żeby Farah nie był przygotowany do rywalizacji na 100%. Przed biegiem sugerowałem mu, żeby zrezygnował ze startu na 5000 m i spróbował swoich sił w biegu na 1 milę, tam nie byłby faworytem, dzięki czemu uniknąłby dużej presji otoczenia, które wymaga od Brytyjczyka samych zwycięstw.

Sam zainteresowany wierzył, że mimo wszystko uda mu się powalczyć o wygraną w biegu na 5000 m. Dodatkowy dzień na odpoczynek (bieg na 5000 m odbywał się dzień po biegu na 10000 m) miał mu tylko pomóc. Ostatecznie potrzymanie zwycięskiej passy się nie udało. Farah jeszcze do 4800 metra utrzymywał się na prowadzeniu, jednak był bezsilny wobec niesamowitego ataku Edwina Soi’a i ukończył bieg na drugim miejscu.

 

Po biegu Farah nie był szczególnie zasmucony. Przyznał, że był zmęczony i w decydującym momencie nie miał sił przyspieszyć, ale ze względu na okoliczności oraz fakt, że jest to dopiero początek sezonu wierzy, że z czasem będzie tylko lepiej.

Źródło: www.telegraph.co.uk.