czapipedrosnumer
21 kwietnia 2020 Kuba Wiśniewski Sport

Niezły numer – Paweł Czapiewski


Starty dobre, biegi zawalone, imprezy pamiętne i takie, o których chciałoby się zapomnieć… W serii „Niezły numer” biegaczki i biegacze wyczynowi z różnych konkurencji wyciągają swoje numery startowe, by z ich pomocą przywołać dla nas ciekawe historie sprzed lat. Sprawdzamy, co kryje się za suchymi wynikami, jakie było okoliczności towarzyszące zawodom i jak konkretne wyścigi wyglądały od zaplecza.

Tym razem refleksje rekordzisty Polski na 800 m (PB 1:43.22), jednej z najbarwniejszych postaci lekkiej atletyki początku wieku. Medalista Młodzieżowych Mistrzostw Europy z 1999 roku rozpędzał się stopniowo. Jego brązowy medal MŚ w Edmontonie był sporym zaskoczeniem i swoistym przełomem po wielu chudych latach w polskich biegach średnich. Do historii przeszedł również jego zwycięski wyścig podczas Halowych Mistrzostw Europy z Wiednia z 2002 roku. Znakiem charakterystycznym reprezentanta LKS Lubusz Słubice stał się atomowy (na tle rywali) finisz i długie włosy, które rosły równolegle do jego kariery. Obok wyczynów „Czapiego” na 800, potem również na 1500 m, trudno było przejść obojętnie…

O jednym ze swoich niezliczonych sportowych doświadczeń opowiada dziś dla nas, w charakterystyczny dla siebie sposób, Paweł Czapiewski.


TEN START ODBYŁ SIĘ..
we wrześniu 2008 roku w Szczecinie. Była to trzecia edycja międzynarodowego mityngu Pedro’s Cup.

BYŁEM WTEDY…
po nieudanych dla mnie igrzyskach w Pekinie (z których, parafrazując tekst Maleńczuka, wróciłem niezgodnie z planem jako dupa a nie pępek świata) i trzeba było ten sezon, mimo że strasznie mi się już nie chciało, dokończyć.

PRZED BIEGIEM…
spotkałem się z kolegą,
„Bo kolega jest od tego i wypada czasem spotkać się z nim.
Siedzieliśmy do rana a jego ukochana donosiła ciągle nowy zestaw win.”
Kojarzycie tę piosenkę Maleńczuka i Waglewskiego? Kończy się takim tekstem – „Nie jedź do tego Gniezna.” Mi tak kolega powiedział w poniedziałek nad ranem, tyle że o Szczecin chodziło. A ja musiałem jechać, wszak parę złotych było do zarobienia no i w ogóle było dogadane.
Załadowałem się więc w pociąg i w czternastogodzinną podróż na trasie Kraków-Szczecin się udałem. Pustawo było więc trudy wcześniejszych zajęć odespałem. Już na szczecińskich rogatkach dostałem SMS od kolegi Marka P. Lakonicznego w formie, ale oczywistego w treści. To był trzycyfrowy numer pokoju, pod który oczywiście się udałem. Rok później rozmawiałem z panem ochroniarzem z hotelu i mi powiedział tak: „Panie Pawełku, jak ja rok temu zobaczyłem pana wracającego do pokoju, to tak sobie pomyślałem – jak on jutro pobiegnie?”. Co tu dużo mówić, dyscyplina w naszej lekkoatletycznej armii nie była w tych dniach na najwyższym poziomie.
 (Na zdjęciu poniżej „Czapi” w tym okresie. Czerwiec 2008, Memoriał Kusocińskiego – przyp. red.)

warszawa2008 czapiewski

W TRAKCIE ZAWODÓW…
start zaplanowano na około 20, więc jakoś pobiegłem. Wśród rywali między innymi: mistrz olimpijski z Pekinu Wilfred Bungei, Marcin Lewandowski, Adam Kszczot (choć junior jeszcze). Czyli ekipa mocna. Mało w mojej prawie dwudziestoletniej karierze było biegów, które wygrałbym z taką łatwością. Nie wiem, z pięć, może siedem metrów im wrzuciłem na ostatniej stówie. I to z uśmiechem na twarzy. 1:46 z hakiem – to może nie jakiś wielki wynik, ale w tych warunkach ciężko było coś nabiegać.

PO BIEGU…
miałem samolot. Pisząc na początku, że musiałem jechać do tego Szczecina, zapomniałem podać jeszcze jeden ważny szczegół. W środę miałem samolot z Berlina, bo jeszcze musiałem „odpękać” Golden Grand Prix w Szanghaju (Przebieg rywalizacji na filmie poniżej – przyp. red.). Tam już mnie Bungei sprał, choć ja nabiegałem najlepszy wynik od 6 lat (1:44.96). Gdyby nie bankiet po Pedrosie, gdyby nie czynny bar po drodze na śniadanie (z zasiadającymi już w nim czterystumetrowcami Piotrem K. i Marcinem M.), gdyby nie te darmowe driny w samolocie, to może bym i 1:44 złamał. A może i nie… Gdybać nie ma co.

Kuba Wiśniewski
Kuba Wiśniewski

Pisząc coś o sobie zwykle popada w przesadę. Medalista mistrzostw Polski w biegach długich, specjalizujący się przez lata w biegu na 3000 m z przeszkodami, obecnie próbuje swoich sił w biegach ulicznych i ultra. Absolwent MISH oraz WDiNP UW, dziennikarz piszący, spiker, trener biegaczy i współtwórca Tatra Running.