Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij

biegoizm

biegoizm

Pracuję w komunikacji. Patrząc z zawodowego punktu widzenia rozróżniam dwa typy biegaczy. Pierwszy typ komunikuje o swojej pasji zawsze i wszędzie. Gdy wraca do biura po weekendzie z imprezą biegową, jego koledzy chowają się po schowkach na szczotki, aby nie słuchać kolejny raz jego „niesamowitych” opowieści. Drugi typ jest bardziej introwertyczny. Uaktywnia się głównie wśród „swojaków”, gdy rozmowa zejdzie na poziom ferrytyny, retikulocytów, haptoglobiny lub tematy pokrewne.

Powyżej tego jest podział fundamentalny: na biegaczy i niebiegaczy. Gdy spotyka się taka dwójka, a temat rozmowy zejdzie na bieganie, to biegaczowi rozpoznanie czy ma do czynienia z innym biegaczem zajmuje tyle, co Usainowi Boltowi setka. Niebiegacza może zdradzić między innymi „To pytanie”. Pytanie, którego biegacz biegaczowi nigdy nie zada, bo jest tak oczywiste jak to, że krowa daje mleko i to, że byle kto może zostać prezydentem USA.

I tak, pozornie niewinne „Dlaczego biegasz?”, zawisa w powietrzu jak ta mucha z zielonym odwłokiem i nieprzyjemnie bzyczy. „To pytanie” dla biegacza jest tak naiwne w swojej naturze, że często jego wymowa przysłania mu jego prawdziwe znaczenie. „To pytanie”, które zadane osobie głęboko zanurzonej w swoich nawykach i biegowej kulturze, pozwala łatwo przeoczyć jego fundamentalny sens, skutkiem czego najczęściej zostaje zbyte odpowiedzią z gatunku bylejakich.

Warto jednak rozróżnić dwie możliwe interpretacje tego, z pozoru oczywistego, pytania. Bardziej powszechna – o to, co popycha nas do codziennej aktywności w tej formie. Czy chodzi o zdrowie, wygląd, modę, czy może znajdujemy przyjemność w czymś, co znajduje się poza strefą komfortu większości? Druga wersja, występująca rzadziej z uwagi na swój krytyczny podtekst, to zawoalowane: „Czy Twoja pasja przynosi coś dobrego komukolwiek poza Tobą? A jeśli nie, to czy nie jest egoistycznym to, że poświęcasz jej tyle czasu i pośrednio angażujesz swoje otoczenie?”

Z pewnością wiecie, o czym mówię i być może słyszeliście również tę drugą wersję. Prawdopodobnie podświadomie zmarginalizowaliście i zbyliście pytanie podstawowe, bo przecież biegacz nie zadałby go innemu biegaczowi, a niebiegaczy dzieli od nas w tym względzie na tyle dużo, że trzeba by zacząć tłumaczenie od Adama i Ewy, a nawet wtedy nie ma gwarancji na skuteczne porozumienie.

Czy to, że podskórnie czujemy, że teza zawarta w pytaniu nie jest prawdą i że bieganie jest czymś więcej - zwalnia nas jednak z zastanowienia się nad pogłębioną odpowiedzią na nie? Czy człowiek tak silnie pochłonięty pasją biegania potrafi znaleźć na tyle dużo dystansu do siebie i tego co robi, by zadać tak fundamentalne pytanie samemu sobie?

Starając się zmierzyć z odpowiedzią, w moim przekonaniu musimy odnieść się do czegoś, co jest mało wymierne i trudno policzalne. Do tego, kim stajemy się będąc biegaczami i jak to wpływa na nasze otoczenie. Jestem przekonany, że w przypadku amatora, regularne zmuszanie się do wyjścia poza strefę komfortu, trenowania w niesprzyjających warunkach czy udziału w biegach długich (cokolwiek znaczy to dla każdego z nas) musi wypływać z pasji, bo trudno to inaczej wytłumaczyć. Rozsądek dawno już się skończył.

Nic natomiast tak jak pasja, niezależnie od tego czy jest nią bieganie czy cokolwiek innego, nie czyni ludzi tak zadowolonymi z życia. Zdarza się, że osoby z pasją bywają niedostępnie lub nierozumiane przez zewnętrzy świat, jednak poczucia spełnienia płynącego z zaangażowania otoczenie może im zazdrościć.

W przypadku biegania, właśnie to poczucie samospełnienia pozwala nam być lepszymi dla świata i przekazywać swoje pozytywne emocje dalej. Jeżeli ta teoria wydaje Wam się być naciągana, to pomyślcie o jakiejś radosnej, pełnej pasji i energii osobie, która jest w Waszym otoczeniu. Czy interakcje z taką osobą nie wpływają na Was pozytywnie? Czy przy takich osobach sami nie chcecie stawać się lepszymi (w różnych aspektach) i czy wreszcie takie jednostki nie przywracają w Was wiary w ludzi i ten świat?

Nie twierdzę, że biegacze są automatycznie bardziej radośni i zadowoleni z życia albo że jest to jedyna droga, aby osiągnąć ten stan. Jest to jednak ścieżka, która zdecydowanie działa dobrze na wielu ludzi. Później tę energię oddają wszędzie, gdzie są sprawiając, że zdecydowanie wymykają się definicji biegoizmu egoizmu.

 

 

 _____________________
Kuba Pawlak: W drodze do codziennej etatowej pracy słucha piosenek o wojnach gangów i handlu prochami. Często stawia na szali karierę przyszłego muzealnego kustosza (kustosz to nie dyskontowe piwo) dla dodatkowych 15 minut drzemki. Przez swoją trenerkę nazywany „zapalczywym amatorem” uparcie twierdzi, że bieganiem wyłącznie się bawi. Organizator inicjatywy Royal Runners Club.