NB 1080v12
siostry konieczek
28 czerwca 2021 Redakcja Bieganie.pl Sport

No to poleciałyśmy


W Poznaniu porozmawialiśmy ze srebrną medalistką mistrzostw Polski na 3000 m z przeszkodami, Alicją Konieczek. Trenująca na co dzień w Stanach Zjednoczonych biegaczka, opowiedziała nam jak wyglądały kulisy rywalizacji z młodszą siostrą Anetą o medal 97 PZLA MP, czym różni się atmosfera zawodów w Polsce od mitingów w USA, oraz jakie plany na bliższą i dalszą przyszłość, mają nasze dwie „przeszkodówki” z minimami do Tokio? 


Kuba Pawlak (Bieganie.pl): Czwartkowy bieg, nie wiem czy wiesz, ale nie był transmitowany w telewizji. Powiedz jak to z Twojej perspektywy wyglądało na bieżni: to była bardziej rywalizacja sióstr czy współpraca?

Alicja Konieczek: Nie wiedziałam, że nie było transmisji. Nawet wstawiłam link do KP Sport, ale zaczęli do mnie pisać fani, że nie działa. Byłam w szoku. Troszeczkę ludzie byli rozczarowani. Co do samego biegu, to miałyśmy w głowie jeden cel – pobiec minimum olimpijskie. Z rankingami nic nie było do końca pewne, dlatego najlepiej było potwierdzić formę wskaźnikiem. Ja się czułam niesamowicie. Na 600 metrów do mety powiedziałam sobie: „Zostały tylko dwa rowy?”. Byłam w szoku, że już tak malutko do mety. W pewnym momencie musiałam zwolnić i poczekać na Anetę, bo czułam, że odpada. Była ze cztery metry za mną. Ale na 400 metrów do mety ona do mnie krzyczy: „Lecimy!”. No to poleciałyśmy. Na 200 metrów do mety spojrzałam na zegar i wiedziałam, że jak przelecimy poniżej 40 sekund, to będzie minimum. Młoda poszła na rowie, nie wiem skąd miała jeszcze ten piąty bieg, ale ja już jej później nie widziałam…

No właśnie, trochę nieelegancko tak siostrę śmignąć (śmiech). 

Można tak powiedzieć, ale ja się cieszyłam…

Nie masz żalu do Anety?

W ogóle nie. Troszeczkę jej było głupio na mecie. Powiedziała, że mogła na mnie poczekać na końcu. Ale powiedziałam jej: „Aneta, to są takie emocje, że się nie myśli”. Miałyśmy plany A, B, C, D, różne scenariusze na ten bieg, co będzie jak ja umrę, albo ona umrze… Ale akurat takiej wersji wydarzeń jak to wyszło w czwartek, nie było w planie. Czułam się nieziemsko. Nie siadły mi nogi, ani oddech, młoda dobiegła z życiówką i trzecim wynikiem w historii Polski. Marzenia spełniły się w mniej niż 9 minut i 30 sekund (Aneta finiszowała w 9:25.98, Alicja w 9:27.79, minimum na Tokio wynosi równe 9:30.00 – red.).

O Anecie przez ostatnie kilka lat było stosunkowo cicho. Więcej mówiło się o Twoich wynikach. Możesz opowiedzieć, co stoi za jej sukcesem? 

Aneta od zawsze była najbardziej utalentowana z naszej trójki (biegowe rodzeństwo Konieczek, to nie tylko siostry ale też brat Dawid – red.). Od zawsze najłatwiej przychodziło jej wygrywanie. Mogła trenować mniej, lżej, nie przychodzić na treningi, a i tak wygrywała. Gdy przyjechała z nami do Stanów, zaczęli ją mocniej trenować. Skończyło się kontuzją za kontuzją. Zajęło jej 2-3 lata, żeby z tego wybrnąć. Jak już wyszła z problemów ze zdrowiem, dobrze przetrenowała sześć miesięcy, to zaczęła biegać. Jedyne czego potrzebuje to zdrowia. Młoda jest utalentowana, jest mocna. Jeszcze musi trochę popracować nad wytrzymałością, bo ostatnio dwa biegi na mistrzostwach Stanów ją zabiły (Aneta podczas mistrzostw NCAA w półfinale uzyskała życiówkę 9:34.37, ale już w rozegranym 2 dni później finale, finiszowała dopiero 9 z czasem 9:44.67 – red.).

Kiedy patrzysz na organizację mistrzostw Polski, całą otoczkę, to jakbyś porównała nasze krajowe zawody, do tego jak to wygląda w Stanach? Jeszcze jest trochę covidowych obostrzeń, ale tak naprawdę ich nie widać. 

Byłyśmy z Anetą zszokowane jaka jest super organizacja w Polsce. Są podstawione autobusy, masaże w hotelu, jest stadion rozgrzewkowy… Naprawdę nam się tutaj spodobało. Z drugiej strony w Stanach biegają największe nazwiska. My tam jesteśmy nikim tak naprawdę. Tutaj czujemy się ważne, ludzie nas lubią i rozpoznają. Bieganie dla naszej publiczności jest czymś niesamowitym, są dodatkowe emocje. W Stanach nawet mojego nazwisko nie potrafią dobrze powiedzieć.

Siostry Konieczek

Zdaje się, że w Stanach mieszkacie z siostrą dość daleko od siebie? 

20 godzin drogi. Aneta codziennie do mnie dzwoni i albo ryczy, albo się chwali. Ona taka już jest, że jeden trening ją zwala z nóg, a drugi podnosi i jest w niebie. Codziennie mówi mi co robiła, ja jej opowiadam co u mnie. Mamy zupełnie inne trening, to jest coś szalonego, jak bardzo różnią się nasze przygotowania.

Na koniec muszę zapytać o Wasze plany, zarówno te krótkoterminowe i długoterminowe. Planujecie zostać w Stanach na zawsze, czy myśl o powrocie do Polski krąży po głowach?

Plan na najbliższy miesiąc jest taki, żeby jak najlepiej przygotować się do Tokio. Najpierw jedziemy na dwa tygodnie do Sankt Moritz, a później już z polską reprezentacją lecimy zaaklimatyzować się w Tokio. Po igrzyskach pewnie będę chciała zaliczyć kilka startów w Polsce, może na innych dystansach, bo nie miałam póki co okazji. W sprawie powrotu do kraju, ja bym bardzo chciała, żeby Aneta wróciła do Polski i tutaj trenowała. Żeby ułożyła sobie tutaj życie, znalazła chłopaka… W Stanach jest ciężko, to nie jest tak jak się mówi, że „American Dream”. Ja w Stanach jestem tylko dlatego, że mam narzeczonego, w którym się na tyle mocno zakochałam, że zostaję tam.

Myślę, że jak na Bieganie.pl pojawi się informacja, że Aneta szuka chłopaka, to na pewno paru fajnych kandydatów w Polsce się znajdzie. 

No szuka, ale na pewno nie biegacza. Biegacze są szaleni.

Zdjęcia: Marta Gorczyńska 

Redakcja Bieganie
Redakcja Bieganie.pl