23 kwietnia 2008 Redakcja Bieganie.pl Zdrowie

„- Dopingowiczu, kryj się!” – rozmowa z Darkiem Błachnio


Dr Dariusz Błachnio jest ekspertem w Zespole
Oceniającym Wyniki Próbek w Komisji do Zwalczania Dopingu w Sporcie. Jednocześnie jest pierwszym biegaczem, którego poznałem w moim życiu i pierwszym moim biegowym kolegą. Życiówka Darka w Maratonie to bodajże 2:30:30 z Bostonu, przez kilka lat regularnie biegał maratony poniżej 2:35. Darek przewija sie w historii moich biegowych początków. Od kilku lat jest jednocześnie ekspertem kierującym pracą zespołu badającego sportowców po zawodach w całej Polsce. W tej dość długiej rozmowie staram się wyciągnąć jak najwięcej informacji na temat wykrywania i zwalczania dopingu w Polskim sporcie.

A640_524_1.jpg

Darek w biurze komisji


Adam Klein: Ile kontroli antydopingowych wykonujecie w
ciągu roku? Ilu zawodników poddajecie kontroli, jak to robicie i jakimi
metodami?


Dariusz Błachnio
:
Ilość przebadanych zawodników jest uzależniona od budżetu, jakim dysponuje
Komisja. Dla kraju takiej wielkości jak Polska, czyli o liczbie mieszkańców
około 40 milionów, zasadą powinno być przeprowadzenie od 2 do 3,5 tysięcy
kontroli w ciągu roku. Nie wykonujemy jednak aż tylu badań. W naszej pracy
skupiamy się raczej na dobrym zaplanowaniu ilości wykonanych kontroli, po to,
aby przeprowadzić je w sposób „inteligentny”. Oznacza to, że kontroli poddaje
się więcej zawodników z tych dyscyplin sportu, które obarczone są większym
ryzykiem stosowania dopingu. Nie zapominamy oczywiście o innych dyscyplinach i
dlatego badamy wiele konkurencji, ale każdą z nich w różnym zakresie.


AK: Jak wypada Polska w porównaniu z Francją lub Hiszpanią
w ilości wykonywanych badań antydopingowych, oczywiście po uwzględnieniu ogólnej
liczby zawodników wyczynowych w tych krajach?


DB:
W wymienionych krajach przeprowadza się więcej
kontroli antydopingowych niż w Polsce. Nie znam dokładnej liczby wszystkich zawodników
uprawiających sport w Polsce wyczynowo. Jeśli mówimy o tych zawodnikach, którzy
są kandydatami do wyjazdów na igrzyska olimpijskie, czyli ubiegających się o
kwalifikacje po spełnieniu wymaganych minimów, to w ubiegłym
roku było około 600-800 takich zawodników. Z tego można szacować, że około 200
zawodników, może trochę więcej tych, pojedzie ostatecznie na Igrzyska. Do tej listy „topowych” sportowców dochodzą jeszcze
zawodnicy uprawiający sport w zakresie wyczynowym, ale reprezentujący inne, pozaolimpijskie dyscypliny sportu, a także Ci, którzy nie mieli szczęścia w
kwalifikacjach olimpijskich. W sumie taką naszą bazę zawodników stanowi około
500 – 600 osób. Ich poddajemy regularnie badaniom 2-3 razy w roku. W roku
olimpijskim liczba kontroli wzrasta. Badaniom podlegają zawodnicy w różnych
kategoriach wiekowych: juniorzy i seniorzy. Więcej wśród badanych jest
mężczyzn niż kobiet. Takie proporcje podziału ilości wykonanych badań w
zależności od płci, wynikają jedynie z faktu, że mężczyzn uprawiających sport w
zakresie wyczynowym jest więcej niż kobiet.


A640_3.gif
Źródło: antydoping.pl


AK: Czy tak znani sportowcy jak Adam Małysz czy Otylia
Jędrzejczak są częściej badani niż pozostali zawodnicy?


DB
: Nie zawsze tak jest, że znani zawodnicy są
częściej badani. Trzeba pamiętać, że tacy zawodnicy ze względu na swoją
klasę i wysoką pozycję w rankingu są kontrolowani często przez Światową
Agencję Antydopingową, ponieważ znajdują się w rejestrze testowym najlepszych
zawodników świata. Oni są poddawani badaniom w dowolnej chwili, zarówno na zawodach, jak i poza zawodami, również wtedy, kiedy przebywają poza
granicami kraju startując, jak również będąc na zgrupowaniach treningowych.
Komisja w Polsce rzadko ma informacje, ile razy ci zawodnicy są badani poza
granicami kraju. Nasza Komisja bada zawodników tylko w kraju i tak jak mówiłem,
zwykle jest to kilka razy do roku. U takich zawodników jak Adam Małysz i Otylia
Jędrzejczak liczba wszystkich kontroli, łącznie z tymi zagranicznymi, może
wynosić od 10 do 15 w ciągu roku.


AK: Jaki jest klucz doboru zawodników do wykonania u nich
kontroli antydopingowej?


DB:
Mamy pewne ogólne założenia planu badań, na
których się opieramy. Wytypowanie do badań konkretnego zawodnika jest jednak wewnętrzną
sprawą Komisji. Zawodnik po otrzymaniu zawiadomienia musi być dostępny i ma
obowiązek poddania się kontroli antydopingowej. Może być badany nawet 2-3 razy
w ciągu dnia, jeżeli będzie to konieczne. Ważne jest jednakże, aby badanie było
wykonywane w taki sposób, aby nie przeszkadzać zawodnikowi w jego normalnym
funkcjonowaniu, dlatego staramy się nie burzyć jego schematu dnia. Przede
wszystkim szanujemy zawodnika jako człowieka. Chodzi tutaj również o
poszanowanie zasad intymności podczas przeprowadzania badania.

Standardy międzynarodowe wykonywania testów antydopingowych
mówią o tym, że powinni być badani przede wszystkim zawodnicy wysokiej klasy, tzn.
tacy, którzy uzyskują bardzo wysoki progres wynikowy, przeskakują z roku na rok
o jakiś szczebel, jeżeli chodzi o uzyskiwane wyniki. Bada się również
zawodników powracających po dyskwalifikacjach, po przerwach spowodowanych kontuzjami.
Do kontroli są klasyfikowani także zawodnicy, którzy wykazują „dziwne”
zachowania w trakcie zawodów, np. są agresywni, widać w ich zachowaniu coś, co
mogłoby zostać uznane za sugerujące, że znajdują się pod wpływem środków
psychostymulujących czy narkotycznych. Czasami może to być sygnał nieprawdziwy,
ale badanie antydopingowe można wówczas przeprowadzić, aby skontrolować danego
zawodnika. Nasi kontrolerzy znają te wytyczne i wiedzą, jakimi kryteriami należy
się kierować przy typowaniu zawodników do poddania kontroli. Osoba, która jest
odpowiedzialna za przeprowadzenie kontroli, sama ocenia sytuację, ale jest też w
stałym kontakcie ze mną i dokonuje ew. zawiadomienia zawodnika po konsultacji.

Komisja działa według planu określonego na dany rok, w którym
uwzględnia klasyfikację dyscyplin sportowych do 3 klas poziomu ryzyka
występowania dopingu. Klasyfikacja ta zależy od wyników badań w poprzednich
latach i może ulegać w związku tym pewnym wahaniom. W 2008 roku sklasyfikowane zostały
jako dyscypliny wysokiego ryzyka stosowania dopingu: podnoszenie ciężarów,
kulturystyka, kolarstwo, hokej, boks, zapasy. Z tych dyscyplin staramy się wybierać
jak największą ilość zawodników do testów, wykonując niezapowiedziane kontrole
antydopingowe.

Do dyscyplin średniego ryzyka należą głównie te, które są
badane z uwagi na swoją popularność. Należą tutaj: piłka nożna, koszykówka, czy
siatkówka. Nie stwierdziliśmy w tych rodzajach sportu stosowania dopingu przez
zawodników od wielu lat, tym niemniej zawodnicy tych dyscyplin muszą być
również badani. Takie same kryteria stosuje się na świecie. Do grupy dyscyplin o
niskim ryzyku stosowania dopingu zalicza się pozostałe gry zespołowe, ale także wioślarstwo, skoki narciarskie i narciarstwo. Zawodnicy z tych dyscyplin badani
są rzadziej niż z pozostałych wymienionych wcześniej jako dyscypliny o dużym
ryzyku dopingu. W sumie daje to ok. 2500 testów w ciągu roku.


A640_4.gif
Fragment raportu komisji za pierwsze pół roku 2006 roku (antydoping.pl)

AK: Wymieniłeś wioślarstwo jako sport o niskim ryzyku
występowania dopingu, ale przecież tutaj mamy ostatnio spore osiągnięcia.


DB:
To, że w wioślarstwie mamy spore osiągnięcia nie
upoważnia nas do wykonywania częstszych badań. Komisja dokonuje podziału do
odpowiedniej klasy ryzyka na podstawie przeglądu wyników badań z lat
poprzednich. Kryterium zaliczenia do wykonywania kontroli stanowi wykrywalność
na poziomie od 2,5 do 4 % w stosunku do ogólnej ilości przeprowadzonych badań. Jeśli
zaś rozmawiamy o wioślarstwie, to uważam, że o sukcesie w tym sporcie decyduje
połączenie wielu czynników takich jak: wytrzymałość, siła, warunki fizyczne,
predyspozycje mentalne oraz technika wiosłowania. W tym sporcie dąży się znalezienia rownowagi
między budowaną siłą a techniką. W odróżnieniu od „jedynkarzy”, bardzo ważną
rolę odgrywa zgranie i technika pracy całej drużyny w zespole, ułożenie w odpowiedniej
kolejności osób wiosłujących w ekipie. Jestem pewien, że wioślarstwo w Polsce
jest sportem czystym i sukcesy osiągane są dzięki pracy i umiejętnościom
zawodników oraz sztabu pracujących z nimi trenerów. Były notowane pozytywne
przypadki w wioślarstwie, ale to było wiele lat temu. Od przynajmniej 5-6
ostatnich lat nie ma w tym sporcie żadnych przypadków dopingu. Nieco inaczej
jest w kajakarstwie, tam w przeszłości notowaliśmy przypadki pozytywne, ale w
żadnym razie nie można tutaj mówić o dopingu jako zjawisku powszechnym, lecz
raczej mającym charakter incydentalny. Od kilku lat notujemy też pozytywne
wyniki w zapasach, głównie w stylu wolnym, rzadziej w stylu klasycznym.


AK: Z tych dyscyplin, które monitorujecie, mnie najbardziej
interesuje lekka atletyka.


DB:
W lekkiej atletyce na przestrzeni ostatnich lat
były notowane przypadki dopingu. W ubiegłym roku również mieliśmy przypadki
pozytywne. Było to zarówno stosowanie sterydów, jak i innych środków
niedozwolonych. Wachlarz konkurencji lekkoatletycznych jest bardzo szeroki, ale
kontrole antydopingowe koncentrują się głównie na sportach typu szybkościowego
i siłowego. Należą tutaj: rzut dyskiem, pchnięcie kulą, rzut oszczepem, biegi
krótkodystansowe (60, 100, 200 i 400 m),
skok w dal, trójskok oraz wieloboje. Ostatnio stwierdzone przypadki dopingu dotyczyły
głównie biegaczy na dystansach dłuższych niż 100 m. Od dawna nie notowano wyników
pozytywnych w konkurencjach rzutowych.


AK: Czy wszystkie stwierdzone przypadki stosowania
dopingu są podawane do publicznej wiadomości?


DB:
Zasada jest taka, że powinny być podawane. Kodeks
antydopingowy mówi o udostępnianiu tych danych i informowaniu opinii publicznej
o tego rodzaju przypadkach. Można informować oczywiście tylko po zakończonej
procedurze wyjaśniającej, czyli wtedy, gdy mamy 100% pewność, że zawodnik
rzeczywiście stosował doping. Sposób przeprowadzania badań wykonywanych w
Polsce nie odbiega od poziomu międzynarodowego. Natomiast jeśli chodzi o samą
organizację komisji antydopingowej, to nasz system informowania nie uwzględnia
organizowania konferencji prasowych, gdzie podaje się wyniki testów do
publicznej wiadomości. Zajmujemy się, oprócz przeprowadzania samych badań
próbek pobranych do testów, wykonywaniem wielu innych działań, takich jak
np. edukacja. Zamiast bycia w świecie medialnym poprzez zwoływanie konferencji
prasowej tylko po to, aby powiedzieć, że dany zawodnik został zdyskwalifikowany,
czy też wykryto u niego zabronioną substancję, wolimy pochwalić się jakąś zewnętrzną
akcją edukacyjno-profilaktyczną, np. kampanią społeczną skierowaną do
młodocianych sportowców, akcją informacyjną na temat narkotyków, stosowania sterydów
anabolicznych, w tym również w siłowniach czy wśród zawodników nie należących
do związków sportowych. Są to zjawiska porównywalne do narkomanii, z tym że nie
są tak mocno nagłaśniane, jak w przypadku narkomanii. W obu przypadkach
dochodzi do zagrożeń dla zdrowia i dlatego tak ważna jest edukacja.

Natomiast osobną sprawą jest brak regulacji prawnych w zakresie
dotyczącym dopingu (nie mamy w Polsce ustawy o zwalczaniu dopingu w sporcie).
Wymóg takich regulacji nakłada na nas obecność w międzynarodowych strukturach
do zwalczania dopingu w sporcie. Jeśli porównujemy się z agencjami do
zwalczania dopingu w sporcie w innych krajach o podobnej do Polski wielkości,
to nasza Komisja jest kadrowo mniejsza. Nie ma to jednak znaczenia jeżeli
chodzi o wykonywane analizy badanych próbek, bo tym zajmują się laboratoria, a rzetelność
ich pracy nie budzi żadnych wątpliwości.


AK: Czy jesteś w stanie podać nazwisko jakiegoś zawodnika
w Polsce, który uzyskał w ostatnich latach pozytywny wynik kontroli antydopingowej?


DB:
Znam te nazwiska – nie jest to tajemnica, zresztą
związki sportowe, które zajmują się stosowaniem sankcji wobec nich, najczęściej
po skończonej procedurze wyjaśniającej same informują szczegółowo o danym
przypadku. To nie są nazwiska znanych zawodników. W tamtym roku u jednego młodego
zawodnika wykryto na MP marihuanę i haszysz. Nie są to środki, które zwiększają
możliwości zawodników, ale są one postrzegane jako niszczące zdrowie i jako te,
które mogą być niebezpieczne w określonych warunkach treningu. Substancje
zawarte w tych środkach mają działanie podobne do alkoholu, pomagają w
znoszeniu bariery strachu. Mogą stanowić zagrożenie poprzez błędną ocenę sytuacji
przez zawodnika w czasie zawodów. Z tego powodu zostały wciągnięte na listę
środków niedozwolonych. Użycie marihuany i haszyszu poza zawodami nie jest
karane. Możemy jedynie poinformować odpowiedni związek sportowy, jeśli
stwierdzimy, że zawodnik stosuje tego rodzaju środki poza zawodami.

Natomiast informowanie o danych personalnych osób, które stosują
doping, może odbywać się przez umieszczane np. na stronach internetowych
związków sportowych; czasami podawane są na konferencjach prasowych, w prasie
sportowej, gdyż dziennikarze zdobywają tego typu informacje. Kiedyś były
organizowane przez Komisję konferencje prasowe, gdzie informowało się o skali
zjawiska dopingu w sporcie. Uważam to za dobry pomysł i warto do tego powrócić.


AK: Największą wpadką dopingową w polskim bieganiu był ostatnio Artur
Osman, m.in. mistrz Polski w półmaratonie, przełajach i na 3000m z przeszkodami, złapany na dopingu po maratonie w Hamburgu. Opowiedz o tym przypadku.


DB:
W chwili obecnej ten zawodnik jest na ścieżce
powrotu do startów w zawodach międzynarodowych. Aby dopuścić zawodnika na polu
międzynarodowym musi on przedtem spełnić pewne warunki stawiane przez IAAF.
Myślę, że w przypadku Artura cała procedura zostanie niedługo zakończona.


A640_5.jpg

Z nr 10 Artur Osman na Mistrzostwach Polski w przełajach, Kwidzyn, marzec 2008


AK: Artur Osman wygrał w ub. roku maraton w Łodzi, czy to
oznacza, że jego dyskwalifikacja już minęła?


DB
: Tak, ale jeżeli chodzi o jego udział w startach w
kraju. W tamtym roku Artur już został dopuszczony do biegania na zawodach w
Polsce. Miał przeprowadzone dwa lub trzy niezapowiedziane badania poza
zawodami. Na tej podstawie otrzymał możliwość rywalizowania w kraju, aby jednak
móc rywalizować w imprezach międzynarodowych, musi przejść jeszcze dodatkowe
testy. Potem ostateczną zgodę podejmie IAAF. Wymagania światowe mówią, że aby zawodnik
został przywrócony do rywalizacji, musi zostać sprawdzony podczas testów badających
pełny zakres wszystkich środków, które zwykle bada się w testach
antydopingowych oraz dodatkowo wykonuje się badanie w kierunku erytropoetyny po
zakończonych zawodach. Oczywiście wszystkie testy muszą dać wynik negatywny. Takie
badania zawodnik może wykonać na własny koszt, natomiast nasza Komisja pomaga mu
od strony technicznej przy tych badaniach. Jeżeli zawodnik podaje, np. że będzie
startował za miesiąc w maratonie za granicą, to IAAF może się porozumieć z
organizatorami tej imprezy, aby taką kontrolę przeprowadzić na miejscu zawodów.
Wiadomo, że taką kontrolę mają przeprowadzaną obligatoryjnie wszyscy zawodnicy
z tzw. I i II ligi, szczególnie, jeżeli chodzi o zwycięzców lub osoby
wylosowane z czołówki kończącej maraton.


AK: Jeśli chodzi o bieganie to pewnie nastawiacie się, że
szukacie jakiegoś konkretnego środka. Jaki materiał jest wówczas pobierany do
badania: krew, mocz?


DB:
I jedno, i drugie. W Polsce wykonujemy jak na
razie tylko badania antydopingowe w oparciu o pobieranie moczu. Do wykonywana
testów krwi jesteśmy jeszcze nieprzygotowani, a trzeba dodać, że przy
wykonywaniu badań krwi pojawia się szereg aspektów prawnych. Czasem mówi się o
przekonaniach religijnych zabraniających pobrań krwi. Bywa, że ktoś mdleje
podczas pobrania krwi albo ma urazy psychiczne do tego typu badań. Na świecie
jednak obowiązują ostre przepisy i zawodnik wie, że jeśli nie podda się takim
badaniom, to nie będzie miał prawa rywalizacji w zawodach. W Polsce jeszcze
tego typu badań nie robimy, ale będziemy robić. Badaniem krwi sprawdza się zawodników
głównie w kierunku ewentualnego stosowania erytropoetyny. Gdy pewne wskaźniki
krwinkowe wskazują na wyższe wyniki niż norma, to może to już wskazywać na
stymulację erytropoetyną. Natomiast samą erytropoetynę wykrywa się w moczu. We
krwi wykrywa się zaś hormon wzrostu. Jak mówią eksperci, ten preparat był
nadużywany w ostatnich latach, a jego mała skala wykrywania była spowodowana
małą ilością badań wykonywanych w tym kierunku. Dzieje się tak głównie dlatego, że
badanie jest drogie i wymaga użycia specjalnych przeciwciał, które nie są
produkowane na skalę masową. Ponadto dochodzą do tego problemy z transportem
próbek krwi do laboratorium, które zajmuje się badaniem. To powodowało, że
badania na obecność hormonu wzrostu były wykonywane tylko na mistrzostwach
świata i na igrzyskach olimpijskich, czyli tam gdzie takie laboratorium było na
miejscu. Obecnie ma się to zmienić, gdyż Światowa Agencja Antydopingowa – WADA
(World Anti-Doping Agency) jest na ostatnim etapie uzgodnień w sprawie rekomendowanych
przeciwciał, produkowanych przez jedną firmę. WADA kreuje wszystkie standardy
międzynarodowe i koordynuje działania na świecie związane ze zwalczaniem
dopingu w sporcie.

W moczu są wykrywane wszystkie substancje, które znajdują
się na liście środków zaliczanych jako dopingujące. Należą do nich: substancje o
działaniu stymulującym, narkotyki, środki diuretyczne, środki maskujące,
sterydy anaboliczne androgenne, beta-adrenomimetyki, beta-blokery. Lista wszystkich
środków zakazanych znajduje się na stronie internetowej WADA (prohibited list).

W zależności od dyscypliny, jaką uprawiają kontrolowani
zawodnicy, wprowadza się dodatkową procedurę wykrywania środków działających,
odpowiednio w kierunku tej dyscypliny. Na przykład inaczej będziemy
kontrolować strzelców, gdzie wiemy, że w tej dyscyplinie sportu wymagana jest
precyzja ruchów, skupienie zawodnika. Natomiast, jeżeli są to dyscypliny takie
jak podnoszenie ciężarów, to wtedy szuka się tych środków, które wpływają na możliwości
siłowe.

Pracownicy w laboratorium nie wiedzą, kogo testują,
wszystkie próbki, które otrzymują do badania, są zakodowane. Oni wiedzą tylko,
jaka to jest dyscyplina sportu i wtedy szukanie odpowiednich środków przebiega
w sposób ukierunkowany. Sama znajomość dyscypliny sportu nie daje możliwości
manipulowania wynikiem. Dane zawodników są zakodowane. Próbki są zabezpieczone przed
dostępem niepowołanych osób w czasie transportu, opisanie ich kodami powoduje,
że pracownicy laboratorium nie wiedzą nic o zawodnikach, od których próbki
zostały pobrane. Nasze laboratorium ma od kilu lat akredytację Międzynarodowego
Komitetu Olimpijskiego, a teraz także Światowej Agencji Antydopingowej. Oznacza
to, że wszystkie badania są wykonywane zgodnie z takimi samymi procedurami jak w
Montrealu, Los Angeles, Tokio, Kolonii, Paryżu, Sztokholmie, Oslo czy Madrycie.
My możemy przyjmować próbki z całego świata i wyniki, które otrzymujemy, będą wykonywane
według takich samych standardów jak w tych wymienionych laboratoriach. Aby móc
otrzymać taką akredytację, laboratorium co kilka miesięcy (3-6) wykonuje specjalne
testy, Te wyniki są podstawą przedłużania akredytacji na kolejne lata. Jeżeli
wystąpiłyby jakiekolwiek pomyłki, to akredytacja może zostać odebrana.


AK: A skąd wiadomo, że to ten właśnie zawodnik oddał
próbkę moczu, a nie jakiś inny?


DB:
Aby mieć pewność, że próbka moczu do badania
pochodzi od tego zawodnika, który ma zostać poddany kontroli, trzeba patrzeć na
drogę oddawania moczu. Przed rozpoczęciem badania przede wszystkim trzeba zawodnika
zidentyfikować. Jest wymóg, że zawodnik musi pokazać dowód tożsamości z
aktualnym zdjęciem. Jeżeli zdjęcie nie jest zbyt aktualne, np. jest z
dzieciństwa, to możemy poprosić o potwierdzenie tożsamości, czyli prosimy o
drugi dowód tożsamości, albo np. trenera o potwierdzenie czy to jest dany
zawodnik. Czasami identyfikacja jest bardzo trudna, np. może pojawić się
problem z bliźniakami: jeden trenuje, a drugi nie. Jeżeli ma się wątpliwości,
można wykonać zdjęcie, nawet telefonem komórkowym. Nie jest to zabronione. Zdjęcie
można dołączyć do dokumentacji badania. To są wyjątkowe sytuacje, ale zdarzają
się. Z reguły jest tak, że zawodnicy posiadają dowód tożsamości i nie ma
potrzeby potwierdzania w inny sposób.

Drugą sprawą jest obserwacja drogi moczu, tak, aby
wyeliminować możliwość manipulacji. Kobiety oczywiście są obserwowane prze
kobiety, a mężczyźni przez mężczyzn. Mogą zdarzać się sytuacje, że zawodnik
wprowadzi sobie obcy mocz do pęcherza poprzez cewnikowanie. Trudno jest to
stwierdzić w sytuacji, gdy mocz jest ciepły i oddawany jest drogą naturalną.
Jeżeli zachodzi jednak takie podejrzenie, to możemy poprosić o oddanie moczu
ponownie, a pierwszą próbkę potraktować jako niebyłą. Zawodnik ma obowiązek
odsłonić wszystko, co mogłoby zakrywać i utrudniać obserwację podczas oddawania
moczu. Wiążą się z tym pewne blokady psychiczne, część zawodników uzasadnia tym
brak możliwości oddania moczu w takiej sytuacji. My to rozumiemy, ale zawodnik
powinien wiedzieć, że wymagają tego przepisy. Czasem czekanie, aż badany
zawodnik odda mocz, trwa kilka godzin. Zwykle jednak nie przekracza 1-2 godzin,
bo zawodnicy mają możliwość picia wody lub innego napoju, w skrajnych
przypadkach mogą wypić jedno piwo, co w niczym nie przeszkadza w badaniu.

Jeżeli badanie ma miejsce po zawodach, to zwykle odbywa się po
zakończeniu konkurencji, tak, aby nie przeszkadzać zawodnikowi. W dziesięcioboju,
gdy są konkurencje trwające dwa dni, to trudno by było pomiędzy jedną i drugą
konkurencją zmuszać zawodnika do oddawania moczu do badania, chociaż z
formalnego punktu widzenia takie kontrole można przeprowadzać, ale zwykle się
tak nie postępuje.

A640_2.jpg

Z „Przewodnika Zawodnika” – CAŁOŚĆ TUTAJ


AK: Zastanawiam się nad taką sytuacją, że zawodnik nie
chciałby poddać się badaniu, bo wie, że coś tam brał i to mogłoby zostać
wykryte, a gdyby zwlekał to jest szansa na to, że testy tego nie wykażą. Czy jeśli
zawodnik nie oddaje moczu zaraz po wezwaniu na badania, to czy przez to
tracicie jakąś informację?


DB:
Zasada jest taka, aby do badań kierować pierwszą
próbkę moczu zaraz po zawiadomieniu zawodnika. Oznacza to, że taki zawodnik
powinien być eskortowany od momentu jego zawiadomienia do poddania się testowi,
ale czasami jest trudne do zrealizowania. Zasada jest taka, że zawodnik nie
powinien oddawać moczu wcześniej, nim nie odda go w celu badania. Najlepszy do
badania jest mocz po nocy, gdyż jest bardziej zagęszczony i metabolicznie
bogaty, a przez to najłatwiejszy do oceny analitycznej.


AK: Jaki jest najbardziej popularny środek dopingujący, stosowany
wśród biegaczy?


DB:
Wśród biegaczy długodystansowych to jest to przede wszystkim erytropoetyna (EPO). W
Polsce nie mieliśmy stwierdzonych przypadków stosowania erytropoetyny przez
żadnego zawodnika. Jeżeli już są stosowane jakieś środki to były to sterydy, które
mimo że nie mają działania typowo wytrzymałościowego, to pośrednio wpływając na
wzmocnienie i rozbudowę masy mięśniowej, dają siłę mięśniową. Ponadto wpływają
łagodząco na stany zwyrodnieniowe. Jak wiemy, sterydy są wykorzystywane w
lecznictwie w leczeniu ciężkich stanów zapalnych. Dlatego środki steroidowe są
stosowane przez zawodników w celu przeciwdziałania tym stanom po ciężkim
treningu. Nie mogą jednak zawodnicy, którzy rywalizują w warunkach sportu
wyczynowego, tłumaczyć się, że stosują te środki w celach leczniczych.

Zdarzają się przypadki stosowania środków oddziałujących
na sferę psychiczną: efedryna, amfetamina. Efedryna i cała grupa stymulantów
działają także na układ krążenia, powodując jego wydajniejszą pracę i dając
przez to większą efektywność. W grupie środków o działaniu psychostymulującym są
też stosowane: katyna (związek w budowie podobny do efedryny i amfetaminy), a
ostatnio także marihuana i haszysz. W LA jako klasyczne środki dopingowe stosowane
są sterydy anaboliczno-androgenne, pod różną postacią, np.: nandrolon czy testosteron, który jest szybko usuwany z organizmu i w
przeszłości był bardzo często stosowany przez zawodników dla osiągnięcia
korzyści wynikowych


AK: Czy Artur Osman brał wymieniony przez Ciebie nandrolon?


DB:
Tak. To było w Hamburgu na maratonie. On tam
zajął chyba 5. miejsce. Pobiegł wtedy 2:12.


AK: To był przykład zawodnika złapanego za doping po zawodach.
Ale jak jeździcie na różne kontrole antydopingowe w trakcie sezonu
przygotowawczego, to rozumiem, że liczycie na to, że złapiecie kogoś poza
zawodami?


DB:
Poddajemy zawodników rutynowym badaniom i
wykonujemy badania wtedy, gdy jest większe prawdopodobieństwo stosowania
dopingu. Jest rzeczą wiadomą, że są okresy w treningu sportowym bardziej kuszące
zawodników do sięgania po środki wspomagające. Są to właśnie okresy
przygotowania do startu.. Zwykle tak się dzieje we wszystkich dyscyplinach
sportowych uwzględniających sezonowość; nie ma tego tak wyraźnie zaznaczonego w
przypadku sportowców halowych. Badania odbywają się często w okresie
przygotowawczym, bo wtedy możliwość stosowania środków zakazanych jest
największa, ale nie nastawiamy się specjalnie, że chcemy kogoś złapać.
Zawodnik, który chce sobie pomóc farmakologicznie, nie będzie tego robił raczej
w okresie startowym, gdy zawodów rangi mistrzowskiej jest sporo. On raczej
będzie starał się oszukiwać poza zawodami, gdy możliwość dotarcia kontroli
antydopingowej jest najmniejsza. Ryzykują, bo w każdej chwili może przyjechać
kontrola polska czy zagraniczna, szczególnie dotyczy to zawodników z czołówki.


AK: Kolarstwo jest dyscypliną, gdzie wykrywa się
najwięcej przypadków dopingu. Czy to wynika z tego, że tam jest tych kontroli
więcej niż w innych dyscyplinach? Czy to jest raczej kwestia tego, że kolarstwo
jest takim trudnym sportem?


DB
: Kolarstwo zalicza się do tych dyscyplin, w
których doping istniał od zawsze. Jeżeli prześledzimy historię stosowania
dopingu, koniec lat 50-tych i lata 60-te, gdy były pierwsze przypadki
śmiertelne wskutek bezkrytycznego stosowania dopingu, to są to przypadki
właśnie w kolarstwie. Gigantyczny wysiłek, jaki wykonują kolarze, wymuszał
stosowanie przez tych zawodników środków wspomagających. Na początku były to
środki z grupy psychostymulujących, np. amfetamina, potem doszły sterydy i
różne formy erytropoetyny (w postaci związków syntetycznych lub transfuzji
krwi). Ludzie często zadają sobie pytanie, czy można przejechać 3,5 tysiąca km w
trzy tygodnie, tak jak jest w Tour de France? Oczywiście, że można i pewnie ja
też bym przejechał. Tylko powstaje pytanie: w jakim tempie to robić?

Pedałować
z prędkością 15 km/h,
rozkoszując się pięknymi krajobrazami wokół, z przyjemnością – można. Natomiast jeśli
ma się przejechać ten dystans ze średnią prędkością 45 km/h, to wielu ekspertów potwierdzi,
że tego normalni ludzie zrobić nie mogą. Od końca lat 90-tych rozpoczęła się
nagonka policji, prasy francuskiej i zaczęto zwracać większą uwagę na to, co się
dzieje w kolarstwie, gdzie co jakiś czas wybuchają wielkie skandale. Kolarstwo
poprzez doping nagłaśniany przez media, traci sponsorów, zawodnicy tracą pracę.
Trudno mi powiedzieć, czy popularność Tour de France spada, ale na pewno wiążą
się z tym sprawy sponsorskie i czystości sportu. Jeżeli tego typu skandale będą
dalej miały miejsce, to Międzynarodowy Komitet Olimpijski może podjąć decyzję o
wykluczeniu kolarstwa z dyscyplin olimpijskich. Podobnie mówiło się o wykluczeniu
podnoszenia ciężarów i to nie ze względu na brak atrakcyjności tej dyscypliny,
ale właśnie ze względu na skandale dopingowe. Kulturystyka od wielu lat nie
należy do dyscyplin olimpijskich i nie dlatego, że skuteczność lobbystów na
rzecz tej dyscypliny jest słaba, ale też m.in. dlatego, że wykrywalność środków
dopingujących jest w kulturystyce wysoka i MKOL nie chce mieć sportu z
dopingiem.


AK: Jak zawodnicy reagują na osoby, które przyjeżdżają na
kontrole? Jesteście lubiani?


DB:
Trudno jest oczywiście mówić o lubieniu.
Zawodnicy traktują poddawanie się kontroli jako swój obowiązek. Zdarzają się sytuacje
stresujące obie strony, szczególnie niepoprawnie zachowują się ci zawodnicy,
którzy czegoś się obawiają, mają coś na sumieniu. Starają się zyskać na czasie.
Ale takie sytuacje zdarzają się bardzo rzadko. Ja może miałem jeden raz taką
sytuację. Zwykle jednak jesteśmy traktowani miło.

Czasem jest trudno zaraz po nieudanym występie zawodnika
czy drużyny podejść i powiedzieć: „Nazywam się tak i tak,
reprezentuję Polską Agencją Antydopingową” i poinformować zawodnika, iż został
wytypowany to rutynowej kontroli antydopingowei i dodać iż „oczekuję na
stawienie się do kontroli Pana/Pani w ciągu godziny.” Musimy brać pod uwagę
aktualny stan emocjonalny zawodnika, czy ma lepszy lub gorszy dzień, czy czasem
nie jest zdenerwowany. Z perspektywy kilkunastu lat mogę powiedzieć, że jest to
praca, która obciąża bardzo psychicznie. Niektóre kontrole antydopingowe są
łatwiejsze, inne trudniejsze. Dużo energii traci się na sprawy czysto
organizacyjne, czyli konieczność szybkiego dotarcia do zawodnika, nie stracenia
go z pola widzenia po zawodach, podjęcie decyzji o wezwaniu go na kontrolę.

Trzeba pamiętać o tym, że zawodnicy znają zasady kontroli i chcą, aby były one
respektowane i tak łatwo nie poddają się wszystkiemu. Poza tym w przypadkach
kontrowersyjnych sięgają po porady prawnicze. Poszanowanie praw człowieka jest
w tej chwili na bardzo wysokim poziomie i zawodnicy tego od nas oczekują. Mamy
przypadki, choć nieliczne, zawodników broniących się przez prywatne kancelarie
adwokackie. Nie jest to problem występujący w Polsce, ale na świecie już coraz
bardziej powszechny. Prawo w tym zakresie musi być klarowne, przepisy
transparentne, tak aby nie było wątpliwości, że można zrobić tak, a nie
inaczej. Musimy uważać na błędy wynikające z nieprzestrzegania procedury, bo
one mogą podważyć wynik kontroli.

A640_9.jpg

Darek Błachnio, Półmaraton Radzymin-Osów 2007

AK: Wszyscy złapani zawodnicy jakoś zawsze się tłumaczą.
Jak to wygląda z Twojego punktu widzenia?


DB:
Nie wiem, jak zawodnicy się tłumaczą, bo to nie
jest nasza rola, aby takiego zawodnika w naszym systemie oceniać. To związki i
inne organizacje wyjaśniają i podejmują decyzje o wysokości dyskwalifikacji. My
tylko otrzymujemy decyzje końcową, że zawodnik na podstawie naszego
sprawozdania z badań antydopingowych został poddany karze. Natomiast nie
otrzymujemy protokołu procedury wyjaśniającej z posiedzenia komisji
dyscyplinarnej.


AK: A przykład Artura Osmana? Czy on oficjalnie przyznał
się?


DB:
Nie, on się nie przyznał do stosowania dopingu. U
niego wykonywano badanie próbki B (dodatkowe badanie wyjaśniające). Osman
mówił, że testował odżywki, w których według niego mogły znajdować się jakieś substancje
zanieczyszczające.


AK: A jak było z Antonim Niemczakiem?


DB:
Antoni Niemczak… To było bardzo dawno temu.
Antoni Niemczak usprawiedliwiał obecność substancji zabronionej wizytą u
dentysty. Myślę jednak, że nie warto po latach do tych spraw wracać.

Nas tłumaczenia zawodników nie interesują. Są pewne
substancje, które nie znajdują się w organizmie ludzkim w sposób przypadkowy. Tłumaczenie
zawodnika że nandrolon był w paście do zębów jest teoretycznie możliwe ale –
chyba nierealne. Teoretycznie nie można jednak wykluczyć sytuacji, że ktoś coś „podsypie”
zawodnikowi, ale przepisy nie rozróżniają takich przypadków.


AK: A co w sytuacji jeżeli zostanie udowodnione, że
zawodnik nie zrobił tego celowo?


DB:
Bardzo trudno jest udowodnić coś takiego. Gdyby
znalazła się osoba, która byłaby świadkiem takiego działania – odpowiedni
przepis w kodeksie antydopigowym o tym mówi: jeżeli zawodnik udowodni ponad
wszelką wątpliwość, że stało się coś, co nie było jego udziałem, to może liczyć
na skrócony wymiar kary; natomiast nie będzie to całkowite oczyszczenie z
zarzutów. Każdy zawodnik musi być świadomy tego, co robi i jakie środki
przyjmuje. A jeżeli ma wątpliwości co do jakości pożywienia i jest
zawodnikiem, który przyjeżdża indywidualnie na maraton i ma obawy,czy jeść z piętnastoma
innymi zawodnikami z elity, to idzie do restauracji np. 2 km dalej, gdzie raczej nikt nie ma
powodu, aby serwować testosteron w jajku. Wodę należy zawsze pić fabrycznie
zakręcaną. Teraz coraz częściej mówi się, że spożywanie pokarmów mięsnych z
hodowli zwierząt zmodyfikowanych genetycznie lub wspomaganych hormonalnie może
wpływać na profil steroidowy zawodników. Nie dzieje się jednak tak, aby taka
dieta wpływała na wynik badania antydopingowego. A często zawodnicy tak się
tłumaczą, gdy wykryto u nich jakieś substancje.


AK: Jeżeli chodzi o biegi uliczne, to rozumiem, że tylko
maratony są brane pod uwagę w kontrolach antydopingowych?


DB:
Tylko biegi w randze Mistrzostw Polski:
półmaraton w Pile, maraton w Dębnie. Moglibyśmy też zrobić badanie podczas
innych zawodów, ale tylko jeśli organizator by za to zapłacił.


AK: Czyli maratony w Poznaniu czy Warszawie nie mają
kontroli?


DB:
Nie, według mojej wiedzy te imprezy nie mają
kontroli antydopingowych. Nasza Agencja Antydopingowa jak
dotychczas testów antydopingowych tam nie przeprowadzała.


AK: A jakie to są koszty dla organizatora imprez?


DB:
Można szacować koszt takiego badania na kilkaset złotych, ale precyzyjne wartości
ustała się indywidualnie z Zakładem Badań Antydopingowych Instytutu Sportu w
Warszawie. Uwzględniając wykonanie kilku testów w kategoriach kobiet i mężczyzn
daje to sumę kilku tysięcy złotych, co jak sądzę, porównując to z ogólnymi
kosztami organizacji maratonu, nie stanowi dużych pieniędzy, a zwiększa
się bardzo wiarygodność zawodów, przez co ranga imprezy wzrasta. W tej chwili można
oprócz standardowych testów pokusić się o badanie w kierunku erytropoetyny. Możemy
pobrać więcej moczu do badania i wysłać próbkę do testów. Niewykluczone, że od
września tego roku będzie można już badać erytropoetynę w naszym laboratorium,
bez konieczności wysyłania. Praktycznie poza hormonem wzrostu, wszystkie
najważniejsze substancje jesteśmy w stanie zanalizować.


AK: Dziękuję za rozmowę.

A640_7.jpg

Komisja ds Zwalczania Dopingu w biurze (po lewej Paweł Zach, życiówka w maratonie 2:32)

A640_8.jpg
I Paweł z Darkiem na zawodach – Półmaraton Radzymin-Osów, 2007