New Balance 1080v12
swiercnumer
3 kwietnia 2020 Kuba Wiśniewski Sport

Niezły numer – Marcin Świerc


W artykułach z serii: „Niezły numer” bierzemy na tapet wspomnienia biegaczek i biegaczy wyczynowych z różnych konkurencji. Numer startowy z wybranych zawodów staje się katalizatorem wspomnień, nie zawsze pozytywnych…

Jako pierwszy – wyga terenowych biegów ultra, multimedalista mistrzostw Polski w biegach górskich niemal wszystkich formuł, zwycięzca wielu imprez trailowych na całym świecie, m.in. legendarnego TDS. O jednym ze swoich ciekawszych numerów opowiada Marcin Świerc.


TEN START ODBYŁ SIĘ..
4 października 2008 roku w Kokotku, dzielnicy Lublińca. Była to 12. edycja Biegu o Nóż Komandosa.

BYŁAM WTEDY…
na II roku studiów, prowadziłem cały wrzesień praktyki w gimnazjum w Lubecku, byłem „pan praktykant od biegania”. Te dzieci na mecie, które mi tak kibicowały, to właśnie młodzież z Lubecka, która chwilę wcześniej startowała w swoich biegach… ale o tym za chwilę.

PRZED BIEGIEM…
Bieg o Nóż Komandosa to wieloletnia tradycja klubu META Lublinie. To były mistrzostwa służb mundurowych w przełajach. Od początku sam brałem udział w biegu dla młodzieży, a później startowałem w biegu głównym – była to święta tradycja i ogromna mobilizacja. Rok wcześniej zdobyłem drugie miejsce, chciałem kolejny raz powalczyć o zwycięstwo, bo te zawody wygrywali najwięksi mocarze. To było marzenie je wygrać. Wiedziałem, że jestem mocny i że chcę walczyć do końca. Przed biegiem jeszcze kibicowałem swoim uczniom z praktyk, na rozgrzewce już starałem się w pełni skupić i czułem głód rywalizacji. 

swiercstart

W TRAKCIE ZAWODÓW…
działo się wiele. Nie jestem za mocny w oddawaniu dramaturgii, więc przypominam sobie, jak opisał te zawody kiedyś Mirek Szraucner. Dla mnie to był jeden z biegów który mi wyszedł idealnie. Bez podpalania, Po starcie wyszedłem na krótkie prowadzenie, a potem siadłem na kole Łukaszowi Oślizło (późniejszy medalista MP m.in. w biegu na 10000 m i na 3000 m pprz. – przyp. red.), który prowadził aż do czwartego kilometra, choć ta trudna trasa musiała mu niespecjalnie odpowiadać –  była miękka, lepka, nie dawała odbicia jak tartan. Przed podbiegiem wyszedłem na czoło, by trochę zmęczyć przeciwników. Na 4,5 km trasy był ostry zakręt w lewo, pierwszy skręciłem ja, za mną znalazł się Mariusz Borychowski (PB w maratonie 2:25:34 – przyp. red.) i Ośłizło, który właśnie wtedy się przewrócił… Ja tego nie widziałem i na fragmencie z piaskiem udało mi się wypracować kilkadziesiąt  metrów przewagi – międzyczas na 5 km miałem 16.15. Potem dostałem informację, że zbliża się do mnie Borychowski. Długi finisz zaczął jednak Łukasz i na 10 km miałem już nad nim tylko kilkanaście metrów przewagi. Czekało nas ostatnie 3 km i kilka górek. Przedostatni 150 metrowy podbieg szutrówką pod wieżę, już się nie oszczędzam  i znowu mam 20 metrów przewagi. Postawiłem wszystko na jedną kartę. Jednak Oślizło trzymał się dalej. Pozostał ostatni podbieg, który już pokonałem długim krokiem, nie drobiąc, jak poprzednio. Na szczycie górki koło skarpy z piaskiem wiedziałem, że utrzymam przewagę. Okrzyki kibiców przy tej skarpie, a szczególnie dzieci zgromadzonych na 150 metrów przed metą, gdy mnie zobaczyły, były dla mnie szokiem. Przed taką publicznością się nie przegrywa!

PO BIEGU…
Po biegu wiele się zmieniło w moim życiu, miałem poważna rozmowę z Mirkiem. „Marcin robisz to porządnie albo wcale!”… tak zaczęła się moja przygoda z poważnym bieganiem i od tamtej pory chcę być lepszy, niż ten Marcin wczoraj. Cały klub Meta dużo mnie nauczył. Wcześniej mieliśmy nawet żart, że tak długo będzie organizowany Bieg o Nóż Komandosa, dopóki Marcin go nie wygra.. I stało się – na szczęście moje  ówczesne marzenie się spełniło.

Kuba Wiśniewski
Kuba Wiśniewski

Pisząc coś o sobie zwykle popada w przesadę. Medalista mistrzostw Polski w biegach długich, specjalizujący się przez lata w biegu na 3000 m z przeszkodami, obecnie próbuje swoich sił w biegach ulicznych i ultra. Absolwent MISH oraz WDiNP UW, dziennikarz piszący, spiker, trener biegaczy i współtwórca Tatra Running.