20 lutego 2015 Redakcja Bieganie.pl Sport

Ewa Swoboda: Chcę robić furorę jak Bolt!


Ma dopiero 17 lat, a już goni najlepsze na świecie seniorki. Kibice zapamiętują ją nie tylko dzięki rekordom, które bije co chwilę. Ewa Swoboda to pozytywna energia, luz, charakterystyczny makijaż, oczywiście swobodny i szybki bieg. Na naszych oczach rodzi się wielka gwiazda polskiego sprintu.

2.jpg
Ewa Swoboda podczas halowego mityngu Copernicus Cup w Toruniu

 

Ewa od początku swojej przygody ze sportem związana jest z klubem UKS Żory. Jej trenerką i, jak sama mówi, bardzo ważną osobą w życiu, jest Iwona Krupa. To ona ją odkryła i ukierunkowuje energię młodziutkiej sprinterki. Takiego talentu w polskim sprincie kobiet nie było od lat. 

Sukcesy na arenie międzynarodowej Ewa osiągała głównie w biegu na 100 metrów: 4. miejsce na Mistrzostwach Świata juniorów młodszych w Doniecku, srebrny i złoty medal podczas Kwalifikacji Europy do Igrzysk Młodzieży w Baku oraz 5. miejsce na Mistrzostwach Świata juniorów w Eugene, gdzie zapamiętywano ją jako najszybszą białą sprinterkę. Do pełni szczęścia w sezonie 2014 zabrakło złota z Igrzysk Olimpijskich Młodzieży w Nankin. Tam Ewa była w niesamowitej formie, co udowodniła śrubując w biegu półfinałowym rekord Polski juniorek do 11.30. W finale Igrzysk niestety zrobiła falstart. Choć ta porażka bolała, Ewa szybko wzięła się w garść. – Dwa dni potem była straszna ulewa, ale poszłam biegać na pół godziny w deszczu i przemyślałam sobie wszystko. Powiedziałam sobie „Kurczę, Swoboda, nie możesz teraz paść, bo już za daleko zaszłaś i jeden głupi bieg nie zniszczy moich marzeń”. Teraz realizuje część tych marzeń, będąc rewelacją tegorocznego sezonu halowego. 

* * *


Bieganie.pl
: W tym sezonie aż sześciokrotnie pobiłaś swój rekord Polski juniorek na 60m. Zaczęłaś od 7.30 w Brzeszczach, skończyłaś na 7.24 w Łodzi. I pewnie na tym nie poprzestaniesz. Powiedz, jak ty to robisz?!


Ewa Swoboda
: Szczerze mówiąc, nie wiem, jak to robię. (śmiech). To jest tak, że sama nie czuję, że tak szybko biegnę. Wiem jednak, że może być jeszcze szybciej. Podczas mityngu Pedros Cup w Łodzi mogłam lepiej zrobić rzut na metę. Znowu nie był taki, jak miał być, ale ogólnie jestem z biegu zadowolona. 


Biegłaś z utytułowanymi seniorkami.  Jak na ciebie reagują? 

Pewnie dziwnie. (śmiech). Rozmawiałam po biegu z panią Ivet Lalovą (mistrzyni Europy, przyp. red.) i powiedziała, że mam tak trzymać, że jest dobrze i mam powoli iść do przodu, bo fajnie to wygląda. Pani Lalova w ogóle jest bardzo pozytywną osobą. Bałam się bardziej pani Horn, jest bardzo dobrze zbudowana, więc trochę się jej przestraszyłam. Na szczęście wygrany bieg półfinałowy dodał mi pewności siebie. 


Masz dopiero 17 lat, a osiągnęłaś już 4. Wynik w historii polskiej LA na 60m. Czujesz, że siejesz postrach w obozie polskich sprinterek? 

Chyba nie. W sumie nie wiem, ale ogólnie atmosfera jest dobra. Choć może myślą: „O nie, znowu ta Swoboda!” (śmiech). A poważnie mówiąc, dogaduję się z nimi. 


Zauważył cię też szybko sponsor sprzętowy. Wiesz, że jesteś jedną z najmłodszych w polskiej historii zawodniczek, które podpisały kontrakt z Nike?

Cieszę się z tego bardzo. I powiem tak: Ciężka praca popłaca. 


Co czujesz, gdy wchodzisz w bloki i potem po biegu? Wysiłek trwa krótko, ale tak intensywny sprint to przecież duże obciążenie dla organizmu. 

Przed biegiem mam mały rytuał, zawsze muszę pocałować naszyjnik, pomodlić się i powiedzieć sobie, że dam radę. Gdy jest start, to nic nie czuję, jestem tak skupiona, że nic nie słyszę. Po biegu jest już ciężej, bo jak się ma jakąś lekką kontuzję, to wtedy dopiero zaczyna boleć. Czuję zmęczenie fizyczne, ale gdy zrobię rekord, to szybko mija. Po ostatnim rekordowym biegu nagrodziłam się i  zjadłam dużo żelków.


Na jakie kontuzje jesteś narażona? 

Najbardziej muszę uważać na kolana i mięśnie dwugłowe. Właśnie teraz mam problem z kolanem, ale mam nadzieję, że szybko z niego wyjdę. Dzisiaj zaliczyłam już wizytę u dwóch fizjoterapeutów.


U ciebie czas płynie bardzo szybko. Czy masz czas na miłość, chłopaka? Czy potrzebujesz takiego wsparcia? 

W sumie, nie potrzebuję tego na razie. Mam mamę i tatę. To wystarcza. Dużo dają mi też przyjaciele. Na przykład, gdy dodaję zdjęcie na Facebooka lub Instagrama, pojawiają się pozytywne komentarze i gratulacje, słowa „Wow, Ewa!”, „Wierzyłam w Ciebie”… to jest budujące. 

1.jpg
Selfie z przyjaciółmi z reprezentacji Polski, zrobione przez Ewę podczas Mistrzostw Świata Juniorów w Eugene w 2014 roku, zrobiło furorę w sieci


Nazywam cię „polskim Boltem”, bo zawsze przed startem emanujesz pozytywną energią i nastawieniem. Uśmiechasz się, pokazujesz kciuka do góry lub serduszko. Inspirujesz się najsłynniejszym sprinterem wszechczasów? 

Raczej nie, robię to po prostu spontanicznie. Ale w przyszłości chciałabym robić taką furorę jak Bolt (śmiech). Jak stresuję się przed startem, to bieg mi nie wychodzi. Gdy jestem sobą – taka wesoła, wyluzowana – to się udaje. Kiedy się stresuję, przychodzą myśli, że nie dam rady. Więc uśmiecham się i zalewam pozytywną energią. Jeśli mam jakiś problem, to pomaga mi moja trenerka Iwona Krupa. Na rozgrzewce porozmawiamy, pośmiejemy się i jest OK. 


Masz też specjalny makijaż, stał się on już Twoim znakiem rozpoznawczym. Przyznaj się, ile czasu zajmuje Ci namalowanie tych kresek?

Zajmuje mi to 10 minut. Kiedyś zachwycałam się pięknymi kredkami u dziewczyn, więc namówiłam mamę, żebyśmy kupiły eyeliner i zaczęły się tak malować. Pierwszą kreskę narysowała mi właśnie mama. Potem godzinami uczyłam się przed lustrem, jak to namalować, aby kreska wyszła prosto! (śmiech). 


A Twoi rodzice są świadomi, jakie wielkie wyniki osiągasz? Czy masz po nich geny sportowca?

Moi rodzice mają tę świadomość, są ze mną na każdych zawodach. Z każdego dobrego biegu i rekordu cieszą się tak samo jak ja z trenerką. W przeszłości mieli przygodę ze sportem. Poznali się, trenując judo. Lubili także biegać.


Słyszałam, że zdarza ci się biegać także z mamą.

Tak, czasem biegamy razem, klasycznie, powoli po 5 minut.  W ogóle to najwięcej w życiu przebiegłam 6 km, zazwyczaj biegam 4 km. 


Jak wygląda Twój trening? 

Trenuję codziennie, chyba, że jest sezon startowy. Wtedy po każdym starcie mam dzień wolny. Na siłowni robimy wszystkiego po trochu, ale ostatnio odpuściłyśmy zstępowanie, przez mój problem z „uciekającymi” kolanami. Ten element zastąpiłyśmy innym ćwiczeniem na dwójki i czwórki. Jak robię półprzysiad, jest to ciężar 50 kg, a gdy wyciskam – 30 kg. Nie są to jakieś wielkie obciążenia, co roku dokładamy ciężary, na razie trenujemy spokojnie, bez szaleństw. 


Widać, że masz jeszcze duże rezerwy siłowe, w sylwetce.

No tak, bo tak jestem troszkę zalana. Mam oponkę, ale na pewno z czasem uda mi się zbudować ten „kaloryfer”. (śmiech). 

3.jpg
Ewa Swoboda podczas halowego mityngu Copernicus Cup w Toruniu


Przed Tobą ważne starty w Halowych Mistrzostwach Polski Seniorów i Halowych Mistrzostwach Europy w Pradze. Jakie masz oczekiwania?

Będziemy na pewno startować na Mistrzostwach Polski w Toruniu, ale nie wiem jeszcze, czy na Halowych Mistrzostwach Europy w Pradze. Odzywają się moje problemy z kolanem i nie chciałybyśmy przesadzać ze startami. Muszę się jeszcze skonsultować z trenerką i to wszystko jest jeszcze do ustalenia. Zobaczymy, jak będzie. Jak zawsze będę chciała pobiec jak najlepiej. 


Czy szykujesz coś specjalnego dla kibiców? Słyszałam, że marzysz o zrobieniu tatuażu? 

Tak, to prawda. Nawet mam już zamówiony termin. Spodziewajcie się niespodzianki po 9 marca! (śmiech).