29 kwietnia 2008 Redakcja Bieganie.pl Sport

Polska znowu Biega 17-18 maja


pb_1.jpg

Ojcowie akcji Polska Biega (od lewej Szkielet, Pac) na mecie 27 Maratonu Warszawskiego
(foto: Kinga Witek)

W weekend 17/18 maja w całym kraju znowu cała Polska Biega. W skrócie – trzeba zorganizować bieg i zgłosić go do Akcji. Wszystkie informacje na www.polskabiega.pl

My – rozmawiamy z jednym ze sprawców tego zamieszania – Wojtkiem Staszewskim (Szkieletem) oraz dwoma z organizatorów zeszłorocznej jesiennej edycji.


Wojtek, powiedz
parę słów o tym jak doszło do tego, że coś takiego jak Polska
Biega wymyśliliście – kto, kiedy, jak?


Zaczęło się trzy
lata temu, kiedy przyjechałem do pracy prosto z lasu w biegowych ciuchach.
Szedłem z torbą z cywilnymi ubraniami w stronę pryszniców. I wpadłem
na szefa mojego szefa czyli wicenaczelnego Gazety Wyborczej Piotra Pacewicza.
Zmieszałem się nieco, bo ja w tych obcisłych gaciach. A Pac mnie
pyta: kiedy pobiegamy? To ja mu, że jutro jest w Kabatach bieg na 10
km. I bardzo byłem zdziwiony, kiedy następnego dnia zobaczyłem Paca
z torbą sportową. I zaraz po popołudniowym kolegium pojechaliśmy
na Kabaty.


To, że wy biegacie,
to ja wiem – jak się stało, że wymyśliliście Polska Biega?


To się stało w głowie
Paca. Jak zaczął biegać, zobaczył, ile mu to daje – przyjemności,
sukcesów w odchudzaniu, radości sportowej – to postanowił zarazić
tym Polskę.


Ale jak – przyszedł
do Ciebie kiedyś i mówi: Wojtek, zróbmy jakąś dużą akcję – żeby
cała Polska biegała – czy to był raczej jakiś proces, ewolucja którą
obserwowałeś?


Po kilku miesiącach
zaczęły się jakieś narady, spotkania, przymiarki do zorganizowania
biegu. No i gdzieś tam wykrystalizowała się myśl, że Gazeta nie
jest po to, żeby zorganizować taki bieg jak Maraton Poznański, czy
Warszawski albo Run Warsaw. Gazeta może natomiast namówić ludzi do
zorganizowania biegów na miarę swoich gmin, miast i miejscowości.


Kto brał udział
w tych naradach?


Spotykaliśmy się
i z Markiem Troniną, i z Robertem Korzeniowskim, i z ludźmi z Nike’a,
którzy przymierzali się wtedy do pierwszego Run Warsaw. I wtedy wyszło
to, co mówię: nie chodzi o to, żeby zostać mega patronem jednego biegu.
Tylko żeby namówić ludzi w Polsce na zorganizowanie i na udział
w jednym dniu w wielu małych i średnich biegach.


Ale ile osób u
was w redakcji było w to zaangażowanych?


Pac, Paweł Malko,
który kierował wówczas działem promocji i ja z doskoku. Kiedy już
zapadła decyzja, że wiosną 2006 chcemy rozbiegać Polskę, szefem
akcji został Michał Sołtysiak, kierujący jednocześnie powołanym
wówczas działem akcji społecznych.


I jaka jest teraz
struktura organizacyjna?


Duchem akcji jest Pac,
mózgiem Michał, a ja jestem ręką piszącą. Ręka organizującą
jest Małgosia Smolińska. Jest jeszcze niewidzialna ręka – Wojtek Krupa. Biegającymi nogami są uczestnicy biegów
w polskobiegowy weekend. No i jeszcze organizatorzy biegów, ale nie
wiem, jaki narząd im przypisać. Trochę korzystamy też z agorowych
działów przy rozmowach ze sponsorami. Ale nie wszystko musi przejść
przez centralę. Pisząc reportaż o tanich produktach, rozmawiałem
z PR-em Ustronianki i dowiedziałem się, że oni sponsorują polskobiegowy
bieg na Śląsku. Zaangażowani są też ludzie z oddziałów, ale na
zasadzie inicjatywy dziennikarskiej z pewną dozą kreowania wydarzenia,
a nie „etatu” w akcji.


A strona www? Macie
przecież stronę – ktoś ją musiał zaprojektować, koncepcja itd.


Stroną administruje
zewnętrzna firma. Staramy się ją rozwijać. Na początku
była garstka materiałów i nic się nie działo. Któregoś dnia zadzwonił
do mnie Michał z pytaniem, czy nie pisałbym sportowego bloga. Zapytałem
Moją Sportową Żonę, czy daje zgodę na opisywanie naszego życia
rodzinnego, które przeplata się mocno ze sportem, zwłaszcza, że
MSŻ jest zawodowo instruktorką fitness. I tak zaczął się blog,
który piszę codziennie (z małymi przerwami wakacyjnymi) od półtora
roku. Ale żeby nie była to tylko strona z blogiem, staramy się dołączać
poradniki, plany biegowe dla absolutnie początkujących. Bo to jest
nasza grupa docelowa: ludzie, którzy jeszcze za mało biegają, żeby
czytać bieganie.pl albo inne duże biegowe portale. Jakie zmiany będą
po akcji – zabij, nie wiem. Ale jeszcze przed końcem maja pojawi się
jedna ciekawostka, na którą nigdy nie natrafiłem w internecie – filmiki
instruujące początkujących, jak zrobić rozgrzewkę, jak skipy, jak
rozciąganie.


No ok. Zaczyna sie
akcja – zgłaszają się do was organizatorzy itd – organizują bieg
i… co dalej? Czy robicie coś dla nich dodatkowego? Jakiś
dyplom, pochwała, gratulacje, wycieczka do Włoch, czy po akcji nie macie
kontaktu do następnej akcji.


Rozsyłamy dyplomy.
Ale nie w tym rzecz. My nie jesteśmy kapitułą Filippidesa, która
przyzna nagrody za najlepiej zorganizowany bieg. Rzucamy ludziom, organizatorom
i biegaczom, także tym bardzo początkującym hasło, namawiamy do
włączenia się w dobre społeczne działanie. Jedyne, co zapewniamy,
to informację na łamach gazety o biegach organizowanych pod egidą
Polska Biega 17 i 18 maja. A przypuszczam, że największą nagrodą
musi być satysfakcja ludzi, że im się udało namówić np. 10 %.
mieszkańców do udziału w biegu. Była taka miejscowość w świętokrzyskim.


No to pogadajmy
chwilę właśnie o Ostrowcu Świetokrzyskim – tam pobiegło 3,5 tys.
osób. To pewnie głównie dzieci ze szkół taką frekwencję zrobiły?


Nawet jeśli tak się
gdzieś zdarzy, że frekwencję biegu robią dzieciaki i to nie całkiem
dobrowolnie, to i tak jest efekt propagandowy – nie dla Gazety, nie
dla akcji, ale dla biegania, dla sportowego stylu życia. Ludzie zobaczą,
że się biega. I może co dziesiąty pomyśli: a może ja też bym
mógł spróbować? A niech z co dziesiątym dzieciakiem przyjdą rodzice
i też się przebiegną. Oczywiście najbardziej zależy nam na zachęceniu
do biegania dorosłych, bo dzieci jednak jeszcze się ruszają na lekcjach
wuefu i nie tylko. Ale jeśli dorośli sami nie dadzą oderwać się
od telewizora, to może na biegową ścieżkę dotrą za dziećmi.


Od lat zaklinamy –
my, ludzie związani z bieganiem – rzeczywistość: że biega nas coraz
więcej, liczymy frekwencję na maratonach, w Kabatach itd. Ciągle
nie można powiedzieć, że ulubioną aktywnością Polaków jest bieganie.
Ale można, czekając na lawinę, zauważyć, że ta kulka śnieżna się
coraz bardziej rozpędza. Akcja „Polska Biega”
jest szansą, żeby ją rozpędzić też tam, gdzie nie ma Run Warsaw,
maratonów czy prężnych klubów biegacza.


Ale czy wy w ogóle
macie jakiś kontakt z tymi ludźmi po akacji? Czy coś o
nich wiecie? Czy oni poza waszą akcją przejawiają jeszcze jakąś
aktywność organizacyjną? Czy robią bieg tylko na Polska Biega, a
potem nic?


Wiemy, że większość
miejscowości, które zorganizowały bieg, w kolejnej edycji również
to robi. Nie monitorujemy natomiast na bieżąco ich aktywności organizacyjnej.



Jakieś nowości w tym roku?

W tym roku będzie jedna nowość. W tygodniu przed biegowym weekendem
17/18 maja wyruszą z Warszawy sztafety w cztery strony Polski: do Krakowa,
do Poznania, do Gdańska i do Białegostoku. Jedną poprowadzi Robert
Korzeniowski, jedną Piotr Pacewicz, jedną ja, a jeszcze jedną bodaj
Sebastian Chmara albo inna osoba ustalona przez TVP. W 7-9-osobowych
teamach będziemy starali się rozbiegać Polskę. I jest dla mnie wielką
zagadką, czy pies z kulawą nogą na nas nie zaszczeka, czy też po
drodze będą się dołączali na parę kilometrów mieszkańcy przydrożnych
miejscowości jak w Forreście Gumpie. Szczegółowe trasy sztafet z
punktami, w których można się dołączyć są na
www.polskabiega.pl


Kto i po ile kilometrów będzie biegł w tych sztafetach?


Dziennie będziemy biegli po ok. 100 km. Ja mam najkrótszą trasę,
białostocką, więc my tylko po 80-90. Czyli każdy po kilkanaście.
Skład już skompletowaliśmy. W mojej będzie Jacek Hugo-Bader z Gazety
Wyborczej, Kamil Dąbrowa z Tok FM, mój przyjaciel Dziki, który uczył
mnie biegać 25 lat temu, dwóch stałych czytelników bloga i mistrzyni
Europy w szermierce na wózkach.


Ty jesteś dziennikarzem,
który na co dzień pisuje dla Gazety
– czy pisanie dla Polska Biega jest już jakoś oficjalnie wpisane do
Twoich „obowiązków”? Nie wiem, jak jest zorganizowana praca
w Wyborczej – ale chodzi mi o to, czy w związku z Polska Biega możesz
pisać mniej innych tekstów.


Ja jestem na wierszówce,
zarabiam tym, co napiszę. Nie ma więc problemu, że piszę mniej do
Gazety, po prostu mniej w niej zarobię. Zresztą ja jestem grafoman,
piszę dużo, szef nie ma pretensji. A pisanie o bieganiu to dla mnie
nie tylko prosta wymiana, że poświęcam na to czas i dostaję za to
pieniądze – ale też świetna samorealizacja.


Ostatnie –
robicie jakieś projekcje frekwencji? Tego samego dnia jest i Maraton
w Łodzi, Bieg InterSportu, Rzeźnik – czyli pewnie Łódź i
Kraków wam odpadną w jakimś stopniu, tak? Ale liczycie na jakąś
wielką liczbę biegaczy? Piotr Pacewicz robi jakieś projekcje?


To nie tak. W Łodzi
jest maraton, tam wystartują ludzie, którzy już nie tylko biegają,
ale trenują i to porządnie. My chcemy dotrzeć do początkujących.
Nie prognozujemy liczby biegaczy. Chociaż rzeczywiście patrzymy na
liczbę zarejestrowanych biegów i nie będziemy zasypiać spokojnie,
dopóki nie przekroczy ona wyniku z poprzedniej edycji.


Zrobiłeś chyba
ostatnio kurs instruktora LA?


Zrobiłem.


To jakoś Ci pomaga?


Wiesz, mi autentyczną
przyjemność sprawia widok początkującego biegacza. Jak zaczyna się
akcja, to w gazecie zaczynają do mnie podchodzić ludzie i meldować,
że zrobili jeden trening, trzy treningi. Koleżanka z biurka obok,
która latami z leciutką pogardą patrzyła, jak przychodziłem do
pracy w spoconym dresie („Co to? Zostałeś panem od wuefu?”)
od trzech tygodni uprawia marszobiegi w parku pod domem.


Dużo się też uczę
słuchając tych opowieści. Bo na tym kursie LA, o który pytałeś,
trenerzy opowiadają o szkoleniu młodzieży i to tej najbardziej utalentowanej,
chętnej do sportu. A tu nagle stykasz się z ludźmi, którzy nie są
w stanie przebiec 150 metrów bez odpoczynku. Albo, co gorsza, przebiegają
na pierwszym treningu kilometr, łapią kontuzję i jest po bieganiu. Nikt nam na kursie
LA nie mówił, żeby zaczynać bieganie od marszobiegów, dla dzieci
byłby to absurd. A dla wielu dorosłych to jedyna droga do odzyskania
sprawności fizycznej. Napisałem kiedyś na blogu: Polska marszoBiega.
I najpierw bym do tego namawiał.


Dziękuje za rozmowę.

* * * * *

Ostrowiec Świętokrzyski to miasto zamieszkałe przez 75 tys. osób. Zeszłej jesieni na akcji Polska Biega udało się tam zgromadzić 3588 osób. Było to największy zorganizowany w ramach akcji bieg. Głównym organizatorem był Pan Grzegorz Bażant z Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji, z którym rozmawiamy.

Jak się Panu udało osiągnąć taki wynik?

To kwestia odpowiedniego zmotywowania dzieci, zrobiliśmy klasyfikację na najbardziej aktywną szkołę, ta która zwyciężyła, dostała wartościowy stół do tenisa stołowego. Dzieci dostawały coś do picia, koszulkę.

Czy w tym roku też będziecie brali udział w organizacji biegu w ramach Polska Biega?

Jeszcze się nie zdecydowaliśmy, ale chyba nie. To jest bardzo duży wysiłek logistyczny, także finansowy. Poza tym akurat w ten weekend będą u nas rozgrywane ważne zawody pływackie. Nasz ośrodek sportu jest jednym z niewielu w Polsce, który ma tak dobrą pływalnię z basenem olimpijskim, ostatnio odbywały się u nas Mistrzostwa Polski w pływaniu.

Czy jest Pan zadowolony ze wsparcia jakie daje Gazeta Wyborcza?

Myślałem, że będą jakoś bardziej zaangażowani informacyjnie, promocyjnie…

* * * * *

Rozmawiamy też z Adamem Dutkiewiczem, odpowiedzialnym za bieg w Raszkowie, w którym wystartowało 1050 osób.

Ile mieszkańców liczy Raszków?

Dwa tysiące. Ale cała gmina to około jedenaście tysięcy.

Ponad tysiąc biegaczy to 10% ludności gminy.

Zbiegło się to nam akurat z organizowanym przez nas crossem Arkadego Fiedlera. To zresztą łączna liczba, bo było to kilka różnych biegów na różnych dystansach.

Co Pan myśli o akcji „Polska Biega”? Będziecie organizowali coś tym razem?

Tak, będziemy. To bardzo dobra promocja biegania. Tylko to ich logo jest jakieś dziwne. Strusie? Przecież nie jesteśmy w Australii, ale w Polsce. To nie mamy w Polsce zwierząt ,które biegają? Poza tym według zasad Feng Shui to te strusie biegną do tyłu…