Moje biegowe początki
1 czerwca 2021 Marta Gorczyńska Zacznij Biegać

Moje biegowe początki


Melduję wykonanie zadania – wszystko zgodnie z planem! Kto także melduje biegowy tydzień – ręka w górę! U mnie bieganie było i w Parku Śląskim i na stadionie i nawet 12km, z tym… Że z małym opóźnieniem i przeszkodami.

A wszystko zaczęło się od cudownego, wtorkowego treningu. Niby było to tylko zwykłe 6km, ale biegane u siebie, w Ciechanowie, na swoim stadionie, gdzie przez kilka lat przychodziło mi cieszyć się z życiówek, ale też płakać i umierać. W tym moim małym, ukrytym mateczniku wszystko wydawało się takie jakieś odległe, a jednocześnie czułam, jakbym jeszcze przed chwilą chodziła jakieś tempo, w stylu 5x1km.  Było to wszystko dla mnie tak namacalne, że chyba aż za bardzo, bo w trening wkręciłam się tak, że ostatni kilometr skończyłam w najszybszym jak dotąd tempie. Dla ciekawskich – było to poniżej 5min/km (podczas gdy jeszcze niedawno minutówki w takim tempie były dla mnie nie lada wyczynem).
A to, co mnie zdziwiło najbardziej… To to, jak nudne jest bieganie sześciu kilometrów, czyli piętnastu okrążeń, na stadionie. Wydało mi się to niepojęte, jako, że trenując chód, potrafiłam robić 2x tyle na 400 metrowej bieżni i jakoś mnie to specjalnie nie ruszało. Niech to Was jednak nie zrazi do tego, by spróbować biegania na stadionie! Rytmy, odcinki, kilometrówki – to wszystko na mniejszych, czy większych stadionach ma swój urok i może być świetną zabawą! Jednak na ciągły… Wybierzcie sobie może inną miejscówkę.

Jak zacząć bieganie

Czy to, co uniemożliwiło mi dalsze robienie treningów w pełni możliwości, było konsekwencją nagłego biegania na tartanie, czy nie, trudno ocenić. Pewne jest jednak, że ciąg dalszy nie był łatwy.

Już  w czwartek przyjechałam do Chorzowa przed Drużynowymi Mistrzostwami Europy, więc wypadło na wieczorny bieg w Parku Śląskim. I to zaplanowane ‘steady’ 10km, już nie było, w przeciwieństwie do poprzedniego tygodnia, takie super steady.

W skrócie – kłujący ból łydek i achillesów powodował, że nie byłam w stanie postawić normalnego kroku biegowego, a co za tym idzie, zdobyć się na bieg, zamiast człapania. Miałam jednak na uwadze to, że mogą być to potartanowe pozostałości, nie zaś jakiś poważny uraz, więc zdecydowałam się nie odpuszczać, mimo, że od drugiego kilometra do końca każdy krok sprawiał mi ból. I teraz jedno wielkie UWAGA! Nie chcę się uznawać za wszechwiedzącą, jednak po kilku latach trenowania chodu, zdążyłam poznać swoje ciało i wiedzieć, kiedy naprawdę warto odpuścić. Jednak jeśli Wy wciąż jesteście na początku swojej biegowej przygody, biegacie już regularnie, ale mimo wszystko stosunkowo nie długo – pamiętajcie, że jeśli cokolwiek zaczyna Was boleć, czujecie się z tym bólem nieswojo i zaczynacie zaciskać zęby, zawsze lepiej odpuścić, niż na siłę kończyć – cytując kołcza Artura. Szczególnie, że nie walczymy o trofea i żadne minimum na bieg osiedlowy, a jedynie, o to, by złapać trochę formy.

Początki biegania czy trudno

Sobota, ranek, Park Śląski, za chwilę początek DME, próba numer dwa. Bez powodzenia. Ból jakby z natężeniem przemieścił się tylko na prawego achillesa. Kilka razy w trakcie 6km się zatrzymywałam, by rozmasować ból, po czym lekkim krokiem zrobiłam zaplanowane 10x50m skip A + 50m bieg pod górkę + 2km. Pod względem odczuć, był to zdecydowanie najgorszy trening od początku początków. Wciąż miałam w głowie ten wtorkowy tartan, jednak postanowiłam drugi raz zaalarmować kołcza Artura. Przeanalizowaliśmy – czy nie jest to kwestia zmiany obuwia, nowych ćwiczeń, czy może czegokolwiek innego, co mogło wydarzyć się na przestrzeni tygodnia. W tym jednak przyczyny nie znaleźliśmy, więc opracowaliśmy plan na niedzielę – w razie bólu spacer. A mi pozostało ruszyć z aparatem na bieganie po Stadionie Śląskim za naszą reprezentacją, z nieustannie ciągnącym achillesem.

Zaczynianie z bieganiem

Z kolei w niedzielę z samego rana wyszłam na spacer, by sprawdzić, czy wciąż czuję ból przy chodzeniu. Ten test nie zakończył się jednak optymistycznie, więc odpuściłam wpisane w plan 12km biegu ciągłego, z myślą, że czeka mnie kolejny dzień śmigania w Chorzowie. I być może dobrze, że dałam na luz, bo tego dnia biegania na stadionie było więcej. Jak kuśtykałam ze startu dwustu metrów na metę, to podobno nawet maskotki mnie goniły, takie szoł razem urządziliśmy. Nie było ono jednak większe od tego, co wyczyniła nasza reprezentacja, wygrywając po raz drugi Drużynowe Mistrzostwa Europy. W tych emocjach i małych łzach wzruszenia, tuptając za nimi przy rundzie honorowej, żeby ustrzelić jak najlepsze zdjęcia, zapomniałam po prostu, że cokolwiek mnie bolało.

I wiecie co? Nie przypomniałam sobie. Zapytałam kołcza Artura, czy w razie gdybym po porządnym rolowaniu i rozciąganiu w poniedziałek, nie czuła nic niepokojącego, mogę spróbować zrobić ten trening. Odpowiedział: ” 6-8km bardzo spokojnie, bo 12km na bólu zdecydowanie nie jest dobre”, ale… Nie wspomniał nic o 12km bez bólu! A z ręką na sercu, przysięgam, że od początku do końca nie zabolało mnie nic i tylko dlatego postanowiłam zrobić wszystko zgodnie z założeniami.

Sposób jak zacząć biegać

Może to kwestia niedzielnego zluzowania, a może bieżnia Stadionu Śląskiego sprawiła, że nie tylko w naszej reprezentacji zadziała się magia. A może to te endorfiny… Mówię Wam, gdyby Wielka Brytania zmieniła w tej sztafecie pałeczkę, ten achilles nadal by mnie bolał.

Pamiętajcie jednak, że zawsze lepiej zapobiegać, niż leczyć – dlatego, żeby uniknąć bólu, czy wszelakich kontuzji, dbajcie o to, by rozciągać i rolować się regularnie, nie tylko dopiero wtedy, gdy zaczyna boleć. To szczególnie ważne przy początkach, kiedy wasze ciało, mięśnie i wszystkie stawy tak naprawdę jeszcze przyzwyczajają się do regularnego wysiłku. Zresztą, nie mniej ważne będzie to też później, kiedy zaczniecie wchodzić na co raz wyższe obroty. Ja z pewnością przez ten najbliższy tydzień będę po prostu ostrożna, a jeśli ból powróci, nie będę zwlekać, żeby wybrać się z tym do fizjoterapeuty.

Moje biegowe początki

Zdjęcie tytułowe: Adam Kowalski

Pozostałe zdjęcia: Bartek Chmielewski 

Marta Gorczyńska

Biega szybko, biega długo, biega wszędzie, z tym, że głównie z aparatem. Porywa się z nim na słońce i próbuje robić wszystko naraz. Dla rozwijania pasji zbankrutuje, poleci na koniec świata, a i tak wróci z uśmiechem na twarzy, bo jak twierdzi - z pasją albo wcale. Swoje fotografie prezentuje z regularnością mniejszą lub większą na fanpage'u