Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij

wiara w bieganie - a wiara w Boga

wiara w bieganie - a wiara w Boga

Biegam od siedemnastego roku życia, czyli od dwudziestu lat. Nigdy nigdzie nie wyjechałam bez butów biegowych w plecaku – nawet jeśli nie udało się ich użyć, były ze mną. Doświadczenie brania prysznica na suchą, niespoconą po treningu skórę jest dla mnie rzadkim i zawsze zauważalnym rarytasem. Wiele razy doprowadziłam swoje ciało do granic możliwości, zarówno doraźnie, podczas zawodów, jak i chronicznie, przekraczając cienką linię, poza którą popada się w przewlekły stan przemęczeniowy.

Kilka razy w ciągu tych dwudziestu lat przerywałam trenowanie by utrzymywać umiarkowaną aktywność biegową, nie nastawioną na zawodniczy cel, by po przerwie znów rzucić się w wir tej absurdalnie ulubionej, treningowej rzeźni. Aktualnie biegam, kiedy mam ochotę i przyglądam się temu etapowi z dziwnym, bo nieznanym mi dotąd spokojem.

Bez względu na te rozstania i powroty, napięcia i kryzysy, jedno było pewne; bieganie pozostawało i pozostaje nadal jednym z fundamentów mojej tożsamości i zarazem przedziwną tkanką, której nie da się ani pomierzyć, ani dokładnie zlokalizować w organizmie. Nie mam nawet potrzeby tej faktyczności badać. Jest tak głęboko uwewnętrznioną oczywistością, jak istnienie Boga, którego nie trzeba mi udowadniać.

Czy zatem z bieganiem nie jest po trosze tak, jak z wiarą w Boga? Czy bieganie nie bywa dla wielu z nas doświadczeniem iście religijnym, czyli doświadczeniem budowanej na co dzień więzi z czymś/kimś pierwotnym i doskonałym? Czy nie bywa bieganie naszą modlitwą, dokonywaną samotnie, w rytmie mocno bijącego serca? Czy przekraczanie swoich granic poprzez wysiłek fizyczny nie jest de facto czymś zbliżonym do obecnego w wierze aktu transcendowania człowieka ku temu co poza, czy ponad nim? Czy nie spotykamy w środowisku biegowym osób, które z biegania uczyniły Dobro absolutne, a trening jest Prawdą, za którą codziennie umierają?

Jeśli pokusimy się o mówienie o takich analogiach wiary religijnej i biegowej, zadajmy sobie od razu te pytania, które w doświadczeniu wiary jako takiej są fundamentalne: Czy jestem wystarczająco wolny wobec swojej wiary, by wciąż na nowo stawiać pytania? Czy potrafię moją wiarę poddawać w wątpienie? Czy fanatyzm neofity nie zasłania mi istoty tego, w co i kogo wierzę? Żadna wiara nie jest bezpiecznym portem. Jest dramatycznym doświadczeniem, bo nie jest wiedzą, a otwarciem na niewiedzę i na sprzeczności. Ręka w górę, kto nie przeżywa kryzysów, sprzeczności, zwątpień i nawróceń na swojej biegowej drodze?

Jak to zatem jest z tym moim wyznaniem biegowej wiary? Dlaczego biegam? Kim jestem, jeśli nie biegam? Czy muszę biegać, czy chcę? Komu moje bieganie służy? A może moja treningowa pobożność kogoś krzywdzi, kogoś pomija? W jaki sposób moje bieganie przyczynia się do głębszej więzi z bliskimi mi ludźmi i z sobą samym? Czy aby na pewno biegając zmierzam KU czemuś, czy przed czymś uciekam, coś zagłuszam? Czy nie jestem biegowym dogmatykiem, który zredukował swoje bieganie do nawykowych automatyzmów i utracił zdolność zachwycania się biegowym pędem? Czy nie dzielę świata na wierzących i niewierzących w bieganie i czy jako ideolog nie straciłem umiejętności akceptowania i kochania także tych drugich? A może ubóstwiłem swoje bieganie, zabsolutyzowałem je tak, że stało się mi bożkiem, który daje mi codzienną dawkę samozadowolenia, zamiast głęboko doświadczanego szczęścia?

Nie będę kokietować, że potrafię na te pytania sobie odpowiedzieć. Zarazem nie zamierzam przestać sobie ich stawiać. „Co nie jest chwiejne, jest nietrwałe” - pisze czeski filozof Tomas Halik. Nie ma wiary, ani nie ma życia tam, gdzie wszystko wiadomo. A ja po prostu lubię wierzyć – i w Boga, i w moje bieganie.



____________________
M.Derezińska-Osiecka -  zakopianka, wyczynowa i utytułowana zawodniczka w skialpinizmie, biegaczka górska z zamiłowania, asfaltowa z wychowania, filozofka i psychoterapeuta z wykształcenia, przewodniczka tatrzańska i organizatorka obozów Tatra Running. Na co dzień mama trójki dzieci, która wciąż z ekscytacją spogląda w swoją sportową przyszłość.