29 grudnia 2015 Redakcja Bieganie.pl Sport

Bieganie wbrew zasadom – prawdziwa historia „Cliffa” Younga


Pulsometry, GPSy, membrany, krokomierze, kompresje, aplikacje… Wielu z nas wkurza się, gdy nie może złapać sygnału, albo że zegarek nie chce współpracować z endomondo. Cofnijmy się do nie tak dawnej epoki biegania bez tego wszystkiego, biegania wolnego, biegania po swojemu. Jak przebiec 875 kilometrów i wygrać wbrew logice? Poznajcie historię (bez ubarwiania) australijskiego farmera Alberta „Cliffa” Younga i niezwykłego biegu Westfield Sydney to Melbourne Ultramarathon.
Idziecie do sklepu i zostajecie zasypani przez lawinę niemającą nic wspólnego ze śniegiem. Chcecie żel – macie kilkanaście rodzajów, chcecie spodenki, bieliznę, lycry, buty, macie nieskończoną liczbę konfiguracji. W mediach społecznościowych za każdym razem, gdy ktoś zapyta Garmin czy Suunto, lepiej nie wdawać się w dyskusję, bo przez dwa dni będzie się otrzymywać powiadomienie o nowych komentarzach. Kiedy odrzuci się wiele wydawałoby się bardzo istotnych zasad, okaże się, że bieganie jest tak samo piękne jak i proste. Nie oznacza to, że technika jest „be”, że plany treningowe są „be”, że sprzęt jest „be”, tylko, że istnieją inne, mniej uczęszczane, ale bardzo interesujące ścieżki. Swoimi ścieżkami „człapał” (bo tak określano jego sposób poruszania) wyżej wspomniany Young.

Jego historia jest niesamowita, ale z drugiej strony niesłychanie prosta. Przenieśmy się do Australii, dzikiego kontynentu z iście dzikimi ultrasami. Pierwsze zapiski o biegach ultra sięgają tam roku 1848. To wówczas w Sydney nijaki Wiliam King przebiegł na pętli o długości mniejszej niż 1 mila – dystans 192 mil (310 km) w czasie 46 godzin i 30 minut. Przez lata kolejni śmiałkowie prześcigali się w pomysłach, pobijali czasy, jednak było to traktowane jako coś ekscentrycznego, nie zaś w kategorii wyczynu sportowego. Przewińmy historię o 130 lat. W 1978 roku Tony Rafferty ustanowił rekord świata na dystansie 1000 mil. Trasę z Melbourne do Sydney i z powrotem pokonał w 18 dni 4 godziny i 30 minut, na mecie przy lokalnej poczcie czekało na niego tysiące ludzi. O miano herosa rywalizował z nim wówczas George Perdon (rekord w maratonie 2:19). Jeden przebijał drugiego, zainteresowanie takimi nadludzkimi wyczynami stało się ogromne, co było inspiracją do zorganizowania pierwszego oficjalnego biegu z Sydney do Melbourne (875 km). Sponsorem była firma Westfield, która przeznaczyła aż 10 000 dolarów nagrody dla zwycięzcy. To miał być wielki pojedynek dwóch gwiazd, jednak nieoczekiwanie we wszystko wmieszał się zajmujący się uprawą ziemniaków farmer!

27 kwietnia 1983 pod Parramatta Westfield Shopping Centre w Sydney stanęła grupka śmiałków stawiająca sobie za cel dotarcie do Sydney o własnych nogach. Byli nimi: Rafferty, biegający po 200 kilometrów tygodniowo rekordzista Australii na dystansach od 30 mil do 24-godzin Perdon, Nowozelandczyk Siggy Bauer, który był wówczas aktualnym rekordzistą na 1000 mil i jednym z faworytów do zwycięstwa, Joe Record, Bob Bruner, John Hughes nieoficjalny rekordzista trasy z Syndey do Melbourne (7 dni, 9 godzin i 47 minut), John Connellan, Martin Thompson, Keith Swift, Wal McCrorie oraz Albert „Cliff” Young. „Ziemniaczany farmer” – jak ochrzciły go później media miał wówczas 61 lat i był rzecz jasna najstarszym oraz… najmniej doświadczonym biegaczem w stawce. Startował od niespełna roku. Wygrał 100 milowy wyścig na bieżni w Syndey, jego drugim startem była próba na dystansie 500 km w Colac, miejscowości nieopodal, której miał swoje gospodarstwo. Ten dystans przebył w czasie 3 dni 16 godzin i 40 minut. 

Przyszedł w zwykłych roboczych ubraniach i butach. Niektóre źródła błędnie podają, że pokonywał dystans w gumowcach, trenował w nich na swoim gospodarstwie, bowiem jak tłumaczył skoro chodzi w nich aż 9 miesięcy w roku to są to dla niego buty, w których czuje się najlepiej. Podczas samego startu nawet na nagraniach wideo widać, że biegnie jednak w zwykłych tenisówkach. 875 kilometrów w gumowcach, to byłaby już lekka przesada.

Wróćmy jednak do biegu. „Cliff” nie był człowiekiem zamożnym i aby wystartować w tak długim biegu potrzebował wsparcia. Jego przyjaciel Mike Tonkin załatwił samochód od lokalnego dealera Mazdy, zaś Terry McCarthy zbierał pieniądze jeżdżąc po pubach w Colac. Wspólnymi siłami panowie dopięli swego i Young mógł stanąć na starcie. Poczynione wysiłki mogły pójść na marne, gdyby w ostatniej chwili zawodnicy nie zdecydowali się na zrzeknięcie z praw amatorskich, bowiem dyrektor tamtejszej federacji lekkoatletycznej oznajmił, że start w komercyjnej imprezie z nagrodą pieniężną pozbawi wszystkich licencji. Żadnego z biegaczy jednak takie słowa nie zniechęciły, każdy chciał sprostać wyzwaniu i uczestniczyć w tym epickim wydarzeniu.

Strzał startera i stawka pobiegła ku przygodzie! Już na początku media i kibice doznali szoku. Widząc „człapiącego” rolnika zaczęli się obawiać o jego zdrowie, a nawet życie. Reszta stawki odbiegła daleko do przodu a Young przemieszczał się powoli z luźnymi, niemal wyprostowanymi ramionami, tak jakby nie miał już sił. Czołówka ruszyła szaleńczo, pokonując pierwsze 20 kilometrów w tempie pozwalającym złamać 3 godziny w maratonie. Po latach jeden z uczestników przyznał, że to było głupstwo i już na starcie zaprzepaściło jego szanse na ukończenie tego wyścigu. Po 60 kilometrach liderująca trójka poruszała się średnim tempem 7 minut na milę. Wieczorem po przebiegnięciu 93 km jeden z zawodników zdecydował się na nocleg w motelu, co nawet na tamte czasy wydawało się kompletną amatorszczyzną, reszta stawki biegła dalej. O drugiej w nocy „Cliff” zrobił sobie krótką przerwę, ponieważ zmarzł i bolało go ramię, ale szybko ruszył dalej, pozostali zawodnicy poszli spać.

Rano okazało się, że biegacz senior wyszedł na czoło stawki. „Jestem jak stary, powolny żółw. Aby być na czele muszę ciągle się przemieszczać” – mówił wówczas. Tymczasem na trasie doszło do wypadku. Jeden z członków ekipy Keitha Swifta został potrącony przez samochód i ze złamaniami odwieziono go do szpitala. Z kolei John Connellan miał tak poobcierane stopy, że co chwila smarował je wazeliną i całe oklejał plastrami (wycofał się po 373 km). Westfield zbierał swoje ofiary… 

Drugiego dnia Young zyskiwał pewność siebie i dystans nad rywalami. Miał już 29 km przewagi nad goniącą trójką: Record, Bauer, Perdon i nic nie wskazywało na to, aby coś miało się zmienić. Nie słabł, nie spał, zatrzymywał się wyłącznie na posiłki i… człapał. Na początku trzeciego dnia, jego przewaga wzrosła już do czterech godzin, jednak zwycięstwo nie przyszło tak „łatwo”. Wbrew napotykanym w sieci informacjom, które dodatkowo wyolbrzymiały wyczyn Younga, nawet on musiał czasem się zdrzemnąć. Podczas jednej z 1,5-godzinnych drzemek dopadł go Joe Record. Zajrzał do auta rywala i rzucił: ”Cześć staruszku, złapałem Cię. Nie śpij za długo”. Po czym pobiegł dalej. Usłyszawszy to Young szybko się ubrał i zaczął gonić Joe. Kiedy skontrował, rzucił tylko „powodzenia” i był to ostatni moment, kiedy widział rywala na trasie. Recorda chwilę potem zmógł sen i przewaga urosła do 18 kilometrów. W późniejszych relacjach Joe przyznał, że aby dogonić „Cliffa” zbyt szybko zbiegał ze wzniesień i nabawił się potwornego bólu piszczeli, który nie pozwolił już biec podobnym tempem. Z każdą godziną stawał się coraz silniejszy i po 4 dniach Joe Record zakończył swój udział w rywalizacji. Wówczas stało się już jasne, że tylko katastrofa może odebrać Youngowi zwycięstwo, bowiem jego przewaga nad resztą stawki była ogromna. Coraz więcej ludzi gromadziło się przy drodze prowadzącej do Melbourne, ludzie śledzili doniesienia z biegu przez 24 godziny.

Melbourne przygotowywało się już na przyjęcie zwycięzcy. Do miasta przyjechała nawet Mary Young, mama Alberta. Rozpierała ją duma, choć martwiła się o syna: ”Mam nadzieję, że gdy wróci do domu zapomni o tym całym bieganiu, że tak szybko jak ono się pojawiło, tak szybko zniknie”. Na przedmieściach Melbourne tłum był już znaczny i skromny farmer zdał sobie sprawę, że podczas tych 5 dni zyskał w Australii miano celebryty. Około północy wbiegł do miasta, policja zamknęła drogi, bowiem przy trasie mimo padającego deszczu było około 5000 osób. Dorośli, dzieci w piżamach, biegacze, rowerzyści – wszyscy dopingowali i chcieli uczestniczyć w sukcesie Younga. A ten całe zamieszanie skwitował krótko: „Nie cierpiałbym być z rodziny królewskiej”.

Do mety przy centrum handlowym Doncaster Westfield „Cliff” wbiegł w asyście 30 biegaczy. Po 5 dniach 15 godzinach i 4 minutach 61-letni farmer wreszcie się zatrzymał. Średnia prędkość, którą osiągnął to 6 km/h, wliczając przerwy na jedzenie, sen, toaletę. Aby osiągnąć takie tempo, trzeba żywo iść, zatem po uwzględnieniu tych wszystkich koniecznych przerw to naprawdę musiał być czysty bieg! Przez niemal 6 dni Young spał łącznie przez zaledwie 12 godzin, do przebycia 875-kilometrów użył 10 par butów. Jadł praktycznie same węglowodany, owoce i płynne pokarmy. I przez te 6 dni obył się… bez zębów. Tak! Protezę zostawił w szklance, bowiem kiedy biegał bardzo denerwował go dźwięk kłapiących zębów.

Podczas dekoracji otrzymał nagrodę w wysokości 10 tysięcy dolarów, którą później podzielił na swoją ekipę serwisową oraz pozostałych 5 biegaczy, którzy dotarli do mety tj. Perdona, Bauera, Hughesa, Rafferty’ego i Brunera. Wszyscy poprawili stary rekord trasy, jednak nie miało to wtedy większego znaczenia. Australia oszalała na punkcie Younga. Stał się bohaterem narodowym, którego kraj dawno nie miał. Komentatorzy chcieli nadać mu tytuł szlachecki, odznaczyć medalem, zapanowała euforia. Po części oficjalnej zwycięzca został zniesiony ze sceny i zaniesiony do łóżka, bowiem nie był wstanie postawić ani kroku więcej. Po wyspaniu się i zjedzeniu trzech talerzy jaj z tostami przez resztę dnia „Cliff” udzielał wywiadów miejscowym telewizjom, radiom oraz prasie. Tak wyglądało też kilka kolejnych dni po wyścigu. Dziś to niewyobrażalne, aby ultramaratończyk mógł zyskać taką sławę w środowisku poza biegowym. Pytanie, które się wówczas wielokrotnie powtarzało dotyczyło jego sportowej przeszłości i treningu, bowiem trudno sobie wyobrazić, że ktoś zaczyna swoją karierę po 60-tce. Tak w istocie było, jednak diabeł tkwił w szczegółach. Albert Clifford Young urodził się w 1922 roku w ubogiej rolniczej rodzinie. Był najstarszy z szóstki rodzeństwa i to na jego barkach spoczywała duża część obowiązków. Youngowie opiekowali się licznym (ok. 2000 sztuk) stanem owiec, gdy zanosiło się na zmianę pogody, młody Albert zaganiał zwierzęta po liczącym 8 km2 gospodarstwie! Czasem trwało to nawet 2-3 dni. Podkreślał, że wówczas wykształcił w sobie zdolność niespania oraz wytrenował się w biegu, bowiem ten proceder trwał przez wiele lat.

Jego kolega Mike Tonkin, który w tamtym czasie pełnił rolę swego rodzaju menedżera stwierdził, że w rok po wyścigu, dzięki popularności „Cliff” mógł zarobić nawet 100 tysięcy dolarów, jednak to do niego nie pasowało. Pozostał tym samym człowiekiem, który potrzebował 2 tysięcy dolarów rocznie, aby przeżyć i to mu wystarczało. Taki był i taki pozostał do końca życia. Zmarł 2 listopada 2003 roku w wieku 81 lat.

Kilka wybranych cytatów „Cliffa” dotyczących biegu

O nagrodzie pieniężnej: „Napracowałem się tak, że zostawię sobie 5 dolarów”.

O sławie: „Myślę, że to minie przez najbliższy tydzień, bo prasa znajdzie sobie kogoś innego, aby o nim pisać, a ja będę mógł się zrelaksować w buszu wśród śpiewających ptaków”.

O statusie gwiazdy: „Nie cierpię być traktowany jak członek rodziny królewskiej. Nie sądzę, abym był kimś takim, kto zasługuje na tytuł osoby publicznej. Jestem zwykłym rolnikiem”.

O motywacji: „To była sprawa osobista. Chciałem to zrobić, przebiec ten dystans, trzymać przewagę i pokonać innych biegaczy”.

O strategii: „Chciałem wyjść na prowadzenie tak szybko, jak tylko będzie to możliwe, co udało mi się pierwszej nocy. Później jak dostawałem informację, co robi ten lub inny biegacz, starałem się przyspieszyć”.
Westfield Sydney to Melbourne Ultramarathon

Bieg organizowano dziewięciokrotnie w latach 1983-1991. Później wycofał się tytularny sponsor i zaniechano tej tradycji. Po zwycięstwie „Cliff” ukończył ten bieg jeszcze dwukrotnie, nie osiągając jednak sukcesów. Rekord jego trasy poprawił wielki Yannis Kouros, który triumfował w imprezie aż pięć razy. Jego najlepszy wynik z 1989 roku to 5 dni 2 godziny i 27 minut. Warto zauważyć, że grecki mistrz urodził się nie w 1922 roku, ale 1956 i jego rekord w maratonie wynosił 2 godziny i 25 minut.  Był wówczas w apogeum swojej formy w kwiecie wieku. „Cliff” pasł owce, biegał głównie w gumiakach i nigdy nawet nie brał udziału w biegu krótszym niż ultra na 100 mil. Trasa biegu była jednak nieco zmieniana, wydłużana. Panowie ścigali się bezpośrednio w 1985 i Grek uzyskał miażdżącą przewagę, ale o jego wyczynach na australijskiej ziemi w przeczytacie w kolejnych tekstach.

Wyniki Younga (całość tutaj http://statistik.d-u-v.org/):

Rekord życiowy w biegu 24-godzinnym: 235 km i 969 m (63 lata)
Rekord życiowy w biegu 6-dniowym: 746 km i 600 m (62 lata)
Ostatni bieg w biegu 6-dniowym: 492 km i 400 m (77 lat)
Suma kilometrów przebiegniętych w zawodach 24-godzinnych i 6-dniowych w latach 1983-1999: 14613