New Balance 1080v12
Morhad Amdouni
18 czerwca 2021 Bartłomiej Falkowski Sport

Dumny Korsykanin


Gdy słyszymy o próbie biegu na 10 000 metrów i w maratonie na jednych igrzyskach jako pierwszy kojarzy nam się z tym Emil Zatopek. Na Igrzyskach w Helsinkach w 1952 wygrał trzy złote medale na 5 000, 10 000 i w maratonie. Nie jest to jednak odosobniony przypadek. Na ostatnich Igrzyskach, w Rio w 2016, podobne połączenie zastosował Galen Rupp. Osiem dni po tym gdy zajął piąte miejsce w biegu na 10 000 metrów pojawił się na starcie maratonu gdzie z czasem 2:10:05 stanął na trzecim stopniu podium. Za kilkadziesiąt dni, w Tokio, do grona zawodników łączących dwa najdłuższe, olimpijskie biegi dołączy Morhad Amdouni. 

Mający trzydzieści trzy lata Amdouni przyszedł na świat na Korsyce. Wyspa należąca do Francji jest znana z bardzo górzystego krajobrazu oraz z ludzi, którzy są często określani jako dumni i odważni, podkreślający swoje korsykańskie pochodzenie. Zawodnik swoją przygodę ze sportem rozpoczął właśnie na tej francuskiej wyspie jednak jego pierwszym wyborem wcale nie była lekka atletyka.
Jako nastolatek świetnie radził sobie na boisku piłkarskim gdzie w wieku 15 lat zadebiutował w drużynie seniorów. Jednak już wtedy przejawiał duże zdolności do biegów średnich. Zmiana na lekkoatletykę wyszła mu ostatecznie na dobre. W 2007 roku, w popularnym ostatnio ze względu na rekordowe biegi kobiet Hengelo, zdobył tytuł Mistrza Europy U20 na 5000 metrów (14:08,27).
Jednak potem nastąpiła stagnacja i na tytuły w kategorii seniora przyszło czekać aż do 2015 roku. To wtedy Morhad Amdouni zdobył tytuł Mistrza Francji na 1500 m 3:48,58 i 5000 m 14:12,33. Czasy może nie były najwyższej klasy, jednak należy pamiętać o specyfice rozgrywania biegów mistrzowskich, które często rozgrywają się na finiszu. Więcej o formie Korsykańczyka mówi jego zwycięstwo w Memoriale Ivo Van Damme’a w Brukseli, który zaliczany jest do cyklu Diamentowej Ligi. Tam na dystansie 1500 metrów wygrał z czasem 3:36,92.

Przełomem w jego karierze okazał się rok 2018. W maju podczas Pucharu Europy na 10000 metrów zajął drugie miejsce z nowym rekordem życiowym 27:36,80. Przegrał jedynie o dziesiąte części sekundy z Niemcem Richardem Ringerem, z którym w Sapporo spotka się znowu tym razem na starcie maratonu. Niecałe trzy miesiące po tym sukcesie zdobył dwa medale na Mistrzostwach Europy w Berlinie. Po piorunującej końcówce wyprzedził Belga Bashira Abdiego na ostatniej prostej i zdobył złoto w biegu na 10000 metrów z czasem 28:11,22. Cztery dni później wystartował w biegu na dystansie o połowę krótszym. Wynik 13:19,14 dał mu brąz na 5000 metrów tuż za plecami Jakoba i Henrika Ingebrigstenów.

Kolejny sezon 2019 był dla Francuza rokiem debiutu w maratonie. Miejscem debiutu był Paryż. To właśnie tam wypełnił minimum olimpijskie w swoim pierwszym starcie osiągając 2:09:14 i zajmując ósme miejsce. Jednocześnie wypełnił minimum na Mistrzostwa Świata w Doha. Zawodnik wraz z trenerem bardzo profesjonalnie podeszli do startu w upalnym Katarze przyjeżdżając dużo wcześniej i tam wykonywali treningi na trasie zawodów oraz w porze zawodów czyli w środku nocy tamtejszego czasu. Niestety na kilka dni przed startem Amdouni ogłosił, że ze względu na uraz nie wystartuje w biegu. Nie był to niestety jedyny problem zawodnika z Korsyki. Już od jakiegoś czasu krążyła plotka o biegaczu z francuskiej czołówki podejrzewanym o doping. Na razie wszystkie pogłoski nie potwierdzały nazwiska, jednak coraz więcej szczegółów wskazywało na Morhada Amdouni.

Niemiecka telewizja ARD, która miała wkład w nagłośnieniu dopingu m.in. w Rosji, opublikowała materiał, który miał świadczyć o dopingu Amdouniego. Reporter dotarł do wiadomości w komunikatorze WhatsApp gdzie pewien mężczyzn wypisywał do biegacza aby ten oddał mu wreszcie pieniądze za EPO oraz hormon wzrostu. Wiarygodności zarzutom miała dodać słuszna uwaga, że Francuz w ostatnich kilkunastu miesiącach poczynił ogromny postęp jednocześnie bardzo ograniczając starty w sezonie. Sugerowano w ten sposób, że unika tym dodatkowych kontroli antydopingowych.
Do sprawy bardzo poważnie podeszła Francuska Agencja Antydopingowa (AFLD). Francuski związek lekkiej atletyki nie miał dobrej passy. W krótkim czasie przed informacjami płynącymi z ARD głośno było m.in. o wpadce Clemence Calvin, Wicemistrzyni Europy na 10000 metrów i w maratonie z Berlina (2018), która na rynku w Marrakeszu jak w sensacyjnym filmie uciekała przed agentami zajmującymi się kontrolą antydopingową.
Również Ophélie Claude Boxberger specjalizująca się w 3000 m z przeszkodami wpadła w tym czasie na EPO tłumacząc się w słynny sposób gdzie twierdziła, że erytropoetynę wstrzyknął jej gdy spała… konkubent matki. AFLD skontrolowała Amdouniego, przeprowadziła śledztwo i nic nie wykazała.

Warto dodać, że Francuzi mocno wzięli się za walkę z dopingiem wśród swoich zawodników. Po zmianach przepisów w 2018 roku mogą kontrolować swoich zawodników, niezależnie od Światowej Agencji Antydopingowej (WADA), na całym świecie. Stąd ten słynny pościg za Calvin na marokańskim targu. Dodatkowo wszyscy francuscy lekkoatleci muszą podawać do bazy agencji miejsce swojego pobytu. Prawie na całym świecie takie obowiązki spoczywają jedynie na najlepszych zawodnikach. We Francji niezależnie od tego czy jesteś pierwszy, czy dwudziesty pierwszy na krajowych mistrzostwach, musisz podawać miejsce swojego pobytu i spodziewać się niezapowiedzianej kontroli między zawodami.

Amdouni w bardzo emocjonalny sposób odpowiedział na zarzuty kompletnie je odrzucając i twierdząc, że „uderzają w jego honor”. Jednocześnie ARD nie miała żadnych innych dowodów, a śledztwa agencji antydopingowych oraz francuskiej federacji nic nie wykazały. Zawodnik jak sam stwierdził widział tylko raz osobę, która wysłała mu wiadomość poprzez komunikator i gdy tylko ją dostał od razu zablokował numer, z którego przyszła. Ciężko zrozumieć jak z tak słabym dowodem telewizja mogła wysunąć tak poważne oskarżenia. Dziennikarze, kibice oraz zawodnicy zdają sobie zapewne sprawę, że wystarczy zdobyć do kogoś numer by w podobny sposób, z łatwością oczernić każdego biegacza na świecie.

Morhad Amdouni po ciężkim dla niego przełomie 2019 i 2020 wszedł na bardzo wysoki poziom również w specyficznym 2020 roku. Najpierw we wrześniu na specjalnie zorganizowanym mitingu na Krosyce pobił Rekord Francji na 20 000 metrów oraz w biegu godzinnym, odpowiednio 57:50,25 i 20 772 metrów. Następnie już na Mistrzostwach Europy w Półmaratonie, które rozgrywane były w Gdyni zajął bardzo wysokie ósme miejsce z czasem 59:40, co dało mu pierwsze miejsce wśród zawodników urodzonych w Europie. Koniec roku, dokładnie w sylwestra 2020, przypieczętował wygraną na 10 km w Barcelonie z czasem 27:42.

2021 rok, sezon olimpijski, rozpoczął od odważnej próby bicia Rekordu Europy w biegu na 10 km na torze samochodowym Albi we Francji. W bardzo trudnych warunkach i bez wsparcia pacemakera, który zszedł po kilometrze, nie osiągnął zamierzonego celu. Wszystko to odbił sobie na początku czerwca w Birmingham na Pucharze Europy na 10 000 metrów, który opisywaliśmy w relacji. Po odważnym biegu, który sam prowadził, zrywał tempo i z perspektywy kibiców francuskiego biegacza był bardzo dramatyczny wygrał znowu po walce na finiszu z Belgiem Abdim tak samo jak na Mistrzostwach Europy trzy lata wcześniej. Jego czas 27:23,39 wypełniał jednocześnie minimum olimpijskie. 

Odważny styl biegania Morhada Amdouniego jest jedną z przyczyn, która przysparza mu wielu fanów w jego rodzinnej Francji. Sam Korsykańczyk otwarcie mówi, że start na Igrzyskach Olimpijskich w Japonii za kilka tygodni ma doprowadzić go do medalu. Takich odważnych i otwartych zawodników należy traktować z szacunkiem. Warto, więc zwrócić podczas olimpijskich startów uwagę na zawodnika „Les Bleus”, który może mocno namieszać w stawce.

Zdjęcie: Alfaguarilla / Shutterstock.com

Bartłomiej Falkowski
Bartłomiej Falkowski

Biegacz o wyczynowych aspiracjach, nauczyciel wychowania fizycznego i wielbiciel ciastek. Lubi podglądać zagranicznych biegaczy i wplatać ich metody treningowe do własnego biegania.