27 czerwca 2019 Redakcja Bieganie.pl Lifestyle

ostatni bastion


Od niedawna pracuję w markecie sportowym. Można powiedzieć, że jestem zatrudniony jako sprzątacz w opcji premium. Nie zajmuję się bowiem klasyczną konserwacją powierzchni płaskich, ale tego co powyżej. Tam sięgam, gdzie wzrok niższych osób nie sięga, czyli na wieszaki, półki, raki, broszki i inne ekspozytory. Poprawiam koszulki, upinam spodnie, zwijam w rulon męskie slipy. Damskie zresztą też, ale wolałbym o tym nie rozpowiadać. Krótko mówiąc – porządek tutaj robię. Trochę jak Franz Maurer, tylko że zupełnie inaczej. Podoba mi się moja nowa praca.

Wczoraj od razu po robocie wyszedłem pobiegać, zamiast do domu wróciłem jednak do marketu, wziąłem prysznic i ponownie pojawiłem się w hali sprzedaży. Już nie jako „sprzątacz premium” ale jako klient. Cóż za cudowna zmiana perspektywy. Mogłem beztrosko bałaganić, odwieszać ubrania biegowe w dziale myślistwo, albo na odwrót. Oczywiście nic takiego nie miało miejsca, ale sama myśl, że mógłbym…słodycz. Nie w głowie było mi jednak robienie chlewu. Wróciłem do sklepu z konkretnym planem. Kupiłem sobie – mianowicie – piłkę do koszykówki (chłop 32 lata – przyp. red.).

Wyszedłem przed firmę i natychmiast przetestowałem nabytek na przysklepowym boisku. Piłeczka marzenie, z gracją sprężynowała na spalonym czerwcowym słońcem i pachnącym tablicą Mendelejewa poliuretanie. Pierwszy raz od blisko 20 lat, miałem w dłoniach piłkę do koszykówki i cieszyłem się kolejnymi chybionymi rzutami jak dziecko. A gdy udało się trafić za „3” – ręce poszły w górę w geście triumfu. Triumfu większego, niż wszystkie podboje Aleksandra Macedońskiego razem wzięte.

Podczas rozmowy kwalifikacyjnej o pracę w markecie – co to jego nazwy nie mogę ujawnić, ale wszyscy i tak wiedzą o co kaman – moja przyszła szefowa dociekała, dlaczego biegam. Odpowiedziałem, że bieganie to dla mnie ostatni bastion dzieciństwa w dorosłym życiu (takich zwrotów normalni ludzie nie używają w rozmowach o pracę – przyp. red.). Trzymając wczoraj piłkę do koszykówki w dłoni zdałem sobie sprawę – jakże odkrywczo – że to nie tylko bieganie, ale generalnie sport jest w moim życiu jak twierdza, której mury trochę skruszały przez ostatnie lata dorosłości.

Kozłując wczoraj piłkę poczułem jakieś dziwne ciepło w sercu na dnie (było 35 stopni w cieniu – przyp. red.). Wróciły wspomnienia szkolnych przerw, podczas których wychodziliśmy z chłopakami na „bojo”, żeby trochę „popykać”. Wróciły wspomnienia rywalizacji o złote kalesony, rywalizacji czystej jak skarpety uprane przez Zygmunta Chajzera. Rywalizacji o to kto jest lepszy i o nic więcej. Gierki, w której najbardziej chodziło o to, żeby się zmęczyć, sprawdzić, zmęczyć i sprawdzić. Po wszystkim człowiek wracał na lekcje upocony jak knurzysko, ale komu to przeszkadzało? (nauczycielom – przyp. red.).

Gdy tak stałem wczoraj na boisku do koszykówki, czułem cudowną beztroskę. Uczucie totalnie zza światów, z innego życia, innego wymiaru. Ja, piłka, kosz, rzuty, wsady, zbiórki, tricki, dryblingi a w uszach „DEFENSE! DEFENSE!” znane z hal NBA. Mógłbym tak grać do samej nocy, gdyby nie telefon.

  • Gdzie jesteś?
  • No, już idę.
  • Ale czemu cię tak długo nie ma?
  • No bo byłem biegać od razu po pracy, potem jeszcze prysznic i wróciłem na chwilę na sklep…
  • Po co?
  • Kupiłem sobie piłkę do kosza.
  • Co?!
  • Do koszykówki.
  • Czy ciebie porąbało? Po co ci piłka do koszykówki?! Natychmiast wracaj do domu!

 

Wiem, że obrona ostatniego bastionu dzieciństwa w dorosłym życiu nie będzie łatwa. Ale jak to zwykł mawiać najsilniejszy człowiek świata Mariusz „Pudzian” Pudzianowski: tanio skóry nie sprzedam, żono („żono” autor tego pożal się Boże tekstu, dodał już sam. „Pudzian” wciąż jest kawalerem – przyp.red.). 

 

 

____________________
Krzysztof Brągiel – biegacz, tynkarz, akrobata. Specjalizacja: suchy montaż i czerstwe żarty. Ulubiony film: „Pętla”. Ulubiony aktor: Marian Kociniak. Ulubiony trening: świński trucht. W przyszłości planuje napisać książkę o wszystkim. Jeśliby się nie udało, całkiem możliwe, że narysuje stopą komiks. Bycie niepoważnym pozwala mu przetrwać. Kazał wszystkich pozdrowić i życzyć miłego dnia. 

Redakcja Bieganie.pl