31 lipca 2008 Redakcja Bieganie.pl Sport

Janusz Kusociński Superstar


Wszyscy dziś wiedzą, że Janusz Kusociński wielkim biegaczem był. Stał
się postacią pomnikową – szkoły noszą jego imię, jest memoriał
Kusocińskiego, są pomniki, tablice pamiątkowe, wywiady, autografy,
wizyty w zakładach pracy. Skupiamy się więc na technicznym aspekcie
kariery "Kusego". Jak to się stało, że w 1932 biegał na tyle szybko, że
do dzisiaj byłby jednym z najlepszych zawodników w Polsce?

janusz_kusy.jpg

Kusociński w 1932 roku na igrzyskach olimpijskich w Los Angeles przebiegł 10000m w czasie 30:11,4. Nawet dzisiaj jest to niezły czas, a uzyskany przecież na bieżni żużlowej, w zwykłych pantoflach z kolcami, bez zająców. Do tego w potwornej męce – w niedopasowanych butach, co skończyło się ogromnymi pęcherzami i otarciami, które nie pozwoliły zawodnikowi wystartować na 5000m. Kusociński w swojej karierze pobił też m.in. rekord świata w biegu na 3000m, biegnąc 8:18,8 oraz zdobył wicemistrzostwo Europy w biegu na 5000m. Wszystko to w czasach, gdy w Polsce nie było zawodowych trenerów, a na światowych bieżniach sukcesy święciła szkoła skandynawska, szczególnie Finowie. Poziom wiedzy treningowej, medycznej i fizjologicznej był też na szczątkowym poziomie, jeśli porównamy go z dzisiejszymi czasami. Nie było tartanu, ultralekkich kolców biegowych ani oddychających ubrań. Jak Polak doszedł więc do swoich wyników i sukcesów?

Zaczynał od biegów przełajowych. Jak wspominał, na nich zauważyli go działacze klubu "Sarmata". Pierwszy oficjalny wynik uzyskany na bieżni to 2:26,4 na dystansie 800m, z 8 maja 1926 roku. Przez następne lata trenuje intensywnie i w 1928 roku na dystansie 5000m bije pierwszy rekord Polski, biegnąc 15:41,0. Zrobił to tak, jak lubił – biegnąc mocno sam od startu do mety. Po części było to spowodowane też przymusem – w kraju nie było dostatecznie mocnego rywala, aby mógł nawiązać walkę z "Kusym". Rok 1928 w ogóle jest udany – Kusociński śrubuje swoje życiówki do poziomu 4:06,8 na 1500m, 8:54,2 na 3000m i 15:17,8 na 5000m. Jesienią idzie odbyć dwuletnią służbę wojskową. W rezultacie następny rok jest stracony dla sportu. Kusociński biega, startuje, ale się nie poprawia. Wraca do formy w 1930, łamie barierę 15 minut na dystansie 5000m, biegnąc 14:55,6. Dwa następne lata to ciągle lepsze wyniki, zakończone pobiciem rekordu świata na 3000m, 4 mile oraz zwycięski bieg w Los Angeles, gdzie do rekordu świata zabrakło 6 sekund. Ostatnie okrążenie Kusociński przebiegł tam w 60,4s! Do legendy przeszła historia o jego zbyt ciasnych butach startowych.

Kolejne lata to zmagania z ciężka kontuzją kolan, dochodzi do uszkodzenia łąkotki. Kusociński pracuje jako ogrodnik, leczy się, próbuje trenować, chociaż mało kto wierzy, że wróci do biegania. Ale w 1939 mistrz wraca do formy. Uzyskuje fantastyczny wynik w biegu na 5000m – 14:24,2! Niestety, potem wybucha wojny, Kusociński pracuje jako kelner w barze prowadzonym przez sportowców, angażuje się w działalność konspiracyjną, w końcu wpada i zostaje rozstrzelany w Palmirach, prawdopodobnie 21 lub 22 czerwca 1940 roku. W śledztwie nie wydaje nikogo.

j_kusocinski.jpg

Tak w skrócie wygląda przebieg kariery sportowej Janusza Kusocińskiego. Ale co kryje się za suchymi wynikami? Trening Kusocińskiego był, jak na tamte czasy, bardzo nowoczesny. Nawet dzisiaj zgodny jest z prawidłami sztuki trenerskiej. Chodzi zresztą nie tylko o sam trening, ale również o technikę biegu, za którą był krytykowany. Pisze o tym Bogdan Tuszyński w "Ostatnim okrążeniu Kusego": "(…) w kraju coraz częściej pisano o jego "rozpaczliwym stylu biegania". Sprawa polegała na tym, że prawie wszyscy czołowi długodystansowcy świata, wzorując się na Finach, biegali, jak to mówiono – z pięty. Kusociński biegał inaczej – na palcach, jak sprinter. Złośliwi mówili, że niezbyt wysoki biegacz wspina się na palce, aby urosnąć na bieżni i że sprinterski sposób biegania 10000m jest szczytem ignorancji". Dzisiaj, po wielu latach, widzimy, że rację miał Kusociński, bo obecnie wszyscy najlepsi biegacze świata biegają ze śródstopia, jakbyśmy to nazwali dzisiaj.

Kusociński od 1931 roku trenował trzy razy dziennie – tak jak dzisiaj Kenijczycy. Mówi się o tym, że był prekursorem treningu interwałowego. Nie wiadomo do końca, na ile był to świadomy wybór. Biegając wielokrotnie odcinki o długości od 100 do 800m, szukał szybkości, aby pokonać swojego znienawidzonego rywala z bieżni – Stanisława Petkiewicza, który najmocniejszy był w biegach średnich. Kusociński startował więc też często na krótszych dystansach, z dużym powodzeniem, równocześnie dzięki temu wyrabiając wytrzymałość szybkościową oraz odporność na nagłe zmiany tempa, co przydało mu się w rekordowym biegu w Los Angeles.

januszkusoci__ski.jpg

Na pierwszy trening wychodził o siódmej rano, biegał w terenie 20 do 40 minut plus gimnastyka. Wiosną biegał często po torze wyścigów konnych, dużo w ciężkim, pofałdowanym terenie, odkrywając skuteczność biegów pod górkę. Przed południem robił właściwy trening, były to głównie biegi ciągłe na tempo. Wieczorem ćwiczył szybkość, biegając odcinki, na koniec dnia brał masaż. Częściowo nieświadomie robił spory trening siłowy – nie tylko w postaci biegania pod górkę, ale również w formie ćwiczeń na nogi, które, jak wierzył – wydłużą mu krok. No i – starty! Janusz Kusociński startował, gdzie tylko mógł, czasami nawet kilka razy dziennie. Wygrywał biegi uliczne, przełajowe i na bieżni, na wszelkich możliwych dystansach.

Nie miał wspaniałych warunków fizycznych – mierzył tylko 165cm. Był człowiekiem niesłychanie ambitnym, długo chowającym urazę. Tak jak do Petkiewicza – Polaka, znanego w tym okresie biegacza, który do Polski przyjechał z Łotwy, stając się największym rywalem Kusego, który nie mógł darować mu tego, że Petkiewicz jest lepiej wyrobiony towarzysko i że jest obiektem podziwu całego kraju. Do szału doprowadzało go, gdy Petkiewicz, aby nie przegrać z Kusocińskim, nie kończył biegów. Przez długi czas to Petkiewicz był bożyszczem tłumu, chwalonym przez prasę za piękny styl biegu, co również nie przysparzało mu sympatii Kusocińskiego – w tym czasie uważanego przez prasę za biegacza bez przyszłości. Późniejszy mistrz olimpijski postanowił wymazać wszelkie rekordy Petkiewicza z tabel – stąd starty również na dystansach średnich. W późniejszym okresie kariery rywalizował z Józefem Nojim – trenowanym przez Petkiewicza.

Sporo uwagi poświęcano w prasie zwyczajom, czasami wręcz zabobonom Janusza Kusocińskiego. Zwykł on startować w bawełnianej czapeczce, przypominającej czepek pływacki, co doprowadziło go do konfliktu z jednym z działaczy sportowych, który stwierdził, że "jak w czymś takim można się ludziom pokazywać". Na starty zagraniczne ponoć woził ze sobą podkowę – na szczęście. Startował z nieodłącznym stoperem w lewej dłoni. Uwielbiał saunę fińską oraz masaże – i stosował oba te środki przez cały okres kariery.

Połączenie ciężkiego treningu, wykonywanego nawet trzy razy dziennie, niesłychanej zawziętości i ambicji oraz talentu wytrzymałościowego – dało nam pierwszego i jedynego mistrza olimpijskiego w biegu na 10000m. Kiedy na igrzyskach w Pekinie będziemy oglądać toczących ze sobą walkę czarnoskórych zawodników, możemy westchnąć, że kiedyś – to Polak był najlepszy na świecie w biegach długich.

kusocinskijanusz.jpg