Narodziny hiszpańskiej gwiazdy
20 lipca 2021 Bartłomiej Falkowski Sport

Narodziny hiszpańskiej gwiazdy


Jak twierdzą same hiszpańskie media zawodnik, o którym mowa, jeszcze kilka tygodni temu był znany jedynie w kraju z Półwyspu Iberyjskiego. Wszystko zaczęło się zmieniać w maju podczas mitingu Diamentowej Ligi w Gateshead, ale dopiero to co wydarzyło się później sprawiło, że sympatycy lekkiej atletyki mocno zrewidowali swoje poglądy na temat tego, kto jest mocny w obecnym sezonie. Przedstawiamy sylwetkę Mohameda Katira – dwudziestotrzylatka, który w tym sezonie przebojem wbił się na usta całego lekkoatletycznego świata. 

23 maja 2021, pierwszy miting Diamentowej Ligi w Gateshead. Lekkoatletów przywitała typowa brytyjska pogoda. Chłód i deszcz nie pomagał m.in. oszczepnikom co skutkowało oddawaniem rzutów przez Marcina Krukowskiego w wełnianej czapce. Niska temperatura mogła jednak wspomóc zawodników na dystansie 5000 metrów. Zawodnicy szybko ustawili się w długi pociąg, a za pacemakerem podążało trzech Afrykańczyków: Kibet, Krop i Kimeli. Jednak tuż za nimi, krok w krok podążał Mo Katir. Na jego plecach siedziało dwóch bardziej znanych zawodników z Europy czyli Andy Butchart i Henrik Ingebrigsten.
Po czterech okrążeniach czołówka postanowiła przyspieszyć i wyprzedziła zająca. Na ten ruch zawodników z Afryki odpowiedział już tylko Katir, a prowadząca czwórka szybko zaczęła zdobywać kolejne metry przewagi nad resztą zawodników. Tempo rosło, a nadawał je Nicholas Kimeli gubiąc z łatwością Kropa i Kibeta. Tylko młody Hiszpan dalej trzymał się go jak cień rzucany przez stadionowe jupitery. Na 650 metrów do mety Katir spróbował postraszyć przeciwnika, ale ten szybko skontrował. Wbiegając na ostatnie koło Mohamed Katir odpalił długi finisz. Dwieście metrów dalej już wydawało się, że był to przedwczesny atak, gdy Kimeli zaczął wyprzedzać Hiszpana. Jednak ten ruch jedynie podkręcił tempo Katira. Zawodnik odparł atak i wbiegł na metę wygrywając z czasem 13:08,52 i poprawiając swoją życiówkę o 40 sekund!

Do tego dnia o Katirze słyszało niewielu kibiców. Co prawda podczas Halowych Mistrzostw Europy w Toruniu zajął czwarte miejsce na 3000 metrów startując jako lider europejskich tabel, jednak należy pamiętać o specyfice sezonu halowego, który nie jest priorytetowy dla większości biegaczy. Zawodnik dopiero od niecałych dwóch lat reprezentuje Hiszpanię na arenie międzynarodowej. Ten pochodzący z Maroka zawodnik w 2019 roku otrzymał hiszpańskie obywatelstwo. Do kraju tempranillo i churrosów przyjechał w wieku pięciu lat wraz ze swoimi rodzicami. I te imigranckie korzenie zdają się mocno wpływać na podejście młodego zawodnika. Mo już wielokrotnie podkreślał, że w jego wynikach nie ma magii czy talentu, a jedynie ciężka i systematyczna praca, której nauczył się od rodziców pracujących na roli.

Jeśli 13:08,52 i zwycięstwo w Gateshead było czymś wielkim, to wynik uzyskany kilka tygodni później we Florencji sprawił, że szaleństwo na punkcie Katira wybuchło na całego. 5000 metrów w ramach Diamentowej Ligi we było już na długo przed biegiem ogłaszane jako starcie gigantów i bieg, który może przynieść wiele rekordów. Cheptegei, Ahmed, Gebrhiwet, Jakob Ingebrigsten, McSweyn, Crippa czy Balew. Lista startowa wyglądała jak spis gwiazd światowego biegania. Wśród tych zawodników znalazł się także Katir.
Od początku za prowadzenie wziął się Australijczyk Gregson. Katir biegł w środku stawki dając miejsce przed sobą bardziej znanym zawodnikom. W połowie dystansu stawka zaczęła się dzielić, a prowadzącą grupę zamykał Hiszpan. Na sześć okrążeń do mety McSweyn momentalnie zwolnił robiąc lukę do prowadzących. Po łuku, na drugim torze wyprzedzali go Ingebrigsten z Katirem. Ostatnie okrążenia Hiszpan biegł z lekką stratą do uznanych nazwisk na tym dystansie takich jak Ingebrigsten, Cheptegei, Agmed, Knight czy Gebrhiwet. Wydawało się, że ciężko będzie mu nawiązać walkę. Jednak na przeciwległej prostej ostatniego okrążenia zaczął wyprzedzać zarówno Ugandyjczyka jak i Kanadyjczyka Kinghta. Na metę wpadł czwarty, z nowym rekordem życiowym i rekordem kraju 12:50,79. Taki wynik sprawił, że wszedł do bardzo elitarnego grona biegaczy. 12:50,79 jest 27. wynikiem w historii lekkiej atletyki.

Jednak również na tym biegu nie zatrzymały się ambicje młodego biegacza. 9 lipca na słynnym stadionie Louisa II w Monako wystartował na 1500 metrów. Bieg miał poprowadzić Amerykanin Erik Sowinski, który wystrzelił jak z procy. Za jego plecami trzymał się drugi zając Timothy Sein, a krok dalej faworyt Timothy Cheruioyt. Zające zdawali się biec swoje, a zawodnicy liczący się w walce o zwycięstwo swoje. Z tyłu stawki trzymał się Katir, który biegł tuż obok Marcina Lewandowskiego. Przed nimi biegł m.in. Steward McSweyn czy Jakob Ingebrigsten. Po 700 metrach Katir biegł na siódmym miejscu. Jednak już po chwili gdy zeszła prowadząca dwójka zaczęły się mocne przetasowania. Ruszył Australijczyk Swayn, młody Norweg, a za nimi wyższy bieg wrzucił Katir. Ostatnie koło znowu było pokazem szybkości i mocy Hiszpana. Obiegając na łuku po drugim torze wyprzedzał kolejnych przeciwników. Na ostatniej prostej postraszył mistrza świata, jednak Cheruioyt nie dał się wyprzedzić. 3:28,76 Mohameda Katira to nowy rekord Hiszpanii, drugi w dorobku zawodnika, a także drugi czas na listach World Athletics w 2021 roku.

Cztery dni po tym biegu Diamentowa Liga wróciła do Gateshead. Wrócił też Katir, żeby wystartować na 3000 metrów. Pogoda była odmienna od pierwszych zawodów na tym stadionie. Słońce i zdecydowanie wyższa temperatura sprzyjały zawodnikom i kibicom. Na linii startu znani już Hiszpanowi przeciwnicy z poprzednich startów. Ponownie McSweyn z Australii, faworyt gospodarzy, specjalista od podrabiania testów na Covid, Andy Butchart czy Kenijczyk Jakob Krop. Realizator tym razem już nie pominął Hiszpana podczas prezentacji jak miało to miejsce niecałe dwa miesiące wcześniej. Katir zaczął tak jak przyzwyczaił kibiców czyli w swoim tempie, w drugiej części stawki. Po trzech okrążeniach zaczął przesuwać się do czoła stawki. Po dwóch tysiącach metrów zszedł ostatni zając, a na prowadzeniu był Australijczyk, który na plecach miał Hiszpana. Dwójka zawodników wypracowała sobie zdecydowaną przewagę nad resztą stawki. Ostatni kilometr mógł przypominać trening dwóch partnerów, w którym to słabszy prowadził lepszego. Przewodził McSwayn, ale wydawało się jakby był zającem dla Katira, który biegł luźniej i sprawiał wrażenie jakby rywal go spowalniał raczej przeszkadzając w uzyskaniu wyśmienitego rezultatu niż napędzając rywalizację. Hiszpan wziął sprawy w swoje ręce na około 260 metrów do mety i z łatwością wyprzedził znanego rywala z każdą chwilą powiększając przewagę. Wygrał z czasem 7:27,64. Uzyskał trzeci rekord kraju w odstępie kilku tygodni. Zabrakło sekundy do rekordu Europy, a w postartowych wywiadach Katir przyznał, że nie widział na jaki czas biegnie i gdyby wiedział to zaatakowałby wcześniej.

Mohamed Katir bez kompleksów wdarł się na salony biegów średnich i długich. Na listach światowych zajmuje odpowiednio drugie miejsca na dystansie 1500 i 3000 metrów i czwarte na 5000 m. Jego wynik na 1500 metrów to dziesiąty czas w historii, a na 3000 metrów piętnasty. Mimo młodego wieku zawodnik zdaje się być bardzo pokorny. Mówi o ciężkiej pracy, o skupieniu się na sobie i nie ocenianiu innych zawodników.

W Tokio zobaczymy go jedynie na dystansie 5000 metrów. Mimo że wynik na 1500 jest drugi na listach, wraz ze swoim trenerem, postanowił skupić się na dłuższym dystansie. Jego umiejętność biegania wysokim tempem, zerwania na ostatnim okrążeniu i zdaje się spokojna głowa, pozwalają go umieścić na liście faworytów do olimpijskiego krążka niezależnie od tego jaki scenariusz przybierze bieg w Tokio. W swoim pierwszym starcie w maju, jak sam przyznaje, wystartował w kombinezonie, bo było mu zimno. Od tego czasu stał się on jego amuletem i biega w nim zawody również w wysokiej temperaturze.
Inną ciekawostką jest to, że zanim przeszedł do marki ASICS biegał m.in. w butach Nike Pegasus 36, których używa wielu zawodników jako but do codziennych rozbiegań czy na rozgrzewkę. Hiszpan użył ich też do treningu 2 x 1 kilometr na przerwie sześć minut. Kilometrówki przebiegł w… 2:18.

Jesteśmy najprawdopodobniej świadkami narodzin nowej gwiazdy w świecie biegów. Jednak nie gwiazdy, o której powstaje reality show, lub szybko pojawia się w telewizyjnych programach rozrywkowych, zanim jeszcze cokolwiek osiągnie. To być może gwiazda, której korzenie są umocowane w pracy u podstaw. „No es magia, no es la fe. Es solo trabajo diaro”.

Bartłomiej Falkowski

Biegacz o wyczynowych aspiracjach, nauczyciel wychowania fizycznego i wielbiciel ciastek. Lubi podglądać zagranicznych biegaczy i wplatać ich metody treningowe do własnego biegania.