27 kwietnia 2012 Redakcja Bieganie.pl Sprzęt

Rekord życiowy, który nie dał pełni szczęścia


Olga Kalendarova – Ochal w niedawno zakończonym maratonie w Wiedniu ustanowiła swój nowy rekord życiowy z wynikiem 2:31:33. Niestety wynik ten nie dał Oldze przepustki do startu na Igrzyskach Olimpijskich w Londynie. Mąż sportsmenki, Paweł Ochal rozmawia z Olgą na temat wrażeń z biegu oraz o jej przygotowaniach do startu w wiedeńskim maratonie.

Jak Ci się biegło w Maratonie w Wiedniu? Łatwo? Czy czułaś jednak, że minimum jest poza Twoim zasięgiem?

olgaW Wiedniu biegło mi się łatwo do pewnego momentu, kiedy zaczął wiać porywisty wiatr. Czułam, że minimum jest w moim zasięgu, po to właśnie tu przyjechałam – walczyć o jego uzyskanie. Zwątpienie przyszło jednak około 36km, kiedy już zaczęły się poważne schody. Jest jeszcze następny fakt, którego nie mogę sobie wybaczyć. Aż wstyd się mi przyznać, ale pomyliły mi się kilometry. Kiedy około 39km pogodziłam się z tym, że minimum jest już poza moim zasięgiem, chciałam powalczyć o jak najlepszy wynik. Postanowiłam, że dam z siebie wszystko na ostatnim kilometrze biegu – wiem, że nieraz można na nim urwać kilkanaście sekund. Tak też uczyniłam. Kiedy myślałam, że to 42km maratonu zaczęłam morderczą walkę o sekundy. Jednak po 500m mocnej przebieżki zorientowałam się, że to dopiero zaczął się 41km! Dobiegnięcie ostatnich 1500m okazało się mordęgą. Walczyłam o to, żeby stracić jak najmniej. Niestety w konsekwencji ostatni kilometr przeszłam prawie pieszo (tak czułam). Zamiast zyskać 15 sek. straciłam około 30 sek.

Biegłaś sama czy z kimś?

Na początku biegliśmy kilkunastoosobową grupką, byli w niej także „zające”, którzy mieli za zadanie utrzymywać zakładane tempo biegu. Grupka jednak szybko się rozsypała, by spotkać się ponownie chyba na 17-18km.  Co chwilę ktoś dobiegał do grupy, potem odpuszczał, albo uciekał. Luźniej zrobiło się dopiero po pierwszej połowie dystansu, kiedy już każdy biegł swoje.

W jakich butach biegłaś maraton w Wiedniu, a w jakich przygotowywałaś się do tego startu?

Biegłam w butach AISCS GEL Tarther, są to niesamowite buty do biegania biegów szybkich, ale świetnie sprawdzają się również w treningach wytrzymałościowych. Biegam w nich wszystkie biegi tempowe na treningu i wszystkie zawody. Z tym modelem nie rozstaję się od ponad 4 lat. Resztę przygotowań do maratonu wykonałam w większości w butach ASICS GEL Cumulus 13 – mimo, że mają na końcu 13 nie przynoszą pecha. W tych butach czuję się komfortowo, mają odpowiednią stabilizację i amortyzację dla mojej stopy, a ich lekka waga pozwala mi na treningu pokonywać bez przeszkód nawet 35km odcinki.

Czy nowy rekord życiowy niweluje gorycz nie uzyskania minimum?

Nie bardzo. Nie jestem zadowolona z wyniku, choć rekord życiowy zawsze cieszy. Nie jest to jednak wynik, na jaki się szykowałam. Przeanalizujemy wraz z trenerem cały maraton i przygotowania. Wyciągniemy wnioski i będziemy pracować dalej!

Gdzie trenowałaś – w Polsce czy na wyjeździe?

Całe przygotowania spędziliśmy poza granicami Polski i muszę przyznać, że nie były one łatwe. Główną jego część – około 8 tygodni byliśmy w Portugalii, w Monte Gordo ( tak jak zawsze można już powiedzieć). W ramach drugiej części przygotowań prawie 4 tygodnie spędziliśmy w górach – w Narodowym Parku Sierra Nevada. Mieszkaliśmy w małej miejscowości Jerez del Marquesado na wysokości około 1300m. Pierwszy raz byłam w tak wysokich górach (dotychczas kilka razy w Szklarskiej Porębie i raz w Kislovocku na wys.800m) Warunki do trenowania były dobre jak na Europę zimą. W sumie to nie mieliśmy za dużego wyboru, bo całe przygotowania finansowaliśmy z rodzinnego budżetu i nie stać nas było na droższy wyjazd poza Europę.

Jakie trudności w przygotowaniach do maratonu musiałaś pokonać?

Na pewno stres, bowiem dopiero na tydzień przed maratonem otrzymałam decyzję IAAF, że w przypadku, gdy uzyskam minimum będę mogła reprezentować Polskę na Igrzyskach.  Nerwówka w tej sprawie była, zatem do końca.  Drugą sprawą jest całkowita zmiana systemu treningowego. Po porażce w zeszłym roku w Warszawie (2: 37) rozstałam się z trenerem Aleksandrem Kuzinem. Po kilkunastodniowym oczekiwaniu na odpowiedź od mojego nowego trenera Aleksandra Mikitenko (mąż – trener Iriny Mikitenko rekord życiowy w maratonie 2:19!!!!) rozpoczęliśmy nową współpracę. Jestem mu bardzo wdzięczna że przyjął mnie do grupy. Treningi zaczęły przynosić rezultaty (rekordy życiowe na dystansach 21 i 42km), ale trzeba się jeszcze do nich przyzwyczaić.

Do pełnego sukcesu potrzebne jest też pełne wsparcie finansowe sponsorów. Mam nadzieję, że wkrótce jakaś firma dołączy do ASICS Polska, który w ramach kontraktu marketingowego ubiera mnie w niezbędne rzeczy i obuwie potrzebne do treningów i na zawody.

Jakie są Twoje plany na dalszą część sezonu?

Dalsze plany na ten sezon nie są na razie dokładnie sprecyzowane.  Nie wiem jeszcze, gdzie pobiegnę maraton na jesień, ale już mogę zdradzić, że na pewno wystartuję w kliku biegach ulicznych. Pierwszy w kolejności będzie XXII Bieg Konstytucji 3 Maja w Warszawie. Chciałabym jeszcze w pierwszej części sezonu wystartować w jakimś półmaratonie i kilku biegach za granicą. Latem chcę już spokojnie szykować się do jesiennej części starów, aby tam poprawić kolejne rekordy życiowe.

Możliwość komentowania została wyłączona.