Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij

maksymalne minima

maksymalne minima

IAAF nowe minima olimpijskie niedawno ogłosił. Co tu dużo mówić, drakońskie. Biorąc pod uwagę moje podwórko: to 1:45.20 w porównaniu z dotychczas najczęściej obowiązującym 1:46.00 - no to jest przepaść. Osiem dziesiątych sekundy. To niedużo - pomyślicie. Ale uwierzcie mi na słowo. To jest przepaść.

Na szczęście jest furtka w postaci rankingu. Ten ranking to żadna nowość, bo już 20 lat temu funkcjonował. Nawet był taki tydzień w 2002 roku, gdy znajdowałem się na jego szczycie. Ale takim prestiżem się ten ranking cieszył, że poza mną nikt chyba w Polsce tego nie odnotował. Teraz może się to poprawi, bo praktycznego wymiaru tenże ranking nabierze. Tak jak pisałem – jest to jakaś furtka, która na pierwszy rzut oka dość szeroką się wydaje. Ale jak to z furtkami – ktoś taką musi otworzyć lub zamknąć. Ta rola działaczom przypadnie. Wiem z doświadczenia, że różnie im to uchylanie wychodziło (o tym za tydzień).

Z tymi minimami wiąże się pewna niesprawiedliwość. Otóż zawsze łatwiej mieli przedstawiciele małyszowatych konkurencji. Wiecie zapewne, o jakie chodzi? Ano o takie, gdzie nie walczy się bezpośrednio z rywalami. Wchodzisz do koła, stajesz na rozbiegu i robisz swoje. Obecność w konkursie mocnych rywali na pewno pomaga, ale jednak pośrednio. I takie 21.10 kulą możesz pchnąć na lidze w Białej Podlaskiej, czy jak się nie uda to za tydzień na mityngu OZLA gdzieś w Polsce.

A weź pobiegnij 1:45.20 na 800. Pozwólcie, że się statystykami posłużę. Taki lub lepszy wynik w historii 6 Polaków uzyskało. Gdyby zsumować tej szóstki rezultaty, to łącznie pewnie ze 100 razy by się uzbierało. A ile razy udało im się to w biegu w obsadzie krajowej? Zero.

Bo minima ustalane są na podstawie najlepszych wyników na świecie. A takowe w biegach uzyskiwane są w warunkach niedostępnych przeciętnym biegaczom. Bo co innego, gdy cały bieg biegniesz w stawce, walczysz do ostatnich metrów z rywalami, a co innego, jak ostatnie 200 czy 300 metrów ścigasz się sam ze sobą. A jak chcesz rzeczone 1:45.20 pobiec w Polsce to ścigać się nie masz z kim.

Oczywiście za sprawą Adama i Marcina wygląda to w ostatnich latach inaczej. Ale to raczej wyjątek niż reguła. A i tak będąc zawodnikami klasy światowej mocno by się musieli nagimnastykować, żeby minimum na lidze pobiec. Na 800 to jeszcze jak cię mogę. Ale na półtoraka (3:35.00)? To już by chyba prędzej Marcin (życiówka 3:34.03) minimum w oszczepie zrobił. ;-) O dłuższych dystansach nie wspominam, bo tam nie dość, że nie ma jak, to jeszcze nie ma kto tego minimum zrobić... Ale to już zupełnie inna historia.

A swoją drogą ciekawe, jak to będzie wyglądało w praktyce. Czy nowe rozwiązanie podniesie poprzeczkę, czy ją obniży? No i jak PZLA potraktuje temat, gdy się okaże, że z rankingu jakiś przeciętniak się załapie? Może by zostawić stare minima (teraz jako minima PZLA), których uzyskanie dawałoby prawo do korzystania z rankingowej furtki?

Jak to mawiają nasi wykluczeni z rywalizacji międzynarodowej koledzy i nasze wykluczone z rywalizacji międzynarodowej koleżanki: "Posmotrim - uwidim".

 


 

____________________

Paweł Czapiewski: rekordzista Polski w biegu na 800m (1:43.22). Brązowy medalista mistrzostw świata (2001) i halowy mistrz Europy (2002). W peletonie amatorskim ukończył pięć maratonów, najszybszy w 2:59:32.