NB 1080v12
 
25 czerwca 2014 Redakcja Bieganie.pl Sport

Łobodziński: gdy biegasz po schodach, boli od samego startu


Piotr Łobodziński jest świeżoupieczonym mistrzem Europy w… bieganiu po schodach. Konkurencja, w której się specjalizuje, ma niewiele wspólnego ze stadionową lekkoatletyką, nie tylko ze względu na specyfikę specjalistycznych treningów. Jest znacznie bardziej wyczerpujaca i bolesna niż tradycyjne bieganie.

1.jpg

 

Bieganie.pl: Zostałeś właśnie mistrzem Europy w towerruningu. Okazałeś się najlepszy na schodach wieżowca w Wiedniu oraz Brnie, a w końcących zawodach w Bratysławie byłeś trzeci, co w ogólnej klasyfikacji dało Ci mistrzostwo. Są przysłowiowe „zakwasy”?
Piotr Łobodziński: Nie, nie ma. W takich krótkich biegach mógłbym brać udział codziennie bowiem w Bratysławie wyścig był krótki, poniżej 2 minut – taki sprint. Lepiej czuje się jednak, gdy wyścig trwa 5-6 minut.

Bieganie po schodach to nieco abstrakcyjna konkurencja dla amatorów biegania, mógłbyś to jakoś odnieść do tradycyjnego wysiłku?

To dość trudne, ale treningowo przypomina to 5-10 kilometrów na ulicy, a jeśli chodzi o sam wysiłek to porównałbym to do wioślarstwa – boli od samego początku. Takie 400 metrów na ostatnich 100 metrach – boli od startu do mety po prostu cały czas. Na końcu ma się nogi jak z waty. To wysiłek o dużej intensywność, o dużym zakwaszeniu, ale szczerze mówiąc nigdy tego nie mierzyłem. Wartości kwasu mlekowego są jednak bardzo wysokie.

Jak trenować do biegu po schodach? Na co trzeba zwrócić szczególną uwagę? 

Ja po prostu biegam raz, czasem dwa razy w tygodniu po schodach i to traktuje jako element siły biegowej – zamiast podbiegów czy skipów. Nie robię tego codziennie, bo mięśnie by tego nie wytrzymały. Poza tym mój trening nie różni się od biegacza startującego na 5 kilometrów.

A siłownia, na niej również się pojawiasz?

Tak, ale moja siłownia różni się od tego standardowego pakowania. Ćwiczę praktycznie bez przerwy na wszyskie partie mięśni. Nie przerzucam dużych ciężarów. Robię od 10 do 20 powtórzeń i zmieniam ćwiczenie, i tak w kółko. Gdy zrobię kilka takich obwodów – kończę trening. Mam tak, że po prostu zawsze lubię się zmęczyć.

Spodziewałeś się tytułu mistrzowskiego? Twoje wyniki w wiosennych biegach były imponujące.

Trudno powiedzieć, ale na pewno byłem jedym z głównych faworytów. Kiedy na wiosnę pobiegłem na 10 kilometrów poniżej 31 minut, to wiedziałem, że będę bardzo mocny. Startuję praktycznie co weekend i zdarzało się, że miałem większą przewagę nad rywalami niż teraz podczas mistrzostw. Także byłem nawet w lepszej dyspozycji niż obecnie. Nie wiem czy rywale wówczas słabsi, czy ja taki mocny (śmiech).

Kiedy walczycie na schodach, o zwycięstwie decydują sekundy, czasem mniej niż sekundy. Czy taki wyścig jest bezpieczny? Wolisz czasówki czy bezpośrednią rywalizację?

Zdecydowanie wolę czasówki. Wówczas człowiek napędza się wyłącznie sam, ale jest to bardziej sprawiedliwe, bo w przypadku kiedy są wąskie klatki schodowe praktycznie nie ma szans na wyprzedzanie. Grupka się zbija i kolejność często pozostaje taka sama do mety nawet jeśli startuje sama czołówka 10-12 biegaczy.

Twoimi ulubionymi biegami są te trwające od 4 do 6 minut. Ale największe wieżowce świata są znacznie wyższe. Też próbujesz swoich sił na dłuższych schodach? Np. w Nowym Jorku na Empire State Building

W Nowym Jorku akurat nie startowałem, choć faktycznie jest to najsłynniejszy bieg tego typu na świecie. Jednak nie ma żadnych nagród, a nie znalazł się żaden sponsor, który zapłaciłby mi za koszty związane ze startem i podróżą. Ale dłuższe bieganie nie jest mi obce np. w Tajpei zająłem drugie miejsce. Bieg nieróżni się zbytnio od tych, które preferuje, trzeba zacząć nieco wolniej i nie ma aż tak dużego znaczenia wykorzystywanie poręczy i odpychanie się od ścian, tutaj liczy się bardziej wydolność ogranizmu dlatego na takich zawodach pojawiają się biegacze górscy, z powodzeniem startują także maratończycy. W takim wyścigu liczy się głównie utrzymanie stałego tempa, trudno jest łapać jakieś międzyczasy, robi sięto bardziej na wyczucie.

lobodzinski small

Czy bieganie po schodach jest bardziej kontuzjogenne niż zwykłe bieganie?
Powiedziałbym, że jest zdecydowanie mniej kontuzjogenne z prostego względu – nie działa tak grawitacja, poruszamy się cały czas do góry. Kiedy biegniemy po płaskim, stopa dostaje przyspieszenia, opada w dół, nie mówiąc już o zbieganiu z góry – to jest oczywiście najgorsze dla stawów, działają ogromne siły.

Trzeba mieć jakieś specjalne predyspozycje do tej dyscypliny?

Najbardziej przydaje się sprawność ogólna, zwinność i spryt. Trzeba umieć wykorzystywać poręcze, ściany. Ja lubię wszystkie biegi przetrwania, im więcej trudności tym dla mnie lepiej – lubię te wszystkie udziwnienia. Wydolność również się przydaje, ale nie w takim stopniu. Np. Henryk Szost jest najlepszym długodystanowcem w kraju, ale jakość nie widzę go w roli biegającego po schodach.

Jeśli chodzi o wyniki, jesteś profesjonalistą, ale czy musisz dokładać do tego sportu jak choćby polscy ultramaratończycy biegający po ulicach? Czy da się wyjść na swoje?

Do tego sportu nic nie dokładam. Organizatorzy, sponsorzy opłacają mi wszelkie koszty związane ze startem, przelotem, noclegiem. Startuję bardzo często, tylko w takich biegach, w których są jakieś nagrody – w takich czasach żyjemy. Jeśli jest rubryka – „Nagrody”, wówczas biegnę, żeby dorobić. Przez to nie szykuje formy pod dany start, tak jak zawodnicy na bieżni. Tu nie można sobie na to pozwolić. Cały czas utrzymuje dość wysoką dyspozycję i staram się startować bardzo często. Niedługo zrobię sobie przerwę i zacznę startować pod koniec sierpnia.

W przyszłym roku pierwsze mistrzostwa świata w Doha. Tam chyba będziesz chciał wystartować i wygrać?

Byłem już w Doha na zaproszenie szejka. Nagród nie było, ale zapewnili wszystko 30 najlepszym zawodnikom. W przyszłym roku nagrody już będą, bo i będą pierwsze mistrzostwa świata w historii. Zostaną rozegrane w podobnej formule, co mistrzostwa Europy w poprzednim sezonie. Najpierw eliminacje w formie czasówki, później półfinały i finały w seriach ze startu wspólnego, aby na dach wybiegł zwycięzca. Trochę mi ta formuła nie odpowiada, ale wiem, że ze względów medialnych będzie to lepiej wyglądać. Na pewno nie odpuszczę!

Już trzymamy kciuki!

Redakcja Bieganie.pl