20 września 2009 Redakcja Bieganie.pl Sport

Haile Gebrselassie zwycięża w Berlinie, Martin Lel w Newcastle


20 września 2009 to dzień, w którym odbyły się dwie wielkie masowe imprezy biegowe – Real Berlin Marathon i Bupa Great Run w Newcastle.

W Berlinie zapowiadano wielki pojedynek pomiędzy Haile Gebrselassie a Duncanem Kibetem oraz walkę o rekord świata. Niestety nie udało się osiągnąć żadnego z zakładanych celów. Kibet zaczął tracić dystans do Hailego już po 16 km i zszedł w końcu z trasy niedługo po minięciu 30 km. Jednak mimo braku teoretycznie głównego konkurenta jeszcze do 30 km Haile szedł na rekord świata. Przy okazji padł rekord świata na 30 km 1:27:49, ale to nie było to na co nastawiał się Haile. Ostatni pacemaker wycofał się na 32 kilometrze zostawiając Hailego samego, z 39sekudnową przewagą nad zeszłorocznym rekordem świata. Jednak to mocne tempo na ostatnich kilometrach (32 kilometr w czasie 2:46) było być może przysłowiowym gwoździem do trumny, być może była nim rosnąca temperatura (w tym momencie około 20 stopni Celsiusza). Haile zaczął zwalniać, wyglądał na wyraźnie zmęczonego. Na 35 kilometrze średnie tempo za ostatnie 5km wyniosło już 2:59, na 40 3:11 a ostatnie dwa kilometry przebiegł w średnim tempie 3:27, co jak na niego.

haile_wykres.jpg

Po wyścigu powiedział:

„Już na 33 kilometrze, wiedziałem że nie będę w stanie poprawić mojego rekordu. Robiło się po prostu za ciepło. Może był to też problem mentalny, moja głowa nagle powiedział mojemu ciału, że to się staje zbyt ciężkie, poczułem, że nagle wchodzę na zupełnie nieznane sobie terytorium. Nagle, poczułem się bardzo zmęczony, mimo, że byłem do wyścigu naprawdę dobrze przygotowany. To co zrozumiałem dzisiaj, to aby poprawić rekord świata temperatura musi być poniżej 16-17 stopni, ludzie mówią, że maraton zaczyna się po 30, 35 kilometrach, może powinienem był to dzisiaj wziąć pod uwagę, ale wiele się dzisiaj nauczyłem, jeśli kiedykolwiek zostanę trenerem maratończyków będę naprawdę dobrym trenerem. „

Wyścig kobiet wygrała 21 letnia Etiopka Atsede Besuye  z czasem 2:24:47

W Newcastle odbył się największy na świecie półmaraton, wystartowało w nim ponad 52 tys uczestników. W elicie mężczyzn startowali Martin Lel, Joauad Gharib czy Gebr Egziabher Gebremariam. Był także polski akcent – na dystansie półmaratonu debiutował Marcin Chabowski, z mocnym postanowieniem zbliżenia się do wyniku 1:03 a może nawet złamania go. Wygrał już po raz drugi Lel z czasem 59:32, co daje mu nadzieje na dobry wynik w maratonie w Nowym Yorku. Drugi był  stosunkowo mało znany Kiplimo Kimutai (59:44) a trzeci Gharib (1:00:04). Niestety Marcinowi Chabowskiemu planu nie udało się zrealizować w pełni. Wynik 1:04:34 jest oczywiście niezły jak na debiut ale na pewno sporo poniżej oczekiwań Marcina. W szczególności  jeśli porównać starty Marcina i Artura Kozłowskiego, z którym Marcin wygrywał na dystansie 10tys m ze sporą przewagą zarówno w 2008 jak i 2009 roku a który w debiucie półmaratońskim w Pile w 2008 pobiegł od Marcina pięć sekund lepiej.  Miejmy nadzieję, że w kolejnych startach będzie lepiej.

Wśród kobiet stosunkowo łatwo wygrała Jessica Augusto z Portugalii (1:09:08) wyprzedzając dużo bardziej od siebie utytułowaną Berhane Adere (1:09:42) oraz trzecią Annę Dulce Felix (1:09:48) także z Portugalii.

W konkursie jeden z naszych forumowiczów Łukasz, prognozował wynik Marcina na 1:04:35 i jeśli nie będzie protestów 😉 on otrzyma wysokiej jakości treningową koszulkę do biegania.


20 września, jeden z naszych czołowych obecnie długodystansowców, tegoroczny mistrz polski na 10000m Marcin Chabowski zadebiutuje na dystansie półmaratonu. Jego debiut przypadnie w największym półmaratonie na świecie BUPA Great North Run w Newcastle.

chabowski_bupa.jpg

Wystartuje tam ponad 50 tys biegaczy. Ten bieg to nie tylko wielka frekwencja ale i bardzo wysoki sportowy poziom. W zeszłym roku wygrał tam brązowy medalista z maratonu z Pekinu Tsegaye Kebede z Etiopii ze świetnym czasem: 0:59:45. Rok wcześniej Martin Lel przed Sammym Wajniru i Hendrickiem Ramaala. Co roku startuje tam bardzo mocna czołówka i Marcin będzie się musiał starać, żeby zmieścić się pierwszej dziesiątce. Rozmawialiśmy z nim chwilę przed odlotem:

Jak się Marcin czujesz. Jak forma ?

Wydaje mi się, że dobrze, patrząc choćby po ostatnich biegach na krótszych dystansach w jakich brałem udział i obydwa wygrałem, Na 10km na niełatwej trasie pobiegłem 29:10 i wygrałem wojskowe przełaje na 3km. Więc wydaje mi się, że nie jest źle.

Na jaki wynik się nastawiasz?

Chciałbym powalczyć o 1h03, wydaje mi się, że mam szanse. Ważne, żeby pogoda była dobra ale sprawdzałem i powinno być w porządku.

Stresujesz się?

Nie, nie tak bardzo, mimo, że będzie to mój debiut na tak długim dystansie. Szybkościowo wydaje mi się, że jestem dobrze przygotowany, żeby utrzymać tempo 2:59 / km ale okaże się dopiero czy na taki bieg jestem przygotowany mięśniowo, nie biegłem przecież jeszcze tak długiego wyścigu.

Życzymy powodzenia

Nie dziękuję.

Zapytaliśmy się też Artura Kozłowskiego, który debiutował w półmaratonie w zeszłym roku (ma za sobą już dwa półmaratony w tym w Berlinie 1:03:36)  a w tym roku w Eindhoven zadebiutuje w maratonie) czy ze swojej perspektywy mógłby coś Marcinowi doradzić, czy półmaraton może go czymś zaskoczyć:

– Wg mnie półmaraton nie jest aż tak długim wyścigiem w porównaniu do 10000m żeby zawodnik, który dobrze biega 10000m mógł się czegoś obawiać. Mnie trochę straszono w zeszłym roku i po skończeniu półmaratronu w Pile miałem raczej niedosyt, że nie dałem z siebie wszystkiego i że mogłem był pobiec szybciej. Więc i Marcin nie powinien się niczego bać.

Na jaki wynik myślisz, że stać Marcina?

Wiem, że szykuje się na złamanie 63 minut i po tym co pokazuje w tym sezonie, myślę, że to bardzo realne.

kibethaile.jpg
Od lewej: Duncan Kibet i Haile Gebrselassie

Jednak oczy większej części lekkoatletycznego świata zwrócone będą tego dnia na Berlin. Tam bowiem będzie miał miejsce bieg, w którym wszyscy oczekują emocji w postaci pojedynku Gebrselassie vs Kibet i jednocześnie pobicia rekordu świata w maratonie.

Haile Gebrselassie urodzony w 1973 roku w Etiopii to legenda biegania, zawodnik, który swój pierwszy rekord świata (na 5000m) pobił 15 lat temu a ostatni w zeszłym roku właśnie w Berlinie na dystansie maratonu.

hailekibet.jpg

Duncan Kibet to wschodząca, ale wcale nie taka młoda (jak na bieganie) gwiazda. Wsławił się tym, że w kwietniu tego roku wygrał maraton w Rotterdamie w czasie tylko o niecałe 30 sekund gorszym od czasu Haile z Berlina. W dodatku na metę wpadł razem z kolegą z zespołu Jamesem Kwambai, co wyglądało jak wyścig dwóch kolegów na treningu. Obydwaj należą do „stajni” Gabriele Rosy i trenowani są przez włoskiego trenera Claudio Berardelli (z którym rozmawialiśmy w tym roku w kwietniu w Londynie).

Mark Milde, dyrektor maratonu w Berlinie, cieszy się, że bieg mężczyzn nie będzie tylko kolejną próbą bicia rekordu świata ale być może także walką świetnych zawodników. W poprzednich dwóch latach Haile biegał w otoczeniu pacemakerów i wszyscy wiedzieli, że jest to tylko bieg „pod Haile”. Tym razem, będzie inaczej, na co zgodzić się musiał także sam  mistrz: „Czuję się zaszczycony, że on dopuścił mnie do wyścigu – mówi Kibet – Naprawdę bardzo go podziwiam  za wszystko co zrobił w ostatnich latach dla lekkiej atletyki i dla Etiopii.

W przeciwieństwie do Haile, Kibet nie wygląda na człowieka, dla którego sport to wszystko o czym myśli. W ogóle nie wygląda jak typowy cichy, nieśmiały i małomówny Kenijczyk. Jest całkowitym przeciwieństwem. Poniżej Haile.TV oraz fragment pokazujący osobę Duncana Kibeta. Niech wygra najlepszy.

Dla czytelników mamy konkurs. Prosimy o oszacowanie wyniku jaki Marcin Chabowski pobiegnie w półmaratonie w Newcastle. Za najmniejszy błąd nagroda w postaci bardzo dobrej jakościowo biegowej koszulki. Odpowiedzi prosimy podawać na forum. Ostatnia godzina przyjmowania głosów to 10:00 naszego czasu. W przypadku udzielenia równorzędnie dobrych odpowiedzi koszulka będzie losowana spośród osób które ich udzieliły.