philips
hassan
23 października 2022 Aleksandra Konieczna Sport

Sifan Hassan – od uchodźczyni do legendy sportu


Większość sportowców, po wywalczeniu olimpijskiego złota, okazuje wielką radość. Podczas wywiadów dziękuje wtedy rodzinie, trenerom, sponsorom. Wspomina także lata treningów i wyrzeczeń, które pozwoliły osiągnąć sukces. Sifan Hassan – krótko po wywalczeniu w Tokio mistrzowskiego tytułu w biegu na 10 000 m apelowała natomiast o pokój w Etiopii, czyli kraju, w którym przyszła na świat.

Reprezentująca Holandię zawodniczka na łamach BBC Sport Africa mówiła wtedy: „Nie żałuję, że wyjechałam z tego kraju i nawet nie chcę wracać. To takie bolesne”. Dodawała, że odczuwa ból na myśl o tym, co dzieje się w państwie, w którym przyszła na świat, a w szczególności w regionie Oromo. Sifan w licznych wywiadach podkreślała bowiem, że należy do grupy etnicznej Oromów. To 35-milionowy lud zamieszkujący Etiopię, który przez lata doświadczał dyskryminacji i masowych przesiedleń. Dlatego też, krótko po odniesieniu tak wielkiego sukcesu, Hassan w mediach apelowała o zaprzestanie brutalnych walk, a nawet odnosiła się do polityki ówczesnego premiera kraju.  

Znaczące było również to, z kim Holenderka stanęła na podium biegu na 10 000 m. Na liście wyników znajdziemy informację, że w pierwszej trójce olimpijskich zmagań uplasowały się reprezentantki: Holandii, Bahrajnu oraz Etiopii. Tyle że wszystkie te zawodniczki urodziły się właśnie w Etiopii, a ich losy oraz zachowanie fanów dobrze obrazują, jak skomplikowana jest sytuacja w tym państwie. Wspomnieć wystarczy, że gdy Letesenbet Gidey – trzecia w Tokio na 10 000 m – biła rekord świata na tym samym dystansie, to kibice w mediach społecznościowych domagali się, by informować, że biegaczka reprezentuje nie Etiopię, ale Tigraj. To kolejny z regionów administracyjnych tego państwa.

Koniec dzieciństwa

Wróćmy do losów Hassan, która urodziła się w 1993 roku. Kolejne lata swojego życia, w rozmowie z „The Guardian” opisywała jako niesamowite, pełne zabawy oraz szczęścia. W wywiadzie, które udzieliła w języku oromo dla BBC, wspominała, że uwielbiała spędzać czas na świeżym powietrzu. W szkole zaczęła uprawiać biegi, miała również startować w zawodach. Sifan wychowywana była przez matkę oraz babcię. Jej rodzice, mimo, że formalnie pozostawali w związku małżeńskim, mieszkali na osobnych farmach. Koniec szczęśliwego, ale i dość ubogiego dzieciństwa nadszedł najprawdopodobniej w 2008 roku, gdy dziewczyna wyruszyła w podróż do Holandii.

Istnieje kilka wersji jej historii. Według pierwszej z nich, określanej mianem „oficjalnej”, to matka miała zdecydować o wysłaniu Sifan do Europy. To ona, jak informował supersports.com, miała wsadzić nastolatkę do samolotu lecącego do Holandii. Drugą wersję historii lekkoatletki przedstawiał portal „Leeuwarder Courant”. Na jego łamach czytamy, że matka oddała Sifan pod opiekę wujostwa, a sama udała się do Turcji, by tam podjąć zatrudnienie. W wieku 12 lat dziewczynka miała odbyć podróż przez m.in. Syrię oraz Egipt, by dołączyć do swojej opiekunki. W 2008 roku miała natomiast przez Stambuł wyruszyć do Holandii.

Hassan nigdy nie ujawniła, co przesądził o tym, że opuściła Etiopię. Wiele razy zaznaczała jednak, że nigdy nie żałowała wyjazdu i to mimo tego, że pierwsze lata życia w Holandii były dla niej niezwykle trudne.

Chciała umrzeć

Etiopka trafiła do ośrodka dla nastoletnich uchodźców w Zuidlaren. Miejsce w licznych wywiadach porównywała do więzienia. W 2013 roku, w rozmowie z Doorem Dickiem Lesemanem, o tym okresie swojego życia mówiła: „Płakałam każdego dnia. Byłam tam bardzo nieszczęśliwa. Nie mogłam wychodzić na zewnątrz, to było więzienie. Chciałam umrzeć”.

Sytuacja dziewczyny poprawiła się osiem miesięcy po przybyciu do Holandii, gdy pozwolono jej zamieszkać w Leeuwarden. To tam ponownie zaczęła biegać. Wiosną 2009 roku Sifan trafiła do klubu AV Lionitas. W tym spotkała m.in. trenerkę Ykę Schouwstrę, która najpierw pożyczyła, a później kupiła dla niej nowe kolce. Kilka lat później – w 2014 roku – Hassan na łamach lokalnej prasy mówiła: „W Leeuwarden nauczyłam się, że są też ludzie, którym można zaufać. Od tego czasu wiem, że nie wszyscy są źli. Otrzymałam tam dużo miłości i nauczyłam się radzić sobie z ludźmi”.

Z torbą ubrań

Kolejnym przestankiem na drodze przyszłej mistrzyni było Eindhoven – miasto, w którym wreszcie mogła poczuć się wolna i zamieszkać z etiopską społecznością. Trafiła również pod skrzydła klubu Eindhoven Atletiek, w którym spotkała kilku szkoleniowców. Jednym z nich był trener Tod van Hoesel, który wspominał, że ówczesna 17-latka była nieśmiałą i wycofaną dziewczyną. W nowym miejscu zamieszkania dostała jedynie skromny pokój z materacem na podłodze. Poza nim miała jeszcze torbę ubrań i swoje wielkie marzenia. Szkoleniowiec wspominał, że od razu dostrzegł również drzemiący w nastolatce talent – mówił, że choć była nieco zbyt ciężka i musieli pracować nad jej wagą, to jednocześnie zachwycała swoim pięknym, długim krokiem. Nie brakowało jej także zapału oraz dyscypliny. Hoesel, który wielokrotnie pracował z osobami ubiegającymi się o azyl w Holandii, porównywał dziewczynę do jej rówieśników. Na ich tle, o czym mówił lokalnej prasie, Hassan wyróżniała się swoją wytrwałością.

Nastolatką opiekował się także jej rodak – Aidun Aitnafa. Były zawodnik był jednym z tych, którzy towarzyszyli Sifan, gdy odnosiła pierwsze sukcesy i walczyła o prawo startów dla Holandii. Pierwsze poważne wyniki dziewczyna osiągnęła podczas zawodów Sylvestercross. W 2011 roku zajęła w nich drugie miejsce, a rok później okazała się najlepsza. Nie tylko odnosiła sukcesy w kolejnych startach, ale również notowała ciągły progres. Pomiędzy 2011 a 2012 rokiem, na dystansie 1500 metrów, rekord życiowy poprawiła o prawie 12 sekund.

Słabsza noga

Kolejną z osób, która zwróciła uwagę na młodą Hassan był Jon Hermens – były sportowiec oraz założyciel i dyrektor agencji Global Sports Communication. O swoich pierwszych wrażeniach ze spotkania z Etiopką opowiadał po latach w rozmowie z dziennikiem „De Volkskrant”: „Miała powolny styl biegania. Jej jedna noga była znacznie słabsza od drugiej. Nadrabiała to machając ręką. Prawie wzbijała się w powietrze”.

Mimo mankamentów, które fachowiec dostrzegał w technice Hassan, zawodniczką zainteresował się również trener reprezentacji Holandii – Honoré Hoedt, który zaproponował, by w styczniu 2013 roku wraz z kadrą udała się na obóz w Portugalii. To właśnie z tym szkoleniowcem Sifan będzie pracować przez kolejne lata i to on poprowadzi ją do seniorskiego sukcesu w Pekinie. Hoedt swoją nową podopieczną opisywał jako bardzo pilną, ale również krnąbrną osobę, która często nie radziła sobie z porażkami. Gdy przegrywała, to potrafiła zniknąć na kilka dni i nie utrzymywać z nikim kontaktu. Później nauczyła się nie tyle akceptować porażki, ale robić wszystko, by do tych nie dochodziło.

hassa

Blisko Moskwy

Nowy sezon przyniósł Hassan kolejną poprawę wyników. Dziewczyna pokazała się również międzynarodowej publice. Nie tylko poprawiała rekordy życiowe, ale również zaczynała wygrywać. Najlepsza okazała się podczas prestiżowego meetingu w Ostrawie, gdzie dystans 1500 metrów pokonała w czasie 4:04:02. Kilka dni później wywalczyła natomiast drugie miejsce w zawodach Diamentowej Ligi w Lozannie. Zbliżały się sierpniowe mistrzostwa świata w Moskwie, w których Hassan mogła odegrać znaczącą rolę. Niestety – mimo prób, które podjęli jej szkoleniowcy oraz władze lokalne nie udało się przyspieszyć procedur i Etiopka nie zdążyła otrzymać holenderskiego obywatelstwa.

Upragniony paszport zawodniczka odebrała w listopadzie 2013 roku i bardzo szybko zaczęła odnosić sukcesy w barwach nowej reprezentacji. Niespełna miesiąc później, podczas Mistrzostw Europy w biegach przełajowych, okazała się najlepsza w gronie młodzieżowców, a jej drużyna sięgnęła po brąz. Przed Hassan coraz szerzej otwierały się sportowe salony, ale zawodniczka w głowie miała już konkretny cel. Jeszcze przed otrzymaniem paszportu – w lipcu 2013 roku – zaznaczała, że jej marzeniem jest olimpijski występ w Rio. Zgodnie z planami szkoleniowców w Brazylii miała łamać granicę czterech minut na dystansie 1500 metrów.

Brazylijska porażka

Kolejne sezony potwierdzały, że Hassan ma wielki potencjał i olimpijski medal może być dla niej na wyciągnięcie ręki. W 2014 roku w Zurychu okazała się najlepszą Europejką na dystansie 1500 metrów. Do domu wracała z dwoma medalami – wywalczyła również srebro w biegu na 5000 metrów. Rok później wygrała Halowe Mistrzostwa Europy i wyruszyła na podbój świata. Najlepsze biegaczki na 1500 metrów spotkały się w Pekinie. W zaciętej walce najszybsza okazała się Etiopka Genzebe Dibaba. Srebro przypadło Kenijce Faith Kipyegon, która w kolejnych sezonach stanie się jedną z najjaśniejszych gwiazd lekkiej atletyki. Brąz powędrował zaś do rąk Sifan Hassan. Zawodniczka została drugą, obok Dafne Schippers, reprezentantką Holandii, która wywalczyła medal lekkoatletycznych mistrzostw świata.

Igrzyska w Rio miały być dla Sifan spełnieniem marzeń i uwieńczeniem drogi, którą rozpoczęła przybywając do Holandii. Bez problemów przebrnęła przez eliminacje i półfinał na swoim koronnym dystansie. Finał biegu na 1500 metrów nie potoczył się jednak po myśli Hassan. Spisała się dobrze, ale zajęła jedynie piątą pozycję. Złoto przypadło Kipyegon, a na podium wspięły się również Dibaba oraz Amerykanka Jennifer Simpson. Dla reprezentantki Holandii brak medalu był nie tylko porażką, ale i motorem napędowym do podjęcia radykalnych działań. Zdecydował się wyjechać do USA i nawiązać współpracę z kontrowersyjnym trenerem Alberto Salazarem.

Nudne bieganie

Hassan, która dołączyła do prestiżowej grupy Nike Oregon Project, w 2017 roku po raz kolejny sięgnęła po medal mistrzostw globu. W Londynie była trzecia w biegu na 5000 m. Słabiej i niesatysfakcjonująco dla samej siebie spisała się na dystansie 1500 metrów. Znów była piąta. Znów na podium stanęły Kipyegon i Simpson, a trzecia była Caster Semenya.

Mimo iż w 2017 roku Hassan nie odniosła spektakularnych sukcesów, to Salazar widział w swojej zawodniczce wielki potencjał. Szkoleniowiec wskazał jej również nowy kierunek rozwoju – uznał, że powinna trenować i startować również na dystansie 10 000 metrów. Początkowo pomysł miał nie spodobać się zawodniczce, która w rozmowie z BBC mówiła: „Nie lubię długich biegów z dużą liczbą okrążeń stadionowych. Myślę, że to jest nudne. Powiedziałem wcześniej, że nie będę biegała”. Ostatecznie – zaprzyjaźniła się z tą konkurencją.  

Czysty sport

Gwiazda reprezentantki Holandii rozbłysła w Doha. Podczas katarskich mistrzostw świata zawodniczka wystartowała w dwóch konkurencjach – biegach na 1500 oraz 10 000 metrów. Najpierw 28 września Hassan zwyciężyła na dłuższym z dystansów, a 5 października w wielkim stylu wygrała bieg na 1500 metrów. W tym drugim ustanowiła również nowy rekord mistrzostw świata i pokonała swoją wielką rywalkę – Kenijkę Kipyegon. Tym samym została również pierwszą kobietą w historii, która podczas jednej imprezy zdobyła złote medale MŚ w tych dwóch konkurencjach.

Sukcesy nowej mistrzyni szybko zostały jednak poddane w wątpliwość. Salazar został bowiem zdyskwalifikowany na cztery lata za stosowanie środków dopingujących u swoich podopiecznych. Swoje odczucia na Twitterze wyraził m.in. Nick Willis – dwukrotny medalista olimpijski, który napisał: „Nie wiem absolutnie nic o Sifan i jej treningu. Ale jak mamy celebrować dwa z najbardziej niesamowitych występów na bieżni w historii, kiedy jej trener (…) właśnie otrzymał czteroletnie zawieszenie?”.

Zawodniczka dość szybko odpowiedziała na zarzuty – podkreślała, że wierzy w swojego szkoleniowca, który jest zwolennikiem „ciężkiego treningu”. Na konferencji prasowej mówiła: „Jeśli chcą mnie testować, to mogą to robić każdego dnia. Każdego dnia. Zawsze jestem czysta, zawsze będę czysta”.

Szaleństwo

Jeśli komuś wydawało się, że Hassan w Doha osiągnęła szczyt swoich możliwości, to zdecydowanie się pomylił. Mimo zmiany szkoleniowca zawodniczka sięgała po kolejne sukcesy i rekordy. W 2020 roku ustanowiła nowy rekord Europy w biegu na 10 000 metrów. Ten od 2002 roku należał do legendarnej Pauli Radcliffe. Sifan nie tyle poprawiła, co zmiażdżyła rezultat, ponieważ uzyskała czas lepszy o ponad 24 sekundy od wyniku Brytyjki. Gdyby tego było mało – rok później znów poprawiła wynik i sięgnęła po rekord świata w tej konkurencji.

Reprezentantka Holandii  do Tokio leciała więc po złote medale. Wydawało się, że powtórzenie scenariusza z Brazylii, tym razem jest nierealne. Hassan rzuciła sobie i rywalkom szaleńcze wyzwanie. Zdecydowała, że wystartuje w trzech konkurencjach – biegach na 1500, 5000 oraz 10 000 metrów. I w każdej z tych konkurencji chciała zwyciężyć.

24 kilometry

Hassan wykonanie morderczego planu rozpoczęła 30 lipca. Wygrała eliminacyjny bieg na 5 000 metrów. Finał tej konkurencji rozegrano 2 sierpnia wieczorem. Rano Hassan była zapracowana – stanęła do eliminacji na 1500 metrów. Bieg, który powinien być spacerkiem dla zawodniczki tej klasy, zamienił się koszmar, który po chwili stał się sportowym cudem. Sifan w trakcie rywalizacji upadła i została z tyłu. Nie poddała się jednak, odrobiła kilkanaście metrów i wygrała. Mimo straconych, podczas pogoni sił, wieczorem także była najlepsza. Odebrała złoto na dystansie 5 000 metrów i mogła skupić się na najkrótszym z biegów, który postanowiła wygrać. 4 sierpnia zwyciężyła w swojej serii półfinałowej na 1500 metrów.

Dwa dni później poniosła natomiast pierwszą i jedyną porażkę w Tokio. Na dystansie 1500 metrów była… dopiero trzecia. Wygrała Kipyegon, a srebro przypadło Brytyjce Laurze Muir. Czasu na przeżywanie porażki Holenderka miała jednak niewiele. Niespełna 24 godziny później znów stanęła na starcie. W prawdopodobnie najtrudniejszym wyścigu w swoim życiu na dystansie 10 000 metrów okazała się najlepsza. Zdobyła trzeci medal i drugie złoto.

W trakcie olimpijskich zmagań, jak skrupulatnie wyliczano, Hassan przebiegła ponad 24 kilometry i pokonała 65 okrążeń stadionu olimpijskiego. Prawdopodobnie najbardziej zapracowana lekkoatletka po ostatniej z konkurencji przeżywała straszne męki. Nie mogła wstać, wręcz czołgała się po bieżni. Mówiła później, że zdawało jej się, że ktoś przesunął jej metę. Dodawała, że 8 sierpnia nie byłaby już w stanie znów stanąć na starcie i marzy jedynie o śnie oraz kawie.

Senne koszmary

W licznych wywiadach Hassan przyznała również, że w Japonii towarzyszyły jej senne koszmary. Udało jej się jednak uporać z obawami oraz szybko pogodzić z porażką w biegu na 1500 metrów. To drugie jest dość znamienne – dawniej, o czym opowiadali jej pierwsi szkoleniowcy, po porażkach Sifan potrafiła zniknąć na kilka dni. W Tokio zamiast uciec, rzuciła światu ponowne wyzwanie.

Z Kraju Kwitnącej Wiśni wyjeżdżała więc jako legenda sportu. Legenda, która jednocześnie poczuła w sobie niemoc do kolejnych występów. Po igrzyskach wystartowała jeszcze kilkukrotnie, a później odwiesiła buty. O tym, z jakimi problemami się zmagała, zawodniczka opowiedziała dziennikarzom NOS Sport. Przyznała, że chciała wrócić do treningów pod koniec 2021 roku, ale nie była w stanie tego zrobić. Dopadły ją problemy psychiczne i fizyczne. Przez dziewięć miesięcy nie przystępowała do rywalizacji, ponieważ zwyczajnie się bała. Bała, że już nigdy nie zbuduje takiej formy jak w Tokio i zostanie przez to wyśmiana. 

Nowa podróż

Hassan na bieżnię wróciła dopiero w lipcu 2022 roku. Pojawiła się na meetingu w Portland, by następnie wystartować na mistrzostwach świata w Oregonie. W imprezie jednak nie brylowała. Pobiegła na dwóch dystansach. Na 10 000 metrów była czwarta, a na 5 000 zajęła szóste miejsce. Nim jednak powróciła do rywalizacji, to odbyła wielką podróż.

Podczas dziewięciomiesięcznej przerwy, w którą przerodził się jej trzytygodniowy urlop, podróżowała po świecie. Jak mówiła w rozmowie z Luukiem Blijboomem spełniła jedno ze swoich marzeń, ponieważ odwiedziła Mekkę. Dla niej – jako muzułmanki – było to wielkie przeżycie. Pierwszy raz w swoim życiu mogła również w pełni pościć – wcześniej uniemożliwiały jej to treningi. Uciekając od stresu i szukając anonimowości, wyjechała także do Turcji, odwiedziła Etiopię, spontanicznie wsiadła również do samolotu do Arabii Saudyjskiej. Jak sama mówiła – kierunek podróży wskazywało jej serce, za którego głosem podążała.

Jako mała dziewczynka Sifan Hassan odbyła podróż z Etiopii do Holandii. Uciekała w kierunku lepszego życia. Jako gwiazda sportu i jedna z największych olimpijek w historii znów wyruszyła w drogę. Tym razem nie uciekała, a wędrowała. Szła za głosem serca, które prawdopodobnie wskaże jej kolejne, również sportowe, cele. W 2021 roku mówiła, że w Paryżu chciałaby wystartować w biegu maratońskim. Już dziś można napisać, że jeśli podejmie się tego wyzwania, to znów może pokazać, że dla niej niemożliwe nie istnieje.

Aleksandra Konieczna
Aleksandra Konieczna

Pasjonatka sportu, którą bardziej niż listy wyników i cyferki interesują ludzkie historie. Szuka odpowiedzi na pytanie: „jak do tego doszło?”. Zwolenniczka długich dziennikarskich form i opowiadania barwnych historii. W szczególności zajmuje się sportami zimowymi, żużlem oraz lekkoatletyką