26 listopada 2012 Redakcja Bieganie.pl Sport

Lewandowski niczym Władca Pierścieni


Mistrz Europy na 800 m z Barcelony, Marcin Lewandowski, aklimatyzuje się na zgrupowaniu w Nowej Zelandii. 9 zawodnik IO w Londynie po raz pierwszy w karierze wybrał taką drogę przygotowań. 

224123_392472864163188_1795305936_n_1.jpg

Marcin w Nowej Zelandii (fot: Marcin Lewandowski/Facebook.com)

Dlaczego "Lewy" zdecydował się na podróż na sam koniec świata? W tym okresie wybierał się zazwyczaj do Kenii, w wysokie góry. Poza tym do Nowej Zelandii leci się aż 35 godzin, następnie trzeba  przestawić i przygotować organizm na 12-godzinną różnicę czasową.  

– Postanowiłem razem z trenerem unikać wysokości, a szukać ciepła. To znaczy, że rezygnuję z obozów wysokogórskich. Muszę dać odpocząć organizmowi. Wykonałem olbrzymią pracę w zeszłym roku i wiem, że nie można przesadzić z obciążeniami – mówił w wywiadzie dla Przeglądu Sportowego.

W Nowej Zelandii trenowała niegdyś Anna Jesień, medalistka Mistrzostw Świata na 400 m ppł. I to właśnie od niej Lewandowski słyszał same dobre opinie zarówno o otoczeniu, jak i warunkach treningowych i temperaturze.

Marcin jak zwykle optymistycznie podchodzi do nowości: – Pierwsze wrażenia super, przede wszystkim ta pogoda, 20-25 stopni. Nowe miejsce do treningu, kolejne doświadczenie, setki kilometrów do wybiegania… Jak ja się cieszę, że wybrałem bieganie! – pisał na swoim oficjalnym facebookowym profilu.
Lewandowscy zatrzymali się w miejscowości National Park, w ośrodku prowadzonym przez byłego lekkoatletę. Ścieżek do biegania jest bardzo dużo, zarówno tych płaskich, jak i urozmaiconych 2-3 kilometrowymi podbiegami. Ponadto w okolicy znajduje się wulkan Tongariro.
– Tu Frodo zakończył trylogię „Władcy Pierścieni”- śmieje się mistrz Europy – Dwa dni przed naszym przyjazdem wulkan, oddalony od nas o 4-5 km,  zaczął dawać o sobie znać. Obudził się po 125 latach i na razie wyrzucił tylko popiół. I lepiej niech tak zostanie. Może "Oko Saurona" wypatrzyło mnie, że zbliżam się z pierścieniem? – dowcipkuje Lewandowski.
 
Za Marcinem pierwszy okres aklimatyzacji, który przebiegł bez problemów. Aktualnie 800-metrowiec pracuje nad siłą biegową:
– Początek jak na każdym zgrupowaniu był spokojny czyli kilometry, sprawność i rozciąganie, ale teraz zaczynamy brać się do roboty. Dziś zaliczyłem pierwsze podbiegi, jeszcze spokojnie ale mimo to nie było łatwo. Muszę przyzwyczaić się do tego, bo na tym zgrupowaniu celem jest sprawność i siła biegowa. W poprzednich latach raczej nie robiłem podbiegów w tym okresie, bo trenowałem w Kenii, a tam „zwyczajne” rozbieganie było naturalną siłą.

Mimo niezbyt udanego sezonu olimpijskiego, w którym Marcin nie poprawił swojej „życiówki” z 2009 roku, nie dostał się do finału olimpijskiego, nie zwyciężył w żadnym zagranicznym mityngu oraz przez niefortunne skręcenie kostki, nie wystartował nawet w mistrzostwach Polski, nadal ma duże zaufanie do swojego brata-trenera  – Tomasza Lewandowskiego. 
-Ufam mu bezgranicznie. Wiem, że ciągle się szkoli, jeździ na różne konferencje i na pewno zanim podjął taką decyzję, gruntownie ją przemyślał. Poza tym mam w nogach i płucach jeszcze pracę, którą wykonałem w poprzednich latach i wierzę, że to kiedyś wybuchnie- wspomniał Marcin w wywiadzie dla Przeglądu Sportowego.

Jeden z najszybszych polskich 800-metrowców nie wyklucza startu w halowych mistrzostwach Europy.

– Miesiąc wcześniej zacząłem przygotowania, więc będę miał również czas na to, by trochę poważniej podejść do startów pod dachem. Jeśli będę w formie i zdrowie na to pozwoli, to na pewno wystąpię również w mistrzostwach kontynentu – zdradzał plany na nowy rok. 

Oby nadchodzący wielkimi krokami sezon 2013 był bardzo owocny dla Teamu Lewandowskich. Przed nimi kolejna szansa na zdobycie medalu mistrzostw świata. W 2011 roku w koreańskim Daegu było bardzo blisko – Marcin zajął miejsce tuż za podium.