NB 1080v12
 
5 października 2014 Redakcja Bieganie.pl Sport

Plawgo bez płotków – rozmawiamy z Jakubem Krzewiną


Brązowy medal Mistrzostw Europy w Zurychu, Mistrzostwo Polski oraz trzeci wynik w historii polskiej lekkiej atletyki na dystansie 400 metrów – to dorobek sezonu, uznawanego za jednego z najzdolniejszych polskich biegaczy, Jakuba Krzewiny. Czy „lisowszczycy” się odrodzili? Kiedy Polak znów złamie granicę 45 sekund? Oraz stadionowa LA vs ulica – zachęcamy do lektury wywiadu.

1.jpg

 

Jakbyś podsumował miniony sezon? Przyznam szczerzę, że rok temu nikt nie postawiłby na Ciebie złamanego grosza, a tu takie zaskoczenie…

Jakub Krzewina: Faktycznie tak było, nie sposób się nie zgodzić. Od czego by tu zacząć… jestem naprawdę bardzo zadowolony. Dwa razy nabiegałem trzeci wynik w historii PZLA (45,11 sek.), wspólnie z kolegami zdobyliśmy medal ME w sztafecie, ale jednak mały niedosyt pozostaje. Po pierwsze trochę przesadziliśmy z treningiem po mistrzostwach Polski, kilka treningów było zbyt mocnych. Na mistrzostwach Europy byłem w formie, bo biegałem przecież po 45,50 sek., ale w biegu finałowym się podpaliłem. Poniosło mnie na 200 metrach (21,00 sek.) i zapłaciłem za to w samej końcówce, inna rzecz, że pierwszy tor nie ułatwił zadania no i w rezultacie byłem czwarty.

Jakub Krzewina to taki Marek Plawgo bez płotków? Dużo talentu, ale mało czasu na trenowanie, bo więcej zajmują kontuzje?

To dobre porównanie. Do tej pory biegałem 46 sekund z ułamkami, często wznawiając treningi miesiąc, dwa przed sezonem. Biegałem z talentu niż z jakiegoś treningu, bo niestety zdrowie nie pozwalało, ciągle coś mnie bolało.

Były chwile zwątpienia, że chciałeś rzucić kolce w kąt, bo znów dopadła cię kontuzja, a przecież lata lecą?

Pomyślałem sobie tak: wreszcie musi nadejść sezon, kiedy będę w pełni zdrowy i będę mógł normalnie przetrenować cały okres przygotowawczy. Wiedziałem, że mam talent, ale nie mogę go rozwinąć. Teraz, kiedy wreszcie mogłem trenować, powiedziałem, że jeśli dalej będę biegać po 46 sekund to kończę z tym, bo przecież trzeba żyć, zacząć chodzić do pracy i tak dalej. Wielu ludzi kończy właśnie z tego powodu, bo przychodzi pewien wiek, kiedy musisz wybierać.

Pewnie prócz stypendium z klubu do tej pory nie mogłeś liczyć na nic innego, PZLA nie rozpieszcza… wynik 45, 11 sprawił, że dostałeś zaproszenia na mityngi.

Nie miałem żadnego stypendium, poza jednorazowymi nagrodami za medale zdobywane na imprezach młodzieżowych, to nic z tego nie miałem. W tym roku furtka się otworzyła, trochę pojeździłem po mityngach po mistrzostwach w Zurychu, startowałem w reprezentacji Europy w sztafecie 4×400 metrów na Pucharze Świata w Marrakeszu. Trochę tych zagranicznych startów się, zatem uzbierało.

Zacząłeś liczyć się w Europie. Żeby liczyć się na świecie trzeba łamać granicę 45 sekund, wtedy ścisłe finały mistrzostw świata i igrzysk olimpijskich są w zasięgu. Byłeś już blisko tej magicznej granicy, tak, blisko, że aż przekląłeś…

Hehe, faktycznie zdarzyło się. Masz rację taki wynik daje te finały i na mistrzostwach Polski w Szczecinie myślałem, że mi się uda. W biegu eliminacyjnym na ostatniej prostej pobiegłem na niesamowitym luzie, kompletnie odpuściłem i miałem 46,08. Wtedy pomyślałem, że wynik 44,90 – 45,00 jest do osiągnięcia. Wbiegając na metę w finale patrzę na zegar, a tu znów… 45,11.

Oprócz występów indywidualnych możesz jeszcze liczyć na sztafetę. Czy „lisowszczycy” powrócili? Pierwszy raz od 14 lat złamaliście granicę 3 minut, taki czas daje medale na każdej wielkiej międzynarodowej imprezie.

Wreszcie się udało. Wreszcie musiało, trener też długo na to czekał. Młoda ekipa doszła do głosu, coś zaskoczyło i zdobyliśmy medal. Jednak trzeba powiedzieć, że ten bieg też nie był idealny, bo przy zmianie Łukasza Krawczuka popełniliśmy błąd w starciu z Belgami i trzeba było gonić, to zabrało nam cenny czas, może walczylibyśmy o srebro. Równie dobrze mogło skończyć się bez medalu i to ze złamanymi 3 minutami, bo przecież z Francuzem walczyłem do ostatnich metrów. Poziom był wyjątkowo wysoki. My możemy biegać jeszcze szybciej i będziemy dążyć do tych rekordów dawnej sztafety, ale należy pamiętać, że poziom również bardzo się podniósł. Inne państwa kiedyś tak nie przykładały wagi do sztafet, a teraz wiele ekip choćby z Karaibów jest bardzo mocnych. Naszą zaletą jest na pewno fakt, że mamy dość szeroki skład, bo nie można zapominać o naszym płotkarzu Patryku Dobku oraz o Karolu Zalewskim, który poprawił rekord Polski na 300 metrów i chce przerzucić się na 400.

Chciałoby się tylko powiedzieć „aby zdrowie było”, a przed Tobą i sztafetą świetlana przyszłość. Z czego wynikały te poważne problemy, że sezon przygotowawczy wyglądał do tej pory bardziej jak ser szwajcarski?

Zacząłem bardzo późno trenować, bo miałem już 18 lat i praktycznie z marszu pobiegłem 47 sekund i dostałem się na mistrzostwa Europy i świata juniorów. Przeskoczyłem pewne etapy, zatem może wynikało to właśnie z tego? Mam przepuklinę kręgosłupa, od której wyszło wiele problemów obecnie intensywnie pracuje z fizjoterapeutą i wreszcie widać efekty tej pracy, bo jest poprawa i nic mi nie dokucza.

 

2.jpg


Był sukces polskie ekipy, również biegaczy i w mediach zrobiło się głośno… przez chwilę. Czy Twoim zdaniem lekka atletyka ma szansę wyjść z cienia? Biegi uliczne przeżywają prawdziwy rozkwit.

Miło było popatrzeć jak przez tydzień ciągle mówiło się o lekkiej atletyce. Jednak na zawody w Polsce przychodzą wyłącznie dziennikarze oraz nasze środowisko znajomych, trenerów itp. Miło byłoby, gdyby kibice zaczęli przychodzić też do nas, tak jak na Memoriale Kamili Skolimowskiej – było trochę więcej promocji, było fajne wydarzenie i w efekcie pojawiło się 20 tysięcy osób na Stadionie Narodowym. Jak na lekką atletykę to szok. Coraz częściej słyszy się o różnych biegach ulicznych. Wychodzisz rano – ludzie biegają, wychodzisz wieczorem – ludzie biegają. Na biegach wychodzą i dopingują, widzą, że to jest fajne i mam nadzieję, że niedługo przełoży się to również na tę naszą lekką atletykę.

A kiedy na samej bieżni zrobi się tłoczniej? Rodzice biegają w maratonach, a dzieci… jak sądzisz?

Dużą rolę odgrywają tutaj nauczyciele wychowania fizycznego. Jeśli dziecko trafi na odpowiedniego człowieka, który zachęci i pokaże o co, w tym wszystkim chodzi to będzie zainteresowanie. Druga kwestia to rodzice. Kiedy ja miałem 10,12, 15 lat to cały czas spędzałem na powietrzu. Teraz, kiedy przyjeżdżam w wakacje do mojej rodzinnej miejscowości, to tylko matki z malutkimi dziećmi chodzą na spacery. A gdzie są starsi? W domach przy komputerze, facebooku? To jest przegięcie. Możliwe, że teraz aktywniejsi rodzice zachęcą do wysiłku fizycznego także swoje dzieci, oby tak było.

A Ciebie maraton nie kusi? Wielu Twoich kolegów po fachu, którzy zakończyli kariery można spotkać w rywalizacji ulicznej. Kiedy skończysz, pójdziesz w ich ślady?

 

Gdy trener każe mi zrobić 30-40 minut rozbiegania w terenie, to nie mam zbytnie ochoty. Wolę krótkie i szybkie odcinki, ale starsi koledzy mówili podobnie, a później przekonali się i teraz biegają w maratonach ciesząc się tym. Na pewno, gdy skończę trenować wyczynowo pozostanę przy sporcie najdłużej jak to możliwe. Biegów na 5 i 10 kilometrów z pewnością spróbuję, a maraton… nie mówię „nie”. Teraz jednak skupiam się na krótszym dystansie.

Redakcja Bieganie
Redakcja Bieganie.pl