28 września 2008 Redakcja Bieganie.pl Lifestyle

Polska lekkoatletyka – reset systemu


Tekst ten przedstawia moją wizję tego, jak powinien wyglądać idealny system lekkoatletyczny – od naboru aż do szkolenia wybitnie utalentowanych jednostek. Jest to właściwie zbiór luźnych pomysłów na to, jak powinna wyglądać lekkoatletyka w Polsce. W dużej mierze oparłem się na rozmowach z ludźmi, którzy są zawodowo związani z lekką atletyką: trenerami, działaczami, zawodnikami oraz – z rodzicami młodych zawodników. W pewnym stopniu korzystam też z rozwiązań już istniejących, w kraju i za granicą. Nie przedstawiam konkretnych rozwiązań, np. prawnych, ale raczej ideał, do którego powinniśmy dążyć. O ile mi wiadomo, nikt wcześniej niczego takiego nie przedstawił – mam na myśli model opisujący cały system. Mój tekst można więc potraktować jako początek dyskusji na temat tego, jak stworzyć w Polsce nowoczesną lekką atletykę.

Zdefiniujmy najpierw cele, jakiemu ma służyć stworzenie takiego systemu. Według mnie, jest to wytworzenie pewnego systemu wychowawczego, rodzaju ruchu społecznego, którego ubocznym, ale pożądanym i oczekiwanym skutkiem będą sukcesy sportowe na międzynarodowym poziomie. Celem jest też organizacja profesjonalnych zawodów sportowych. Masowe uprawianie sportu może zastąpić te systemy wychowania, które tracą na popularności, np. harcerstwo. Sukcesy w sporcie wyczynowym są zaś, po pierwsze, inspiracją dla trenujących mas młodzieży, po drugie – dają szansę na promocję Polski w świecie.

Rekrutacja

Idealny system rekrutacji zakłada sprawdzenie w sporcie możliwie szerokiej grupy, celem znalezienia jednostek najbardziej uzdolnionych i zmotywowanych. W Polsce są kluby, gdzie rekrutacja jest bardzo szeroka i poprawna. Najprościej można osiągnąć to poprzez współpracę klubów ze szkołami. Idealny system zakłada, oczywiście, całą serię zawodów, np. biegów przełajowych, gdzie wyłowić można najbardziej utalentowane jednostki, ale również indywidualną współpracę z wuefistami. Wuefiści powinni być zachęcani do tego, aby przychodzili z młodzieżą na stadiony, są kluby, które dostarczają im gotowe scenariusze lekcji lekkoatletycznych. To wuefista szkolny musi być tym pierwszym ogniwem, który wyłowi dzieciaki chętne do uprawiania biegów i zachęci je do pójścia do klubu. Oczywiście – ze strony klubu również oczekujemy konkretnego działania. Uprawianie sportu ma bowiem w jakiś sposób nobilitować dziecko – niech to będzie sprzęt sportowy, markowa koszulka, dobre buty, atrakcyjny wyjazd. Coś, co pokaże, że jego wysiłek jest doceniany.

Nie zgadzam się z tym, że w dzisiejszych czasach nie ma chętnych do uprawiania sportu. Jest po prostu większa konkurencja, są różne sposoby spędzania czasu, dlatego trzeba się bardziej postarać, aby przyciągnąć dzieci. Sensownym wydawałoby się istnienie w klubach osoby, która zajmowałaby się głównie rekrutacją oraz kontaktami ze szkołą i rodzicami. Trener – ma być od treningu i jakiejś psychicznej, wychowawczej więzi z dzieckiem. Od spraw organizacyjnych powinien go ktoś odciążyć.

Można spytać – skąd na to wszystko pieniądze? Jest to wyzwanie, ale dzisiaj – do zrealizowania, we współpracy z lokalnym samorządem, lokalnymi sponsorami, przy udziale w programach europejskich. Klub powinien być zakorzeniony w lokalnej wspólnocie, powinien, jak nowoczesna parafia, być otwarty, być obecny. Łatwiej pozyskać pieniądze na konkretny program, np. "sportowe wakacje" niż na enigmatyczne "funkcjonowanie klubu". Łatwiej pozyskać pieniądze, jeśli z klubem współpracuje kilkudziesięciu rodziców, którzy przecież pracują w różnych lokalnych strukturach. Łatwiej tez pozyskać pieniądze, jeżeli finanse klubu są otwarte, a budżet jawny. To nie utopia – tak działają dziś nowoczesne kluby lokalne, np. piłkarskie czy tenisowe.

Związek centralny


Po co w takim systemie centralny związek lekkoatletyczny? Przede wszystkim – do spraw związanych z reprezentacją kraju oraz szeroko pojętą promocją dyscypliny. Podstawowym zadaniem PZLA powinna być polityka medialna, jak w wielkich korporacjach typu Nike czy Adidas. Tego typu firmy nie robią dziś sprzętu sportowego. Zlecają to podwykonawcom, a same kreują popyt na te produkty. Podobnie powinno działać PZLA. Związek ma siedzibę w Warszawie, w związku z tym łatwy dostęp do mediów ogólnopolskich. Wszystko to, czego PZLA nie robiło, co karygodnie zaniedbało, powinno być wdrożone: zaczynając od banalnych spraw, typu organizowanie konferencji sportowych i rozsyłanie newsletterów do mediów (jak w ogóle PZLA działało bez tego typu oczywistości?!) po negocjowanie umów ze sponsorami czy sprzedawanie licencji na prowadzenie np. Mistrzostw Polski.

zjazd_2_524.jpg
Czy nowo wybrany Prezes wraz z Zarządem poprawią stan polskiej lekkoatletyki?

Kolejną ważną sprawą jest szkolenie sędziów i trenerów – to powinien organizować u podstaw właśnie PZLA. Tymczasem szkolenia trenerów w Polsce są fikcją, one właściwie nie istnieją. W tej chwili papierek instruktora lekkiej atletyki czy trenera lekkoatletycznego nie oznacza żadnej specjalistycznej wiedzy. Te papiery obecnie się kupuje, zaliczając nudne, niepraktyczne zajęcia oraz odklepując formalny egzamin. Nie ma natomiast przekazywania wiedzy, czerpania z innych systemów trenerskich. Trener po AWF-ie ma teoretyczną wiedzę o tym, jak się mniej więcej trenowało 30 lat temu (ale bez szczegółów) i to koniec. Dalej jest pozostawiony samemu sobie i albo się podszkoli albo nie. System szkoleń trenerów ma być zaś tak zorganizowany, żeby wiedza
docierała nawet do tych najmniejszych klubów – czy to taki wielki
problem, stworzyć internetowy system doszkalania trenerów?

Generalnie – PZLA ma tworzyć pozytywny klimat do uprawiania lekkiej atletyki oraz pewne formalne podstawy dyscypliny. Do tej chwili robił, niestety, głównie klimat negatywny.

Szkolenie

Szkolenie centralne uważam generalnie za szkodliwe, jest to wymysł poprzedniego systemu, gdzie wszystko musiało być centralnie sterowane. Stanowiska "blokowych", trenerów kadry – w 95% powinny być polikwidowane. Ten pomysł może się wydawać szokujący działaczom, którzy "siedzą" w sporcie od lat, ale sprawdza się w wielu krajach zachodniej Europy. Są to bowiem stanowiska, które obecnie służą samym zainteresowanym, a nie szkoleniu. Przez ostatnie 20 lat szkolenia centralnego mieliśmy ogromne marnotrawstwo publicznych pieniędzy i kompletny brak wyników. Nie znam zawodnika, który przyjeżdżając z małego ośrodka na szkolenie centralne przebiłby się do jakichś sukcesów. Jest wręcz przeciwnie, w szkoleniu centralnym przebijają się te osoby, których szkolenie nadal prowadzi trener klubowy czy trener osobisty. Wystarczy spojrzeć na najlepszych obecnie polskich biegaczy: Marek Plawgo, Anna Jesień, Paweł Czapiewski, Marcin Lewandowski, Wioleta Janowska, Anna Jakubczak, Bartosz Nowicki, Marcin Chabowski i wielu innych: oni cały czas prowadzenie są przez tych samych trenerów, przyjeżdżając na zgrupowanie centralne – nie zmieniają go. I równocześnie, ci sami trenerzy nie potrafią doprowadzić do podobnego poziomu zawodników przyjeżdżających "na kadrę" od innych szkoleniowców. Dlatego dajmy z tym spokój.

Pieniądze powinny iść za zawodnikiem, powtarza to od lat wiele osób. To lokalny klub, lokalny trener powinien rozpisywać plan przygotowań swojego zawodnika i realizować go za środki przeznaczone dziś na szkolenie centralne. Oczywiście, można od czasu do czasu zorganizować jakieś zgrupowanie przed dużą imprezą, można ogólnopolskie konsultacje, połączone z badaniami lekarskimi i poradami specjalistów np. z dziedzin dietetyki, mechaniki tuchu itp., ale dajmy spokój z tymi wielotygodniowymi zgrupowaniami centralnymi, tego się już nie praktykuje w żadnym sporcie, chyba że na Kubie, gdzie trzeba przypilnować, aby zawodnicy nie pouciekali do wrogich krajów. Szkolenie zawodnika leży w kompetencjach jego klubu oraz trenera, to musi dotrzeć do zarządzających polską lekką atletyką.

Jest jeszcze problem tych nieszczęsnych punktów, które prowadzą do wykańczania uzdolnionej i nieuzdolnionej młodzieży. To oczywiście trzeba zmienić, tak, aby celem nie były wyniki juniora, a jak największa liczba trenujących juniorów. W Słupsku III-ligowy klub piłkarski działa na tyle prężnie, że ma 250 regularnie trenujących dzieci i kilkaset (!), które przechodzą od czasu do czasu na treningi i zawody. W lekkiej atletyce owszem, mogą być pewne wymagania, np. żeby "zaliczany" do dofinansowania dzieciak wystartował w iluś tam biegach przełajowych i na bieżni. Skończmy jednak z promowaniem wyników uzyskiwanych w młodym wieku. Z punktu widzenia społeczestwa nie jest istotne, jak szybko 15-latek może pobiec w kółko dookoła stadionu. Ważne jest, żeby poprzez bieganie wychować jak najwięcej takich 15-latków oraz żeby część z nich biegała szybko kilka lat później.

Droga do uzyskania sukcesów w sporcie jest w sumie prosta – potrzebna jest szeroka selekcja (kluby!), prawidłowy trening (szkolenia trenerów!) oraz motywacja dla zawodnika i jego trenera, aby osiągnąć sukces w dorosłym sporcie (system nagród, zachęt, stypendia uniwersyteckie?). To naprawdę wszystko.

Mistrzostwa Polski


Mamy tu dwie sprawy – indywidualne mistrzostwa Polski oraz klubowe mistrzostwa Polski. Liga lekkoatletyczna, czyli to drugie, musi się zmienić. Teraz to są zawody, których nikt nie ogląda i nikt się nimi nie interesuje. Według mnie – powinna powstać seria mitingów, prestiżowych mitingów, które tworzyłyby Ligę Lekkoatletyczną. Można nawet pomyśleć o stworzeniu nowej organizacji, która zajęłaby się tylko organizacją mistrzostw Polskie – jak to jest w siatkówce, koszykówce czy piłce nożnej. Mitingi rangi MP powinny stać na wysokim poziomie, niech startują w nich zawodnicy z zagranicy, niech tam będą wysokie nagrody, telewizja, dziennikarze. Obecne mitingi Pucharu Polski czy Liga to zawody lokalne, o których nawet lokalnie mało kto słyszy.

mp_524.jpg

Podobnie z indywidualnymi MP – one powinny mieć prestiż. Nagrody to sprawa podstawowa, obecnie nagrodą za tytuł mistrza Polski jest najczęściej koszulka – o ile w ogóle! Przecież to jest żałosne. Dalej – mistrzostwa Polski mogą być kwalifikacjami do reprezentacji. Niekoniecznie Olympic Trails jak w USA, bo u nas jest niższy poziom, ale załóżmy, że na medalistów Polski idą odpowiednio większe sumy przeznaczone na szkolenie. Prosty ruch, a spowoduje, że zawodnicy będą się zabijać, żeby zdobyć ten medal. I wreszcie – niech MP organizują kluby i ośrodki, które potrafią to zrobić. Ja wiem, że w Białej Podlaskiej są dobre bankiety – ale tam na MP nie przychodzi nawet zabłąkany kibic. Niech MP organizują takie ośrodki jak Szczecin, który jak na polskie warunki robi to rewelacyjnie (pomijając brak nagród dla zawodników). W Szczecinie w zeszłym roku był dobry komentator, były lokalne media, byli kibice – według mnie dwukrotnie w ostatnich latach były to najlepsze imprezy MP ostatniej dekady. Skoro inni nie potrafią, to niech ten Szczecin robi MP do czasu aż inni się nauczą.

Dalej – dlaczego nie ma współpracy z biegami ulicznymi czy górskimi? MP w maratonie czy półmaratonie to jakaś koszmarna nisza. Kolejne zawody, o których nikt nie słyszał. Znowu, rozumiem zasługi Dębna dla polskiego maratonu, ale za zasługi przyznaje się medale, a nie organizację kolejnych imprez. Ile jeszcze czeka nas MP bez kibiców, bez rozgłosu, bez telewizji? Dlaczego rangi MP nie mają mieć największe polskie biegi, a rozgrywa się je w małych miejscowościach?

Kadry


Przechodzimy do najważniejszego pytania – kto to powinien wszystko zrobić? Odpowiedź jest prosta – wynajęci, dobrze opłacani fachowcy. Gdybyśmy, zamiast ładować 15 tysięcy miesięcznie w Irenę Szewińską, przeznaczyli te pieniądze na kogoś, kto stworzy i zrealizuje koncepcję serii mitingów – mielibyśmy już być może nowoczesne, atrakcyjne klubowe mistrzostwa Polski. Gdyby zamiast opłacać "blokowego", który zajmuje się głównie naganianiem klientów swojemu ośrodkowi, zatrudnili fachowca od spraw wizerunku – lekka atletyka wróciłaby na łamy mediów. Gdyby PZLA zatrudniłby menadżera, którego jedynym zadaniem byłoby pozyskiwanie sponsorów i sprzedaż reprezentacyjnego wizerunku zawodników – mielibyśmy pieniądze na opłacenie trenerów i dofinansowanie klubów. Wreszcie – kluby radziłyby sobie lepiej, gdyby w PZLA istniała komórka doradzająca im, jak pozyskiwać pieniądze na różnego rodzaju programy. Takie komórki są oczywistością w każdym większym mieście, ale jak widać – nie w wielkim związku lekkoatletycznym.

Dlatego uważam, że czas skończyć z nicnierobieniem i marnotrawstwem. Możliwości rozwoju są ogromne, możliwości pozyskiwania funduszy – gigantyczne, możliwości stworzenia sprawnego, spójnego systemu – bardzo duże. To naprawdę jest możliwe, wymaga tylko niekoniecznie bardzo ciężkiej, ale sensownej, zaplanowanej dobrze pracy. Związek lekkoatletyczny oraz klub lekkoatletyczny powinny być firmami, gdzie każdy wie, co ma robić i dlaczego, finanse są jawne i przejrzyste, a głównym celem jest działanie pozytywne. Nie są to wygórowane żądania, w normalnym kraju jest to standard działania.

Redakcja Bieganie
Redakcja Bieganie.pl