New Balance 1080v12
 
10 kwietnia 2012 Redakcja Bieganie.pl Lifestyle

Ile kosztuje organizacja biegu? Czyli świąteczne rozważania amatora kwaśnych jabłek


Przyszedł do mnie mail z warszawskiego WOSIR-u. W mailu stało, iż szanowna ta jednostka budżetowa Miasta Stołecznego Warszawy po raz kolejny zorganizuje Bieg Konstytucji. No i super – pomyślałem, już dwa razy chciałem w tym biegu wziąć udział, a jakoś się nie układało. A w tym roku będę mógł. Jako że nudziło mi się chwilowo, wlazłem na strony ośrodka i czytam sobie regulamin. A tam stoi jak wół napisane, że za każdy kilometr Biegu Niepodległości należy się WOSIR-owi dyszka. Razy pięć kilosków, wiadomo ile będzie. Chyba że zostaną wolne miejsca to wtedy, po 27.04 – 12 zetów trzeba wykaszleć. Za każdy kilometr. No no, myślę sobie, a niedawno wielki płacz był, że za Wiązowną trzeba 80 wysupłać. A tam było 21 kilometrów za te 80 PLN, czyli wychodzi po 3,80 za kilometr jak w mordę dał. No i wypas na mecie, żarcia, picia i w ogóle – do oporu. No pewnie, że na bieg się nie jedzie żeby się nażreć i napić, ale liczy się, że jest możliwość jak ktoś bardzo chce. No i że jak zapłaciłeś, to coś tam dla Ciebie jednak przygotowali. I tak sobie zacząłem myśleć, ile to taki bieg kosztuje organizatora. Ale, że z myśleniem u mnie nietęgo bywa, to poszperałem w necie, zapytałem wujka googla o to i tamto, no i co się okazało:

Projekt organizacji ruchu

Według wielu organizatorów masowych imprez biegowych największym kosztem jest projekt organizacji ruchu. I to ogólnie prawda jest, bo za taki kwit, oprócz tego, że trzeba się zdrowo nalatać i naużerać z różnymi ważniakami w urzędach, trzeba wyskoczyć minimum 4 tysiaczki. Ale to za byle jaki projekt na mapach sytuacyjnych, bez objazdów i bajerów – a nie każdy urzędas to łyknie. Jak kumaty albo z przeciwnej opcji (nie „nasz") – to pogoni i jeszcze wyśmieje. Albo szepnie tajemniczo temu i tamtemu, że Iksiński „od sportu", niby taki mądrala a przepisów nie zna

Wypasiony plan, żeby nikt się nie mógł o nic czepiać, na tzw. mapach zasadniczych, z wyznaczeniem i pełnym oznakowaniem objazdów to minimum 15 tysięcy. Niemało, to prawda. I wcale nie jest to cena maksymalna, bo ta może dojść nawet do kilku razy więcej!

Ale chwila, przecież Bieg Konstytucji o którym tu snujemy rozważania odbywa się co roku na tej samej trasie! Nie trzeba chyba, co roku płacić czapki szmalu, za to, że jakiś mądrala po drogownictwie na polibudzie wydrukuje dokumenty z zeszłego roku i pierdyknie pieczątką przy aktualnej dacie. Chyba, że na trasie biegu powstały jakieś nowe inwestycje drogowe. Ale jak ostatnio dreptałem Agrykolą na warszawskiej połówce (za 8 dych – 3,80 PLN/km), to nie zauważyłem żadnej nowej trzypasmowej ekspresówki w okolicy. Tunelu pod stadionem Legii też nie budowali. Aby nie minimalizować, do wyliczenia przyjmijmy 30.000 PLN. Za mało? To zrób drogi WOSIRze uczciwy przetarg: kto da mniej, a na pewno chętni do zrobienia tego taniej się znajdą.

Opłata za zajęcie drogi jest pomijalna – max 10 PLN/dzień. Rozporządzenie Rady Ministrów z dnia 1 czerwca 2004 r.w sprawie określenia warunków udzielania zezwoleń na zajęcie pasa drogowego (Dz. U. z 2004r. Nr 140, poz. 1481) tak ustala.

Atest.

Nie znalazłem nigdzie informacji ile to kosztuje, ale ile może wziąć jeden z kilku w Polsce gości z odpowiednim kwitem i rowerem zaopatrzonym w jakiś ultra-ekstra-atomowo-cezowy licznik metrów. Dwa tysiące? Trzy? Pięć?!?! Atest trasy tak samo jak projekt organizacji ruchu, też jest ważny pięć lat i nie trzeba go co roku odnawiać.

Zresztą, po co komu ten atest? I tak na mecie, a potem na forach portali biegowych zbierze się grupa mądrali, co to: „wszystkim nam Garminy i Polary pokazały plus – minus dwieście siedem metrów mniej-więcej, a Józiek miał endomondo w ajfonie i pokazało mu mniej o 216, no to chyba wiadomo, że ten atest, to do dupy jest, co nie?" I nie wytłumaczysz im, że jak chcą mieć dokładnie tyle co kolo–atestator na rowerze, to muszą mu postawić flaszkę, żeby ciągnął na sznurku za rowerem pędzel z farbą, rysując linię i potem po tej linii zasuwać. Bo jak nie, to wystarczy że zetną inaczej parę zakrętów lub zbiegną do kibla i już się zgadzać nie będzie. Chyba, że ktoś powiesi pięć takich mierników atestujących na rozściełaczu do asfaltu i przejedzie nim trasę, a potem uśredni wyniki, to wtedy może wstrzeli się w te garminy i endomonda i każdy maruda będzie w miarę zadowolony. Oczywiście jak najpierw przeczyta dwieście siedemdziesiąt pięć stron rozprawy naukowej o dokładności GPS-u, jego przeliczeniach, zaokrągleniach i algorytmach w jaki sposób Garmin czy inny gadżet tą odległość WYLICZA, a nie MIERZY.

Obsługa medyczna

Wiadomo, obsługa medyczna niezbędna jest i nie ma dyskusji. Chyba że chcemy żeby nasz bieg był pierwszym o którym napiszą wszystkie największe gazety i pokażą wszystkie telewizje. Często czytam na forach: „super impreza, tyle ludzi, pięknie, cudownie, a w żadnej większej gazecie ani słowa, a już w tv to w ogóle nic"

Napiszą. Pokażą. Wystarczy, że jeden pijany albo naćpany koleś wbije się swoją podrasowaną, 15-letnią beemką w biegnących, lub jakiś biegacz-nieszczęśnik zejdzie podczas imprezy na zawał, wylew czy cokolwiek innego, a my – organizatorzy – nie załatwimy zabezpieczenia medycznego. Wtedy wszystkie największe tytuły, tabloidy, tygodniki, miesięczniki a nawet i Tele-Tydzień, dadzą wielki artykuł na pierwszej stronie. I w tefauenie bieg pokażą, i z ziemi i ze śmigłowca i w polsacie też, bo też mają helikopter, a co! I będą wywiady, zaproszą do studia „mondrych", co się znają na bieganiu i na masowych imprezach, i na pierwszej pomocy takżeż. Będzie promocja, będzie głośno o bieganiu masowym na ulicach. Tyle tylko, że organizator będzie to wszystko już oglądał, rozmyślając i patrząc w niebo przez szkockie firanki, niestety. Ale co się nie robi dla zdrowego trybu życia obywateli ;).

Jakoś mi wątek ucieka, to dlatego że nie skończyłem studiów dziennikarskich. Innych też zresztą nie, ale próbowałem i to nie raz.

Do rzeczy. Obsługa medyczna biegu na 5 km, czas trwania całej imprezy: 4 godziny, limit trasy: 90 minut, 1 karetka, dwa punkty na trasie – koszty: 1500 PLN, i tutaj nie ma co oszczędzać. Żarty, żartami, ale to musi być.

Medale.

Dla wielu biegaczy, jak nie ma medalu, to jakby nie było biegu. Tak już mają i nic komu do tego. Inni z kolei medale wyrzucają do śmieci, trzymają w piwnicy, na strychu czy w innej graciarni, albo w ogóle ich na mecie nie biorą. Jednak dla każdego medal musi być przygotowany. Rozstrzał cen jest dosyć spory, bo jakieś najtańsze chińskie gotowce można znaleźć już za 2 złote z VAT, jednak żeby skonany po wyścigu biegacz, nie umarł na mecie ze śmiechu albo nie zwymiotował z obrzydzenia, trzeba wysupłać jakieś 10 PLN, wtedy nikt się nie będzie wstydził powiesić tego na ścianie. Za 15 już możemy u producenta pomarudzić, za dwie dychy mamy już prawie wypas.

Technikalia

Pomiar czasu, zapisy, dyplomy, start, meta – jak zeznał osobiście dr. inż. Marek Zieliński, szef firmy DataSport dla maratonypolskie.pl –w dniu 16.03.2012, obsługa imprezy to koszt rzędu 3-4 tys. PLN.

Można wprawdzie oldskulowo pojechać jak w Falenicy i posadzić obsługę z kajetami, a każdy biegacz mierzy swoim chronometrem, lecz obawiam się że 3 tysiące ludków na Biegu Konstytucji, tych kilkoro z kajetami by po prostu zadeptało, a wątek z pretensjami dotyczący miejsc i klasyfikacji netto/brutto na każdym portalu biegowym liczyłby jakieś 3 miliony stron i mógłby wywołać zamieszki na kolejnych imprezach.

BTW za rok w Falenicy taki pomiar czasu nie będzie już raczej technicznie możliwy, chyba że zostanie wprowadzony limit uczestników. Impreza stała się bardzo popularna i szanowana i rzeczywiście osoby spisujące czasy za linią mety mogą być w niebezpieczeństwie. Celowo nie piszę „ impreza kultowa", bo to zrobiło się strasznie wyświechtane słowo, teraz już wszystko jest kultowe, nawet „Taniec z gwiazdami" czy serial „Plebania".

Numery startowe

Tutaj jest tak jak z medalami, jedni zbierają i pielęgnują, a innym to wisi kalafiorem i wywalają do najbliższego kosza za metą. Wykonanie profesjonalnych numerów startowych dla 3000 zawodników w rozmiarze B5 ISO (czyli standard biegowy: 17 x 24 cm) na syntetycznym papierze Tyvek (wodoodporny, nie ulega rozerwaniu):około 2 PLN brutto sztuka , czyli jak mówi mi kalkulator na baterię słoneczną: razem 6000 PLN

Woda lub izotonik

Nie wiem po co komu woda, a już tym bardziej izotonik na trasie biegu na 5 km, ale niech tam będzie. W Lidlu mała butelka wody gazowanej Saguaro kosztuje 0,89 PLN. Niech będzie 4000 butelek, bo przecież zawsze się znajdą niewidaki co wezmą 2, 3 albo i więcej, bo „za darmo to i ocet słodki", a i obsługa napić się może chcieć, to wychodzi nam 3.560 PLN. Może jakby pogadał i poszukał to by i coś taniej załatwił, ale przyjmijmy cenę detaliczną.

Torebka

Torebka na pakiet startowy. Torebka nic nie powinna kosztować, bo daje ją sponsor i to chyba oczywiste jest jak 2 x 2. Na Biegu Wedla dostawało się numer z agrafkami w garść w biurze zawodów i nikt nie płakał.

Koszulka.

Koszulka techniczna z nadrukiem. W Decathlonie widziałem techniczne koszulki za 19 zetów w detalu. Znając cokolwiek rynek odzieżowy, kładę orzechy przeciwko dolarom, że za 10 PLN spokojnie da radę kupić coś w hurcie. Z nadrukiem oczywiście. Czyli 3000 x 10 PLN = 30.000 PLN. I to wcale nie jakieś badziewie. Koszulka pamiątkowa – bawełniana, to dużo, dużo mniejszy koszt.

Biuro zawodów

Biuro zawodów nic nie kosztuje, bo do tej pory zawsze było w siedzibie WOSIR-u, i obsługiwali je pracownicy tej instytucji, mniemam iż w ramach służbowych obowiązków. Tym razem biuro jest nieopodal – w jakimś sklepie dla biegaczy. Jeżeli ktoś zapłacił temu sklepowi za prowadzenie biura, to albo jest niespełna rozumu, albo nie wiadomo o co chodzi. A jak nie wiadomo o co chodzi, to wiadomo….. o co chodzi.

Obsługa biegu

Obsługa na trasie, starcie, mecie – wolontariusze. Jest to jakiś koszt, bo trzeba Ich przeszkolić, ubrać, nakarmić i napoić. A przede wszystkim Ich znaleźć. Wiadomo jakie priorytety ma dzisiejsza młodzież. Na pewno darmowa pomoc ludziom którym się zachciało pobiegać po mieście, to nie jest to, co młode tygrysy lubią najbardziej. Na 3 tysiące biegaczy potrzeba pewnie ze 300-400 osób, żeby nie było bałaganu, przepychanek i niepotrzebnych nerwów. Pani organizator krakowskiego półmaratonu Marzanny mówi o 200 osobach na każde 1000 zawodników. Ile to może kosztować? Nie mam pojęcia, przyjmijmy 400 osób po 15 PLN (koszulka, herbata, zupka, jakiś dyplom z podziękowaniem) to nam daje 6.000 PLN

Jedzenie

Posiłek regeneracyjny – kolejny pomysł z dupy wzięty przy takim biegu. Przez 5 kilometrów każdy tak się normalnie weksploatuje, że jak nie zje grochówki albo pomidorowej z ryżem na mecie, to do domu nie dojedzie, tylko padnie z wycieńczenia zaraz za przebieralnią. Albo jeszcze przed.

No dobra, rozumiem, że to taka nowa świecka tradycja biegowa, że zupa musi być, choćby po to, żeby było się o co po biegu czepić organizatora, jak wszystko inne było spoko. Zupa z kotła, w takich porcjach jak zwykle dają po biegach nie ma prawa kosztować więcej jak zeta za porcję. W zbiorowym żywieniu tak to wychodzi, nawet jak doliczymy jeszcze po kajzerce do grochówki.

Tutaj też policzmy górką, bo sam widziałem nieraz kolesi, którzy ładowali zupę po 3,4 razy jakby w życiu grochówki nie jedli, albo co najmniej na co dzień z głodu przymierali (chociaż nówki lunarglidy dumnie pod ławką świeciły nowością). 4000 x 1 PLN = 4000 PLN. Plus 500 obsługa.

Inne

Szatnie, przebieralnia – nie wiem ile to może kosztować, nie znalazłem nic takiego w necie, każdy chce żeby mu przysłać zapytanie to wyliczy, a ja nie chcę komuś tyłka na darmo zawracać.

Rozstawienie kilku namiotów na terenie należącym do miasta to na pewno nie jakiś majątek. Myślę, że koszt tego jest pomijalny, ale policzmy 2000 żeby nie było.

Zostaje ochrona i zabezpieczenie trasy. Ile to kosztuje – chyba nie 50 tysięcy?

I pamiętajmy o tym, że bieg ma Partnera Strategicznego. I to nie byle firemkę, tylko bank PKO BP. Dla takiego banku rzucić 50 czy 100 tysi na promocję to jak dla mnie postawić piwo żulowi pod sklepem – gest bez uszczerbku finansowego i nie wymagający wielkiego wysiłku, a tylko odrobiny zrozumienia i dobrej woli.

A może Coca-Cola da kroplę beskidu za darmo? A sponsor techniczny koszulki? W końcu sponsor to ktoś, kto płaci za coś komuś innemu, a nie firma, która za frajer robi sobie promocję na koszulkach, banerach, numerach startowych , itp. Bo jeżeli być sponsorem takiego biegu, oznacza dać swoje logo za darmo, to ja też chcę. I pewnie nie tylko ja.

No to podsumuj sobie teraz biegaczu amatorze te kwoty i odpowiedz na pytanie: Co robi WOSIR? Zarabia i dorabia do tego ideologię, czy rzeczywiście niesie kaganek oświaty zdrowego trybu życia dokładając to takiego biegu z pieniędzy podatników (a na to jako podatnik się nie zgadzam), albo z trudem wychodzi na zero? Dyskusja mile widziana, może ktoś jest bliżej tematu i w prostych słowach udzieli sensownych informacji.

Amator kwaśnych jabłek.
Piotr Brzozowski, kb-rebus.pl