new balance 880
 
14 maja 2008 Redakcja Bieganie.pl Zacznij Biegać

Marcin


marcin_button1_524.jpg

Koniec

Waga 86,2 kg

Koniec programu przypomina mi trochę wpisywanie się do pamiętników przyjaciół z kolonii tuż przed wyjazdem. Fajnie było i mam nadzieję, że uda mi się w pełni kontynuować zapoczątkowany proces. Przyzwyczajeń żywieniowych nie zmieniłem, nie udało mi się przestać jeść w nocy. Waga nie spadła tak jak bym chciał, ale z pewnością wykonałem duży ruch w dobrą stronę. Bieganie przez półtorej godziny w drugim zakresie nie jest dla mnie morderczym wysiłkiem, a i przez godzinę w trzecim też wytrzymuję J Nie wiem jeszcze jak będę sobie dawał radę z przebiegnięciem 4 godzin, bo jeszcze tyle czasu nie biegałem, i dlatego zamierzam jesienny maraton przebiec szybciej. Oczywiście dalej będę chudnąć.
Jak w każdym podsumowaniu muszą się znaleźć podziękowania, więc chciałbym podziękować całej Redakcji bieganie.pl za stworzenie i realizację pomysły „podrabianych grubasów”. Mam nadzieję, że nam, którzy brali w nim udział wiele pomógł, a dla czytaczy mógł stać się inspiracją do własnej wali o poprawę stanu biegowego i pozbycia się kilogramów. Współtowarzyszom walki dziękuję również, bo byli dla mnie motywatorami – jak czytałem ich sprawozdania to nie mogłem nie biegać!
Dzięki!!!


Tydzień XI 22-29 czerwca

Waga 87,5


Coś niedobrego się z moją
wagą dzieje, albo puchnę z głodu. Może to kwestia luźniejszego
okresu treningowego, albo za dużo gilowych imprez? Samo bieganie jest
OK. ale temperatury w których przychodzi mi to robić nie bardzo mi
się podobają. Pomimo usilnych starań nadal nie mogę się przemóc
żeby biegać przed pracą. Zdaję sobie sprawę z tego, że byłoby
to świetne rozwiązanie, dające mi czas na zajmowanie się dodatkowymi
zabawami jak np. ścianka wspinaczkowa. Chwilowo muszę jakoś to godzić
– po pracy na ściankę, a potem biegać, ale nie jest to dobre rozwiązanie.
Jak na razie udaje mi się wstawać rano, ale jeszcze nie wychodzę
biegać. Będę się starał.


Niedziela


Kolejny raz mam problem z pisaniem
czegokolwiek, bo ciągle się powtarzam – bieganie w zakresie 75%
przez godzinkę z minutami jest fają rozrywką, a biorąc pod uwagę
czas biegania jaki przez ostatnie tygodnie mam zapisany w planie to
ciągle czuję niedosyt.


Sobota


Tutaj to jest dramat – nie
daję rady biec w takim zakresie, bo to podobno pogoda przeszkadza.
Biegnę bardzo powoli, ale nie patrząc na pulsometr, bo tylko mnie
denerwuje.


Piątek


Z braku czasy trochę sobie
to pozmieniałem (szliśmy z żoną na koncert i po pracy nie miałem
wiele czasu). Więc pobiegłem 15 minut rozgrzewkowego 75%, a potem
sobie przyspieszyłem do 90% i tak biegłem przez 10 minut i powrót
do domu przez 10 minut na 75%. To z czego byłem zadowolony to czas
jaki mi wychodził przy biegu na 90% – 5 min/km. Ostatnio jak się tak
rozpędziłem to miałem tętno 94%. Więc może to oznaka postępów?


Czwartek


Wolne


Środa


Spokojne bieganko, bez zadyszki
i rewelacji.


Wtorek


Dzisiaj trochę gorzej. Byłem
na ściance i teraz odczuwam zmęczenie ramion. Kto by się spodziewał,
że z bolącymi łapami tak kiepsko się biega?! Początkowe 75% było
trochę mało komfortowe, ale jak się już rozruszałem to 85% poszło
normalnie. Chyba powinienem więcej biegać w tym zakresie, bo bardziej
mi się podoba niż 75%.


Poniedziałek


Masakra! Wolno, leniwie, noga
za nogą! To ja już chyba wolę sprawność!

Tydzień X

Waga: 87,4

Po zeszłotygodniowym spacerze po górach musiałem w poniedziałek odpoczywać, bo ciężko mi było chodzić, że o bieganiu nie wspomnę. Dotknięcie uda sprawiało ból, a kopnięcie w łydkę byłoby z pewnością zabójcze. Reszta tygodnia minęła pod znakiem gorącego powietrza i klejących się do ciała ubrań. Kilkakrotnie miało padać, a wyszło jak zwykle. Lekki program treningowy kłopotów nie sprawia, a pozostawia niedosyt. Nawet do tego stopnia, że rozgrzewkowe truchtanie (tam gdzie można) wydłużyłem d o 15 minut (mam nadzieję, że trenerzy krzyczeć za bardzo nie będą).
Waga chyba spadła tylko ze względu na pobyt w górach, a potem musiała odrobić starty.

Niedziela
Spokojne rozbieganie rozpoczęte dodatkowym truchtaniem (tutaj się dało, bo bieganie było na 75%). Jeżeli nie policzymy problemów pogodowych (no jednak jak dla mnie było gorąco) to jak zwykle było dobrze.

Sobota
Dzisiejsze bieganie sprawiło trochę problemów, ale nie związanych z rozgrzewką, anie nie z 20 minutowym biegiem na 75% tylko z efami. Pierwszy raz w historii biegowej (mojej) pojawiły się efy trwające minutę!!! I wraz z nimi pojawił się problem – jak szybko mogę to biegać, żeby przetrwać 8 efów z minutowymi przerwami. Niestety musiało się to odbywać metodą prób i błędów, ale żyję.

Piątek
Dzisiaj spokojnie i kolejny raz z wydłużoną rozgrzewką.

Czwartek
Wolne

Środa
Tym razem rozgrzewka została zaplanowana „odgórnie”, bo jak mogę poprzedzić 15 minut na 65% rozgrzewką? Więc rozgrzewki nie było, a potem 85% procent. Chyba zostanie moim ulubionym zakresem i zaprzyjaźnimy się na jakiś czas.

Wtorek
40 minut poprzedzone 15 minutami i zakończone 8 minutami (bo tak akurat wyszło). Spokojnie i gorąco. Czy kiedyś się troszkę ochłodzi?

Poniedziałek
Dalej nie mogę się ruszać i w związku z tym ruszać się nie będę. Jedyne do czego udało mi się zmusić to odrobina gimnastyki ogólnej. Tragedia.


Tydzień IX – 15 – 22.06

Waga: 86,9

Nowy okres przygotowawczy zapowiada się raczej lajtowo. Jak na mój gust to wygląda na kilka tygodni regeneracji po spustoszeniach jakich plan treningowy zrobił w naszych organizmach. Ja osobiście nie czuję się jakoś specjalnie zmęczony i przeraża mnie ponowne pojawienie się 65% ale jak trzeba to trzeba. W tym tygodniu zbyt dużo nie pobiegałem, ale wyjazd w góry przyprawił mnie prawie o zawał. Jeszcze nigdy tak mnie wszystko nie bolało. Jednak wspinaczka wysokogórska jest niesamowicie męcząca, a ciężkie „ortopedycze” buty z dołączonymi rakami, a na dodatek plecak z żelastwem nie poprawiają łatwości pokonywania kolejnych metrów w pionie. Niestety wniosek jest niemiły – nie mam kondycji, a moje nogi nie mają siły! Muszę więcej trenować.

Niedziela
Góry

Sobota
Góry

Piątek
Góry

Czwartek
Wolne

Środa
Biegam trochę po swojemu. Wiem, że trenerzy wiedzą co robią, ale jakoś wolę przebiec całość na 85% niż robić w trakcie przerwy na odpoczynek. Tak naprawdę to bardzo dobrze mi się biega w tym zakresie.

Wtorek
Masakra! Jakoś nie mogę biegać w zakresie 65%! Takie tempo jest bardziej męczące niż 85%. Czas nie jest długi, ale moje możliwości psychicznego wytrzymania tego tempa też są ograniczone.

Poniedziałek
To był dobry trening na rozpoczęcie nowego okresu przygotowawczego. Nie za długo i nie za krótko i z dość męczącymi efami. Oczywiście męczące są na moje własne życzenie – to w końcu ja sam ustalam prędkość biegania.


VIII Tydzień – 9 czerwca

Waga 87,5

Kolejny tydzień mija, waga jakby nie miała zamiaru dalej ruszać w dół, ale postępy biegowe są. Mam wrażenie, że mięśnie nóg mi rosną, brzuch zmienia się z bojlera w kaloryfer i optymistyczne myśli mnie ogarniają. Ten tydzień upłynął mi pod znakiem sobotniego startu w III Biegu ENTRE.PL na 10 km. Start bardzo udany pomimo morderczej pogody. Miejsce w pierwszej setce, a czas poprawiony o ponad minutę w ciągu 2 tygodni. Jak tak dalej pójdzie to na jesieni będę klasą dla samego siebie J

Niedziela

Marnie. W planie długie wybieganie, które nie bardzo mi wyszło ze względu na duużżże zmęczenie po sobocie i brakiem snu. Jutro się poprawię i będę nadrabiał stracone kilometry.

Sobota

Dzisiaj wielki dzień – zawody. Pierwszy raz w tak dużym towarzystwie i jednocześnie niedowierzanie, że mogę cokolwiek poprawić w ciągu dwóch tygodni. Atmosfera rewelacyjna, organizacja również. Udało się przebiec cały dystans i na dodatek poprawiłem swój czas – obecna życiówka wynosi 49,07!!! Co start to poprawa życiówki. Chyba powinienem częściej startować. Zmęczyłem się bardzo finiszując w zawrotnym tępie 4,35/km. Wprawdzie pulsometr pokazał 101 % Hrmax, ale było to 196 więc mój dotychczasowy Hrmax. Wydaje się, że jest jednak dobrze wyznaczony.

Piątek

Ze względu na jutrzejszy start ograniczyłem się dzisiaj do wolnego biegu przez 30 minut, tak żeby się rozruszać i nie zmęczyć.

Czwartek

Wolne

Środa

Odpoczynkowe wybieganie w zakresie 75% z prędkością 6,15 – 6,30 na kilometr. W sumie 47 minut truchtania z dodatkową rozgrzewką i schłodzeniem. Pogoda ładna, a biega się lekko.

Wtorek

Bieganie w tempie 85% jest całkiem miłe. Średnia prędkość wyszła 5,20 – 5,30/km. Wygląda na to, że każde 10% tętna więcej to 30 sekund prędkości mniej. Ze startu na dyche wyszło 95% – 5,00/km. Trzeba przyspieszać, ale też przyda się dłuższe bieganie.

Poniedziałek

Tak krótko to chyba jeszcze nie było! 30 minut na 75% – dłużej się ubierałem w biegowe ciuszki!!!

VII Tydzień

Waga 87,3 kg.
Było dobrze. Tydzień mijał spokojnie, bez sensacji. Kontuzji na szczęście brak, a wytrzymałość i prędkość nadal rosną. Jedyne co mnie zastanawia to, że mam różną prędkość przy tym samym tętnie w zależności od dnia. Raz jest to 5.30 na kilometr, a innym razem 6.05. Może to kwestia odpoczynku, albo jakiegoś chwilowego polepszenia/pogorszenia formy? Dobrze, że nie spada na stałe. W następną sobotę znowu startuję w biegu na 10 km. Tym razem zaplanuję prędkość na 45 minut. Zobaczymy co z tego będzie.

Niedziela
Gorąco, a ja mam dłuższe bieganie i na dodatek z przyczyn ode mnie niezależnych, nie mogę biegać ani rano, ani wieczorem. Biegałem po południu. W zasadzie to nawet nie było źle. Spokojne, rytmiczne kroki, śliczna pogoda, a nad wisłą półnagie kobiety. No nie biegało się źle.

Sobota
Spotkanie z częścią podrabianych grubasów oraz z kawałkiem kolektywu redakcyjnego jak zwykle było miłe. Tym razem poświęciliśmy się sprawom dietetyki i prawidłowego nawadniania organizmu. Ze względu na spotkanie zmuszony byłem biegać dość późnym popołudniem. Efy nie robią już na mnie takiego wrażenia jak na początku, ale dzisiejsze były trochę bardziej męczące, bo trwały 40´´ na 30´´ odpoczynku, więc byłem pod koniec solidnie niedotleniony. Lubię biegać!

Piątek
Pewnie ze względu na moje zeszłotygodniowe lenistwo piątkowe (zmieniłem sobie plan z mocnego biegania na lekkie truchtanie) tym razem lekki plan już zastałem. Spokojne bieganie (75%) i sprawność. Zaczynam używać do niektórych ćwiczeń lekkiej sztangi. Moje ręce to czują, ale jakoś muszę się rozwijać, na górze również.

Czwartek

Wolne.

Środa

Znowu zmieniłem plan. Nie bardzo, ale stwierdziłem, że zamiast zwalniać po kolejnych odcinkach na 85% do truchtu odpoczynkowego, pobiegnę całość (30 minut), a potem dłużej poodpoczywam. No i oczywiście się udało. Nie było to już wielkim wyzwaniem (no bo w końcu przebiegłem 50 minut na 94% w trakcie SMS-ki). Mimo wszystko cieszę się, że jutro czwartek i będę mógł odpocząć.

Wtorek
Spokojne truchtanie i ćwiczenia sprawnościowe, czyli podstawa długodystansowca. Nawet pompki powoli przestają być dla mnie katuszą. Kto wie, co ze mnie wyrośnie? Jeszcze mam szansę na olimpiadę w Londynie.

Poniedziałek
Osiem efów i pół godzinki truchtania. Tak prawdę mówiąc to jeszcze czuję zmęczenie po sobotnim starcie i do tych efów podchodzę z pewną taką nieśmiałością, ale z drugiej strony jestem przecież twardy (no dobra, w wielu miejscach miękki ale to kwestia czasu). Pobiegłem, przeżyłem. Kolejny raz udowodniłem sobie, że człowiek jak musi to jest w stanie wytrzymać dużo więcej niż mu się wydaje.


VI Tydzień

Waga 88,4 kg

Waga nieśmiało rusza się w dół co jest niewątpliwie pozytywnym zjawiskiem, szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że ostatnio więcej jem. Nie przejmuję się tym zanadto, ponieważ tłumaczę to sobie zwiększonym zapotrzebowaniem na energię do biegania, którego jest jednak coraz więcej. Więcej jem, nie oznacza jednak, że się objadam bez kontroli!
Tydzień do lekkich nie należał, ale też nikt nie mówił, że będzie lżej. To nawet dobrze, bo zazwyczaj narzekam, że wszystko przychodzi mi zbyt łatwo i potrzebuję wyzwań. N oto teraz mam – przetrwać kolejny tydzień.
W sobotę miał miejsce mój pierwszy start w biegowych zawodach. Dystans 10 km, przewidywany czas 50 minut. I się udało – 50.06!!! Razem z Piotrkiem podtrzymywaliśmy się na duchu, a dopingowała nas Beata. Jestem z siebie dumny, co prawda Beata z lekkością sarenki wyprzedziła mnie w połowie trasy (startowała z dużym opóźnieniem) ale to mi nie przeszkodziło biec dalej. Już zaczynam planować w jak świetnym czasie pobiegnę jesienny maraton 🙂
Powoli też zaczynam się zastanawiać co będzie z nami jak skończy się trzymiesięczny program dla podrabianych grubasów? Kto nam pomoże, utuli i pocieszy?

Niedziela

Dzisiaj pobiegłem już zgodnie z planem – 70 minut na 75%. Oczywiście dołożyłem do tego od siebie 8 minut truchtu na początku i truchto-spaceru na końcu. Jednak wczorajszy bieg nie przeszedł bez echa, wlokłem się niemiłosiernie, a nogi były ciężkie. Ciekawe jak długo człowiek dochodzi do siebie po maratonie? Mnie dzisiaj bolą mięśnie przy piszczelach (z przodu). Nie jak zazwyczaj przy samej kości tylko normalnie, po ludzku mięśnie. No i trochę uda.

Sobota

Zawody! Nie był to jakiś duży bieg, ale i tak było więcej osób niż na Polska Biega w Warszawie. Rano wstałem wcześniej niż planowałem, ale to podobno normalne. Zebrałem wszystko co powinienem i jeszcze kilka innych rzeczy też. Dojechałem na miejsce odpowiednio wcześnie, tak żeby spokojnie zrobić rozgrzewkę i „rozeznać” w terenie. Pobiegliśmy z Piotrkiem świńskim truchtem pętelkę po leśnej ścieżce dyskutując głównie o bieganiu i drogich butach w Polsce. Potem kręciliśmy się w okolicach miejsca startu. Bieg odbywał się z opóźnieniem czasowym, tak żeby wszyscy dotarli do mety mniej więcej w tym samym czasie. Ja zadeklarowałem czas 50 minut, więc startowałem 10 minut później niż główny start, który planowany był na 9.15. Miałem świadomość tego, że 50 minut jest mało prawdopodobne, głównie ze względu na fakt, że nigdy nie biegłem tak długo z taką prędkością, jednak moja ambicja przeważyła. No i był to dobry wybór! Strategia była prosta – przyczepić się do kogoś, kto biegła na podobny czas i jak najdłużej się go trzymać. Trzymałem się do 8 kilometra, a potem wcale nie zwolniłem tylko ona (bo to była ona) przyspieszyła. Dotarła z czasem poniżej 48 minut. Następnym razem….zobaczymy co będzie następnym razem. Teraz będę zdychał.

Piątek

Po wolnym czwartku zrobiłem sobie truchtany piątek. Co prawda miałem bardzo interesujące zadanie na dziś, ale mając na uwadze jutrzejszy start pozwoliłem sobie zmienić plany na dziś i na jutro. Mam nadzieję, że nie wpłynie to bardzo negatywnie na mój rozwój sportowy. Pobiegłem 40 minut na 75%. Tak dla rozruszania się po czwartku, a żeby nie zmęczyć się przed sobotą. Trochę się denerwuję.

Czwartek

Wolne.

Środa

75% i sprawność, czyli standard początkującego biegacza. Najgorsze jest to, że tej sprawności przybywa w planie, a w realu nie bardzo. Bolą mnie plecy, szczególnie po dłuższym bieganiu, tylko trochę i nie długo, ale jednak. Jutro odpocznę.

Wtorek

Kolejny raz zbliżyłem się dzisiaj do bariery dźwięku biegając w zakresie 80%. Tym razem było to 15 minut poprzedzone 30 minutami w obecnie standardowym zakresie 75%. W zasadzie to nie wiem, czy to bieganie na 75% to ma być teraz rozgrzewką, czy tylko ma za zadanie mnie zmęczyć przed „poważniejszym” bieganiem? Muszę się o to zapytać przy okazji. Było dobrze. Mam wrażenie (jeszcze nie poparte odpowiednio długim doświadczeniem), że lepiej biega mi się w wyższym zakresie. To 80% bardzo mi odpowiadało. Może w kolejnym miesiącu standard zmienię się z 75 na 80%

Poniedziałek

Nie bardzo wiem co mógłbym jeszcze powiedzieć na temat mojego biegania w zakresie 75%? Nie zaszły ostatnio praktycznie żadne zmiany (albo ja ich jeszcze nie widzę). Biegam z podobną szybkością i podobną łatwością. Dalej nie sprawia mi to kłopotu i dalej nie mam ochoty robić ćwiczeń sprawnościowych, jednak obawiam się, że podczas kolejnego spotkania grupowego KTOŚ będzie chciał sprawdzić moje postępy.


V Tydzień

Waga 88,7 kg

Nowy zestaw treningowy okazał się bardziej wymagający niż na to wyglądał. Może też moje inne zajęcia dołożyły swoje, ale czuję w nogach ostatnie dni. Waga wzrosła (!!!?), ale mam nadziej, że to przejściowe i raczej związane z budową mięśni, niż z odbudową oponki, która w widoczny sposób zmalała. Całe szczęście, że nie muszę pilnować żadnej diety! W tym tygodniu przebiegłem 53 kilometry, całkiem sporo, a patrząc na rozpisany trening wcale tego nie widać.

Niedziela

Nareszcie jakieś dłuższe bieganie! Nie wiem dlaczego, ale lubię biegać długo. Przypomina to spacer. Dodatkowo, dzisiaj pogoda okazała się dla mnie łaskawa i z bieganiem trafiłem w przerwę pomiędzy opadami deszczu. Lekki chłodek, brak spacerowiczów z psami i świadomość, że biegam już całkiem szybko (jak na moje możliwości). 8 minut truchtu, 65 minut biegu właściwego do 75% hrmax, 8 minut schłodzenia – razem 81 minut biegu, 13 kilometrów i 0,5 litra potu. Mam zmęczone nogi!

Sobota

Bardzo mi odpowiada trening w którym jest połączone bieganie na 75% z bieganiem na 85% mojego maxa. Z jednej strony spokojne bieganie, a z drugiej spokojne ograniczanie prędkości, której nie umiem wyczuć. Mam cały czas tendencje do przyspieszania. Dobrze, że mam piszczącego pomocnika, który z nieubłaganą precyzją przypomina mi o zwolnieniu. Tak naprawdę to wcale nie miałem ochoty dzisiaj biegać, ale jednak to zrobiłem. Czuję się ogólnie zmęczony. Widocznie lekki trening wcale nie jest taki lekki, a może to potrzeba leniuchowania? Ale pobiegłem. Wieczorem podczas siadania na sofie strasznie zabolało mnie kolano (lewe, na środku, od góry). Nie wiem, czy to ma jakiś związek z przemęczeniem, ale będę uważał jak siadam. No i jeszcze pojawiające się bóle przy piszczelach, nie jest to dokuczliwe, ale jest. Boli tylko jak dotykam tam mięśnie. Następnego dnia nic nie będzie bolało, już tak miałem.

Piątek

Spokojne bieganie na 75% to sama przyjemność. Wprawdzie po tygodniu pracy i bieganiu już od dłuższego czasu, każde wyjście z domu może się wiązać z późniejszym zmęczeniem, ale nie dziś. Po wolnym dniu pędzę jak struś pędziwiatr! Nogi lekkie, pogoda ładna mam ochotę biec szybciej, więc przyspieszam na chwilę. Prawdziwa radość z biegania. No i sprawność. Nie lubię.

Czwartek

Wolne, ale tłuszcz nadal mam.

Środa

Dzisiejszy trening też mi się podoba. Mam wrażenie, że podoba mi się wszystko poza sprawnością. Najpierw 8 minut truchtania, potem 40 minut biegania, a potem 6 efów po 30 sekund na 30 sekund odpoczynku. O ile pierwsze dwa elementy nie są męczące, to po efach muszę spacerując dojść do siebie, a potem truchtem do domu. Ostatniego efa pobiegłem na 95% i pod górkę! Nie była stroma, ale po biegu czułem mięśnie nóg inaczej niż zwykle. Będę musiał spytać trenerów czy podbiegi to nie jest chwilowo zbyt dużo jak dla mnie. Biegałem wieczorem. Mam nadzieję, że zgodnie z teorią Adama jutro obudzę się bez tłuszczu.

Wtorek

Spokojny odpoczynek w tempie 75%. Gdyby nie sprawność, która spędza mi sen z powiek to byłby całkiem miły dzień.
Poniedziałek
Dzisiaj ponownie będę pędził jak strzała. Ale zanim się rozpędzę to trzeba przebiec 8 minut truchtanej rozgrzewki, potem 35 minut biegu i dopiero teraz 10 minut na 85%. Ponownie wypadło mi przyspieszenie na tle Starego Miasta. Ponownie bardzo mi się to podobało, że mogę biec w takim zakresie nie tracąc oddechu. Nadal nie mogę utrzymać szybkości i co chwila pulsometr przypomina mi o konieczności zwolnienia. Lubię takie bieganie.


IV tydzień (12.05.2008)

Waga: 88.5 kg

Tydzień jak zawsze był OK. Dalszy wzrost szybkości, trasy się wydłużają, a płuca i nogi bez problemów dają sobie radę, nawet z zakresami wyższymi niż 75%. Ciekawe, co trenerzy przygotowali na następne tygodnie?!

Niedziela

Biegania nie miałem dużo. Tylko 30 minut wolnego truchtu, a potem ulubione efy. Niestety wczorajszy dzień dał mi się odczuć dzisiaj. Wolny trucht nie dał się w jakikolwiek sposób zmieścić w 65%! Trudno. Widocznie muszę trochę odpocząć. Efy biegałem trochę wolniej niż dotychczas, ale tętno wcale niższe nie było.

Sobota

Już o godzinie 8 rano spotkaliśmy się obok Łazienek, by skorzystać z jednej z rzadkich okazji do biegania w grupie. Poranne truchtanie w parku było naprawdę fajne! Pomimo tego, że Beata zmuszała się do koszmarnie wolnego tempa, musiała co jakiś czas zawracać, obiegać nas dookoła lub czekać na nas, żebyśmy mogli biec trasą jaką dla nas wybrała (mi się podobała, ale zobaczymy co napiszą pozostali uczestnicy spotkania). Po kilkudziesięciu minutach biegania po parku ruszyliśmy w kierunku stadionu na Agrykoli, gdzie Wujek Adam zaplanował dla nas dawkę ćwiczeń sprawnościowych. W sprzyjających okolicznościach przyrody, na prawie pustym stadionie, zalewałem się potem w blasku słońca. Ćwiczenia były fajne, ale wyczerpujące. Zmęczony wróciłem do domu, gdzie czekała stęskniona żona. Szybki prysznic i ruszyliśmy na długi spacer. Potem obiad w knajpce, powrót do domu i …wybraliśmy się na rowerowanie. To był męczący dzień.


Piątek

Nie wiem, dlaczego tak jest, ale po dniu wolnym czuję się bardziej zmęczony niż normalnie. Może ten wolny dzień na tyle mnie rozleniwia, że zamiast odpocząć mój organizm nie robi nic? 40 minut na 75% stanowiło rozgrzewkę przed przebieżkami. Tak naprawdę to nie bardzo wiem, jaka jest różnica pomiędzy przebieżkami, a fartlekami. No może tylko teren, po którym mam biegać. Reszta wydaje mi się bardzo podobna. Wprawdzie podczas truchtania przez 100 metrów odpoczywam bardziej niż w trakcie 30 sekund, ale i tak tętno rozpędza się podobnie. Pobiegłem 5 przebieżek 100/100m po częściowo skoszonej trawie. To był najlepszy kawałek trawnika jaki znalazłem w okolicy, a który moim zdaniem nadawał się do mojego biegania. Było dobrze. Szybko doszedłem do siebie i truchtem wróciłem do domu.

Czwartek
Wolne.

Środa

Bezproblemowe bieganie w tempie 75% jak zwykle nie sprawiło mi problemu, a sprawiło satysfakcję. Cieszę się, że bieg w tym zakresie wygląda już jak bieganie, jeszcze może niezbyt szybkie, ale jednak bieganie. Sprawnościowe ćwiczenia robię, bo muszę, ale po poniedziałku nawet nie próbowałem robić pompek. Kiedyś będzie lepiej.

Wtorek

Dzisiaj pierwszy raz nowe wyzwanie w mojej biegowej karierze. Będę biegał przez 10 minut w zakresie 85%!!! A więc, do dzieła! Najpierw spokojny trucht przez 35 minut w trakcie którego zastanawiałem się który kawałek mojej biegowej trasy będzie dostatecznie godny pierwszych przymiarek do biegania z ponaddźwiękową prędkością. Wybrałem ładny fragment wiślanego nabrzeża z widokiem na stare miasto. Widownie miałem sporą, bo ładna pogoda zwabiła na ławeczki sporo osób. I ruszyłem. Początkowo tętno ruszyło z kopyta i już po chwili przekroczyło 85 %. Po krótkiej chwili ustabilizowało się i mogłem równym tempem biec i ku mojemu zaskoczeniu nie wyplułem płuc i miałem wrażenie, że mógłbym biec takim tempem nie 10 minut, a 30. Nawet miałem ochotę to sprawdzić, lecz na szczęście przyszła refleksja – no dobrze, ale kto jutro pobiegnie za mnie? Skończyłem na 10 minutach, chwilę przeszedłem spacerem, ale już po dwóch minutach ruszyłem wolnym truchtem w kierunku domu. Byłem bardzo zadowolony.

Poniedziałek

Bieganie w zakresie 75% wychodzi mi coraz lepiej. Nie muszę się już zastanawiać nad oddychaniem, nie muszę liczyć kroków – dwa kroki wdech, dwa kroki wydech. Teraz jakoś samo mi to wychodzi. No pod jednym warunkiem – nie słucham rytmicznej muzyki, jeżeli słucham to zarówno kroki, jak i oddech dostosowuje do muzyki. Chyba zacznę słuchać książek.
Biegam szybciej i nie wykraczam poza zakres przewidziany w programie. Dodatkowo, mogę biec przez dłuższy czas nie patrząc na pulsometr! Teraz tylko słucham, czy nie każe mi zwolnić. W związku z tym, że biegnę szybciej to biegnę też dalej, więc moje trasy niebezpiecznie się wydłużają. Jak tak dalej pójdzie to będę biegał do Gdańska i z powrotem 🙂 Sprawność jak zwykle nie wzbudziła mojego entuzjazmu, ale jak trzeba to trzeba.

III tydzień (04.05.2008)

Waga: 90.6 kg


Poniedziałek

Tydzień tym razem zaczyna się przyjemnie. Zamiast powolnego człapania,
bieganie w normalny tempie (jak dla mnie całkiem odpowiednim) zakończone moimi
ulubionymi efami. Bieganie poprzedziłem 8 minutową truchtaną rozgrzewką,
następnie trochę rozciągania. Sam 35 minutowy bieg nie sprawiał trudności.
Tętno średnie wyniosło 74%. Niestety poniedziałkowy trening musiałem zrobić w
godzinach wieczornych, co wiązało się z bieganiem efów po ciemnym kawału
trawnika. Na szczęście obyło się bez urazów innych niż zadyszka. Ze względu na
dłuższe przerwy pomiędzy przebieżkami biegałem trochę szybciej niż poprzednio.
Przeżyłem.

Wtorek

Ulubione tępo biegu sprawia mi coraz mniejsze problemy! Jak tak dalej
pójdzie to zostanę fanem 65% Dzisiejsze bieganie udało mi się wykonać przy
średnim tętnie na poziomie 67% Jestem z siebie dumny! Sprawność nie jest zbyt
wymagająca z wyjątkiem robienia pompek. Dzisiaj je zrobiłem, ale wiem, że
następny raz będzie możliwy dopiero za tydzień. Kiedyś będzie lepiej.

Środa

35 minut biegu w zakresie 75% nie może mi już sprawiać problemów i tak
właśnie jest. Przebiegłem, nie bardzo się zmęczyłem i tyle.


Czwartek

Dzisiaj wolne i to dobrze, bo zaczyna się kilkudniowy odpoczynek i
wyjeżdżam.


Piątek

Nie zrobiłem planowanego treningu. Przyczyny natury obiektywnej. Zamiast
biegania efów, spacerowałem intensywnie przez cały dzień po górach stołowych.
Mam nadzieję, że będzie mi wybaczone.


Sobota

Dzisiaj już zrobiłem to co było w planie. Całkiem miło się biegało po
długiej jeździe samochodem. Niestety trochę nogi mi się zastały, ale szybko
sobie z tym poradziłem.


Niedziela

Dzisiejsze bieganie poprzedzone było całkiem ładną burzą. Rześkie
powietrze, mało ludzi i lekki wiaterek, aż chce się biegać. Nareszcie jakaś
poprawa czasu biegania. Tak długo to jeszcze w planie nie miałem! Jak dodam do
tego rozgrzewkę 8 minut i tyle samo na schłodzenie to wychodzi już ponad
godzina biegania!!! Puls na przyzwoitym
poziomie 74% (średnio) co wychodziło w okolicach 7 min/km.

Tydzień miły, chociaż jazda samochodem do Kotliny Kłodzkiej i powrót nie
był najfajniejszymi jego elementami. Waga powoli, ale w dół. Kondycja się
poprawia i bieganie 6 razy w tygodniu nie sprawia mi problemu. Jeszcze tylko te
pompki!


II tydzień (28.04.2008)
Waga: 91.9 kg

Kolejny tydzień postanowiłem
relacjonować dokładniej. Zarówno dla siebie (pamięć jest jednak zawodna), jak i
dla wszystkich czytających. Więc zaczynam:


Poniedziałek

Dla mnie był to jeden z
trudniejszych treningów. Nie wynika to oczywiście z trudności biegania przez 30
minut, ale z trudności zmieszczenia się w tętnie 65%. W moim przypadku może to
być szybki spacer lub przeraźliwie wolny trucht. Konieczność takiego truchtania
sprawia problem szczególnie na początku. Normalnie przed rozpoczęciem treningu
robię rozgrzewający trucht przez 8 minut, potem ćwiczenia ogólno-rozgrzewające
i rozciągające, ale w przypadku takiego zakresu tętna nie bardzo ma sens
rozgrzewający trucht (przynajmniej dla mnie). Zazwyczaj trucht wychodzi mi w
zakresie 69-70%, a tu TYLKO 65%!!! Koszmarnie wolno i idiotycznie się czuję
truchtając prawie w miejscu. Przez pół godziny przetruchtałem około 3 km i to
często przekraczając wyznaczone maksimum. Z czasem pewnie będzie lepiej.


Wtorek

No, to, to ja rozumiem!
Rozgrzewka, ćwiczenia, bieg i tajemnicze F x 6 (fartlek). Mam nadzieje, że to
jak to wykonuje jest do zaakceptowania. Po 35 minutowym biegu na 75% zrobiłem 6
„efów” ze znaczną jak dla mnie szybkością, co skutkowało dużym (prawie
niespotykanym dotąd), wzrostem tętna. Może trochę zbyt ambitnie do tego
podszedłem, ale bez większych problemów zrobiłem wszystkie sześć. Po ostatnim
fartleku tętno skoczyło do 91%! Podczas tych szybkich fragmentów zmęczyłem się
na tyle, że po 40 sekundowym truchcie tętno spadało do 81%. Nie przeszkadzało
mi to jednak w przebiegnięciu kolejnego odcinka równie szybko i z podobną
gracją.
Po trzecim, szybkim odcinku pojawiła się leciutka kolka, jednak nie była ona
zbyt dokuczliwa i co ciekawe podczas szybkiego biegu nie była ona odczuwalna.
Potem 1,5 km spacer do domu, w trakcie którego całkowicie doszedłem do siebie.
Optymistyczną wiadomością jest to, że wzrasta prędkość z jaką mogę biec nie
przekraczając zakresu 75%.


Środa

To już był dzień w którym
odczuwalne było zmęczenie. Co prawda, ani czas biegania, ani jego intensywność
nie były duże, ale po kilku dniach codziennego biegania miałem wrażenie, że
dużo więcej nie dałbym rady. Standardowy trucht (8 minut), ćwiczenia
rozciągająco – rozgrzewające, a potem 30 minut biegu w zakresie 75%. Oczywiście
na koniec biegania 8 minutowy trucht. I kolejny raz okazało się, że pomimo
ociężałości ogólnej, a nóg w szczególności, prędkość rośnie przy zachowaniu
zakresu tętna. Dla przykładu podam, że w trakcie niedzielnego biegu, średni
czas pokonania jednego kilometra wyniósł 7,59 min., a dzisiaj 7,12! Jak dla
mnie jest to znaczny wzrost szybkości i jestem bardzo zadowolony. Jak dalej
będzie rosła w takim tempie to przechodzę na program „maraton <3 h”.
Niestety wykonanie dwóch serii ćwiczeń sprawnościowych zrobiłem z niekłamaną
niechęcią.


Czwartek

Dzisiaj wolne i nie mogę
powiedzieć, żeby mnie to martwiło. Szczególnie w perspektywie tego co jutro mam
do wykonania.


Piątek

Wcale nie czuję się wypoczęty, a
dzisiaj mam znowu planowy atak serca poprzedzony „efami”. Na wszelki wypadek
upewniłem się u naszych trenerów co do tego jak je wykonywać, w jakim
terenie, w którym momencie treningu je wykonywać i… wyszło, że w zasadzie
to robię to dobrze. Więc zaczynam od truchciku przez 8 min, następnie
rozciąganko i 35 minut biegu w zakresie do 75%. Spokojnie mógłbym przebiec dwa
razy tyle! Ale jak zabieram się do fartleków to już taki cwaniak nie jestem.
Rzeczywiście biegnę je uczciwie, porządnie, jak na początkującego biegacza
przystało, się męcząc. Może nawet zbyt porządnie, bo dzisiaj mam krótsze
przerwy na odpoczynek i tętno wcale nie jest chętne do spadania. Dzisiaj, na
koniec efów tętno skoczyło do 94%!!! nie bardzo wiem jak ludzie mogą z taką
intensywnością robić jakiś dłuższy trening! Półtora kilometrowy spacer do domu pozwala
mojemu sercu i płucom dojść do siebie, więc w drzwiach mieszkania jestem już
„normalny”.


Sobota

Na dzisiaj mam zaplanowane dwa
elementy. Jeden jest optymistyczny, a drugi nie bardzo. Ten optymistyczny to
to, że spotykamy się całą grupą (prawie całą, bo Przemek jest nieobecny), a ten
gorszy to planowane tempo dzisiejszego biegania odpoczynkowego – do 65% tętna
maksymalnego!!! Znowu czołganie przez pełzanie! Ale na szczęście inni nawet
rozgrzewkowy trucht biegną szybciej więc ja też. Wychodzi około 70%. Spotkanie
zaczęło się od przebrania w nowe ubranka i buciki NIKE. Fajne! Buty są świetne,
ale też sporo węższe od moich dotychczasowych NB i przez to nie czuję się do
końca komfortowo. Mam nadzieję, że z czasem się rozchodzą. Po truchtaniu i
rozciąganiu w zasadzie każdy robi to co mu w planie wypada, a ja już w zasadzie
mógłbym przestać biegać, bo swój plan wykonałem w trakcie truchtu, ale dla
towarzystwa pobiegałem dłużej z Piotrkami, a Edyta tymczasem trenowała pod
czujnym okiem Wujka Adama. Po bieganiu zrobiliśmy serie ćwiczeń sprawnościowych
i wiedziałem, że znowu będą mnie gnaty bolały.


Niedziela

W zasadzie nad dzisiejszym
treningiem nie ma się co rozpisywać. Trucht, rozciąganie, 45 minut biegu do
75%, trucht i już jestem w domu. Pogoda śliczna, dużo ludzi i na szczęście mało
psów. Czego chcieć więcej? Chyba tylko tego, żeby kolejny tydzień biegania, był
równie udany.


I tydzień (21.04.2008)
Waga: 92.5 kg

Początek programu był okropny. Miałem bardzo dużo pracy, pogoda była brzydka,
a ja trochę rozczarowany planem treningowym. Jak go zobaczyłem to stwierdziłem,
że będę się dłużej ubierał w sportowe kalesony niż trwa mój trening. Ale
oczywiście grzecznie robiłem to, co mi mądre głowy przygotowały. Początkowo było
lekko, miło i przyjemnie, ale w zasadzie codzienne bieganie, nawet niezbyt
długie, pod koniec tygodnia dawało się odczuć.

Dodatkowa, nieprzewidziana atrakcja w postaci sobotniego spotkania naszej
grupy zdecydowanie poprawiła mi humor. Było wesoło i optymistycznie.
Poskakaliśmy, pobiegaliśmy, potem bieg w solidnym deszczu….Było miło.

To, co w tym tygodniu okazało się dla mnie najbardziej dokuczliwe, to
ćwiczenia ogólnorozwojowe. Mam wrażenie, że cały mój organizm nagle został
zmuszony do robienia czegoś, na co nie ma ochoty. Czuję mięśnie, o których dawno
zapomniałem.

Waga sie nie rusza, ale też mnie to nie dziwi. Zobaczymy, co będzie dalej.

Dawno, dawno temu, w odległej
galaktyce…


Pierwsze moje przymiarki do
biegania rzeczywiście miały miejsce dość dawno temu, a dokładniej jakieś 10
lat. W tamtych czasach regularnie i dużym zapałem poświęcałem
się wycieczkom rowerowym (o żadnym aspekcie sportowym moich wycieczek
mowy nie było). Wieczorami jednak nie bardzo miałem na nie ochoty.
Oczywiście, jak każdy gadżeciarz, najpierw wybrałem się do sklepu
i zakupiłem buty do biegania. Dla porządku wspomnę, że nie miałem
pojęcia o istnieniu jakichkolwiek zasad dobierania butów biegowych.
Ruszyłem na biegową ścieżkę i… szybko mi się znudziło.
Bieganie po ciemku, samemu w strasznym lesie bemowskim okazało się nie dla mnie. Dalej rowerowałem.


Powrót do pomysłu biegania
przyszedł razem z planami wejścia na Mont Blanc. Moja kondycja przez
ostatnie lata systematycznie spadała, odwrotnie proporcjonalnie do mojej
wagi. Perspektywa kilkukilometrowego spaceru z dużym plecakiem skierowała
moje myśli ku poprawie kondycji i zrzuceniu kilogramów.


I tak pod koniec lutego 2007
roku ruszyłem z bieganiem. Oczywiście ponownie zacząłem od kupienia
butów, ale uzbrojony w wiedzę zdobytą na bieganie.pl miałem już
przynajmniej świadomość tego, że buty są różne, nogi są różne,
podłoże jest różne i… powinienem mieć dwadzieścia, różnych
par butów. Zakup ograniczyłem do jednych.


Początki były koszmarne,
ale świadomość tego, po co to robię, przezwyciężała początkowe
zniechęcenie. Zacząłem od planu 10 tygodniowego, ale szybko okazało
się, że to jednak nie dla mnie, bo po 3 tygodniach mogłem biec bez
przerwy przez 30 minut! Więc biegałem bez jakiegokolwiek planu. Nad Wisłą, w zależności od chęci, co dwa, trzy dni po okolo 10 km, a
w niedziele długie bieganie w Kampinosie. I wszystko byłoby ładnie
i zdrowo, bo pod koniec czerwca byłem w stanie biec przez puszczę przez
2,5 godz. bez przerwy (nie wiem, ile kilometrów, ale ile czasu!),
ale na początku sierpnia wpadłem na pomysł jazdy na rolkach. Wjechałem
w jakąś dziurę, zepsułem kolano i do wiosny tego roku miałem przerwę.
Waga tylko na to czekała, jednak znaleźli się ludzie, którzy mnie
wsparli w powrocie do kondycji i odpowiedniej wagi, tak znalazłem
się tutaj i rozpoczynam karierę biegającej osoby publicznej.

.. Wiek: 32 (lat)

Parametry startowe:
Waga: 93 (kg)
Wzrost: 185 (cm)
Rozmiar ubrań: 34 (spodnie)

09-Jun 40’ – 75% F8x30”/30” trucht
10-Jun 40’ – 65% 3xSpr
11-Jun 20’ – 75% 15’+10’/5’ trucht -0.85
12-Jun wolne
13-Jun 40’ – 75% 3xSpr
14-Jun 20’ – 75% 20’ – 85%
15-Jun 75’ – 75%
16-Jun 30’ – 65% 2xspr
17-Jun 40’ – 75%
18-Jun 15’ – 65% 30’ – 85%
19-Jun wolne
20-Jun 40’ – 75% 2xSpr
21-Jun 20’ – 75% F8x1’/1’
trucht
22-Jun 60’ – 75%
23-Jun 30’ – 65% 2xSpr
24-Jun 20’ – 75% 20’ – 85%
25-Jun 40’ – 75% 2xSpr
26-Jun wolne
27-Jun 20’ – 75% 25’ – 85%
28-Jun 40’ – 65% 2xSpr
29-Jun 65’ -75%
30-Jun 30’ – 75% P6x100m /100m trucht
01-Jul 40’ – 75% 1xSpr
02-Jul 40’ – 65%
03-Jul wolne
04-Jul 25’ – 65%
05-Jul START 15km

Kolejne cztery tygodnie treningu:

12-maj 35’ / 75% + 10’ / 85%
13-maj 40’ / 75% + 3xSpr
14-maj 40’ / 75% + F 6×30”
15-maj wolne
16-maj 35’ / 75% + 3xSpr
17-maj 30’ / 75% + 10’ / 85%
18-maj 65’ / 75%
19-maj 40’ / 75% + 2xSpr
20-maj 30’ / 75% + 15’ / 80%
21-maj 45’ / 75% + 2xSpr
22-maj wolne
23-maj 20’ / 75% +15’/10’ – 85%/p 5′
trucht
24-maj 40’ / 75% + 2xSpr
25-maj 70’ / 75%
26-maj 30’ / 75% + F 8×30”
27-maj 40’ / 75% + 3xSpr
28-maj 10’ / 65% 15’/10’/5’ – 85%/p 5′
trucht
29-maj wolne
30-maj 45’ / 75% + 3xSpr
31-maj 30’ / 75% + F 5×40”
01-cze 75’ / 75%
02-cze 30’ / 75% + 2xSpr
03-cze 20’ / 75% + 20’ / 85%
04-cze 40’ / 75% + 2xSpr
05-cze wolne
06-cze 20’ / 75% + 2×10’ 85% /5’
07-cze 40’ / 75% + 2xSpr
08-cze 90’ / 75%

Pierwsze cztery tygodnie treningu.

14-04 20’ – 75%
15-04 30’ – 65% 1xSpr
16-04 35’ – 75%
17-04 wolne
18-04 30’ – 75%
19-04 35’ – 75% 1xSpr
20-04 40’ – 75%
21-04 30’ – 65%
22-04 35’ – 75% F 6×20”/40”trucht
23-04 30’ – 75% 2xSpr
24-04 wolne
25-04 35’ – 75% F 6×20”/30”trucht
26-04 30’ – 65% 1xSpr
27-04 45’ – 75%
28-04 35’ – 75% F 6×30”/1’trucht
29-04 30’ – 65% 2xSpr
30-04 35’- 75%
01-05 wolne
02-05 35’ – 75% F 6×30”/40”trucht
03-05 35’ – 75% 2xSpr
04-05 50’ – 75%
05-05 30’ – 75% 2xSpr
06-05 35’ – 65% 10’ – 85%
07-05 40’ – 75% 2xSpr
08-05 wolne
09-05 40’ – 75% P 5x100m/100m trucht
10-05 60’ – 75%
11-05 30’ – 65% F 6×30”/30”trucht