„Lewy zatrzymaj się, bo będzie niedobrze” – Marcin Lewandowski
11 września 2021 Kuba Pawlak Sport

„Lewy zatrzymaj się, bo będzie niedobrze” – Marcin Lewandowski


Przy okazji organizowanej na warszawskim stadionie AWF imprezie 1MILA, na której każdy może poczuć się jak na prawdziwym mityngu lekkoatletycznym, spotykamy jej ambasadora i naszego eksportowego średniaka Marcina Lewandowskiego. „Lewy” opowiada nam o rehabilitacji, sportowych planach i drogach, spośród których teraz musi wybierać, aby osiągnąć założone cele.


Na amatorskiej, biegowej mapie Polski mniej jest zawodów rozgrywanych na bieżni takich jak 1MILA, a więcej ulicznych gdzie dystanse zazwyczaj są dłuższe. Nie przekłada się to jednak na sport wyczynowy, gdzie Polacy zdają się być najmocniejsi właśnie w biegach średnich. Skąd taka tendencja?

Myślę, że to przykłady zawodników takich jak ja lub Adam Kszczot działają na wyobraźnię młodzieży, która zasila sport wyczynowy. Na tym przykładzie widzą, że da się skutecznie rywalizować na międzynarodowych zawodach, również z zawodnikami z Afryki. Jeśli może Kszczot, Lewandowski czy Kowalski, to ja też mogę i pragnę to zrobić – tak to działa! My Polacy w przeszłości niesłusznie baliśmy się marzyć, dlatego tym bardziej cieszę się, że gdzieś tam dokładam malutką cegiełkę, która to zmienia.

W przypadku biegów długich, nie mamy takich przykładów z ostatnich lat, a starsze historie, nawet jeśli pięknę, to szybko idą w zapomnienie. Taki stan rzeczy sprawia, że w mojej opini z poziomem może być w kolejnych latach jeszcze gorzej.

Patrząc na wysyp kolejnych talentów jak Różnicki czy Lewalski można pomyśleć, że mamy narodowy patent na kształtowanie Waszych następców. Trudno szukać takich nawiązań np. do przeszkód, które kiedyś zdawały się być domeną Polaków.

Bardzo szkoda, że ta tradycja zanika. Ja pamiętam jeszcze czasy mistrzostw Polski, gdzie na przeszkodach czterech zawodników miało minimum na Igrzyska i wycinali się, aby rozstrzygnąć kto pojedzie, bo miejsce było jedynie dla trzech. Bardzo szkoda, że tych czasów już nie ma, ale miejmy nadzieję, że jeszcze przyjdą. Aby tak się stało musi się sporo zmienić, w tym również podejście do treningu.

Będąc przez tyle lat na wysokim poziomie trenowałem z bardzo wieloma zawodnikami, nie tylko ze średniakami. Porządne treningi zdarzało mi się robić przykładowo z Mo Farahem. Na bazie tych doświadczeń widzę, że potrzebna jest zmiana myśli szkoleniowej. Nie można bać się robić mocnej roboty i nie można bać się marzyć.

Marcin Lewandowski
Fot. Marta Gorczyńska

Jak w tym kontekście patrzysz na najbardziej perspektywicznego ośmiusetmetrowca Krzysztofa Różnickiego, który nie zdecydował się pojechać do Tokio? Boi się marzyć?

Nie wiem czy boi się marzyć i nie wiem czyja to była decyzja. Jeśli trenera, to ja na miejscu Krzyśka również bym zaufał swojemu trenerowi. Ja ufam swojemu w stu procentach i tu pewnie było podobnie. Może był jakiś powód, inny plan na Krzyśka, ale to już nie moja sprawa.

Nie wiem co bym zrobił mając siedemnaście lub osiemnaście lat, ale wiem co bym zrobił teraz mając minimum. Jechałbym na Igrzyska, bo nigdy nie wiadomo czy ta okazja kiedykolwiek się powtórzy.

Jesteśmy na imprezie gdzie rywalizuje się na bieżni, mimo że częściej amatorów biegania widzi się na zawodach ulicznych. Co może dać bieżnia połykaczowi asfaltowych kilometrów?

I właśnie ta różnica względem asfaltu jest świetna! Ja jestem ambasadorem tej imprezy od samego jej powstania, gdyż to jest właśnie dla wielu osób unikatowa możliwość, aby spróbować smaku innej rywalizacji. Widzę przykładowo, że niektórzy mają tu pierwszy raz możliwość wystartować w kolcach. Dla długasa, taki akcencik szybkościowy może być świetnym bodźcem, a nawet najsłabsze zawody są przecież lepsze niż wybitny trening.

Dodatkowym walorem jest atmosfera zabawy, gdzie każdy bez względu na poziom sportowy może skosztować tego, co my zawodowcy czujemy na co dzień.

Nie mogę nie zapytać o Twój stan zdrowia. O urazie mięśniowym powiedziałeś już wszystko, ale przy jego okazji zdiagnozowano, kto wie czy nie poważniejszą, chorobę zatorową. Czy podpiszesz się pod sformułowaniem, że to szczęście w nieszczęściu i że być może tak pierwsza kontuzja uratowała Ci życie?

Ciężko powiedzieć. Ja podszedłem do tego tak, że skoro coś się stało to widocznie znaczy, że już tak miało być. Być może przewrotka w Tokio w poprzednim biegu, pomimo popchnięcia przez innego zawodnika, to już był znak od organizmu, że nie należy dalej biegać, bo może być niebezpiecznie. Mimo wszystko, w półfinale stanąłem na starcie gdzie strzeliła mi łydka i może to nie był pech, tylko właśnie szczęście. Być może to była druga żółta kartka od mojego ciała, mówiąca „Lewy zatrzymaj się, bo będzie niedobrze”. Ale już nie dowiemy się tego jaka jest prawda.

Z drugiej strony zadaję sobie pytanie co było pierwsze, kura czy jajko? Czy kontuzja mięśnia była skutkiem czy przyczyną zakrzepicy żylnej, którą miałem w łydce. Być może to niedostatecznie ukrwiony mięsień puścił, a może odwrotnie. Tego się nie dowiemy, ale najważniejsze jest, że dochodzę do siebie. Od pięciu dni chodzę już bez kul i czuję się dobrze. Doktor Jaroszewki, który na co dzień mnie prowadzi razem z całym zespołem Enel-Spot, na ostatniej kontroli stwierdził, że nie ma już po tym urazie ani śladu.

Pozytyw jest taki, że nigdy tak wczesnie nie zakończyłem sezonu, więc mogę wyjątkowo wcześnie zacząć przygotowania do sezonu zimowego. Hala już niebawem, a ja zamierzam mocno do niej potrenować.

Marcin Lewandowski
Fot. Marta Gorczyńska

Jak wykorzystujesz wolny czas, poza spędzaniem go z rodziną, o czym doskonale wiemy? Ty chyba nie należysz do osób, które długo potrafią siedzieć bezczynnie w miejscu?

Dokładnie tak. Wiele się u mnie dzieje, ale wszystkiego nie mogę jeszcze zdradzić, bo to nie byłoby w moim stylu (śmiech). Jestem profesjonalistą i perfekcjonistą więc jak za coś się zabieram to na maksa. Podobnie jest z moimi projektami.

Uchylę rąbka tajemnicy, że na rynek będzie wchodzić nowa odżywka stworzona z myślą o biegaczach, czyli coś czego jeszcze nie było. Suplementów może jest wiele, ale to będzie skrojone pod bieganie więc będzie wyjątkowe. Więcej na dziś nie zdradzę.

A jak wyglądają Twoje plany sportowe, bo nie wierzę, że nie myślisz już o kolejnym roku. Tam w kalendarzu jest niezwykle gęsto, mamy Halowe Mistrzostwa Świata, Mistrzostwa Europy i Mistrzostwa Świata. Celujesz z formą we wszystkie imprezy? Czy to w ogóle możliwe?

Jest to możliwe, choć oczywiście nie każdy da radę. Myślę, że „Stary Lis” bieżni, taki jak ja, da sobie z tym radę, choć nie ukrywam że będzie to intensywny czas. Trzy bardzo ważne imprezy, a ja na każdej z nich będę bronił jakiegoś tytułu. Na hali będę bronił vice-mistrzostwa, a na stadionie srebra mistrzostw Europy i brązu mistrzostw świata. Jak to u mnie, plany są ambitne. Co było nie ma już znaczenia, a liczy się to co przed nami. Fizycznie i psychicznie już czuje się świetnie i jestem głodny szybkiego biegania, mimo że minął dopiero miesiąc od ostatnich startów.

Marcin Lewandowski
Fot. Marta Gorczyńska

Jesteś znany z tego, że bez ogródek mówisz o dopingu. Co zrobiłbyś na miejscu World Athletics w przypadku zawodniczek z zaburzeniami rozwoju płci (DSD – Differences of Sexual Development), które z powodu naturalnie wysokiego poziomu testosteronu zostały przesunięte do innych dystansów, ale tam również osiągają niecodzienne wyniki?

Nie podejmuję się rozstrzygać czy powinny one rywalizować, ale jeśli już zabraniamy im startować na jednych dystansach, to dlaczego mogą to robić na innych. Wyniki potwierdzają, że również tam mogą być mocniejsze od rywalek. Te ograniczenia to była bzdura. Zobaczymy jak to się skończy, ale od początku nie powinno mieć miejsca.

Czy w przyszłym sezonie czeka Cię przedłużenie dystansu? Jesteś specjalistą od rekordów Polski, a te najstarsze na trójkę i piątkę według wielu mogłyby być w Twoim zasięgu.

Rozmawiałem z trenerem Rostkowskim na temat mojej przyszłości i drogi jaką podejmiemy w przygotowaniach do przyszłego sezonu. O tym czy do 1500 metrów dojdziemy przez dystans 800 metrów, a może przez 5000 merów? Być może warto mocno się skupić i w ogóle wrócić do osiemsetki? Dziś nie mogę Wam zdradzić, ale z pewnością będzie ciekawie, bo ambicje są olbrzymie. Rekordy Polski na dłuższych dystansach zarówno na stadionie jak i na hali mogą być w moim zasięgu i wiele jest do zrobienia. Drogi są trzy, a którą z trenerem obierzemy, okaże się wkrótce.

Kuba Pawlak

Naczelny szafiarz Bieganie.pl. Często ryzykuje karierę redaktora dla dodatkowych 15 minut drzemki. Mając na szali sportową formę i czipsy, zawsze wybiera paprykowe. Biega dla pięknych i wygodnych butów. Naczelny szafiarz na Instagramie