New Balance 1080v12
 
8 sierpnia 2013 Redakcja Bieganie.pl Sport

Podsumowanie pierwszej części sezonu ultra


Po spotkaniu na neutralnym gruncie Wysp Kanaryjskich w biegu Transvulcania, światowa czołówka biegów ultra rozjechała się po świecie by rywalizować na swoich „podwórkach”.

Podczas festiwalu biegowego w masywie Mont Blanc rozgrywane było kilka biegów, wśród których najciekawsze to maraton Mont Blanc oraz tzw. Vertical Kilometer („pionowy kilometr”).

Vertical K to zawody o bardzo prostej idei: jak najszybciej pokonać przewyższenie 1000 m napierając, jak to tylko możliwe, prosto w górę. Zawodnicy startowali co 30 sekund, tak więc nie był to wyścig ramię w ramię a raczej próba czasowa. Trasa biegu liczyła zaledwie 3,8 km a jednak najlepszym zawodnikom dotarcie (trudno mówić o dobiegnięciu) do mety zajęło ponad 36 minut… Zwyciężył Saul Antonio Padua Rodriguez z czasem 36:04, drugi był Kilian Jornet (36:23) a trzeci Eirik Dagssonn Haugsnes (36:32). Wśród Pań zwyciężyła Christel Dewalle 43:03, druga była Laura Orgue 44:23 a trzecia Antonella Confortola 44:25.

Maraton Mont Blanc rusza w centrum Chamonix i wiedzie trasą na Planpraz, z którego biegacze i widzowie mogą zjechać do Chamonix pięknym wyciągiem gondolowym. Trasa liczy ponad 2500 m podbiegów i prawie 1500 m zbiegów. W tym roku w maratonie podium obsadzili najwybitniejsi europejscy zawodnicy specjalizujący się w górskich biegach – wygrał Kilian Jornet z czasem 3:30:41 (nowy rekord trasy), drugi był Marco de Gasperi 3:31:42 a trzeci Luis Alberto Hernando 3:36:14. W wyścigu Pań trochę niespodziewanie faworytka Emelie Forsberg musiała ustąpić pola Stevie Kremer, która wygrała (czas 4:03:16, nowy rekord trasy). Emelie była druga (4:25:10) a trzecia dobiegła Celine Lafaye (4:35:00).

Po drugiej stronie Atlantyku biegacze ścigali się na trasie Western States 100. Głównych faworytów upatrywano w: obrońcy tytułu sprzed roku Timmym Olsonie; Robie Krarze, który niedawno pobił rekord biegu w tę i we w tę po Wielkim Kanionie; Halu Koernerze (ubiegłoroczny triumfator Hardrock 100); oraz Mike’u Mortonie (rekordzista USA w biegu 24h). Rzecz jasna, w biegu brało udział jeszcze wielu znakomitych zawodników, jednak zgodnie z przewidywaniami ta czwórka nadawała ton rywalizacji.   

Po początkowym prowadzeniu Camerona Claytona, który jednak musiał dość szybko wycofać się z zawodów, prowadzenie objął Hal Koerner, który z kolei w dalszej części biegu musiał odpuścić z powodu problemów żołądkowych. Stałe, mocne tempo utrzymywał Tim Olson, który ostatecznie zwyciężył. W swym 100-milowym debiucie (!) niesamowity Rob Krar zajął drugie miejsce a trzeci był Mike Morton, który zaczął spokojnie lecz z każdą kolejną godziną przesuwał się coraz wyżej w klasyfikacji by w końcu wbiec na najniższy stopień podium. Zwycięzca powiedział w wywiadzie: „W tym roku dałem z siebie wszystko i jestem usatysfakcjonowany. Nieważne miejsce… Nie mówię, że to nie wspaniale być pierwszym ale dać z siebie wszystko… o to właśnie chodzi w tym bieganiu. Kiedy to się zrealizuje, jest satysfakcja. Na pewno jeszcze kiedyś tu pobiegnę. W ubiegłym roku wygrałem tuż przed narodzinami synka, w tym roku mogłem linię mety przekroczyć trzymając go na rękach… Na zawsze zapamiętam ten bieg.”

W biegu Pań stawka nie była tak mocna jak w wyścigu mężczyzn, jednakże zwyciężczyni, Pam Smith, swoją wygraną osiągnęła w świetnym stylu, zajmując dziewiąte miejsce w klasyfikacji generalnej. 

Co prawda rekordy nie padły, jednakże tegoroczny bieg rozgrywany był w wielkim upale, dochodzącym do ponad 35 stopni Celsjusza. 

Hard as a Rock

Niedługo po Western States, w górach San Juan biegacze wyruszają na trasę drugiego z trzech kultowych amerykańskich stumilowców – Hardrock. Bieg ten jest jednym z najtrudniejszych stumilowych wyścigów w Stanach – średni czas ukończenia to ok. 41 godzin, fenomenalny rekord Kyle’a Skaggsa to 23:23. Trudności biorą się przede wszystkim z wysokości – biegacze przemieszczają się na wysokości grubo powyżej 3 tysięcy metrów n.p.m., bieg ma ok. 10000 m podejść – ale zaczynają dużo wcześniej, na długo przed startem. Limit uczestników, ze względu na kwestie ochrony przyrody, to 140 osób, do tego nikt nie ma gwarantowanego miejsca, nie ma żadnej zapraszanej elity – każdy kto chciałby stanąć na starcie w Silverton, musi nie tylko ukończyć jeden z biegów kwalifikacyjnych (przynajmniej 100-milowych, rzecz jasna), wylegitymować się pracą przy organizacji/przeprowadzeniu górskiego ultra, ale przede wszystkim mieć szczęście w losowaniu. Ten sposób kompletowania listy startowej sprawia, że nie wszyscy świetni zawodnicy, którzy się zgłosili, stają na starcie. W tym roku grono faworytów było skromne, o zwycięstwo mieli rywalizować Amerykanin Joe Grant oraz Seb Chaigneau z Francji. I faktycznie, ci właśnie zawodnicy nadawali ton rywalizacji. Niestety problemy zdrowotne wyeliminowały Granta około połowy wyścigu, wobec czego Francuz niezagrożony dotarł do mety, poprawiając rekord trasy Karla Meltzera, w jej wersji przeciwnej do ruchu wskazówek zegara. Drugi był mieszkający w okolicy Troy Howard, prowadzony przed Dakotę Jonesa, który góry te i trasę Hardrock zna znakomicie, a trzeci Scott Jaime. Wśród Pań przez większą część wyścigu prowadziła Diana Finkel, która niestety musiała się wycofać, co umożliwiło zajęcie pozycji liderki przez Darcy Africa, która zwyciężyła przed Darlą Askew i Betsy Nye.

Innym ze słynnych wyścigów amerykańskich, na trasie którego toczyły się zmagania w ostatnich tygodniach, jest Badwater 135. Wyścig ten znany jest czytelnikom Urodzonych biegaczy czy też książki Scotta Jurka Jedz i biegaj. Trasa liczy sobie 217 km Doliną Śmierci i to wystarczy za opis trasy. Biegacze przez cały czas trwania biegu zmagają się z koszmarnym upałem. W tym roku ekstremalne warunki najlepiej przetrzymał Portugalczyk Carlos Alberto Gomes De Sá, drugi był Australijczyk Grant Maughan a trzeci Amerykanin Oswaldo Lopez.

W ostatnich tygodniach kibice biegów górskich zwrócili swą uwagę ponownie ku Europie, gdzie rozgrywane były mistrzostwa starego kontynentu w Skyrunningu, odbywające się w Dolomitach. Mistrzostwa te mają bardzo ciekawą formułę, która sama z siebie zasługuje na uwagę. 

W mistrzostwach rozgrywane są trzy konkurencje: Vertical Kilometer, Sky oraz, po raz pierwszy w niedługiej historii mistrzostw, Ultra. Vertical Kilometer to krótki bieg, w tym przypadku na dystansie 2,4 km, podczas którego zawodnicy pokonują 1000 m różnicy wysokości, rzecz jasna, w górę. Jak nietrudno zgadnąć, mordercze podejście połączone z wielką intensywnością wysiłku są największym wyzwaniem w tej konkurencji. Sky to bieg na dystansie 22 km, 1750 m podejścia na Piz Boe, wierzchołek której to góry wznosi się na 3152 m n.p.m. W tym biegu wyzwaniem jest trudny technicznie, skalisty teren, który jest znakiem firmowym Skyrunningu. W biegu Ultra zawodnicy i zawodniczki mają do pokonania 80 km szlaku Trans d’Havet, o 5500 m podbiegów. Dodatkową atrakcją jest fakt, iż 6 km trasy wiedzie… tunelami.

Indywidualny tytuł mistrza Europy zdobywają ten zawodnik i ta zawodniczka, którzy uzyskają najwięcej punktów w dwóch spośród trzech konkurencji. Do klasyfikacji drużynowej liczy się trzech pierwszych reprezentantów danego kraju w każdej z trzech konkurencji. 

Rezultaty VK:
Mężczyźni:
Kilian Jornet 32:43 (Hiszpania)
Urban Zemmer 32:50 (Włochy)
Philip Gotsch 32:54 (Włochy)
Kobiety:
Antonella Confortola 41:02 (Włochy)
Emelie Forsberg 43:01 (Szwecja)
Iva Milesova 43:09 (Czechy)
W biegu Sky faworytami byli najlepsi obecnie zawodnicy na świecie, zarówno wśród kobiet jak i mężczyzn: Kilian Jornet oraz Emelie Forsberg. Oni też wygrali zmagania, choć Kilian musiał do samego finiszu odpierać ataki swojego partnera biegowego, Marco de Gasperi. Warto zauważyć, że wśród kobiet piąte miejsce zajęła Dominika Wiśniewska.
Rezultaty Sky:
Mężczyźni:
1. JORNET KILIAN (Hiszpania) 2:00’11”
2. DE GASPERI MARCO (Włochy) 2:00’14”
3. PIVK TADEI (Włochy) 2:04’10”
4. ZINCA IONUT (Rumunia) 2:07’26”
5. SEVENNEC ALEXIS (Francja) 2:07’58”
Kobiety:
1. FORSBERG EMELIE (Szwecja) 2:26’52”
2. SERAFINI SILVIA (Włochy) 2:36’55”
3. DOMINGUEZ NURIA (Hiszpania) 2:37’41
4. MAIORA MAITE (Hiszpania) 2:37’58
5. WIŚNIEWSKA DOMINIKA (Polska) 2:40’30”
W kończącym zmagania najlepszych Europejczyków biegu Ultra szykowano się na walkę wielkich duetów, zarówno wśród mężczyzn jak i kobiet. Kilian Jornet w walce o trzecie zwycięstwo w mistrzostwach i przypieczętowanie tytułu miał zmierzyć się z Luisem Alberto Hernando, z którym regularnie ściera się na trasach wyścigów Skyrunner Series, i z którym walczył o zwycięstwo w tegorocznej Transvulcanii. Tuż przed rozpoczęciem wyścigu nie było jednak wiadomo czy Luis pobiegnie jako że otrzymał bardzo przykre wieści dotyczące jego spraw osobistych. Ostatecznie zdecydował stanąć na starcie, nie po to jednak by rywalizować z Kilianem. Wspaniali sportowcy, ale tez wspaniali ludzie dali przykład tego, że w bieganiu górskim samo bieganie nie jest najważniejsze, że więź z przyjaciółmi z którymi dzieli się szlak i miłość do gór liczą się bardziej niż rywalizacja. Kilian i Luis 80km trasy, od startu do mety przebiegli razem, trzymając się za ręce razem przekroczyli jej linię. I choć Kilian sklasyfikowany został jako pierwszy a Luis jako drugi, wczorajszy wyścig miał dwóch zwycięzców. Trzeci z faworytów, Philipp Reiter, musiał zejść z trasy po nieszczęśliwym upadku i urazie kolana. Trzecie miejsce padło łupem Węgra Csaby Nemetha, znanego nam ze zwycięstwa w Biegu Siedmiu Dolin w ubiegłym roku. Na ósmym, świetnym miejscu, finiszował Polak Józek Pawlica, który kilka tygodni temu był drugi w Maratonie Gór Stołowych, za Marcinem Świercem.  Józek tym samym zdobył tytuł Mistrza Europy Juniorów w Skyrunningu! To nie jedyny akcent polski: na dwukrotnie krótszej trasie, drugie miejsce zdobył Rafał Gaczyński. Brawo chłopaki!!!

W biegu Pań walka o zwycięstwo, zgodnie z przewidywaniami, rozegrała się między Emelie Forsberg i Nurią Picas. Panie większość trasy pokonały razem, w końcówce Emelie zaatakowała, zbudowała pewną przewagę i utrzymała ją do mety. Nurii bardzo mocno we znaki dała się pogoda – już na starcie o 1 w nocy było 27 stopni, w ciągu dnia temperatura wzrosła do ok. 35. Podium Pań uzupełniła Uxue Fraile.  
Wyniki:
Mężczyźni:
Kilian Jornet 08:59:47
Luis Alberto Hernando  08:59:49
Csaba Nemeth 09:43:25
Kobiety:
Emelie Forsberg 10:21:32
Nuria Picas 10:33:34
Uxue Fraile 10:34:20
Indywidualne mistrzostwo Europy w Skyrunningu zdobyli Emelie i Kilian, w rywalizacji drużynowej triumfowała reprezentacja Hiszpanii przed Włochami i Francją.

Gdy na Starym Kontynencie biegacze przedzierali się przez Dolomity, po drugiej stronie Atlantyku ścigano się na szlakach stanu Utah w biegu Speedgoat 50k, organizowanym przez jednego z weteranów górskiego ultra, Karla Meltzera. 

Wyścig mężczyzn zaczął się zgodnie z przewidywaniami od prowadzenia biegaczy wywodzących się z biegów „płaskich” – Maxa Kinga i Sage’a Canaday’a. Ci dwaj narzucili bardzo ostre tempo, szczególnie, że na pierwszym szczycie, po ok. 14km, czekała premia tysiąca dolarów dla pierwszego zawodnika na szczycie. Canaday oderwał się od Kinga, którego dogonił Tony Krupicka. Czwarty z faworytów, Tim Olson, nie czuł się zbyt dobrze tego dnia i nie był w stanie dotrzymać kroku czołówce.  Pomimo, że na kilkanaście kilometrów przed metą Sage miał nad Tonym 9 minut przewagi, ta stopniała do zaledwie półtorej minuty na 2km przed metą! Podobnie jak w ubiegłym roku, gdy Tony gonił Kiliana, PRAWIE się udało. Canaday obronił resztkę przewagi, Tony był drugi a podium uzupełnił Jason Schlarb, który wyprzedził słabnącego w końcówce Kinga.
Polska

W pierwszej części sezonu rozegrano kilka popularnych biegów. W Biegu Rzeźnika, który oficjalnie nie jest zawodami o zwycięstwo i w którym pierwszych na mecie zawodników (biegnie się parami) nie czeka żadna nagroda prócz braw i własnej satysfakcji, wygrali Oskar Zimny i Michał Jochymek, Pierwsza para mieszana to Agata Matejczuk i Maciej Więcek, pierwsza para dziewczyn  – Magda Ostrowska-Dołęgowska i Sabina Giełzak, które poprawiły rekord trasy kobiet, zajęły też bardzo wysokie, siódme miejsce w klasyfikacji generalnej.

Kolejną imprezą był Maraton Gór Stołowych, który wygrał znający tamtejsze szlaki jak własną kieszeń Marcin Świerc, przed Józkiem Pawlicą i Estończykiem Griniusem Gediminasem. Zwyciężczynią biegu kobiet została Magda Łaczak, przed Agnieszką Malinowską-Sypek oraz Żanetą Bogdał.

Po biegu Marcin powiedział: Z założenia był to bieg raczej treningowy. Do ósmego kilometra bardzo spokojnie, kontrolowałem sytuację w grupie, potem już tylko powiększałem przewagę, biegnąc w swoim tempie. Musiałem uważać, kontrolować przebieg trasy, bo taśmy, którymi została oznakowana były poprzewieszane ale poza tym – bardzo dobry trening. Wytrzymałość jest zbudowana, teraz trzeba popracować na dużej intensywności by tę wytrzymałość przekuć na szybkość –  w kontekście przygotowań do Maratonu Karkonoskiego.

Magda o swoim występie mówiła tak:- To były dla mnie bardzo trudne zawody ponieważ na starcie stawałam z myślą, że zależy mi na tym biegu i mam określone oczekiwania, nawet nie odnośnie rywalizacji z innymi zawodniczkami ale względem siebie. Rewelacja, że na tych zawodach wystartowały 82 dziewczyny. Cieszę się z tego bardzo, bo zależy mi na tym by dziewczyny biegały; nie zawsze potrafią one dostrzec w sobie ten potencjał, który przecież mają. Niby łamiemy stereotypy ale nie do końca – nie pamiętam zawodów w Polsce kiedy byłaby taka frekwencja dziewczyn. 

Bieganie w górach na długim dystansie jest magiczne. To jest powrót do pierwotnego sensu życia –  w świecie gdzie każdy ma smartfony, laptopy, w górach musi o siebie zadbać, posłuchać swojego organizmu. 

Gdzieś po czeskiej stronie siedział chłopak, na stołeczku wędkarskim, w ręku miał krówkę, juz obraną z papierka. Mówi do mnie: chcesz krówkę?  W pierwszej chwili pomyślałam, ze nie, ale po krótkim zastanowieniu wzięłam, krzyknęłam potem do niego, że pyszna. To jest piękne. No co dzień pogrążeni jesteśmy w kredytach, poważnych sprawach – chyba przydajemy im zbyt wielką wartość, i to odkrywamy podczas takich biegów.

W planach mam teraz Maraton Karkonoski, potem Bieg Ultra Granią Tatr – to będzie sprawdzian charakteru człowieka… We wrześniu setka w Krynicy, w międzyczasie starty w krótszych biegach cyklu Mountain Marathon, treningowo.
Piotr Hercog, organizator MGS: – Pomimo bardzo dobrej frekwencji i chęci uczestników nie chcemy specjalnie zwiększać już liczby zawodników  ale raczej działać w tym kierunku by MGS stawał się coraz bardziej elitarny. W przyszłym roku zrobimy specjalną pulę dla elity, by mogli się dłużej zgłaszać. Staramy się by zawodnik początkujący mógł pobiec w jednym biegu razem z najlepszymi, i ten bieg ukończyć – limit 8,5h daje taką możliwość. Chcemy więc dbać zarówno o początkujących jak o tych najlepszych. Pragniemy również podnosić sobie wciąż poprzeczkę organizacyjną, tak by bieg był dobrze postrzegany; wprowadzać drobne nawet zmiany ale istotne z punktu widzenia uczestnika – sam podpatruję dobre rozwiązania i pomysły na innych biegach i staram się je wprowadzić u nas. 

Imprezą, której miejsca ma wystarczyć dla wszystkich chętnych, jest za to Dolnośląski Festiwal Biegów Górskich. Celem  organizacji festiwalu był urządzić prawdziwe święto biegania na podobieństwo UTMB: wiele tras do wyboru i większe możliwości przyjęcia znacznej liczby uczestników.  Do uczestnictwa w przygotowaniu festiwalu zaprosiliśmy włodarzy okolicznych gmin, mówiliśmy wprost, że naszym celem jest stworzenie imprezy, która będzie atrakcyjna nie tylko dla biegaczy ale tez okolicznych mieszkańców. 

Faktycznie, organizatorzy przygotowali w sumie 5 tras, bardzo zróżnicowanych pod względem długości. W najdłuższym wariancie – ponad 220 km – Biegu 7 Szczytów, wygrał Michał Kiełbasiński (35:31), drugi był Tomasz Kłodnicki (35:33) a trzeci Lukas Pawlowski (35:37). Niesamowitym jest fakt, że w zmaganiach trwających półtorej doby pomiędzy pierwszym, drugim i trzecim zawodnikiem były tak małe różnice na mecie. W stukilometrowym biegu K-B-L wygrał Błażej Łyjak przed Robertem Korabem i Sebastianem Kubacki. W najmocniej obsadzonej konkurencji – Złotym Maratonie – zwyciężył Marcin Świerc przed Robertem Faronem i Pawłem Dybkiem, a wśród Pań Magda Łączak przed Agatą Matejczuk i Olgą Borkowską. W Złotym Półmaratonie triumfował Mariusz Plesiński przed Tomaszem Kordowskim i Adamem Wcisło, a w najkrótszym, bo 10-kilometrowym biegu na Śnieżnik wygrał Lucjan Chorąży przed Kamilem Leśniakiem i Robertem Faronem.