Rekordzista z nerką siostry – rocznica WR Ariesa Merritta
7 września 2020 Kuba Wiśniewski Sport

Rekordzista z nerką siostry – rocznica WR Ariesa Merritta


Znamy wszyscy historie poświęcających się dla wyniku sportowego zawodników. Drakońskie diety, wyrzeczenia, tysiące godzin na treningach, oddanie się jednemu celowi – kosztem zrujnowanego życia osobistego i zdrowia. Jednym z takich niesławnych tuzów lekkiej atletyki mógł się stać płotkarz Aries Merritt. Amerykański rekordzista świata na 110 m przez płotki (rocznica tego wyczynu wypada właśnie 7 września) jest żywym dowodem na to, że ofiarność bliskich może przedłużyć mistrzowskie aspiracje.

Urodzony w Chicago sprinter skupiał się z początku na dystansach płaskich od 100 do 400 metrów, ale zapałał miłością do wysokich płotków już w 1996 roku, gdy zobaczył w telewizji bieg po rekord świata Allena Johnsona. Merritt zaczynał od wyniku 17.5 sekundy na 110 m ppł, ale z każdym rokiem robił astronomiczne postępy. Już w 2004 roku został mistrzem świata juniorów, po przeprowadzce na Uniwersytet Tennessee zdobył też tytuł akademickiego mistrza USA. Wydawało się, że najważniejszym punktem jego kariery było olimpijskie złoto w Londynie (2012). Bieg, w którym na dodatek uzyskał fantastyczny rekord życiowy 12.92.

Jednak zarówno to, co rekordowe, jak i to, co najtrudniejsze, miało dopiero nadejść.

Merritt 7 września 2012 roku podczas mityngu Diamentowej Ligi w Brukseli zatrzymał zegar na 12.80. Wynik był 0.07 sekundy lepszy od dotychczasowego rekordu świata Kubańczyka Roblesa, co świadczy tyko o tym, jak kosmiczny był to występ. 

Dalsze postępy 27-letniego płotkarza wydawały się być kwestią czasu. Kolejne miesiące i sezony były jednak stopniowym osuwaniem się ze szczytu w kierunku wyczynowej przeciętności. Formę było Merrittowi zbudować ciężko, w 2013 jego Season Best wyniósł już 13.09, w 2014 „tylko” 13.27. Sprinter przyznawał, że czuł się, jakby uciekło z niego powietrze.

To, co na pierwszy rzut oka było spadkiem formy, motywacji i możliwości czołowego płotkarza świata, okazało się pod mikroskopem problemem zagrażającym zdrowiu i życiu. Lekarze zdiagnozowali u Amerykanina poważną chorobę nerek, towarzyszyła jej rzadka choroba wirusowa. Kiedy doktorzy skupiali się na leczeniu organu, pogarszało się funkcjonowanie „reszty” organizmu. Prawa nerka Merritta w najgorszych okresach pracowała na 10% mocy.

Ratunek przyszedł od rodzonej siostry. Ustalono datę transplantacji organu. Operacja miała nastąpić zaledwie cztery dni po finale mistrzostw świata w Pekinie w 2015 roku. Płotkarz zdobył w Chinach brąz, kilka dób później leżał już na stole. Na jednym zabiegu się nie skończyło, ale dzięki ofiarności LaToyi Hubbard jej młodszy o 8 lat brat mógł znowu robić to, co kochał i za co kochali go kibice. Co prawda na 110 m przez płotki ciężko mu było nawiązać do dawnych wyników, co prawda treningi rozpoczęte na 8 miesięcy przed igrzyskami nie wystarczyły, by załapać się do Rio – ale dla rekonwalescenta po takiej ingerencji chirurgicznej siódme miejsce MŚ w 2017 roku czy czwarte miejsce halowych MŚ pół roku później na 60 m ppł należy uznać za wielkie osiągnięcie.

 Nawet jeśli życie może cię ograniczać, jeśli nastawisz się na to, czego tak naprawdę chcesz, możesz tego dokonać. Mimo, że straciłem okazję, by pojechać na igrzyska (w 2016 roku – przyp. red.), jestem silniejszym sportowcem przez to, co się wydarzyło – mówił jeszcze w roku poolimpijskim reprezentant USA.

Takie gadanie brzmi w ustach wielu sportowców jak pusty frazes. W przypadku Merritta można przyjąć, że powiedział to z głębi trzewi.

Kuba Wiśniewski

Pisząc coś o sobie zwykle popada w przesadę. Medalista mistrzostw Polski w biegach długich, specjalizujący się przez lata w biegu na 3000 m z przeszkodami, obecnie próbuje swoich sił w biegach ulicznych i ultra. Absolwent MISH oraz WDiNP UW, dziennikarz piszący, spiker, trener biegaczy i współtwórca Tatra Running.