New Balance 1080v12
 
28 kwietnia 2008 Redakcja Bieganie.pl Sport

Moje Miejsce do Biegania: Kampinos w Maju


W Puszczy Kampinoskiej da się biegać
o każdej porze roku, trzeba tylko wybrać odpowiedni wariant trasy.
Przekonaliśmy o tym się pewnego majowego dnia gdy udaliśmy się na
wycieczkę biegową, która miała swój początek w Roztoce. To bardzo
dobry punkt wypadowy do wielu wycieczek gdyż krzyżują się tam znakowane
szlaki turystyczne: zielony i czerwony, a Puszczę przecina szosa asfaltowa,
którą można dojechać od strony Leszna lub Czosnowa. Znajduje się
tam również parking oraz bar (czynny również zimą), a o specyficznej
uprzejmości obsługi możecie przekonać się już sami. No, ale nie
przyjechaliśmy przecież siedzieć w barze.

Nasza trasa biegowa, po minięciu Rostockich
Dębów, prowadzi czerwonym szlakiem w kierunku Truskawia. Najpierw
piaszczystą drogą obok zabudowań, potem ścieżką w pięknym sosnowym
lesie z poszyciem o kolorze soczystej zieleni krzaczków borówki
czernicy. Biegniemy po igliwiu, jak po perskim dywanie.

kampinos1.jpg

W mijanym zagajniku brzozowym rozpoznaję
brzozy o ciemniejszej korze i nieco innym pokroju. Przewodnikowa wiedza
o stanowiskach endemicznej brzozy czarnej zostaje potwierdzona.

Dobiegamy do skrzyżowania z Wierszowską
Drogą (żółty szlak) i kontynuujemy naszą trasę za czerwonymi znakami
do cmentarza partyzanckiego w Wierszach.

kampinos2.jpg

Mały cmentarzyk na lekkim wzniesieniu
po lewej stronie jest zadbany, a parę metrów dalej mijamy po prawej
stronie nowy marmurowy kamień, krzyż i pomnik z orłem oraz napisem
„Niepodległa Rzeczpospolita Kampinoska sierpień-wrzesień 1944”.

Po minięciu historycznych miejsc kierujemy
się żółtym szlakiem w głąb pasa wydmowego.

kampinos3.jpg

 

Teren jest teraz wyraźnie bardziej
pofałdowany i po prawej stronie naszym oczom ukazał się dość pokaźny
podbieg. Nie zachęcił on nas jednak do jego pokonania.

Dalej wybraliśmy drogę o niezbyt zachęcającej
nazwie: Grobowa Droga, która zaprowadziła nas do Mogiły Powstańców
1863 r. w okolicach Zaborowa Leśnego.

kampinos4.jpg

W tym miejscu jest dojście szlaku zielonego. Zatrzymaliśmy
się na chwilę na popas, jednak w mgnieniu oka zostaliśmy zaatakowani
przez chmary żarłocznych komarów. Nie marudzimy więc za długo,
zjadamy po garści rodzynek i wypijamy parę łyków napoju izotonicznego,
który zabraliśmy ze sobą.
Po bardzo krótkiej przerwie, mając już przedsmak tego co nas będzie
czekać, kierujemy się w stronę bagien. O ile nie spodziewaliśmy
się takiej ilości komarów, to jesteśmy spokojni o przebieżność
trasy o tej porze roku. Zanim wybraliśmy się tędy zaczerpnęliśmy
informacji u Wojtka, którego uznajemy za autorytet w dziedzinie kampinoskich
tras. Górne Błota okazały się najpiękniejszym odcinkiem trasy.

kampinos5.jpg

Ścieżka tylko momentami wymagała uważnego
omijania błota, w wielu miejscach były jednak ułożone gałęzie
i grubsze konary, nawet zdarzały się mostki o prowizorycznej i solidniejszej
konstrukcji.

kampinos6.jpg

Za to po obu stronach roztaczały
się widoki na podmokły liściasty las, kwitły zawilce wielkokwiatowe,
a dalej żółte kaczeńce oraz z wody wystawały kępy traw, które
bardzo podobały się Darkowi. Tutaj po raz pierwszy usłyszeliśmy
kukułkę, później słyszeliśmy ją jeszcze wielokrotnie. Przez chwilę
słychać też było głos podobny do żurawia. Nie wolno tylko było
się zatrzymywać, bo zaraz komary dawały nam delikatne przypomnienie
swojego istnienia.

 

kampinos7.jpg

 

kampinos8.jpg

Pomimo komarów podmokłe tereny
Mariewskich Łąk zachwyciły nas swoją urodą.

kampinos9.jpg

Na tym odcinku specjalnym byliśmy szybsi
od rowerzystów, którzy musieli zsiadać ze swoich maszyn i przeprowadzać
je lub przenosić, co bardzo ich spowolniało, my natomiast przeskakując
sprawnie przez błotko na ścieżce przebiegliśmy całość suchą
stopą. Potem las zmienił swój charakter, zaczęły się dęby i dużo
bardziej suche podłoże. W Trytewiu skręciliśmy z zielono-niebieskiego
na szlak zielony.

kampinos10.jpg

 

Roztacza się odurzający zapach kwitnącej
czeremchy pospolitej.

kampinos11.jpg

Po drodze mijamy dziwne oznakowanie trasy
uświadamiające nam dokładnie nasze położenie geograficzne.

Droga staje się coraz bardziej piaszczysta
i jest coraz mniej drzew. Potem szlak prowadzi na szczyt Ławskiej Góry,
ten fragment pokonuję marszem. Jest ciepło i czuję już zmęczenie.
Dobrze, że wbiegamy znów do lasu, a Darek prowadzi. Na skrzyżowaniu
z żółtym szlakiem Darek zarządza przerwę i kontroluje mapę. Okazuje
się, że zostało nam tylko po jednym łyku napoju. Po sprawdzeniu
na mapie gdzie jesteśmy, wstąpiły we mnie na powrót siły i mam
wrażenie, że biegniemy nieco szybciej. Szlak przez chwilę kluczy:
raz skręca w lewo, potem w prawo by powrócić do tej samej drogi.
W końcu widać już coś prześwitującego między drzewami, to mostek
na Kanale Zaborowskim w pobliżu parkingu w Roztoce. Przez ten czas
gdy my biegaliśmy, parking wypełnił się całkowicie chętnymi do
spędzenia dnia na powietrzu. Nic dziwnego pogoda sprzyjała wycieczkom.

kampinos12.jpg

W tym miejscu przy dębie odchodzą dwa
szlaki: czerwony (ścieżka w lewo), którym rozpoczęliśmy dzisiejszy
bieg i zielony (ścieżka w prawo), którym przybiegliśmy kończąc
18,3 km pętlę. Analizując potem czas przebiegnięcia trasy, okazało
się, że ten ostatni odcinek od Ławskiej Góry przebyliśmy najszybciej,
a chwile słabości mogły być spowodowane pragnieniem – dzień był
słoneczny i dość ciepły, a picia na trasę wzięliśmy zdecydowanie
za mało.

tekst: Renata

zdjęcia: Renata i Darek