3 lutego 2015 Redakcja Bieganie.pl Sport

Lance Armstrong przerywa dwuletnie milczenie


Lance Armstrong? Dla jednych to najbardziej utytułowany kolarz w historii, po zakończeniu kariery wyczynowca – triathlonista i niezły maratończyk, z życiówką 2:46. Dla pozostałych? Oszust, hochsztapler, główny bohater największej afery dopingowej w dziejach sportu. Kontrowersyjny Teksańczyk niedawno przerwał dwuletnie milczenie i udzielił wywiadu dla BBC. Kim dzisiaj jest „wielki” Lance i czego możemy się nauczyć na jego przykładzie, także… jako biegacze? 

Styczeń 2013 roku. Lance Armstrong spada z piedestału na samo dno. Wsypują go wszyscy koledzy kolarze. Odwracają się od niego sponsorzy. Siedem tytułów zwycięzcy Tour de France zostaje mu odebrane. Dostaje dożywotnią dyskwalifikację. A jednak cały czas odpiera zarzuty i zarzeka się, że jest niewinny i nie brał dopingu.
Wreszcie siada do rozmowy z Oprah Winfrey. To nie jest przypadkowy wybór. Oprah to nie tylko prowadząca talk show, to nie tylko multimilionerka, ale ciało opiniotwórcze i jedna z najważniejszych postaci w kraju.

Po niespełna minucie Oprah przechodzi do samego sedna:

– Czy kiedykolwiek stosowałeś zakazane substancje, żeby poprawić swoje wyniki sportowe?

– TAK.

W tamtej rozmowie padło wiele słów, ale już to jedno wystarczyło. Lance Armstrong przyznał się, a potem na dwa lata zniknął. 

W ubiegłym tygodniu BBC opublikowało transkrypt pierwszego telewizyjnego wywiadu z Armstrongiem od czasu rozmowy z Oprah. Z wywiadu (przeprowadzonego przez Dona Roana) wyłania się obraz człowieka pełnego emocji, mocno doświadczonego w przeciągu ostatnich lat. Kto wie, czy bieżąca walka nie jest trudniejsza od walki z rakiem oraz elitą światowego peletonu o żółtą koszulkę? Tym bardziej, że w przeciwieństwie do tamtych zmagań, z bieżących bojów Lance wcale nie musi wyjść zwycięsko.

Armstrong z goryczą w głosie przyznał, że nie spodziewał się takiego oddźwięku po wywiadzie z Oprah. Okazało się, że mimo wyjawienia sporej części zdarzeń przez organy badające sprawę dopingową, przyznanie się do winy nie rozładowało emocji publiczności. Przeciwnie – zaogniło złość ludzi na bohatera, który okazał się oszustem. Kolarz stwierdza, że gdyby mógł cofnąć czas wstrzymałby się z udzieleniem tego wywiadu. 

Nie tylko kibice i obserwatorzy odwrócili się od Lance’a. Fundacja, którą stworzył zmieniła nazwę na Livestrong i wydała jednoznaczny komunikat: „musisz się odsunąć”. Pozbawiono go możliwości ścigania się na rowerze, ale również działania na rzecz podopiecznych fundacji. Bezczynność skłoniła Armstronga do refleksji nad słusznością wymierzonej mu kary. Kolarz doszedł do wniosku, że potraktowano go niesprawiedliwie. Wskazuje na fakt, że przeciętny kibic może odnieść wrażenie, że postępowanie władz światowego kolarstwa jest niespójne i wysyła w świat niekorzystny obraz dyscypliny.
– Mówię teraz z perspektywy kogoś innego: „Obejrzałem siedem Tour’ów. Oglądałem, widziałem, kto wygrał, a przynajmniej tak mi się wydawało. Ale nie, jednak ten, co wygrał, tak naprawdę nie wygrał, nikt nie wygrał, zawody nie mają zwycięzcy. Siedem żółtych koszulek bez właściciela, a jednak w tych samych latach zielone koszulki należą do Erika Zabela, który przyznał się do dopingu, koszulki w czerwone grochy do Richarda Virenque, który tez się przyznał… Jak to jest?” 

Na postawione wprost pytanie, czy uważa się za kozła ofiarnego Lance odpowiada, że istotnie, jego zdaniem został ukarany zbyt surowo. Podnosi argument, że nie może nawet wziąć udziału w maratonie bostońskim, żeby wesprzeć organizacje dobroczynne, a nie walczyć o sportowy wynik – a przecież mógłby w ten sposób zebrać pieniądze na szczytny cel…

armstrong.jpg
fot. facebook.com/lancearmstrong

Z każdej wypowiedzi Armstronga bije resentyment: inni nie zostali ukarani, tylko do moich drzwi pukali agenci federalni, do mnie USADA nie zadzwoniła z propozycją współpracy. Obserwujemy dramat człowieka, który z jednej strony ma świadomość swojej winy i przekonanie, że odbywa zasłużoną karę, z drugiej czuje się potraktowany niesprawiedliwie – napiętnowany, odrzucony, odsądzony od czci i wiary w przeciwieństwie do innych, jemu podobnych, którzy również stosowali doping.

I wtedy pada kolejne bardzo ważne pytanie: czy wziąłbyś doping raz jeszcze?

Lance jest szczery do bólu:

Gdybym ścigał się teraz, w 2015 roku, to nie – uważam, że teraz nie ma takiej potrzeby. Jeśli jednak cofnąłbym się w czasie do 1995 roku, kiedy było to powszechne – pewnie zrobiłbym to znowu.

Niektóre kwestie mimo upływu lat pozostają bez odpowiedzi. Ważnym elementem, który nie doczekał się wyjaśnienia są zeznania Betsy Andreu, która twierdzi, że w 1996 roku, podczas odwiedzin u Armstronga (który walczył wtedy z chorobą nowotworową) w szpitalu słyszała, jak na pytanie onkologa o zażywane substancje wspomagające wyniki wymienił EPO, hormon wzrostu i inne specyfiki. Armstrong utrzymuje, że w tamtym okresie nie stosował dopingu. Odmówił rozmowy na ten temat podczas wywiadu z Oprah, podobnie teraz unika odpowiedzi: 

– Co jeśli tego nie pamiętam? Co jeśli przywołując wspomnienia sprzed 18 lat, kiedy w 24 godziny po skomplikowanej operacji byłem pod wpływem ciężkich leków, nie mogę sobie przypomnieć?

Mimo, że przeszłość Armstronga pozostaje niewyjaśniona zarówno dla kibiców, jak i dla niego samego, kolarz ma jasno sprecyzowane oczekiwania wobec przyszłości: chciałby uwolnić się od prawników, zeznań i konieczności powtarzania po raz kolejny, jak bardzo mu przykro. Chciałby kontynuować pomoc świadczoną chorym na raka – mimo odsunięcia od fundacji regularnie odwiedza pacjentów i wspiera ich w walce z chorobą. Z jego słów wynika, że pragnie wybaczenia i – po prostu – świętego spokoju. Czy jednak jest na to szansa? 

Niech podsumowaniem będzie końcowy fragment wywiadu:

Armstrong: – Wszystkim nam jest przykro. Wiesz dlaczego? Przykro nam, że postawiono nas w takich okolicznościach. Nikt z nas nie chciał znaleźć się w tych okolicznościach. Wszyscy wolelibyśmy ścigać się „na czysto”. Przykro nam, tak, przykro nam, że zostaliśmy postawieni w tym miejscu i rozglądaliśmy się dookoła, jak zrozpaczone dzieciaki, myśląc: »o, Boże, muszę wracać do Plano [miasto w Teksasie], wrócić do szkoły albo znaleźć pracę w sklepie rowerowym czy fabryce.« Chłopaki musieli wracać do Australii, do wschodniej Europy, na pola Francji…

Dan Roan: – I co w tym złego? No dobrze, nie miałbyś wspaniałej kariery, ale za to pozostałbyś uczciwy.

Armstrong: – No, nie wiem. W takim razie znam niewielu ludzi, którzy pozostali uczciwi.

Dan Roan: – A jednak byli tacy. I to jest smutne.

Co o tym sądzicie?

Redakcja Bieganie.pl