New Balance 1080v12
uczenie
4 listopada 2020 Krzysztof Brągiel Lifestyle

Czego uczy bieganie?


Historia jest nauczycielką życia, a bieganie? Niekoniecznie. Jeśli mielibyśmy porównywać naszą pasję do nauczyciela, to prędzej do pana Kleksa, niż rusycysty z czasów słusznie minionych. Oddajmy jednak bieganiu sprawiedliwość, że kilku rzeczy można się dzięki niemu nauczyć. Najczęściej są to jednak umiejętności tak fantazyjne, jak słynna Kaczka Dziwaczka, która „zjadając tasiemkę starą, mówiła, że to makaron”. 

Smarkanie do celu

Chyba każdy biegacz się zgodzi, że dobry nos, to drożny nos. Już Ryszard Rembiszewski wiedział doskonale, że dopiero gdy komora maszyny losującej jest pusta, można zagrać o miliony. Odgłosy smarkających biegaczy podczas biegu masowego, to jednak nie jakieś zwykłe charczenie. Strzelający z okolic przegrody nosowej biegacze, brzmią dostojnie, jak 9 Symfonia Beethovena, lub szopenowski Polonez A-dur.

Ponadto, jak podają co bardziej znamienite kroniki polskich biegów ulicznych, nigdy nie doszło do sytuacji, gdy jeden z biegaczy został przez drugiego obsmarkany. Cóż, wychodzi na to, że biegacze opróżniają nosy nie tylko dźwięcznie, ale też wyjątkowo kulturalnie.

Picie dekoltem

Niektórzy będą to kwestionować, ale większość skinie głową z aprobatą. Biegacze mają hopla na punkcie homeostazy wodno-elektrolitowej. Pijemy przed treningiem, żeby się nawodnić, pijemy po treningu, żeby uzupełnić płyny…

Pijemy też w trakcie wysiłku. Choć prawdę mówiąc, trudno nazwać ten mix ekwilibrystyki godnej cyrku du Soleil z „Ministerstwem głupich kroków” Monty Pythona – piciem.

Najpierw trzeba pochwycić kubek z rąk wolontariusza. Jeśli misja skończy się sukcesem, to jeszcze nie powód, aby świętować. Drugi etap nawadniania podczas biegowych zawodów, jest dużo trudniejszy. Ładunek należy precyzyjnie umieścić w przełyku, co w większości przypadków kończy się tym, że woda zamiast zwilżyć gardło, ląduje na klacie…

Jeśli ktoś marzy o kibicowaniu podczas zawodów miss (lub mistera) mokrego podkoszulka – zapraszamy na zawody biegowe w upalne, lipcowe przedpołudnie.

woda bieganie 1

Lekarz akrobata

ITBS, rozcięgno podeszwowe, ból w piszczelach, łąkotka, zapalenie Achillesa, skurcze, gęsia stopka, naciągnięta pachwina, borelioza, złamanie piątej kości śródstopia, krew z nosa, ból w kostce, mięsień płaszczkowaty, wchłanianie magnezu, alergia, nadmierna potliwość, trzeszczki, artroskopia, shin splits, chondromalacja rzepki, zwłóknienie płuc po Covidzie…

Czy tego chcesz czy nie, zaczynając biegać, prędzej czy później staniesz się medycznym ekspertem. Nie otworzysz jednak własnego gabinetu, ale porad zaczniesz udzielać – pro bono – na forach biegowych.

Mnożenie w pamięci

W filmie „Piękny umysł” Russel Crowe wciela się w rolę matematycznego geniusza, Johna Nasha. Aż dziw bierze, że Nash w wolnych chwilach nie biegał, ponieważ kto, jak kto, ale biegacze to mistrzowie matematycznych łamigłówek.

Jeśli na półmetku maratonu zawodnik A pojawił się po 1 godzinie 32 minutach i 38 sekundach, to jakim tempem na kilometr będzie musiał pokonać drugą część dystansu, aby na mecie zameldować się w czasie krótszym niż 3 godziny? Oszacuj najbardziej optymalny negative split, w podziale na tysiączki, oraz piątki.

Johnie Nash, dałbyś radę? Bo biegacze rozwiązują takie równania w pełnym biegu, zakąszając bananem z pobliskiego bufetu.

matematyka

Palce, które zaplotą

Zwinne palce, to umiejętność, która dopadnie każdego amatora joggingu. Lata oplatania chipów w sznurowadła i przypinania agrafkami numerów startowych pod presją czasu – robią swoje.

Doświadczony biegacz ma tak zwinne paliczki, że mógłby swobodnie supportować Zenka Martyniuka na Sylwestrze z Dwójką w Zakopanem, popisując się brawurową solówką na keyboardzie.

Detektor wu-cetu

Nikt tak szybko, jak biegacz nie lokalizuje w miejskiej dżungli optymalnego miejsca, żeby udać się za potrzebą. Tak zwane odcedzenie kartofelków (przepraszamy za męską perspektywę, ale nie wiemy, jak mówią panie), to ostatnie życzenie biegacza, który udaje się na linię startu.

Skakać przez parkan, schować się za drzewem, a może podbiec przecznicę do intymnego zagajnika? Czasu jest mało, ale biegacz zawsze podejmie właściwą decyzję. Ostatnią – nomen omen – deską ratunku jest ta w toi toiu, jednak z przyczyn higieniczno-aromatycznych, radzimy jednak udać się w knieje.

Człowiek guma

Nie ma na świecie człowieka, który równie często wysłuchuje, że nie wolno zaniedbywać rozciągania, jak biegacz. Oczywiście między ekspertami trwa dyskusja, czy lepiej rozciągać się przed treningiem, czy po, jednak tego, że stretching jest rzeczą świętą, nikt nie podważa.

Dlatego też biegacze należą do osób gibkich, jak hinduski jogin. Poranną kawę piją w pozycji psa, a kolację konsumują w pozycji półksiężyca. Światło gaszą posługując się kopnięciem z półobrotu à la  Chuck Norris, a tuż przed snem poświęcają kwadrans na dotykanie głową kolan z siadu prostego.

Powyższa umiejętność (jako jedyna z przedstawionych) ma rzecz jasna wymiar czysto humorystyczny. Bądźmy poważni, który biegacz się regularnie rozciąga?

Krzysztof Brągiel
Krzysztof Brągiel

Biega od 1999 roku i nadal niczego nie wygrał. Absolwent II LO im. Mikołaja Kopernika w Kędzierzynie-Koźlu. Mieszka na Warmii. Najbardziej lubi startować na 800 metrów i leżeć na mecie.