6 lipca 2010 Redakcja Bieganie.pl Lifestyle

Długo = nudno?


Ostatnio było o sprinterach, tym razem do jednego worka wrzucę „długasów”.  Usain Bolt przysłonił całą resztę. To prawda, ale mimo wszystko mówi się o Tysonie Gayu, czy Asafie Powellu. A co mają powiedzieć długodystansowcy? Trzeba być naprawdę „wielkim”, by ktoś o nich wspomniał. Nie wystarczy zdominować bieżnię na jeden sezon, trzeba to zrobić na lata. Nic dziwnego!

Nie piszę tego z wrodzonej złośliwości, czy niezrozumienia tematu, ale biegi długie są … nudne. I uważam, że to największy problem współczesnej lekkiej atletyki. Kibiców jest jak na lekarstwo. Trudno, nie tylko w Polsce, ściągnąć na trybuny komplet widzów. IAAF kombinuje, stara się wprowadzać nowości, uatrakcyjniać, skracać…, Ale co tak naprawdę można zrobić z dystansami powyżej 3000 m? Można by było radykalnie – zlikwidować, ale ja bym powiedziała: nie! Zabiłoby to Królową Sportu, a nie tędy przecież droga. Może przenieść poza stadion? Tak. Taki ruch chyba bardziej by mi odpowiadał.

Biegi uliczne cieszą się coraz większym zainteresowaniem. To fakt, który potwierdzają wszelkie statystyki. Uważam nawet, że to dopiero początek wielkiego boomu. Przenieść jednak rywalizację na ulicę nie jest takie łatwe. Poza tym dla mnie lekka atletyka to sport stadionowy. Oczywiście fajnie jak w mistrzostwach Europy czy świata maraton i chód odbywają się na turystycznych trasach. To nie tylko świetna promocja miasta, ale i sportu. Jednak to, co zrobili przed rokiem w Berlinie, umieszczając metę przy Bramie Brandenburskiej nie do końca mi odpowiadało. Zapachniało mi komercją. Wolę jak ostatnie okrążenie pokonuje się na stadionie. Z flagą w ręku i łzami w oczach. Ale jeśli wariant miasta ma pomóc biegom długim to zgoda. Niech i tak będzie.

Wróćmy jednak do wielkich nazwisk – Meseret Defar, Tirunesh Dibaba, Kenenisa Bekele,czy Haile Gebrselassie. Szkoda mi ich. Bo co z tego, że zdominowali swoje konkurencje, kiedy gdy trwa ich bieg ludzie najczęściej korzystają z okazji i idą do ubikacji? Kibiców ciekawi sama końcówka – ostatnie 400, dla bardziej wytrwałych – 800 m. Przykre, ale prawdziwe. 

Może właśnie, dlatego Gebrselassie skupił się na zarabianiu pieniędzy i startowaniu w prestiżowych, ale bądź, co bądź komercyjnych maratonach? Olał igrzyska olimpijskie, mistrzostwa świata. Dlaczego? Bo nic z tego nie ma. Jego tropem pójdzie Bekele. Jestem pewna. Już zresztą idzie. Ma na swoim koncie tyle tytułów, że więcej nie potrzebuje – trzykrotny złoty medalista olimpijski, pięciokrotny mistrz świata na dystansach 5000 i 10 000 m. Jak dla mnie człowiek, który zasługuje na większe ukłony niż Usain Bolt. Nigdy się jednak tego nie doczeka. Długie dystanse nie są tak prestiżowe, mimo że jego wyczyn jest znacznie większy od osiągnięć Jamajczyka. Smutne.

FORUM DYSKUSYJNE