New Balance 1080v12
 
15 czerwca 2014 Redakcja Bieganie.pl Sport

Sebastian Coe – człowiek sukcesu


Kobieciarz, filozof, biznesmen, polityk, lekkoatletyczny geniusz, sprinter. Sebastian Coe, legenda biegów średnich, ma wiele twarzy. Wszystkie będą pasować do niego tak samo dobrze. To co jednak budzi w tym biegaczu najwięcej emocji to jego trening, zupełnie oderwany od wszystkich obowiązujących w jego czasach kanonów. Filozofia szkoleniowa jaką reprezentował przyniosła mu dwa tytuły mistrza olimpijskiego na 1500 metrów. Nic więc dziwnego, że znalazło się potem wielu, którzy próbowali go naśladować. 

1.jpg

 

Sebastian Coe był niezwykle inteligentnym sportowcem. Doskonale wpisywał się w nastroje panujące podczas zawodów, co wykorzystał także po zakończeniu kariery w działalności politycznej. Wiele osób jego słowa traktowało jako wyrocznię. Sam Coe jednak przestrzegał, że nie da się odzwzorować jego metod na nikim innym, każdy bowiem tworzy dużą indywidualność. Z „nauk” jakie głosił Coe wynikało między innymi, że trening nie musi polegać na pokonywaniu w tygodniu 200 km lub więcej i trzymaniu się sztywno dzienniczka treningowego. Należy trenować w dużym stopniu opierając się na własnym samopoczuciu i możliwościach, z ciągłą zmianą standardowych ćwiczeń wykorzystywanych na co dzień.

Bon vivant

Czasem się zdarza, że bieganie bierze się za bardzo na poważnie. Czasem czuję się zobowiązany, ale życie to coś więcej niż sport. Biegam i trenuję ale obok sportu oddaję się swojej zawodowej karierze i prowadzę intensywne życie towarzyskie 
– mawiał Coe. Jako uczeń Sebasian studiował ekonomię oraz historię. W rozmowach z innymi wykazywał się natomiast znakomitą prezencją i umiejętnością dopasowania się do stylu rozmówcy. Miał opinię ułożonego chłopca z bogatej rodziny. Nie był lekkomyślny jak współcześnie Bolt i do wszystkiego podchodził z umiarem. Niemniej jednak nie ukrywał swoich właściwych poglądów na sport i swoją życiową filozofię z rozmachem wcielał w życie. Tak wspomina go kolega z brytyjskiej reprezentacji: Pamiętam go jako lidera paczki brytyjskich lekkoatletów, którzy lubili sobie popić i dobrze do tego zjeść. Razem z luźnym zawodniczym podejściem przylgnęła do niego opinia kobieciarza bowiem często interesował się ładnymi lekkoatletkami z innych ekip -komentuje Daley Thompson, dwukrotny mistrz olimpijski w dziesięcioboju. Coe żył jak bóg ale nie popełniał błędów – komentuje z kolei ktoś inny. 

Sukces zawdzięcza ojcu?

Jak Sebastian, mając tak dwuznaczne oblicze, radził sobie na bieżni? Gazela pośród zebr-chwaliły go media. Biegał z niespotykaną gracją i jakby bez wysiłku, wyróżniał się niezwykłą szybkością na końcówkach swoich biegów. Jego styl i filozofia przyniosły mu dwa tytuły mistrza olimpijskiego na 1500 metrów (Moskwa ’80 i Los Angeles ’84) i złoto na Mistrzostwach Europy w Stuttgarcie (1986). Sebastian po dziś dzień jest autorem trzeciego wyniku w historii biegu na 800 metrów (1:41.73) i drugiego na 1000 metrów (2:12.18). Na obu tych dystansach do dziś pozostaje najszybszym białym człowiekiem. Sukces Sebastiana to w dużym stopniu także zasługa jego ojca, Petera Coe, który choć był inżynierem to dla syna postanowił zamienić pełnione profesje. W 1970 roku był on świadkiem zwycięstwa 14-letniego wówczas Sebastiana na 1500 metrów (4:31). Stwierdził wówczas, że jego syn ma ogromny potencjał, którego nie wolno zaprzepaścić. Przewidział również, że jego syn może w przyszłości stać się mistrzem olimpijskim właśnie w biegu na zwycięskim dystansie. Ojciec tak mocno wziął sobie do serca talent Sebastiana, że na własną rękę postanowił nauczyć się sztuki trenerskiej. Zaczął czytać artykuły i książki na temat biegania, rozmawiać z zawodnikami i ich trenerami . Od początku był przekonany, że dzięki determinacji może być tak samo dobry jak niejeden zawodowy trener. Wynikało to w dużym stopniu ze świadomości, że ma w rękach diament z którym nie wolno eksperymentować, a który w dużym stopniu może osiągnąć sukces właśnie dzięki talentowi. Swojego syna (czwartego z rodzeństwa) nie chciał oddać pod niczyje skrzydła. Tak rozpoczęła się jedna z najwspanialszych rodzinno-sportowych odysei w historii lekkoatletyki.

2.jpg

 

5x 800 metrów w tempie 1:52

Zaufanie Sebastiana do Petera było ogromne. Łączył ich też ten sam cel jakim było wdrapanie się na szczyt najlepszych biegaczy świata. Oboje byli zdeterminowani i nastawieni na rywalizację. Zdaniem Sebastiana (choć to nie było narzekanie, a bardziej opis faktycznej sytuacji), jego ojciec nie zdawał sobie sprawy jak trudno było wykonywać mu jego polecenia. Sebastian wiele razy miał problemy z dokończeniem treningu. Jeśli jednak nie mógł to po prostu odpuszczali i tak w kółko aż do momentu kiedy tening zakończył się sukcesem. Coe Junior biegał mniej niż inni biegacze ale za to z precyzyjnie ustalonym tempem i zazwyczaj takimi samymi przerwami na wypoczynek. Przykład jego treningu wyjęty z opowieści samego zawodnika jak i ludzi z jego otoczenia to na przykład: 5×800 metrów w tempie 1:52, 8×800 metrów w tempie 2:00 na bardzo krótkiej przerwie 45’’ lub 6×800 metrów w tempie poniżej 1:50 na przerwie 3’. Jego siła była podobna i zakładała jedno lub kilka ćwiczeń na takich samych powtórzeniach i bardzo krótkich przerwach.

Walka na finiszu

Młody Coe wygrywał na początku międzyuczelniane biegi na 800 i 3000 metrów. Zwycięstwo w 1975 roku w północnych hrabstwach Wlk. Brytanii na 3000 metrów dało mu powołanie na Mistrzostwa Europy Juniorów w Atenach. W stolicy Grecji Sebastian zdobył brązowy medal w biegu na 1500 metrów osiągając jednocześnie najlepszy czas na Wyspach. Do zwyciężania brakowało Sebastianowi jednak finiszu, na którym był bardzo słaby. Jego ojciec szybko zrozumiał, że będzie trzeba zaaplikować Sebastianowi porządną dawkę siły w celu poprawy szybkości. W tym celu zatrudnił nawet trenera sprintu, George Gandy’ego. Efekty były raz lepsze, raz gorsze jednak na pierwszy poważny sprawdzian przyszedł czas w 1978 roku podczas Mistrzostw Europy w Pradze. Taktyka, jaką przyjęli z ojcem przed finałowym biegiem, zakładała mocne otwarcie pierwszych 400 metrów. Wyjście zaskakujące z uwagi na raczej wolniejszy przebieg finałów na 800 metrów. Coe pierwsze 200 metrów otworzył w czasie 24,3 sekundy i od początku narzucił wszystkim ostre tempo. Po 400 metrach jego czas wynosił imponujące 49,32 sekundy. Coe długo nie oddawał prowadzenia aż na 700 metrze prześcigli go Ovett oraz Niemiec, Bayer. Sebastian nie miał szans na zwycięstwo, był wyczerpany ale bieg ukończył i tak w świetnym czasie 1:44.76.

Rekord za rekordem

Jego biegowy styl był długo komentowany i dało odnieść się wrażenie, że nadchodzi ktoś naprawdę wielki, kto na nowo będzie rozdawał karty na dystansie dwóch okrążeń. Sam Coe potwierdził to kilka tygodni po mistrzostwach kiedy w Crystal Palace pobiegł 1:43.97 (drugi wynik na świecie). W następnym roku nastąpiła prawdziwa eskalacja formy Brytyjczyka. Sebastian w ciągu 41 dni ustanowił trzy rekordy świata. 800 metrów przebiegł w 1:42.33, 1500 metrów w 3:32.03, a 1 milę w czasie 3:48.95. Co ciekawe w latach 80-tych to biali rządzili światową czołówką i to z wynikami jakie współcześnie osiągają czarnoskórzy biegacze! Rok igrzysk (1980), Coe otworzył w czasie nowego, czwartego już rekordu świata: 2:13.40 na 1000 metrów. Na Igrzyskach Olimpijskich nie był jednak faworytem. Na biegowej scenie pojawił się bowiem drugi fenomenalny biegacz, Steve Ovett, który tuż przed igrzyskami zabrał Sebastianowi rekord świata na 1 milę i wyrównał jego rekord na 1500 metrów. Ich starcie na IO w Moskwie było zapowiadane jako starcie gladiatorów. Najpierw na 800 metrów faworyzowany Coe doznał spektakularnej porażki, przegrał o Ovettem o ponad sekundę, a w komentarzu po biegu uznał, że „był to najgorszy bieg w jego życiu”. Ovett wyrastał na nową gwiazdę igrzyk. Miał już złoto na 800, teraz wystarczyło dołożyć złoto na jego koronnym dystansie, 1500 metrów. 6 dni później to jednak Coe był górą. Wziął srogi rewanż za upokorzenie na dystansie dwóch okrążeń, a na ostatniej prostej biegu popisał się sprinterskimi umiejętnościami nad którymi tak długo pracował. Ostatnią „setkę”, Coe pokonał w czasie 12,1 sekundy, co do dzisiaj jest najszybszą końcówką w historii biegu na tym dystansie. Rok 1981 był idealny do przepuszczenia ataku na własny rekord świata na 800 metrów. Coe zaatakował go 10 czerwca we Florencji. Czas jaki osiągnął: 1:41.73 jako rekord świata przetrwał aż 16 lat i do dzisiaj jest trzecim wynikiem w historii tej konkurencji. Jeszcze dłużej bo 19 lat wytrzymał jego rekord świata na 1000 metrów: 2:12.18 ustanowiony w tym samym roku. Po drodze Coe dokonał jeszcze jednej wielkiej rzeczy. Na Pucharze Europy w Helsinkach uzyskał na ostatniej prostej biegu na 800 metrów czas 11,3 sekundy co podobnie jak jego wyczyn na 1500M uczyniło go najszybciej finiszującym zawodnikiem w historii.

Kłopoty ze zdrowiem

W 1982 roku Sebastian zdobył tylko srebro Mistrzostw Europy w biegu na 800 metrów. Na skutek gorączki musiał wycofać się z biegu na 1500 metrów. Jak się później okazało owa gorączka była wynikiem pasożytniczej choroby tzw. taksoplazmozy z którą musiał zmagać się przez kolejny rok. Zmusiło go to do położenia się w szpitalu na kilka miesięcy, odpuszczenia treningów i podburzenia wiary w sukces na igrzyskach, które miały odbyć się w 1984 roku. Rok igrzysk, Coe rozpoczął jednak nadspodziewanie dobrze i uzyskał przepustkę do Los Angeles. Tam powtórzył dokładnie to samo co przed czterema laty w Moskwie. Zdobył srebro na 800 metrów i złoto na 1500 metrów. Do rekordów brakowało mu bardzo wiele ale najważniejsze było to, że Coe wracał do właściwej sobie dyspozycji. Niestety kolejne lata przyniosły mu kolejne kłopotny zdrowotne (infekcje płucne, astma) i kontuzje. Coe nie poddawał się jednak. W 1986 roku udało mu się po fantastycznymi finiszu zdobył złoto Mistrzostw Europy w Stuttgarcie. Na 1500 metrów był drugi. W 1988 roku na skutek coraz większych komplikacji zdrowotnych zmuszony był wycofać się z Igrzysk Olimpijskich w Seulu. W 1989 roku udało mu się jeszcze zabłysnąć na Mistrzostwach Świata na których zdobył srebrny medal. Wiek (34 lata) i zdrowie zmusiły go jednak wkrótce do poddania się. Karierę zakończył w 1990 roku. Po dwóch latach odpoczynku.

 

3.jpg

 

Z bieżni na polityczne salony

Kolejny raz dał o sobie znać jako… polityk. Wiosną 1992 roku dostał się do parlamentu jako poseł z ramienia konserwatystów. Głosowania szybko go jednak znudziły, został więc doradcą lidera swojej partii, któremu organizował treningi i układał plan dnia. Do polityki wrócił w 2000 roku (otrzymał dożywotni tytuł lorda i wrócił do parlamentu). W 2005 roku zajął się natomiast organizacją Igrzysk Olimpijskich w Londynie. Jako dyrektor projektu zajmował się koordynacją działań dziesiątek tysięcy ludzi.We wrześniu 2012 roku mógł ogłosić sukces. Coe nie tylko wywalczył organizację igrzysk ale także świetnie je zorganizował.
Co będzie dalej? 58-letni Coe wciąż jest pełen pomysłów. Kto wie kim będzie w przyszłości. Być może zostanie szefem Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego, a może zostanie ministrem sportu w swoim kraju? Jedno jest pewne. Coe ma pewną legitymację na to, żeby powierzyć mu najbardziej odpowiedzialne funkcje.