15 czerwca 2009 Redakcja Bieganie.pl Sport

PZLA nadal działa jak działało


Wiele było już w polskiej prasie o niekompetencji władz poszczególnych związków sportowych. Sport w Polsce jest tak zorganizowany, że przed dyktatem wszechwładnych związków ciężko uciec – to one np. wyznaczają różnego rodzaju kadry narodowe i reprezentacje na duże imprezy. W trakcie Igrzysk w Pekinie temat przebił się na łamy prasy – było o pijaku śpiącym na olimpijskim trawniku, o alkoholizmie, o braku kompetencji, ludziach siedzących po kilkadziesiąt lat na jednym nadzorczym stołku.

Polski Związek Lekkiej Atletyki miał w tym swój znaczny udział. Bieganie.pl i inne media pisały o bulwersujących praktykach, jakie miały miejsce za kadencji poprzedniej prezes PZLA, Ireny Szewińskiej: nieprawidłowościach finansowych, niejasnych zasadach kwalifikacji na imprezy międzynarodowe, wybieraniu trenerów kadry według klucza koleżeństwa itp. W styczniu tego roku władze się zmieniły. Nowy prezes, Jerzy Skucha, obiecywał, że nadchodzą czasy jasnych kryteriów i przejrzystości działania PZLA. Niestety, z przykrością musimy napisać, że jeśli chodzi o sprawy personalne, związane z ustalaniem składu reprezentacji Polski, to tych zmian nie widać. Jest tak samo źle, jak było, ba – czasami PZLA działa w sposób jeszcze bardziej bezczelny, jeszcze bardziej drwiąc ze sportowców i kibiców niż miało to miejsce w poprzednich latach!

Kolejne skandale dotyczą wyboru zawodników reprezentujących nasz kraj w mistrzostwach świata, pucharze Europy oraz Drużynowych Mistrzostwach Europy. Są to prestiżowe zawody, dające zawodnikom możliwość atrakcyjnego wyjazdu, walki o wynik z najlepszymi na świecie oraz zdobycia państwowego stypendium w przypadku zajęcia dobrego miejsca. Kto jedzie na tego typu zawody? Wydawać by się mogło, że lekkoatletyka to sport wymierny, więc jedzie ten, kto ma najlepszy wynik. W praktyce – wyniki zawodnika nie mają większego znaczenia.

Opisywaliśmy już przypadek Michała Smalca – zawodnika amatora, który mimo codziennej pracy w aptece biega szybciej niż najlepsi zawodowcy, żyjący z biegania. Michała trenuje jego tata – i to jest najwyraźniej obiektem zawiści kadrowych trenerów. Michał miał problemy z wystartowaniem na Memoriale Janusza Kusocińskiego, który był kwalifikacją do Drużynowych Mistrzostw Europy, odbywających się pod koniec czerwca. Z niewiadomych przyczyn niewidzialna ręka rzucała mu pod nogi kłody – a to zwlekano z odpowiedzią, a to odmówiono noclegu. Michał w końcu przyjechał, również dzięki interwencji redakcji bieganie.pl – i był najlepszy z Polaków w biegu na 5000m. Z biegających obecnie zawodników ma najlepszy rekord życiowy na tym dystansie i najlepszy w tym roku wynik w Polsce. Myślicie pewnie, że to wystarczy, żeby reprezentować nasz kraj w prestiżowej imprezie? Mylicie się – zamiast Michała wyznaczono innego zawodnika, trenującego (cóż za przypadek!) pod opieką trenera kadry.

To nie pierwsza tego typu sytuacja – na niedawnym Pucharze Europy w biegu na 10 000m Polskę reprezentowało dwoje zawodników, którzy na Mistrzostwach Polski na tym dystansie zajęli miejsca… czwarte i ósme! Dlaczego nie ci, którzy byli szybsi? Nie wiadomo.

Jeszcze wcześniej – mieliśmy Mistrzostwa Świata w biegach przełajowych. Jakie były kryteria wyznaczenia reprezentacji na tę imprezę? Nie wiadomo.

Pytam publicznie prezesa Skuchę – Prezesie, co z publiczną, wielokrotnie powtarzaną obietnicą o tym, że w lekkiej atletyce zapanują nowe standardy? Dlaczego nadal nie ma jasnych kryteriów, regulujących tworzenie narodowej reprezentacji? Czy jako człowiek, mam nadzieję, honorowy, rozważa Pan podanie się do dymisji w związku z tym, że nie udało się Panu spełnić przedwyborczych obietnic? Czy nie jest panu wstyd, że w PZLA dochodzi do tak żenujących sytuacji jak ta z Michałem Smalcem, gdzie ewidentnie ktoś ma swój prywatny interes w tym, żeby na mistrzostwa Europy nie pojechał najlepszy obecnie polski zawodnik na konkretnym dystansie?

I jeszcze kilka pytań:

Kto jest odpowiedzialny za wyznaczenie składu reprezentacji na Drużynowe Mistrzostwa Europy oraz Puchar Europy na 10 000m?

Kto zadecydował o tym, że Michał Smalec nie jest w składzie reprezentacji na DME? Czy ta osoba ma na tyle honoru i odwagi, aby stanąć przed kibicami i wytłumaczyć tę nominację?

Jakie są kryteria wyznaczania kadr narodowych?

Co ma zrobić zawodnik, który nie ma trenera w kadrze, jest najlepszy w Polsce i chce reprezentować nasz kraj na zawodach międzynarodowych?

Zadaje te pytania publicznie, bo w PZLA nie można się czegokolwiek dowiedzieć: osoby odpowiedzialne za szkolenie albo nie odbierają telefonów, albo udzielają wykrętnych odpowiedzi i nikt nie przyznaje się do podejmowania jakichkolwiek decyzji.

Co gorsza, te żenujące decyzje osób zarządzających polską lekkoatletyką, finansowaną przecież z naszych podatków, odbijają się kibicom czkawką: start Polaków na Mistrzostwach Świata w Przełajach był jedną wielką porażką, podczas PE na 10000m wysłana zawodniczka nie ukończyła biegu, a polski zawodnik przybiegł pod koniec drugiej dziesiątki. Rok temu na Puchar Europy w biegu na 5000m również wyznaczono zawodnika z pominięciem wszelkich zasad zdrowego rozsądku (o tym też pisaliśmy) – i wynik był opłakany. Jak długo PZLA będzie drwiło z kibiców, zawodników?

Czy musimy czekać na kolejne wybory i kolejne obietnice wzięte z sufitu?

——————-
DYSKUSJE NA TEN TEMAT