27 października 2015 Redakcja Bieganie.pl Sport

Plany zinstytucjonalizowania Głównego Szlaku Beskidzkiego


Kilka dni temu, dwóch śmiałków, Rafał Bielawa i Kamil Klich przebiegli/przeszli Główny Szlak Beskidzki w czasie około 151 godzin. Było to zrobione w stylu "self support" – czyli bez specjalnej pomocy z zewnątrz, bez osób pomagających przygotowywać posiłki, bez ewentualnych fizjoterapeutów (choć sam Kamil Klich jest fizjoterapeutą, prowadzącym przychodnię: REHASportiva. Ten sam szlak kilka lat wcześniej pokonany był w wersji z supportem przez Maćka Więcka w 114 godzin.

beskidzki1

Kamil Klich i Rafał Bielawa

Rafał założył na Facebooku profil: Główny Szlak Beskidzki, gdzie 24 września opisał założenia projektu, co jest dla ewentualnych naśladowców wzorcem (poza datami oczywiście):

0. Start – 4.10.2015 niedziela Ustroń
1. Trasa – Główny Szlak Beskidzki https://pl.wikipedia.org/wiki/Główny_Szlak_Beskidzki
2. Długość – od 495 do 520 km
3. Założenie – bez pomocy z zewnątrz, prowiant i wszystkie potrzebne rzeczy mamy na sobie lub organizujemy we własnym zakresie w napotkanych na trasie sklepach, na stacjach benzynowych, schroniskach etc.
4. Czas – pierwszy wariant „bez wsparcia” założenie poniżej 163 godzin
5. Planowane etapy 120 – 100 – 100 – 100 – 80 km w ciągu dnia
6. Miejsca noclegowe: Schronisko PTTK na Hali Krupowej (119 km), Cyrla – Schronisko Prywatne (227 km), Schronisko PTTK Pod Chyrowa (335 km), Bacówka Pod Honem (430km)
7. Śledzenie na mapie – będziemy posiadali nadajnik GPS link zostanie udostępniony
8. Telefonicznie będziemy informować o postępach akcji, a na FB pojawiać się będą wpisy i ew. zdjęcia

Okazuje się, że od przyszłego roku, pokonanie Głównego Szlaku Beskidzkiego w stylu "self support" ma zostać zinstytucjonalizowane. Zrobi to Mirek Bieniecki, czyli organizator Biegu Rzeźnika.

mirobielawa

Na zdjęciu od lewej: Mirek Bieniecki, Rafał Bielawa, Tomasz Klich

Adam Klein: Mirek, od przyszłego roku macie organizować wyzwanie pod nazwą Główny Szlak Beskidzki, tak?

Tak, wyzwanie to bardzo dobra nazwa, lepsza niż bieg.

Za to będziecie brać jakieś wpisowe, tak?

Tak, ale raczej symboliczne.

W Wielkiej Brytanii jest takie wyzwanie, o nazwie Bob Graham Round, gdzie w ciągu 24 godzin trzeba przebiec przez 42 szczyty, za wpisanie na listę tych, którzy tego dokonali nic się nie płaci. A wy chcecie brać pieniądze? Za co?

My będziemy dawali uczestnikom dobry pakiet startowy. Po pierwsze dobrze opisaną trasę, po drugie w schroniskach, które są na trasie chcemy zostawić skrzynie, w których będą znajdowały się najpotrzebniejsze rzeczy, które mogą być biegaczowi potrzebne, jak choćby plastry czy jakieś opatrunki. Będziemy dawali uczestnikom GPS, żeby można było śledzić gdzie się znajdują. Ze schroniskami ustalimy pewne zasady współpracy, dzięki którym, będą wiedzieli, że ktoś taki biegnie, co będzie jakoś poprawiało bezpieczeństwo uczestników. Poza tym chcemy wspierać rozwój tego szlaku, chcemy współpracować z PTTK przy poprawieniu oznakowania, chcemy postawić kilka dodatkowych tabliczek. Chcemy przygotować też pełen zestaw informacji, które będą  potrzebne zawodnikowi, żeby sam nie musiał szukać, choćby takich jak wymogi sprzętowe. Poza tym, ze względu na naszą pozycję jako organizatora biegów, mamy możliwości łatwiejszego zorganizowania potrzebnego sprzętu, więc dla tych, którzy sie zarejestrują i zapłacą, będzie to na pewno finansowo korzystne, bo jakieś elementy sprzętu będą mogli kupić taniej. Plus jeśli będzie partner sprzętowy, będzie też specjalna koszulka finishera.

Czy wiadomo jaka to będzie opłata?

To naprawdę nie jest teaz wazne, nie wiem czy 50, czy 100 czy 150 zł, to się dopiero okaże.

Kiedy chcecie z tym ruszyć?

Od pierwszego stycznia. Ale chcemy zorganizować też specjalną możliwość, aby Ci, którzy będą chcieli ukończyć Główny Szlak Beskidzki akurat w dniach kiedy trwa Bieg Rzeźnika byli w trakcie oficjalnej imprezy zamknięcia specjalnie uhonorowani.

Czyli liczyć się będzie tylko kierunek z Ustronia do Wołosatego, nie w drugą stronę?

No tak, promować będziemy ten kierunek, chociaż w Ustroniu też chcemy coś zrobić, ale to jeszcze jest w przygotowaniu.

Dziękuję za rozmowę.

Komentarz redakcyjny: Można odnieść wrażenie, że dziś, jeśli chcemy żeby jakiś nasz bieg nabrał
odpowiedniej wagi, musimy za niego komuś kto nazwie się organizatorem
zapłacić. Rozumiem, że każdy szuka różnych sposobów zarobienia pieniędzy. Nie ma w tym nic złego. Biegacze zapłacą "symboliczne" 50 lub 150 zł, partner sprzętowy zapłaci za to, żeby móc być partnerem sprzętowym, partner medyczny też coś zapłaci. I bieg, który miał być "self support", nagle stanie się pseudo "self support". Przecież przygotowania do takiego wyzwania to frajda, poszukiwanie informacji, kompletowanie sprzętu. Czujemy się niezależni, samorządni. Mirek Bieniecki chce zrobić z tego oficjalne wyzwanie. Czyli jeśli ktoś się nie zarejestruje to nawet jeśli takie wyzwanie naprawdę zrobi, to nie będzie figurował na liście "finisherów". Osobiście uważam, że każda osoba, która zdecyduje się za udział w tym przedsięwzięciu zapłacić, dowiedzie tym samym, że potrzebuje niańki, bo nie jest w stanie sama zorganizować sobie wyzwania Główny Szlak Beskidzki w wersji self support. Z zainteresowaniem będziemy obserwować listy startowe.