12 sierpnia 2012 Redakcja Bieganie.pl Sport

Henryk Szost na 9. miejscu, złoto dla Stephena Kiproticha


W niedzielne południe po raz dwudziesty ósmy w historii Igrzysk biegacze ruszyli na trasę maratonu. 105 zawodników z 68 krajów stanęło na starcie biegu tradycyjnie kończącego olimpijskie zmagania. Zwyciężył dość nieoczekiwanie reprezentant Ugandy Stephen Kiprotich. Henryk Szost spisał się świetnie – Polak zajął 9. miejsce, najlepsze wśród Europejczyków.

486607_10150975387655563_1965422559_n.jpg
Złoto dla Ugandy!

Faworytów do medali upatrywano w Etiopczykach i Kenijczykach. Obie nacje w przeciągu ostatnich miesięcy przeżyły prawdziwą klęskę urodzaju doskonałych wyników i miały duży problem, by wytypować trójkę reprezentantów na Igrzyska. Pojęcie o tym jak wspaniała stawka zebrała się na starcie w Londynie może dać lista tych, dla których miejsca w kadrze zabrakło: wśród Kenijczyków nominacji nie otrzymał między innymi Moses Mosop (fantastyczny wynik 2:03 w ubiegłorocznym maratonie bostońskim), rekordzista świata Patrick Makau oraz Geoffrey Mutai, który w Bostonie wyprzedził o krok Mosopa; w reprezentacji Etiopii zabrakło cesarza – Haile Gebrselassie, którego wyniki nie były wystarczająco dobre.

mbi20120812_8167_201208121701.jpg
Trasa maratonu była bardzo widowiskowa, ale obfitowała w trudne zakręty. Na zdjęciu widać Henryka Szosta, który pierwsze kilometry maratonu pokonał w białej czapeczce. (fot. Marek Biczyk)

Ci, którzy stanęli na starcie to najlepsi z najlepszych: Kenijczycy – mistrz świata Abel Kirui, zwycięzca cyklu World Marathon Majors Emmanuel Mutai oraz Wilson Kipsang Kiprotich, legitymujący się rekordem życiowym 2:03:42 z zeszłorocznego maratonu we Frankfurcie; Etiopczycy: Ayele Abshero, Getu Feleke oraz Dino Sefir – wszyscy z rekordem życiowym 2:04. Ciężko było wskazać ewentualnych rywali dla Afrykańczyków. Amerykanie liczyli na „wielką nadzieję białych” – Ryana Halla, my trzymaliśmy kciuki za Henryka Szosta, który w tym roku błysnął formą ustanawiając w Lake Biwa w Japonii nowy rekord Polski czasem 2:07:39. Niestety drugi z naszych reprezentantów, Marcin Chabowski, z powodu kontuzji musiał wycofać się z Igrzysk i nie stanął na starcie.

Pierwsze 5km maratończycy pokonali w dużej grupie w 15:23. Na 10km pierwszy zameldował się Brazylijczyk de Almeida, w czasie 30:38, z kilkusekundową przewagą nad rywalami. Henryk Szost na tym etapie rywalizacji biegł w czołowej grupie. Na kolejnych 5km bardzo mocne tempo podyktował Wilson Kipsang, który jako pierwszy przebiegł punkt pomiaru czasu na 15km w czasie 44:58, co oznacza, że ostatnie 5km pobiegł w 14:11!!! Wydaje się jednak, że fantastyczny czas tej piątki był trochę zafałszowany przez nie do końca precyzyjne oznaczenia trasy. Kilkanaście sekund za Kipsangiem grupka pościgowa z m.in. Kirui, Mutai, Feleke i Abshero. Henryk Szost po 15km był 16. z 40-sekundową stratą do lidera.

mbi20120812_3379_201208121701.jpg
Henryk Szost (fot. Marek Biczyk)

Jeszcze przed dwudziestym kilometrem z trasy zeszli dwaj Amerykanie: Hall oraz Abdi Abdirahman. Tymczasem w połowie rywalizacji sytuacja wyglądała następująco: pierwszy Wilson Kipsang – 1:03:15, za nim kilkuosobowa grupka pościgowa: Kirui, Feleke, Abshero, Stephen Mokoka z RPA, Stephen Kiprotich z Ugandy, Brazylijczyk Marilson dos Santos. Kilka sekund za nimi  Yared Asmerom z Erytrei oraz Emmanuel Mutai. Henryk Szost świetnie! Na półmetku 14. z czasem 1:04:30.

Wyścig coraz bardziej wyglądał na pościg rzednącej grupki za Kipsangiem zdeterminowanym, by samotnie przebiec prawie cały maraton. Choć jego przewaga nad kolejnymi zawodnikami ani nie rosła, ani nie malała w znaczący sposób, coraz mniej rywali było w stanie trzymać tempo pościgu. Po 25km jedynie trzech biegaczy utrzymywało się za liderem, który kolejny pomiaru czasu osiągnął po 1:14:58. 7 sekund za nim biegli Kirui, Kiprotich z Ugandy i Abshero. Szost cały czas mocno, w grupce kilku zawodników około 10. miejsca, ze stratą blisko dwóch minut do prowadzącego Kenijczyka.

Po kolejnych dwóch kilometrach Ugandyjczyk i Kenijczyk dogonili jednak lidera, Abshero biegł za nimi z kilkusekundową stratą, lecz z czasem słabł coraz bardziej. Na 30. km trzyosobowa czołówka miała czas 1:30:15. Szost niestety osłabł i odpadł od grupki z którą pokonywał ostatnie kilometry, na tym etapie zajmował 15. lokatę. Na szczęście kilka chwil później złapał drugi oddech i kontakt z grupką.

Trójka liderów 35km pokonała w 1:45:03. Za nimi kolejni zawodnicy – na tym etapie mniej już pilnujący rywali, bardziej skupiający się na własnym tempie. Wśród nich Henryk Szost na świetnej ósmej pozycji!

My emocjonowaliśmy się walką Szosta, tymczasem z przodu niespodziewanie Kiprotich z Ugandy zaatakował Kenijczyków! Zawodnik ten, jak dotąd, nie miał znaczących sukcesów w światowym maratonie, częściej pełniąc funkcję pacemakera, niż walcząc o czołowe miejsca. Jego dotychczasowa życiówka też nie powala – 2:07:50. Pomimo tego, atak wydawał się nie do odparcia. Stephen Kiprotich momentalnie wypracował kilkudziesięciometrową przewagę i wyglądało na to, że Ugandyjczyk pogodzi odwiecznych rywali, Kenię i Etiopię, sprzątając im sprzed nosa olimpijskie złoto.

mbi20120812_3484_201208121701.jpg
Walka Henia na ok. 30-tym kilometrze (fot. Marek Biczyk)

Co prawda, tempo ostatnich 10km nie było zbyt wysokie i na rekord olimpijski tragicznie zmarłego mistrza olimpijskiego z Pekinu, Samuela Wanjiru (2:06:32), nie było już szans, jednak samo rozstrzygnięcie – złoty medal dla Ugandy – to i tak wielkie wydarzenie. Na 40km Kiprotich uśmiechnięty, pewny siebie, biegnący mocnym rytmem, czas – 2:01:12. Drugi Kirui – 2:01:21, trzeci Kipsang z 50-sekundową stratą do prowadzącego. Szost dziewiąty, jako pierwszy z Europejczyków z ponad półminutową przewagą nad kolejnym biegaczem.

Na mecie – złoto dla Ugandy – Stephen Kiprotich 2:08:01, srebro i brąz dla Kenii, odpowiednio Abel Kirui (2:08:27) oraz Wilson Kipsang Kiprotich (2:09: 37), który chyba zapłacił za samotne prowadzenie. Czwarty Meb Keflezighi z USA, który zachował stosunkowo dużo sił na ostatnie kilometry, piąty Brazylijczyk Dos Santos. Dalej Japończyk Nakamoto, Cuthbert Nyasango z Zimbabwe, Brazylijczyk Paulo Roberto Paula i wreszcie, na dziewiątym miejscu, Henryk Szost z czasem 2:12:28. Dziesiątkę uzupełnił Włoch Ruggero Pertile.

1 Stephen Kiprotich UGA UGA 2:08:01 .
2 Abel Kirui KEN KEN 2:08:27 .
3 Wilson Kipsang Kiprotich KEN KEN 2:09:37 .
4 Mebrahtom Keflezighi USA USA 2:11:06 .
5 Marilson dos Santos BRA BRA 2:11:10 .
6 Kentaro Nakamoto JPN JPN 2:11:16 .
7 Cuthbert Nyasango ZIM ZIM 2:12:08 (PB)
8 Paulo Roberto Paula BRA BRA 2:12:17 .
9 Henryk Szost POL POL 2:12:28 .
10 Ruggero Pertile ITA ITA 2:12:45 .
11 Viktor Röthlin SUI SUI 2:12:48 .
12 Oleksandr Sitkovskyy UKR UKR 2:12:56 (SB)
13 Franck de Almeida BRA BRA 2:13:35 .
14 Aleksey Reunkov RUS RUS 2:13:49 .
15 Wirimai Juwawo ZIM ZIM 2:14:09 (SB)

Po biegu waleczny i bardzo zmęczony Henryk mówił:

-Od 35 kilometra strasznie mnie "postawiło". Odbyłem tam niesamowitą walkę. Wydaje mi się, że tylko moja mocna psychika pozwoliła mi dojechać do końca, jakoś się jeszcze spiąć na 2 km do mety. Trochę przyspieszyłem, doszedłem grupę, która uciekła. Później znowu osłabłem, znowu próbowałem przyspieszać, tak, żeby być w pierwszej dziesiątce. Bardzo się starałem. Udało się. Pogoda mnie nie rozpieszczała, była zupełnie nie dla mnie, bardzo nie lubię takiej. Myślę, że gdyby było nico cienia, to byłbym w ósemce. (…) Walczyłem, udało mi się wyprzedzić m.in. jednego z Kenijczyków, lidera światowych tabel. Było całkiem nieźle. Trasa bardzo ciężka, techniczna, nie ułatwiała biegu. Za dużo zakrętów, ale za to dopisywali kibice. Niesamowita wrzawa, potworny huk nawet, dekoncentrowało to trochę. Cieszę się jednak, że ludzie cieszyli się maratonem. (źródło PZLA). LINK DO WIDEO

PEŁNE WYNIKI