New Balance 1080v12
 
14 maja 2008 Redakcja Bieganie.pl Zacznij Biegać

Przemek


herflick_button1_524.jpg
 
Tydzień XII  – zakończenie

Waga: minus 8 kg (88,8 kg)
 

Po dwunastu tygodniach wraz ze sprawnościowym biegiem na 15km (faktycznie 14,3km) dobiegł końca program dla ekscentrycznych ekshibicjonistów..
Tak jak wcześniej pisałem bałem się tego sprawdzianu po pierwsze ze względu na słabo przeprowadzony ostatni tydzień, po drugie był to mój pierwszy oficjalny bieg. Pulsometr, chociaż lepiej byłoby go w tym przypadku nazwać „emocjonometrem „ od pierwszych kroków wskazywał 171hr.. i tak się utrzymało niemalże do końca dystansu. Biegliśmy razem z Piotrkiem i Edytą równym średnim tempem 5:50 (zakładałem średnio 6:00/km) było czasami śmiesznie jednak w całym rozrachunku ciężko. Piotr wyrwał na ostatnim okrążeniu .. już go prawie miałem.. ale przybiegł 10sekund przede mną (mój czas 1h20:44 z którego byłem niezmiernie dumny, Hr max 192). Nie był to jedyny wyścig tego dnia.. chociaż bieg był o 10 ja zaspałem i wyruszyłem z Łodzi chwile po 7.. ale dałem rade.
Podsumowując cały program.
Z perspektywy tych 3 miesięcy  – chociaż zgłosiłem 96kg przed programem.. to pierwsze oficjalne ważenie dało wyrok 97kg.. dziś 88,8kg (trzy bałwanki :>) może to nie zakładane 15kg ale i tak efekt jest nie dość, że widoczny to odczuwalny. Jestem pewien, że przy odpowiedniej diecie i tej samej intensywności treningu byłbym jeszcze chudszy. Również mój dość mało zdrowy tryb życia (częste wyjazdy, kolacje imprezy) nie sprzyjały reżimowi Montignaca chociaż troszeczkę wyszedłem na „dobrą drogę” i prowadzam się nieco lepiej :>. Garderoba w dużej części do wymiany…
Mój poziom wytrenowania różni się diametralnie od tego z początku maja, w tej chwili tempo mam dużo lepsze, a bieg przy większej intensywności sprawia mi ogromną radość. Co jeszcze cieszy? Jako jedyny „nie Warszawiak” skończyłem program. Miałem nieco utrudnioną komunikację z organizatorami, nie zawsze mogłem się stawić na spotkania zarówno integracyjne jak i treningowe ale na szczęście dzięki samozaparciu i dopingowi w postaci delikatnej konkurencji z reszta dałem rade.. jak oni mogą to ja też!! (dzięki Piotr, Ruh, Edzia i Marcin).
Plany na przyszłość
Od poniedziałku rozpocząłem trening 5xtyg do maratonu, myślę, że uda się jesienią w Warszawie pokonać 42km. Mam również nadzieję, że rygor jaki udało mi się wypracować nie będzie tylko słomianym zapałem (chociaż 3 miesiące trudno nazwać krótkim wzlotem) i za około rok będę mógł z podniesioną głowa spojrzeć w lustro.
Strasznie cieszę się, że odważyłem się zgłosić i zostałem zakwalifikowany do programu. Bardzo chciałem podziękować całej redakcji za opiekę trenerską, zdrowotną i ciągły doping. Również firmie Nike, dzięki której łatwiej wychodziło się na treningi.
Chyba to nie koniec  droga redakcjo?  Zgłaszam się do programu „Jak oni schudli i teraz biegają”


Tydzień XI

Waga: 88.8 kg

Tydzień jedenasty to chyba najbardziej „odpuszczony” czas treningu jak do tej pory w całym programie. Weekend stał pod znakiem ogromnej balangi tzw. „krótki wieczorek z piątku na … poniedziałek” – grill i ogólne leniuchowanie przez cały czas. Na szczęście udało mi się zmusić i pobiec dwa razy (w sobotę nie dałem rady). Od poniedziałku do środy – delegacja do Włoch, miało być jeden dzień ale niestety rozciągnęło się to troszeczkę. W czwartek niestety nie miałem siły, po prostu źle się czułem po nocnym rajdzie z Mediolanu samochodem (1500km).
Podsumowując – waga stoi w miejscu 88,8kg, czyli nie jest źle, troszkę się rozleniwiłem i boję się nieco, że nie odważę się pobiec zaplanowanej „piętnastki” w sobotę w Warszawie.. zobaczymy.


Tydzień X


Waga: 88,8 kg

Moje relacje są coraz krótsze bo tak naprawdę nic ciekawego, nowego się nie dzieje. Biegam sobie jak Michał nakazał , w pełni wykonuje plan treningowy i jest ok. Odnośnie diety, nadal spożywam zazwyczaj dwa posiłki dziennie i co dziwne dobrze mi z tym. Odkryłem w sobie nową radość – najbardziej lubię treningi niedzielne czyli te najdłuższe – muzyka gra w uszach, zwiedzam nowe zakamarki i mam dużo czasu do przemyślenia/podsumowania całego dnia. Waga jak gdyby troszeczkę się zatrzymała ale nie łatwo jest gdy w pełni sezon imprezowo/grillowy – wynik – (trzy bałwanki :>) 88,8kg (badanie jak zwykle w środę po przebudzeniu).
W Niedzielę byłem w Szczecinie, gdzie odkryłem piękne, aczkolwiek trudne miejsce do biegania – Puszcza Bukowa. Pogoda była przepiękna, do tego wysokie, proste drzewa z koronami tylko na wierzchołkach, do tego przebijające się przez nie promienie słońca i żywa, jasna zieleń – pięknie ale mocno pagórkowato. We wtorek pobiegłem tempem 6min/km przez 50minut (wg Nike+) fajno było, wyglądałem jakbym był prawdziwym biegaczem.
Aha i na koniec doświadczenie najnowsze i rada – na długie wybiegania daleko od cywilizacji warto wziąć kawałek papieru… J


Tydzień IX

Podsumowując tydzień IX, upłynął pod znakiem dużego żarcia (imieniny, mecze), a co za tym idzie moralnej doliny. Przyznaje, że miałem chwile zwątpienia, ale już jest lepiej. Może to przez przetrenowanie, może przez rozleniwienie związane z Mistrzostwami Europy, nie wiem… mam nadzieje jednak, że zniechęcenie minęło bezpowrotnie, … aha..

Bym zapomniał – waga 89,3kg.
W czwartek jednak wbrew wskazaniom dentysty wyciągnąłem się polatać, troszkę pobolewała szczęka, szwy lekko przeszkadzały ale trening zaliczony. Na środku takiego „mini” parku na Retkini znajduje się górka, dookoła niej boiska, skate-park, kosze, ławki i dużo ludzi, jakie było zdziwienie gdy 8-krotnie wbiegałem na tą górkę i schodziłem J. Piątek też zaliczony zarówno dietetycznie jak i treningowo.. ale za to … sobooota ale za to sobota będzie dla nas … no właśnie, bieganie ok. ale do tego imieniny mamy i wielkie grillowanie, o ile chleba nie ruszyłem to z mięsem pofolgowałem, nie mówiąc o alkoholu.
Niedziela wieczorne bieganie na kacu, udało mi się całkiem nieźle utrzymać miedzy 65% a 75% co nie jest jak się okazuje takie łatwe. Reszta tygodnia starannie wykonywana, cały czas bawię się iPodem, ale zauważyłem, że jak biegnę i muzyka jest zbyt głośno to bardzo trudno jest mi utrzymać jednolite tempo i zazwyczaj biegnę za szybko.


VIII tydzień – 12 czerwca

Podsumowanie 8 tygodni.


Przede wszystkim zaczynałem z waga
97kg, ważę się co środę o 7 rano na czczo, po 8 tygodniach biegania
niesamowity wg mnie sukces, dziś rano 89,4kg!! 7,5kg tłuszczu mniej…
przecież to dawka golonki na pół wesela ;> oficjalne podziękowania
dla redakcji od kolan 😉 Mój wygląd zmienił się dość znacząco,
już nie wyglądam na rozlazłego gościa który pół dnia siedzi przy
komputerze, brzuch „się wstąpił” troszkę mniej na twarzy i ogólnie
czuję się o niebo lepiej. Odnośnie kondycji, bez problemu przebiegam
ponad godzinę w tempie około 6minut z średnim pulsem 145 – 153,
ogólnie to, że tyle przebiegam i cieszę się tym biegiem jest bardzo
pozytywne.
Zmieniłem nieco dietę, przyznam się, że jem lżejsze pokarmy i wypracowałem
sobie nawyk trzech posiłków dziennie, rano śniadanko około 9 godziny,
leciutka poprawka około 12 i obiad około 17 – najczęściej dwu
daniowy normalny, do wieczora sama woda. Najlepsze jest to, że ten
system nie jest dla mnie uciążliwy, przyzwyczaiłem się ale również
nie popadam w szaleństwo i zdarza mi się np. grill raz na jakiś czas.
Przyszły tydzień to przygotowanie do biegu 15km w Warszawie, mam nadzieje
że bez kontuzji dam rade stawić się i nie dać ciała bo w sumie
będzie to mój pierwszy bieg w jakichkolwiek zawodach. Dzięki bieganie.pl
J


Poniedziałek – Środa (09-06 – 11-06)


Po długiej przerwie wreszcie wróciłem
na szlaki. Zrobiłem trening 1h biegania 75% wyposażony w nowy gadżet
– Ipod Nano z Nike+. Dzięki naszemu sponsorowi, który wyposażył
nas w buty przystosowane do zestawu Nike+ kupno czujnika i Ipoda były
bardziej realne. Z pierwszych wrażeń, bieganie z muzyką wydaje mi
się łatwiejsze lekkie, jak do tej pory lubiłem biegać sobie i dużo
myśleć, oglądać tak teraz będę przeplatał z bieganiem w słuchawkach.
Następnego dnia postanowiłem zrobić zaległe 90’ biegu. Niestety
z racji obowiązków, czas na bieganie miałem dopiero o 22:30 i tak
późno zacząłem, co niebyło chyba najlepszym pomysłem. Po całym
dniu dość intensywnym zacząłem puchnąć po godzinie, nogi miałem
dość ciężkie poza tym ponownie zaczął doskwierać mi ząb –
skończyłem po 1h20’, wg Ipoda zrobiłem przez ten czas lekko ponad
12km.. w sumie nieźle.
Środa to męczarnia.. ząb kontratakuje… dentysta po południu, rwanie
szóstki.. przyszedłem do domu i położyłem się ledwo żywy spać
(było około 18) i tak już obudziłem się w czwartek rano..
Dentysta jeszcze w czwartek zakazał mi biegania.. długa przerwa.


Włochy (05-06 – 08-06)


Tak jak pisałem w czwartek wyjazd
do Italii (która okazała się wcale nie słoneczna), wyjazd około
18 więc wcześniej wyrwałem się z pracy i pobiegłem czwartkowy trening
J (nałogowiec).
Oczywiście wziąłem ze sobą zestaw biegacza ale.. no właśnie w
podróży dostałem silnego bólu zęba-szóstki i w sumie cały wyjazd
spędziłem na proszkach przeciwbólowych, nie byłem w stanie normalnie
egzystować. Około niedzieli ból ustąpił, a może cudownie zadziałało
lekko zakrapiane oglądanie przegranego meczu Polski z Niemcami. Odnośnie
diety w tym okresie, prawie cały czas moje ulubione Włoskie jedzenie:
Penne, owoce morza, sałatki sery… raj w gębie + oczywiście wytrawne
winko mniami
J.


VII Tydzień


Waga: 90,6 kg


Tym razem z racji tego, że czas nie pozwala bo godzina późna (środa 22:39), a jutro rano jadę w delegacje do Włoch, postanowiłem nieco skrócić moja relację. Do planu przygotowanego przez redakcję bieganie.pl przykładam się bardzo solidnie. Mam duży problem z utrzymaniem tętna poniżej 150 uderzeń przy treningu 75% ale staram się jak mogę. Biegnę przy takim tempie bez problemu 1h:15’ i sprawia mi to wielką radość. Postanowiłem zwiedzić nowe tereny i co dzień wypuszczam się w różne zakątki zachodniej Łodzi. Bieg progresywny to cały czas dla mnie duże wyzwanie i wracam zawsze wycieńczony. W weekend znowu ponad 20km, niesamowite, biegam średnio 6:30/km – 7:00/km, mogłoby być lepiej ale ponad 90kg nie łatwo poruszyć. Wreszcie udało mi
się dotrzeć na basen, poruszyłem grupy mięśni wcześniej nie używanych, kondycyjnie zaskoczyłem sam siebie – nie wysiadłem.

Troszkę czuję kolana i staram się je schładzać po każdym treningu, po niedzielnym wybieganiu poczułem kłucie w okolicach lewej pachwiny ale następnego dnia było ok.
Odnośnie diety, jem mniej i staram się omijać ziemniaki, pieczywo, masło, podjadanie i alkohol – efekt – cotygodniowe ważenie – 90,6kg!!!!!! Czyli 6,5kg w dół!! Jak w przyszłym tygodniu pęknie 9 dych stawiam browara trenerom i Fredziowi.
Nie wiem jak uda mi się pogodzić delegację z bieganiem ale wezmę buty ze sobą. Chciałbym aby było dobrze bo efekty
wagowe, sylwetka i kondycja dają mi wielkiego kopa do dalszego treningu. Run Forrest! RUN!

VI Tydzień

2008 – 05 – 28 (środa)

Śniadanie: 9:42 😉 ser twarogowy ze szczypiorkiem (180g) plus kromka chleba czarnego z szynka drobiowa. Obiad: młode ziemniak sztuk 5 :> pstrąg, ogórek świeży woda, przez cały dzień dużo wody. Po pracy i obiedzie poszedłem spać (słabo mi to szło w nocy) wstałem o 19 i od razu buty na nogi, wypas strój i na dwór. To nie był chyba dobry pomysł bo tętno od razu skoczyło mi do 160 uderzeń. Postanowiłem dziś zwiedzić park Poniatowskiego, wyznaczyłem sobie trasę na mapmyrun, wyszło około 7 – 8 km ale gdzieś tak po 15 minutach zaczepił mnie inny biegacz pytając czy może się podłączyć. W rozmowie okazało się, że biega w grupie z Arturówka, pokazał mi fajne trasy w Parku ale musiał troszkę zwalniać bo moje tempo nie było tak dobre jak jego chociaż przyznaje że ciut przyspieszyłem, tak podświadomie :>. Bardzo dobrze mi się biegło ale przez to zwiedzanie trasa i czas treningu zwiększyły mi się odpowiednio do około 9km biegu i 1h05’. Aha zapomniałem o najważniejszym, codzienne ważenie rano i …. 91,3kg!! Niewiarygodne. Nie wiem czy się tak odwodniłem wczoraj na siatkówce czy co.. ale przecież bardzo dużo wypiłem wieczorem wody. Sukces!!

2008 – 05 – 27 (wtorek)

Zamiast basenu – siatkówka, nie wiem dlaczego ale nie daje rady jakoś wybrać się popływać, a przecież sam chciałem… 2 godziny intensywnej gry, potem 3 godziny intensywnego snookera :> 2 litry wody mineralnej i pól soku pomidorowego. Śniadanie: dwie kromki chleba z sałata, szynka i żółtym serem, obiad: botwinka 🙂 mniam, kluski z truskawkami i … nie pasujący do obiadu ale pyszny schab. Koniec posiłków.

2008 – 05 – 26 (poniedziałek)

Z racji pobolewania okolic lewego piszczela przeniosłem środową pauze na dziś. Śniadanie: 3 kanapki z szynka, obiad: kurczak i gotowana marchewka… do końca dnia sok pomidorowy 🙂

2008 – 05 – 25 (niedziela)

Padłem po wczorajszym dniu i spałem 12h. Śniadanie: tost z szynka. 75′ biegu robi na mnie wielkie wrażenie, w sumie w weekend ponad 20km zacny wynik. Wieczorem i w nocy ból w okolicy zewnętrznej części łydki, tak na wysokości 1/3. Ale nie ciągły tylko raz na 30minut dość silne kłucie.

2008 – 05 – 24 (sobota)

Śniadanko: kajzerka + dwa jajka gotowane + ser biały, obiad: grillowany kurczak, ryż i surówka. Kolacja: godzina biegu + 2x sprawnościówka, jeden z lepszych dni biegowych w całej burzliwej karierze 🙂 9km w godzinę nie jest źle.

2008 – 05 – 23 (piątek)

Spanko do 9:00 powrót do Łodzi i około 17 bieg progresywny. Tym razem miałem dość spory problem z ustabilizowaniem początkowych 70% hr max ale zbytnio się tym nie przejmowałem. Biegłem raczej na tempo niż na pulsometr… po 12 minutach panowałem już nad sytuacja. Od 16 minuty przyspieszyłem do tempa pokazowego i udało mi się je utrzymać do samego końca. Trening dość męczący średnie HR 160 (czyli 85% – za dużo). Na kolacje penne z pomidorami i bazylia. Jak to mówią uczestnicy tańca z gwiazdami – zmęczony ale szczęśliwy

2008 – 05 – 22 (czwartek)

Jestem pulsometroholikiem! Pojechałem do rodziców do Niemysłowa (wieś w miarę blisko zalewu Jeziorsko) i zapomniałem pulsometra. Już jak jechałem samochodem zastanawiałem się jak to ja biedny teraz będę trenował! Nie było tak źle, na początku wyruszyłem dość ostrożnie ale po jakiś 5 minutach ciśnienie nieco podskoczyło gdyż pogoniło mnie 60kg psa… schyliłem się w panice po kamień… i chyba nauczony doświadczeniem.. czworonogi napastnik spasował :). Poleciałem dalej w piękny las, cisza, nie spotkałem żadnego człowieka… jak dla mnie idealnie. Podsumowując 50 minut biegu, z czego 43 minuty zajęła mi pętla która rok temu przetruchtałem w 107 minut 🙂 (ale ja musiałem wówczas wolno „biec) Wieczorem lekki grillik i spanko 🙂


V Tydzień

Środa

Wolne – podsumowanie „dietowo-wagowe”: waga: 93,8kg, dieta – umiarkowana, staram się myśleć o tym co jem ale nie zawsze się udaje powstrzymać przed np. świeżą bułka.

Wtorek

Niestety ponownie nie dałem rady popędzić na basen, w zamian zaaplikowałem sobie powtórkę z wczorajszego treningu tylko w niższym tempie. Jak wychodziłem pogoda była znośna i nic nie wskazywało na jakieś zmiany ale deszczyk zlał mnie bardzo mocno i dość solidnie zmarzłem. Miłe jest to, że w tej ulewie nie tylko ja byłem dziwakiem który biegł. Widzę że coraz więcej ludzi decyduje się na bieganie, a gdy zbliża sie lato wylega troszkę więcej amatorów chcących zrzucić nadmiar kilogramów.

Poniedziałek

Bez przeszkód pokonałem pierwsze 35′ ale od tego momentu zaczęła drętwieć mi lewa stopa, nie wiem czym to jest spowodowane, może pierwszy raz założyłem grubsza skarpetkę.. nie wiem, dobiegłem dystans do końca, jak tylko przestałem biec noga przestała boleć.

Niedziela

Bieg w strugach deszczu, wspaniale w porównaniu do wczorajszej patelni. Bardzo ładne tempo, puls w granicach 150 i za nic nie mogłem zejść niżej.. średnie wyszło mi około 154 ale coś Sigma zgłupiała bo HR Max miałem 510! 🙂 Biegłem troszkę szybciej i o ile na początku miałem trudności z wbiciem się w tempo to po około 20 minutach zatrybiło i pędząca prawie 100kg lokomotywa pokonywała kolejne metry. Tradycyjna już 45 minutowa pętla pokonana została w niecałe 40minut. Na noc .. bez kolacji tylko izotonik.

Sobota

Wybiegłem około godziny 13:30.. to był mój wielki błąd, było bardzo ciepło i okazało się ze słabo znoszę wyższą temperaturę.. Dałem rade przebiec 40′ ale było całkiem dziwnie bo tętno dość niskie a tempo o 30 sekund na okrążeniu szybsze (6min potrzebowałem na pokonanie leśnej pętelki). Wykonałem wreszcie poprawnie ćwiczenia sprawnościowe i popędziłem na grilla do rodziców. Nie odmówiłem sobie piwka niestety.

Piątek

Pierwszy w karierze bieg progresywny… na początku leciutko 65-70% po 3 minutach 75%.. Po 7’-80% po 14’-85%.. Dało mi to w kość dość znacząco, skończyłem zmęczony ale mocno zadowolony bo w ostatniej fazie treningu biegłem tak jakbym chciał biegać, wyglądało, że naprawdę jestem szybki. W sumie wg moich obliczeń biegłem z średnim tempem 6:15min/km. Soczek pomarańczowy i spać.

Czwartek

Za namowa Adama pobiegłem nieco szybciej, i o dziwo biegło mi się bardzo dobrze. Zazwyczaj leśną pętelkę robię w 7min, nowym tempem około 6:30. Średni puls z treningu to 150uderzeń (76-77% HR max) czyli tak jak zakładał plan. Myślałem ze dużo wyższe będzie tętno bo wydawało mi się że cały czas gnam do przodu a nie luźno biegnę. Troszkę bardziej spocony niż zwykle wróciłem do domu ale trening przysporzył proporcjonalnie więcej radości. Dieta: rano serek wiejski, obiad: penne rigate z indykiem i sałatka (ogórek, pomidor, papryka śmietana)… około 22 – 5 frytek (bo jak tu wytrzymać gdy ktoś obok się opycha) 🙂


IV Tydzień

Środa – 14/05/2008

Z rana oficjalne cotygodniowe ważenie: wyrok – 94.3 kg, w sumie mogłoby być lepiej, ale nadal jestem dobrej myśli. Spadek o pół kilo, hmm nie wiem jak mam to traktować, czy to dużo czy nie.. chyba nie ma tragedii prawie pół kilo mniej galaretowatej masy, oby tak było przez następne tygodnie aż do planowanego maratonu.
Dostałem wolne i chociaż wydawało mi się że zbyt dużo „laby” to jednak przydało się… Hmm, w sumie nawet nie miałem czasu biegać.

Śniadanko około 10 rano, chleb ciemny z ziarnami dyni, sopocka (szynka nie flaszka:>) i ser żółty – bez masła x 3. Obiadek: penne rigate z mięsem mielonym z indyka, pomidory i kupa czosnku … mniami.

Wtorek

Miało być pływanie, ale ponownie nie dałem rady… w sumie chyba jeszcze ani razu zaplanowany basen mi się nie udał.. za to zaaplikowałem ostatni w sezonie mecz koszykówki.
Śniadanie: kanapka z białym serem, obiad u mamusi 🙂 grochowa (nie za dużo), „kopytka” wołowiny ciut i zasmażana kapucha… w malej ilości naturalnie… około 20 grzech w postaci cheesburgera z popularnego fast fooda. Odnośnie meczu, wygraliśmy! Na boisku 4 kwarty na pełnych obrotach, 57:54 dla nas z czego ja 18pkt 🙂 było super. Jednak to gry zespołowe dają mi największa satysfakcje, bieganie? przecież należę do drużyny „Jak oni chudną” 🙂

Poniedziałek

Wolne – po wczorajszym wybieganiu okazało się niezbędne, zdziwiłem się gdy nowy plan przewidywał wolne dziś i w środę ale trenerzy mieli rację, niedzielna wycieczka dała mi się we znaki, szczególnie uda nie pozwalały o sobie zapomnieć.

Niedziela

Śniadanko: jajecznica z pomidorami chleb razowy, obiad: kwaśnica z prażokami (nie znam poprawnej pisowni) około 16:30… potem 20.. trening – 1:15 biegu, super pogoda. Doleciałem do fabryki Gillete, straszny moloch budują też obok park więc, pobiegałem sobie wśród „psiarzy”. Powrót i 10x 100m w tempie pokazowym. Średni puls 137! Po treningu izotonik, schłodzenie kolan i taka dygresja ze warto zalepiać sutki plastrem bo właśnie mi doskwierają.. 🙂 Był to wieczór gdy z uśmiechem na twarzy mijałem kolejnych spacerowiczów. Zdarzył się też jeden biegacz którego spotkałem któryś już raz oczywiście on też mnie poznał… także mam kumpla.

Sobota

Zjadłem tylko obiad, ale za to słuszny.. Odnośnie biegu.. doskonale leciutki bieg, super pogoda, żyć nie umierać.. Zdałem sobie sprawę z tego jak bardzo odstresowuje i poprawia mi humor bieganko.
Miałem pojawić się w Warszawie na spotkaniu z reszta ekipy ale niestety ponownie nie udało mi się dotrzeć do stolicy.

Piątek

Wolne… nic dodać nic ująć.. odpoczywałem

Czwartek

Śniadanie I – 2 kromki fittnes chleba czarnego, serek wiejski, ser topiony, plasterek szynki 🙂 Śniadanie II – 2 kromki tego samego chleba ser topiony i maślanka, Obiad: penne z tuńczykiem. Trening wykonany bez żadnych problemów chociaż zbyt cienko chyba się ubrałem, a wieczór był chłodny. W 25′ dopadła mnie kolka, chyba pierwszy raz od początku programu ale udało mi się ją zabiegać. Tradycyjną pętle przebiegłem w 42 minuty.. zwykle zajmuje mi to 45 minut wiec całkiem nieźle. Średni puls razem z 8x100m/100m marsz – 146 uderzeń. Czułem „coś” w prawym kolanie, myślę ze to skutki wczorajszego meczu. Jutro robię przerwę, trzeba się ciut zregenerować .. szczególnie przed Warszawską wyprawa.


W łóżku wyczułem jakąś „gulkę” po prawej stronie doskwierającego kolana, wcisnąłem ją do środka i kolano przestało dawać o sobie znać. Ogólnie troszkę boję się kontuzji, szczególnie prawej operowanej kiedyś nogi (wiązadło krzyżowe).

III tydzień (08.05.2008)
Waga: 94.7 kg


Środa (07.05)

Oficjalne ważenie o 6:45, bo o tej porze wstaję do pracy… 94,7kg więc troszkę mniej niż poprzednio, na pewno mogło być lepiej ale dieta nie pozwalała za mocno zejść z wagi.
Obiadek przygotowała moja ulubiona (ziemniaki, kotlet z mielonego z indyka i mizeria), dwie godziny odpoczynku (wg mnie za mało) i 65%-75% 50’+ spr. Średni puls 142, przebieżka po retkińskich szlakach, bez problemu, bez zadyszki powrót do domku, mineralna, pisze sprawozdanko i do wyrka.

Ogólnie podsumowując cały tydzień uważam, że nie był zmarnowany. O ile słabo radze sobie z dietą to do treningów przykładam się dość porządnie. W przyszłym tygodniu mam zamiar lepiej przestrzegać diety i troszeczkę więcej nauczyć się wykonywać ćwiczenia sprawnościowe w czym mam nadzieje pomoże mi sobotnie spotkanie gruby odchudzającej.

Wtorek (06.05)
Koszykówka – wreszcie wygraliśmy grałem ponad 3 kwarty więc troszkę się nabiegałem. Nie pamiętam co zjadłem ale wiem, że nie za dużo na dobry sen i brak zakwasów Paulaner.

Poniedziałek (05.05)
Powrót do pracy, śniadanko I i II to w sumie 3 kanapki, obiadek u Mamusi nie za duży ale nie pamiętam menu i chociaż w planie był basen, a mnie się strasznie nie chciało więc poleciałem 65%-75% 50′ + sprawnościówka… Aleeeeeee nie zupełnie… Lecę piąte „kółko” w lasku i… w kiszkach bulbulbul… więc myślę sobie jeszcze jedno kółko i do domu.. ale ponowne bul bul bul spowodował szybki odwrót… na szczęście dogoniłem autobus.. jeden przystanek… i hmm zdążyłem do domku w samą porę.. HR osiągnęło niemalże max Trening nie pełny, ale z HAPPY ENDEM.

Niedziela (04.05) – KLAPAAAAA!
Nie dałem rady!! I nie chodzi tu o to ze mi się nie chciało.. Po prostu nie miałem kiedy, w sumie winny tylko się tłumaczy ale wróciłem do domu z Lublina w granicach północy więc nie miałem siły. Ale za to nic „podejrzanego” nie zjadłem.

Sobota (03.05)
Śniadanko tradycja tosty ale lekko bez tragedii. Trening – spytałem wędkarzy czy da się przebiec jezioro dookoła .. miny mieli lekko zdziwione ale odpowiedzieli chóralnie „Taaa”. Akwen wyglądał dość groźnie ale pierwszą pętle zrobiłem w 30’, a jedynym niemiłym akcentem był jakiś kundelek, który skutecznie uprzykrzał mi trening. Pobiegłem więc drugi raz bo zaplanowany czas to godzina biegu plus 8x100m interwał (przy drugim okrążeniu nie spotkałem już czworonoga za to zmuszony byłem zrobić tylko 4x100m bo.. .hmm tamten chyba zawołał większego kumpla i musiałem zrezygnować z szybszego przemieszczania się) Potem oczywiście ognisko i standardzik zlotowy – dieta cud… jak schudnę będzie cud.

Piątek (02.05)
Śniadanko o 12 – tosty i sałatka z pomidorów.
Zwiedzanie zamku w Lublinie i starówki, leciutki obiadek (pomidorowa i ziemniaki jakieś szczurki dwa które miały być polędwicą mniam.. średniawo). Powrót do ośrodka i lecimy godzina biegu po okolicznych krzakach troszkę sprawnościówki, średni puls 142.. chociaż raz podniósł mi się dość wyraźnie i przymuszony byłem zrobić interwał gdyż „sportowcy w dresach” skutecznie mnie dopingowali.. tym razem się udało.. potem kąpiel i ognisko nr 2… nawet nie opisuje co się działo i jaka dieta była.

Czwartek (01.05)
Dotarłem na zlot FCKP (Fiat Coupe Klub Polska), wyjechaliśmy o 6 rano żeby zdarzyć się zakwaterować bo o 9 rano wyjazd na wyścigi do Lublina (przejazd kolegi oplem speedsterm, ja jako pilot i kamerzysta: http://www.youtube.com/watch?v=i4hBZkvo3x4) .
Chociaż już od lipca nie posiadam Fiata to chętnie uczestniczę w zlotach i jak co roku spotykam się ze znajomymi na majówce. Po wyścigach obiadek w Kazimierzu Dolnym (naleśnik gryczany z jajkiem, szynką i fasola… pyszności).

Około godziny 21 nie znając za bardzo Firlejowskich terenów pobiegłem z kolegą Adamem „w las” 25’ w głąb buszu drogą piaszczystą i powrót w zupełnych ciemnościach do ośrodka. Moje ulubione interwały poszły naprawdę gładko, kąpiel i, i… i bomba kaloryczna czyli ognisko… kiełbasa sztuk z trzy i piwo do oporu… mea culpa.. ale biesiadować nie jest łatwo bez starych nawyków.



II tydzień (01.05.2008)
Waga: 94.9 kg


Piątek (25.04)
Niestety nie udało się! Wstałem o 8:00 rano i w trasę do domku… tak mi zeszło do 23… w sumie 1300km samochodem na jeden raz wiec rekord.. Mea culpa ale nie dałem rady, padłem spać. Odnośnie diety, żarcie autostradowe wiec kawy, hot dogi itp. Wypychacze brzucha.

Sobota (26.04)
Nowe siły!! – odebrałem strój!! Jestem bardzo zadowolony.. podziękowania dla Nike… popędziłem trening piątkowy czyli 50 minut biegania plus sprawnościóweczki. Byłem chyba mocno podekscytowany nowym imagem bo z trudem moglem utrzymać puls poniżej 150 uderzeń. Biegło mi sie bardzo lekko chociaż wcześniej cały dzień grałem w turnieju bilardowym Best of East (mistrzostwa Europy Wschodniej). Jutro ostra jazda… godzina biegania plus 8x popisówka 🙂 w nowym kombinezonie bez problemu dam radę

Niedziela (27.04)
Poprzedniego wieczora ooostra impreza… znowu zgrzeszyłem 3 kawałki pizzy około północy i dużo napojów „wyskokowych”… za to od rana dwie kanapeczki, leciutki obiadek.. I o 21:18 wyruszyłem na trasę… początkowo bardzo szybki wzrost pulsu aż do 153 uderzeń, ale z każdym przebiegniętym metrem coraz spokojniej, aż do średniego z całej godziny 145. Bardzo mocno spodobały mi sie przebieżki 100m w tempie podobającym się widzom. Z ciekawych spraw… spotkałem więcej biegaczy sportowców niż ubranych w stroje sportowe chłopaków z piwami.

Poniedziałek (28.04)
Planowo miał być basen, ale jakoś nie wyszło… zbyt dużo zajęć i potem lenistwo, a że wyrzuty sumienia mnie męczyły to popędziłem lekki standardzik 65%-75% 40’+ spr.
Słabo poszedł mi ten trening, ciężkie łydki, ból w udach i ogólnie jakoś nie najlepiej się czułem, ale wytrzymałem te 40 minut. Skończyłem około godziny 21, kąpiel i padłem do wyra. Byłem pewien, że choroba dopada mnie na nowo.

Wtorek (29.04)
Dużo się nie myliłem, osłabiony, a tym samym zniechęcony zrobiłem sobie wolne, trening nie miał żadnego sensu przy takim samopoczuciu.

Środa (30.04)
Po chorobie nie ma śladu!
Intensywny dzień w pracy, a w perspektywie wyjazd w odwiedziny do znajomych pod Warszawę. Zatem bieg około 18 godziny z średnim pulsem 143 uderzeń na minute, czyli całkiem nieźle. Bardzo lekki bieg po Retkińskim lasku co chwilę wymijając nastoletnich piwoszy.
Wieczorem lekka impreza z pizzą i Finlandia… zatem grzech ponownie..

***


Podsumowując tydzień. Jestem nadal pełen zapału chociaż nie zawsze udało mi się zrealizować założenia treningowe. Główny i w sumie jedyny powód zaniedbań to niedyspozycja zdrowotna. Optymistyczna sprawa to różnica w wadze początkowej oraz perspektywa dalszych postępów. Od czwartku do niedzieli wyjazd pod Lublin na zlot miłośników Fiata Coupe więc będzie ciężko.

I tydzień (24.04.2008)
Waga:
97 kg

Pierwszy dzień misji, poniedziałek 14 kwietnia.

Ponieważ nie miałem gotowego planu treningowego, a po spotkaniu organizacyjnym pałałem ogromnym zapałem popędziłem około godziny 22:30 na osiedlowa pętle. Biegłem przez 32 minuty/5km (czyli dość szybkie tempo jak na mnie) przy pulsie średnim 148 uderzeń na minutę. Co ciekawe o tak późnej porze minąłem 3 biegaczy. Szczęśliwy wróciłem do domku, prysznic i sen jak dziecko. Wtorek wg „rozkładu jazdy” koszykówka. Gram w Łódzkiej lidze amatorskiej CNBA, niestety dostaliśmy „baty” ale wybiegałem się dość solidnie. Następny dzień – wolne, kolana odczuły trudy meczu, staram się odmówić piwka przed snem.. co mi się udaje. Czwartek to pierwszy prawdziwy trening: 65%-75% 30’+ spr, poleciałem bardzo sprawnie, średni puls 136, odnośnie sprawnościówki hmm za mocno nie wiedziałem co robić wiec pomachałem łapkami pokręciłem tyłkiem porozciągałem się nieco i do domku spać. Piątek rano… katastrofa, coś mnie łamie, ledwo chodzę spać się chce… wyrok… chory… i tak do niedzieli bo w poniedziałek tygodniowa delegacja do zaprzyjaźnionego kraju z za zachodniej granicy. Starałem się przez ostatnie dni za dużo kalorycznych posiłków nie wcinać, przyznaje nie zawsze się to udawało.

Wtorek – wir pracy. Odstawiłem antybiotyki, rano szybka toaleta i w auto do klientów, 2h jazdy 1h rozmów, 2h jazdy 30′ rozmów 3,5h jazdy lekki obiadek 1,5h odpoczynku i… zamieniłem koszykówkę z racji wyjazdu do Niemiec na 40 minut biegu wzdłuż „Ems Kanal” w Ladbergen. Co dziwne chociaż byłem po chorobie nogi miałem dość lekkie… wytyczona trasa to 5,1km, pozazdrościć Niemcom organizacji i ogólnie pewnego rodzaju klimatu sprzyjającemu biegaczom. Wracając do treningu bardziej przyłożyłem się do ćwiczeń rozciągających. Na dobry sen poza kąpielą.. .żywiec. Środa to prawdziwy MARATON! Pobudka o 5 rano i w auto… w sumie 1250km podroży zakończonej około godziny 20. Mam to szczęście, że mieszkam u kolegi bogatego w doświadczenie treningowe z racji kariery piłkarza ręcznego, który ma za sobą występy w reprezentacji Polski do lat 21 (10 lat temu :> miał 21 lat) 40′ wspólnej przebieżki wzdłuż kanału potem 4xInterwal P 4x100m/100m marsz, rozciąganie oraz sprawnościówka wg niemieckiej szkoły… wyczerpujące. Około godziny 23 odczuwam pierwsze bóle ud. Nie wiem czy spowodowane jest to wczorajszym treningiem czy dzisiejszym.

Reasumując… jest nieźle, choroba przeszkodziła mi w pełni wykonać założenia programu ale myślę, że następne tygodnie pójdą zgodnie z planem. Ponieważ nie znam nadal założeń dietetycznych, staram się ograniczać nadmierną konsumpcję produktów wg mojej opinii niesprzyjających oraz troszkę stopuję z alkoholem. Dziś (czwartek) biegnę według planu. Pozdrawiam.

Historia Przemka

Pierwsze kroki mojego biegania przypadały na połowę czerwca 2007. Głównym powodem mojego nowego hobby była oczywiście waga, poza tym jako że większość mojego życia spędziłem czynnie, a wówczas jedynym moim zajęciem „sportowym” było wdrapanie się na drugie piętro, postanowiłem to zmienić i ruszyć się troszkę.

Zacząłem od 96kg i planu 10-tygodniowego, szło mi całkiem nieźle, nawet musiałem się stopować, żeby nie „przeskoczyć” któregoś z tygodni, ale uparłem się bogatszy o lekturę bieganie.pl, że warto trzymać się początkowych założeń. Przyszły wakacje a ja nadal latałem po retkińskich (osiedle w Łodzi) ścieżkach, budząc dość często śmiech towarzystwa „dresowego” oraz podziw pań w różnym wieku (żeby tak mój stary też się ruszył – kiedyś tak usłyszałem).

Pół godzinny bieg nie sprawiał mi żadnego kłopotu, a waga powolutku leciała w dół. Na początku byłem mocno zniechęcony tempem spadku masy, ale zmiany w wyglądzie i luźne ciuchy napędzały mój zapał. We wrześniu robiłem wycieczki już ponad godzinne, humor dopisywał, chciało się żyć.

Na przełomie września i października 3-tygodniowy wyjazd do przepięknej Tarify (Hiszpania, Gibraltar) i biegi w uroczej okolicy, gdzie był specjalny deptak z rzeszą biegaczy ze wspaniałymi widokami, po lewej Morze Śródziemne i dalej Ocean (Tarifa leży na granicy akwenów) wspaniały widok na Afrykę, a po prawej góry z tysiącem wiatraków – niezapomniane chwile i nadal „latam” chudszy (90kg).

Powrót do szarej Łodzi.. i zaczęły się problemy. Zmiany w życiu prywatnym, przeprowadzka, a przede wszystkim niesprzyjająca pogoda wygrały z moim zapałem. Od czasu do czasu wypuszczałem się na półgodzinne wybieganie, ale były to raczej baaardzo sporadyczne incydenty.

Tak przebiedowałem cała zimę, siedząco-imprezujący tryb życia i waga wróciła do 97kg.

Śledząc forum „biegania” coraz mocniej dorastałem do powrotu na „lepsza stronę mocy”. Pojawiło się ogłoszenie Adama, że poszukują grubasów do specjalnego programu, nie miałem wątpliwości, że szukają mnie i tak się zgłosiłem jednocześnie rozpoczynając biegi. I oto jestem… główny cel – kilogramy – a jak przy tym uda się przebiec 42km… pełen sukces. Życzcie mi powodzenia.. Herflick.

.. Wiek: 28 lat
Parametry początkowe:
Waga: 96 (kg)
Wzrost: 184 (cm)
Obwód pasa: 104 (cm)
Obwód bioder: 110 (cm)
Rozmiar ubrań: XL

09-Jun 75% 50’+ spr
10-Jun Basen 3×8’/p.1′ ostatni odcinek szybciej
11-Jun wolne
12-Jun 65%-75% 50’+ PG 6x80m/80m marsz
13-Jun 10′ 65% + F 8×1′ 85%/p.2′ 65%+ rozciąganie
14-Jun 65%-75% 40’+ 3x spr
15-Jun 65%-75% 60′ + rozciąganie
16-Jun 75% 50’+ spr
17-Jun Basen 2×10’/p.1′ ostatni odcinek szybciej
18-Jun wolne
19-Jun 65%-75% 50’+ PG 6x100m/100m marsz
20-Jun 10′ 65% + F 8×2′ 85%/p.2′ 65%+ rozciąganie
21-Jun 65%-75% 60’+ 3x spr
22-Jun 65%-75% 75′ + rozciąganie
23-Jun 75% 50’+ spr
24-Jun Basen 2×12’/p.1′ ostatni odcinek szybciej
25-Jun wolne
26-Jun 65%-75% 50’+ PG 8x100m/100m marsz
27-Jun 10′ 65% + F 8×3′ 85%/p.2′ 65%+ rozciąganie
28-Jun 65%-75% 60’+ 3x spr
29-Jun 65%-75% 75′ + rozciąganie
Następny tydzień musisz wykonać dokładnie według kolejności
30-Jun wolne
01-Jul 30′ 65%
02-Jul 10′ 65% + 8×30”85%/p.2′ 65% + 5′ 65%
03-Jul 30′ 65%
04-Jul Rozruch 15′ 65% + P 4×10” lub dzień wolny
05-Jul Puchar maratonu Warszawskiego 15km
Kolejne cztery tygodnie treningu:

12-maj wolne
13-maj Basen 5×5’/p.1′ ostatni odcinek szybciej
14-maj wolne
15-maj 75% 30’+ 2x spr
16-maj 85% 20′ ( bieg progresywny)+ rozciąganie
17-maj 75% 40’+ 2x spr
18-maj 75% 40′ + P 10x100m/100m marsz+ rozciąganie
19-maj 75% 50’+ spr
20-maj Basen 5×5’/p.1′ ostatni odcinek szybciej
21-maj wolne
22-maj 75% 50’+ 2x spr
23-maj 85% 25′ ( bieg progresywny)+ rozciąganie
24-maj 75% 60’+ 2x spr
25-maj 75% 75′ + P 10x100m/100m marsz+ rozciąganie
26-maj 75% 50’+ spr
27-maj Basen 4×6’/p.1′ ostatni odcinek szybciej
28-maj wolne
29-maj 75% 50’+ 2x spr
30-maj 85% 30′ ( bieg progresywny)+ rozciąganie
31-maj 75% 60’+ 2x spr
01-cze 75% 75′ + P 10x100m/100m marsz+ rozciąganie
02-cze 75% 50’+ spr
03-cze Basen 4×7’/p.1′ ostatni odcinek szybciej
04-cze wolne
05-cze 75% 50’+ PG 6x60m/60m marsz
06-cze 85% 30′ ( bieg progresywny)+ rozciąganie
07-cze 75% 60’+ 3x spr
08-cze 75% 90′ + rozciąganie

Ze względu na różne godziny pracy plan nie jest ustawiony wg kolejności, a jedynie prezentuje jednostki do wykonania w danym tygodniu. Nie sugeruj się datą.

Pierwsze cztery tygodnie treningu:

14-04 Koszykówka
15-04 Basen 8×2’/p.1′ ostatnie 2 odcinki szybciej
16-04 wolne
17-04 65%-75% 30’+ spr
18-04 65%-75% 40′ + P 4x100m/100m marsz+ rozciąganie
19-04 65%-75% 40’+ spr
20-04 65%-75% 50′ + P 6x100m/100m marsz + rozciąganie
21-04 Koszykówka
22-04 Basen 7×3’/p.1′ ostatnie 2 odcinki szybciej
23-04 wolne
24-04 65%-75% 40’+ spr
25-04 65%-75% 50′ + P 6x100m/100m marsz+ rozciąganie
26-04 65%-75% 50’+ spr
27-04 65%-75% 60′ + P 8x100m/100m marsz+ rozciąganie
28-04 Koszykówka
29-04 Basen 6×4’/p.1′ ostatnie 2 odcinki szybciej
30-04 wolne
01-05 65%-75% 40’+ spr
02-05 65%-75% 50′ + P 8x100m/100m marsz+ rozciąganie
03-05 65%-75% 60’+ spr
04-05 65%-75% 60′ + P 8x100m/100m marsz+ rozciąganie
05-05 Koszykówka
06-05 Basen 5×5’/p.1′ ostatni odcinek szybciej
07-05 wolne
08-05 65%-75% 50’+ spr
09-05 65%-75% 50′ + P 8x100m/100m marsz+ rozciąganie
10-05 65%-75% 60’+ spr
11-05 65%-75% 75′ + P 10x100m/100m marsz+ rozciąganie